Rodzice Édouarda de Pomiane'a wyemigrowali z Polski po powstaniu styczniowym. Ich syn urodził się już w Paryżu jako Edward Pożerski. Wychowany w duchu patriotycznym, ukończył słynącą z rygoru École Polonaise w Paryżu, studiował medycynę i biologię na Sorbonie. Pierwszą wojnę światową spędził w okopach - był lekarzem frontowym. Potem podjął pracę w Instytucie Pasteura. Swoje pierwsze publikacje (z gastroenterologii i fizjologii żywienia) podpisywał jeszcze jako Édouard Pozerski. Odkąd jednak zajął się propagowaniem zasad zdrowego żywienia, zaczął używać bardziej przystępnego dla francuskiego ucha nazwiska de Pomiane (Pomian był herbem rodzinnym), choć więzów z Polską nigdy nie zerwał.

Początki jego kariery wydawały się stricte naukowe (tytuł pracy doktorskiej: "Wspierające działanie soku jelitowego na moc amylolityczną soku trzustkowego i śliny" ) i nic nie wskazywało, by miał się kiedykolwiek zająć pisaniem książek kucharskich. Ale - życiem rządzi przypadek. W 1922 r. wydał dzieło "Higiena żywności" i przedstawił je w programie radiowym. Okazało się, że potrafi ze swadą i przystępnie opowiadać o naukowych aspektach gotowania: na przykład o tym, co się dzieje z żółtkiem, kiedy łączymy je z oliwą podczas kręcenia majonezu, lub dlaczego wrzucone na gorący olej frytki skwierczą.

Wkrótce zaproponowano mu cotygodniową audycję w Radio-Paris, a od 1929 r. zaczął pisać i wydawać książki kucharskie z przepisami własnego autorstwa lub (częściej) podpatrzonymi u innych - zawsze jednak były to dzieła o silnym aspekcie naukowym, jak choćby wydany w 1924 r. monumentalny "Le Code de la bonne chere. Sept cents recettes simples publiées sous les auspices de la Société scientifique d'hygiene alimentaire" (Kodeks dobrego jadła. Siedemset prostych przepisów pod patronatem Towarzystwa Naukowego Higieny Żywności ). Wyjątkową natomiast pozycją w dorobku de Pomiane'a była "Kuchnia żydowska. Dzisiejsze getta" , owoc sentymentalnej podróży do Polski w 1928 r. Znalazły się w niej pisane z etnograficznym zacięciem relacje z życia Żydów polskich, jak i przepisy na potrawy ich kuchni.

Najsłynniejszą z książek kucharskich de Pomiane'a stała się wydana w 1930 r. "Kuchnia w 10 minut, czyli o dostosowaniu się do rytmu nowych czasów" , przeznaczona dla osób lubiących dobrze zjeść, ale nie mających czasu na długie gotowanie. Idea ta szła pod prąd francuskiej tradycji kulinarnej, według której najlepsze skutki przynosi jak najdłuższe przygotowywanie dań.

- Moja książka - pisał we wstępie - przeznaczona jest dla studentów, ekspedientek, urzędników, artystów, leni, poetów, biznesmenów, marzycieli i naukowców - dla tych, którzy mają godzinę na obiad czy kolację, z czego pół godziny chcieliby poświęcić na obserwowanie dymka z papierosa ponad filiżanką kawy. "Kuchnia w 10 minut" opierała się w większości na regionalnych daniach francuskich, choć de Pomiane umieścił w niej też przepisy podpatrzone podczas wojaży zagranicznych oraz będące owocem własnych eksperymentów. Przetłumaczona na główne języki zachodnie, zrobiła furorę w krajach anglosaskich, gdzie jest popularna do dziś - ostatnie angielskie wydanie pochodzi z 2008 r.

