W tegorocznej jesiennej edycji Restaurant Week wzięło udział 400 restauracji z kilkunastu polskich miast. My udaliśmy się do sześciu lokali w Warszawie, Krakowie, Katowicach i Gliwicach. Zobaczcie, jak wypadło festiwalowe menu w La Forchetta, Unique Taste, Rōnin Japanese Cuisine, Restauracja Boska, Restauracja Stolica i Frank Winebar & Shop. 

 La Forchetta, ul. Józefa Marcika 27

Lokal usytuowany nieco na uboczu, z dala od tętniącego życiem centrum, zaskoczył miłą, niezobowiązującą atmosferą. Bardzo szybko na stoliku pojawiły się powitalne drinki, nie było też problemu z nieoczekiwaną zmianą koktajlu na wersję bezalkoholową – tym sposobem obok klasycznego Martini Fiero z tonikiem mieliśmy okazję skosztować także mocktailu Kinley Yuzu. Miłym akcentem był poczęstunek, nieprzewidziany w karcie, w postaci pieczonego buraka z kozim serem i sosem vinegret.

Pieczony burak z kozim serem i sosem vinegretPieczony burak z kozim serem i sosem vinegret Karolina Magiera

Restauracja na co dzień serwuje kuchnię europejską z naciskiem na włoską, a szefem kuchni jest tam Dawid Kołodziej. W ramach kolacji festiwalowej zdecydowałam się na menu mięsne (menu B) z królikiem i kaczką w rolach głównych. Pierwsze danie stanowił comber z królika w asyście musu marchewkowego z ndują, marynowanymi grzybami schimeji, gruszką kompresowaną w wytrawnym Chardonnay i pistacjami. Było smaczne, choć nieco zbyt zachowawcze – brakowało mu głębi smaku, myślę, że należało je mocniej przyprawić. W wersji wegetariańskiej (menu A) na talerzu pojawiły się wytrawne makaroniki z musem z gorgonzoli, figową konfiturą i pudrem z orzecha włoskiego – absolutny comfort food.

Niekwestionowaną gwiazdą wieczoru został jednak idealnie wysmażony filet z kaczki – z aromatyczną skórką i soczystym wnętrzem podany z knedlem dyniowym, musem z brukwi, jarmużem, jadalnymi kasztanami i sosem buraczanym z gorzką czekoladą Callebaut olśniewał smakiem. Tutaj zastrzeżeń brak, wszystkie aromaty doskonale się ze sobą komponowały, przyjemnie oddziałując na kubki smakowe. Alternatywą dla kaczki była polędwica z dorsza pod ziołową kruszonką z musem z batatów polana sosem kafirowym.

Deser – była to lawendowo-tymiankowa panna cotta, mus z dyni piżmowej i białej czekolady, kruszonka czekoladowa, waniliowe lody grzybowe, suszone płatki chabru oraz sos z owoców leśnych aromatyzowany likierem Jagermeister. Z pewnością cieszył oko, na czym zależało organizatorom festiwalu, niestety pojawił się tutaj ten sam problem, co przy króliku. Panna cotta była nieco mdła i nie miała w sobie przyjemnej kremowości i "tego czegoś".

Filet z kaczki z knedlem dyniowym i kasztanamiFilet z kaczki z knedlem dyniowym i kasztanami Karolina Magiera

W La Forchetta na nowo naprawdę miło spędziłam czas, czułam się tam bardzo swobodnie, a jedzenie było w porządku – nie zanotowałam większych wpadek, choć obyło się bez szybszego bicia serca. (Karolina Magiera)

Unique Taste, ul. Floriańskiej 28

Restauracja kładzie nacisk na polskie dania, które przyrządzali nasi przodkowie, ale w nowoczesnej odsłonie fine diningu. Szefem kuchni jest tu Paweł Gacek, który zaserwował nam prawdziwą ucztę dla zmysłów. Ponownie zdecydowałam się na menu mięsne (menu B). Błyskawicznie otrzymałam talerz z wędzonym filetem z pstrąga ojcowskiego, idealnie wysmażonymi, chrupiącymi skwarkami oraz kawałkami zielonego jabłka. Na moich oczach kelner nalał do naczynia aromatyczny, kremowy wywar rybny – plus za samo doświadczenie. Danie też było zachwycające – mieszały się w nim struktury, czyli chrupiąca słonina i jabłko z miękką rybą i płynem, a także smaki: od wędzonego, po słony, kwaśny i słodki. Przystawka dla menu A była równie smaczna – był to krem ziemniaczany ze smalcem z fasoli Jaś, skwarki z cebuli i grissini.