De Pomiane uważał, że dobrym kucharzem można zostać nie w dziesięć lat, jak wymaga francuska tradycja, a w miesiąc - opracował kurs sześciu lekcji, wystarczających podobno do opanowania tej sztuki. Zresztą na bakier z francuską mentalnością kulinarną był już od czasu studiów, które pozwoliły mu krytykować tradycyjny stół z punktu widzenia fizjologii i medycyny. Co się tyczy ryby - pisał - każdy zgodzi się, że musi być jedzona po zupie, a przed daniem mięsnym. Uświęcone tradycją miejsce ryby przed mięsem oznacza, że w praktyce jemy przy jednym posiłku i rybę, i mięso. I taki posiłek, jak powie wam każdy dietetyk, jest nazbyt bogaty w związki azotowe, ponieważ ryba ma tyleż samo przyswajalnego białka co mięso i zawiera znacznie więcej od mięsa fosforu.

Na tym froncie de Pomiane niewiele wskórał: do dziś typowy, pełny francuski obiad to seria: zupa-ryba-mięso-sałatka-sery-ciasto-deser z kawą i koniakiem (do posiłku oczywiście wino). Co proponował w zamian? Na przykład taki oto zestaw: krem z pomidorów, schabowy (cetelette de porc), purée z kasztanów, sałatka z buraczków, gruszki (plus kawa, wino, koniak ad libitum; z używkami de Pomiane nie walczył, sam był zaprzysięgłym palaczem i koneserem win). Skądinąd polecany w tym zestawie krem z pomidorów pochodził podobno z Polski, z kuchni rodzinnej matki de Pomiane'a. Oto przepis:

Rozkrój sześć pomidorów i podsmaż ich połówki na maśle, kładąc przeciętą stroną na powierzchni patelni i nakłuwając czubkiem noża grzbiety. Następnie obróć je i smaż przez 10 minut, obróć ponownie i smaż, aż z pomidorów wypłynie sok, po czym obróć jeszcze raz, dodaj 75 g śmietany, wymieszaj i trzymaj na ogniu do zabulgotania.

Francuzi być może nie przyjęli w swej codziennej diecie całości zaleceń de Pomiane'a, ale na pewno z lubością czytali jego książki. W latach 30. nasz kucharz-fizjolog wydaje kolejne dzieła: "Kuchnia nowoczesnej kobiety" (1933), "Kuchnia w plenerze" (1935), "365 przepisów poprzedzonych studium dietetycznym każdego z nich" (1938) oraz "Medytacje nad obrusem" (1939).

Jako bodaj pierwszy z autorów książek kucharskich zwracał się do czytelnika w niezwykle bezpośredni (jak na pierwszą połowę XX w.) sposób. Prześledźmy próbkę jego stylu w przepisie na sos holenderski:

Doświadczeni kucharze uważają przygotowanie sosu holenderskiego za rzecz trudną; w rzeczywistości nie ma nic prostszego. Jeśli chcesz, by ci się ta sztuka powiodła, postępuj jak ja: Wlej łyżkę zimnej wody i dwa żółtka jaj do niewielkiego rondelka, dodaj trochę soli. Umieść rondelek w większym garnku z wrzącą wodą, utrzymując go silnie ręką. Zmieszaj szybko widelcem żółtko jajek z wodą. Kiedy mieszanina zacznie gęstnieć, wyciągnij mały rondelek z wrzącej wody i włóż do niego 50 g masła pokrojonego na kawałki wielkości orzecha. Umieść rondelek z powrotem w gorącej wodzie. Mieszaj teraz nieprzerwanie mieszaninę drucianym bijakiem. Kiedy masło stopnieje, a sos nabierze konsystencji kremowej, wyciągnij rondelek nieco ponad wodę, dodaj kolejne 50 g masła pokrojonego na kawałki. Zamieszaj i umieść rondelek z powrotem w wodzie. Sos zacznie w tym momencie gęstnieć, mieszaj go dalej. Zanurz palec w sosie - jeśli parzy, wyjmij rondelek z wrzątku. Mieszaj przez kolejne piętnaście sekund. Sos jest teraz gotowy. Powinien mieć konsystencję rzadszą niż majonez, jednak ma lepić się do zanurzonej w nim na chwilę łyżki. Jeśli lubisz smak cytryny, dodaj kilka jej kropli na początku przygotowywania sosu, przed dodaniem masła. Nigdy jeszcze nie udało mi się zepsuć sosu holenderskiego i tobie też tego nie życzę. Sos holenderski (...) dostarcza podniebieniu wszelkich rozkoszy - smaku, zapachu, aksamitnej gładkości.