Nie ukrywam, że wybrałam to menu ze względu na ozór wołowy, który stanowił główne danie mięsnej karty. Podany z chrzanowym purée ziemniaczanym, karmelizowaną marchwią oraz sosem jeżynowym nie rozczarował ani trochę. Gotowany przez 17 godzin był idealnie miękki, a jego smak doskonale podkreślał chrzan z purée ziemniaczanego, choć moim zdaniem dodano go na tyle oszczędnie, że był słabo wyczuwalny. Sos jeżynowy był pyszny, ale głównie stanowił ozdobę talerza – szkoda, bo świetnie komponował się z całym daniem, a bez niego całość była trochę sucha. Daniem głównym w menu A było ravioli grzybowe z wędzonym twarogiem, sosem z polskich serów i rukolą – również bardzo obiecująca propozycja.

Ozór wołowy z dodatkamiOzór wołowy z dodatkami Karolina Magiera

Największym zaskoczeniem okazał się deser. Nie przepadam za pischingerem, więc podejrzliwie spoglądałam na kelnera, który podał mi talerz z torcikiem przekładanym domową konfiturą aroniową, z kremem (na zewnątrz!) i sosem kawowym obok. Muszę przyznać, że mimo obaw był to najlepszy andrut, jaki jadłam w życiu! Miłym zaskoczeniem był też fakt, że dla menu A przewidziano inny deser – zaserwowano karmelizowane morele w sądeckim miodzie z kremem chantilly na twarogu i migdały. Wielki plus za lokalne smaki!

Unique Taste polecam z całego z serca. To miejsce idealne dla fanów polskiej kuchni i zapomnianych smaków, ale z nowoczesnym twistem. Na pewno tam wrócę!

Rōnin Japanese Cuisine, ul. Damrota 6, Katowice

Jeżeli chodzi o wnętrze lokalu, to utrzymany w nim klimat był bardzo przyjemny, ze wschodnimi akcentami. W ramach Restaurant Week restauracja oferowała dwa warianty menu, A - w stu procentach wegański, oraz B, zawierający zarówno mięso, jak i ryby.

Przystawka oferowana w menu A, Gunkanmaki z Umibudo (wegańskim kawiorem z alg) posypane płatkami jadalnego złota w towarzystwie świeżego wasabi była smaczna, jednak nie zachwycała. Jej smak był dość delikatny, lekko słonawy. Zyskiwała po dodaniu wasabi. Przystawka z menu B, Nigiri z wołowiny Wagyu A5+ posypane płatkami jadalnego złota w towarzystwie wasabi, której głównym punktem miało być mięso, niestety odrobinę mnie zawiodła - wołowina była mało wyczuwalna na tle ryżu i jej smak zanikł. Zdecydowanie lepsze byłoby podanie w formie cienkich plasterków Sashimi, bez ryżu.

Nigrii R?nin Japanese CuisineNigrii R?nin Japanese Cuisine Zuzanna Barszcz

Najlepsza potrawa ze wszystkich podanych - wegańskie danie główne: młoda marchew oraz por sous vide, pieczone krążki z dyni hokkaido, Hanaho Jiso, honey vegan butter i sos truflowy. Warzywa były doskonale przygotowane, mięciutkie, ale wyraźne w smaku, słodkawe dzięki dodatkowi miodowej glazury. Sos truflowy świetnie wyważony, dobrze podkreślał smak warzyw. Rybna propozycja dania głównego w menu B - Katsuo no Tataki: opiekane slice’y z tuńczyka żółtopłetwego, liście Shiso, Kinome, pianka Yuzu. Spora porcja tuńczyka, który był dość pikantny, ale samo jego mięso w środku delikatne, dzięki czemu dobrze wybijał się smak ryby. Kwaskowata pianka z cytrusowego owocu Yuzu dodawała ciekawego akcentu dobrze komponującego się z tuńczykiem.

Katsuo no TatakiKatsuo no Tataki Zuzanna Barszcz

Desery zdecydowanie najmniej mi smakowały - Mizu-Yokan to dwuwarstwowa galaretka, której dolny poziom był z czerwonej fasoli, a górny z dodatkiem matchy, polana sosem mango. Deser był dość twardy i zbity, ciężko się go kroiło i był bardziej wytrawny w smaku niż słodki. Określiłabym go jako kontrowersyjny, na pewno wielu osobom nie przypadnie do gustu. Kasuter, biszkopt z miodem podany z purée z matchy był lepszą propozycją deserową, jednak ciasto było suche i dla mnie zdatne do spożycia dopiero po maczaniu w miodzie, z dodatkiem purée. Mus z matchy sam w sobie był lekko goryczkowaty, co jest charakterystyczne dla tej zielonej herbaty. Ja lubię ten smak, więc zjadłam z przyjemnością, jednak jeżeli ktoś lubi typowo słodkie desery, to raczej nie zostanie fanem żadnej z propozycji. Wszystkie dania były pięknie podane, co zdecydowanie pozytywnie wpływało na ogólny odbiór posiłków. (Zuzanna Barszcz)

Restauracja Boska, Rynek 18 c, Gliwice

Lokal jest bardzo przestronny i elegancki, urządzony nowocześnie, w loftowym stylu. Obsługa bardzo miła i profesjonalna. Pozytywnie zaskoczyła mnie karta win z kompasem smakowym i nutami. Spróbowałam tu zarówno klasycznego, jak i bezalkoholowego wariantu festiwalowego drinka. Restauracja nie oferuje wegetariańskiego ani wegańskiego wariantu menu w ramach Restaurant Week - w menu A pojawiła się ryba, natomiast w menu B mięso zarówno w przystawce, jak i w daniu głównym. 

Przystawka mięsna w menu B, składająca się z wolno pieczonego boczku w towarzystwie szczypioru, piklowanej dyni i cebuli oraz bezy kawowej podana na oliwie ziołowej naprawdę zachwycała. Podane mięso było chrupiące i miękkie w środku, dość dymne w smaku, bardzo wyraźne. Kwaskowate pikle i kawowa beza doskonale kontrastowały z jego mocnym, mięsnym smakiem i równoważyły całe danie.

Pierś z kurczaka ze szpinakowym farszem podana na makaronie taglioliniPierś z kurczaka ze szpinakowym farszem podana na makaronie tagliolini Zuzanna Barszcz

Krem z pasternaka i pietruszki to zupa z mocnym posmakiem tego drugiego składnika, o konsystencji leciutkiego musu, z zimnym, słodkim i lekko kwaskowatym sorbetem gruszkowym, podana z chrupiącym paluchem grissini ze słodkimi kawałkami kasztanów w karmelu, które wyróżniają się na tle kremu orzechową nutą i kontrastującą teksturą. To danie również bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, ciekawie przeplatały się tu smaki i faktury składników, tworząc niecodzienną kompozycję. 

W menu B danie główne to pierś z kurczaka ze szpinakowym farszem podana na makaronie tagliolini. Makaron osnuty był kremowym, śmietankowym sosem z dodatkiem szpinaku. Makaron zwieńczał doskonale przyrządzony, soczysty kawałek kurczaka pod pierzynką ze szpinakowego kremu, zapieczonego z wyraźnym w smaku żółtym serem mimolette. Boczniaki mikołajkowe podane obok mocno octowe, delikatnie podsmażone, miękkie i aromatyczne z pieprznym akcentem. Danie główne menu A było dość ciekawe - bazą był intensywny strączkowy dahl z czarnej soczewicy, fasoli i bakłażana, który wyróżniał się zróżnicowaną teksturą i lekko ziemistą aromatycznością. Kontrastowały z nim świeże, słodkie owoce - granat oraz chutney z mango i ananasa. Delikatny jesiotr z wyczuwalnym morskim akcentem podkreślony był akcentem indyjskim - pastą z intensywną przyprawą garam masala.