Takich praktycznych uwag w jego przepisach jest mnóstwo. Jak np. przy suflecie z ziemniaków, który radzi podawać jedynie w gronie bliskich i wypróbowanych znajomych, jest bowiem duża szansa, że suflet zepsujesz, a jeśli nawet nie, to pozbawisz znajomych swego towarzystwa na znaczną część wieczoru. Dbałość o względy praktyczne łączył de Pomiane ze staraniem o piękno i oryginalność języka, czego efekty widać najpełniej w powtykanych tu i ówdzie w przepisy króciutkich frazach:

Weź garść pietruszki wielkości mniej więcej pęczka fiołków;

Mięso zrobi się teraz szare, co może cię wpędzić w przygnębienie;

Oprzyj się wygodnie w fotelu, weź łyk kawy, zaciągnij się głęboko papierosem - pomyśl, jaki jesteś szczęśliwy;

Odlej wodę z puszki groszku - jej zawsze jest tam za dużo!;

Kup tuzin ślimaków od sprzedawcy, któremu ufasz, to jest takiego, który nie żałuje masła na farsz...

Ogromna większość przepisów de Pomiane'a jest skrajnie lakoniczna i rzeczowa, jak np.:

Jagnięcina po gruzińsku

Kup dwa plastry jagnięciny. Pokrój każdy na cztery części. Smaż je w maśle. Posól. Popieprz. Skrop octem. Pozwól mięsu odparować. Podawaj z kawałkami surowej cebuli. Danie to powinno się spożywać palcami.

albo:

Zupa pomidorowa

Zagotuj około 400 ml wody w rondelku i wmieszaj w nią czubatą łyżkę stołową przecieru pomidorowego. Dodaj, nieustannie mieszając, dwie łyżeczki drobno zmielonej kaszy manny. Posól. Gotuj od wrzenia przez sześć minut. Dodaj 50 g gęstej śmietany. Podaj na stół.

Nazwisko de Pomiane'a nie zostało eponimem żadnej potrawy, choć on sam przyczynił się do rozpropagowania wielu regionalnych, a wręcz "prywatnych" przepisów. Podobno to właśnie de Pomiane odkrył dla świata konfiturę z cebuli, tak popularną na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku.

W 1940 r., po zajęciu przez Niemców Paryża, przeszedł na emeryturę, ale kontynuował wykłady w Instytucie Higieny Żywności. Pod okupacją napisał dwa podręczniki zdrowego odżywiania się w warunkach wojennych: "Kuchnia w sytuacji ograniczeń" i "Jedz mimo wszystko" ; dodajmy do tego jeszcze podręcznik domowego wyrobu konserw.

Po wojnie całkowicie poświęcił się kulinarno-dietetyczno-naukowemu pisarstwu, czego dowodem są jego dwie kolejne książki: "Kuchnia dla delikatnego żołądka" (1949) oraz "Fizyka kuchni i sztuki kulinarnej. 700 podstawowych, bardzo prostych dań" (1950).

I wreszcie, prawie u schyłku życia, wydał książkę nawiązującą do polskich korzeni: "La Vieille Pologne. La Cuisine polonaise: vue des bords de la Seine" (Dawna Polska. Kuchnia polska widziana znad Sekwany) z ilustracjami Stanisława Grabowskiego, Zygmunta Olesiewicza i Konstantego Brandela (1952). Ostatnim jego wielkim dziełem są natomiast "Godziwe przyjemności miłości i ust" (1955), szkice poświęcone afrodyzjakom czy też szerzej - związkom jedzenia i miłości.