Deser był taki sam dla obu wariantów menu - składał się ze słodkiego dyniowego sorbetu z kawałkami warzywa i delikatnymi imbirowymi nutami oprószonego kruszonką. Do tego aksamitny krem z białej czekolady, chrupiące palone kakao w smaku przypominające brownie i pianka dyniowa, o dziwo lekko słonawa. Prezentował się naprawdę przepięknie, była to mocno sezonowa, jesienna kompozycja.

Słodki dyniowy sorbet z kawałkami warzywa i delikatnymi imbirowymi nutami oprószony kruszonkąSłodki dyniowy sorbet z kawałkami warzywa i delikatnymi imbirowymi nutami oprószony kruszonką Zuzanna Barszcz

Menu B to zdecydowanie propozycja z bardziej klasycznymi smakami, natomiast menu A opiera się na ciekawych połączeniach i kontrastujących ze sobą składnikach, w obu wariantach jednak zostałam czymś zaskoczona. Porcje były naprawdę duże, więc trzydaniowy obiad był bardzo sycący. Posiłki były naprawdę wyborne. Wyszłam z restauracji z pozytywnymi wrażeniami. (Zuzanna Barszcz)

Restauracja Stolica, Szeroki Dunaj 1/3, Warszawa

Stolica, której szefem kuchni jest Piotr Augustyńczyk, znajduje się na warszawskiej Starówce, która raczej nie jest pierwszym adresem wybieranym przez stołecznych foodies. Nic więc dziwnego, że wśród gości dominują turyści. Jeśli jednak mamy ochotę na tradycyjne dania w eleganckim wydaniu, warto tu wpaść.

W ramach Restaurant Week dostępne były dwa menu - mięsne i wegetariańskie, a tak naprawdę rybne. Przystawkę w pierwszym stanowił bardzo aromatyczny podwędzany tatar wołowy podany w piklami, cebulką i musztardą francuską. W wersji rybnej był to śledź marynowany z sałatką buraczaną, musem z jabłek i oliwą szczypiorkową, który przywodził już na myśl świąteczne smaki. 

Podwędzany tatar wołowy podany w piklami, cebulką i musztardą francuskąPodwędzany tatar wołowy podany w piklami, cebulką i musztardą francuską Agata Piasecka

Danie główne w menu mięsnym było bardzo jesienne i poprawne - pierś z kaczki podana na purée z dyni z sosem malinowym i kalafiorem Romanesco. Jednak to risotto z borowikami, dymką, tymiankiem oraz czosnkiem serwowane z sałatką z rukoli i parmezanem okazało się najciekawszą propozycją, która z powodzeniem mogłaby się znaleźć w stałej karcie lokalu. Było kremowe, sycące i rozpływało się w ustach. 

Risotto z borowikami, dymką, tymiankiem oraz czosnkiem serwowane z sałatką z rukoli i parmezanemRisotto z borowikami, dymką, tymiankiem oraz czosnkiem serwowane z sałatką z rukoli i parmezanem Agata Piasecka

Najsłabiej wypadły niestety desery. Zarówno ciastko czekoladowe z płynnym środkiem i lodami, jak i mus z białej czekolady z wiśniami w syropie nie wyróżniały się zupełnie niczym.  

Plusem Stolicy jest z pewnością jej świetna obsługa kelnerska z manierami w starym stylu i przytulną atmosfera. To na pewno dobre miejsce na rodzinne spotkanie, ale celowałabym raczej w obiad niż kawę i ciastko.  (Agata Piasecka)

Frank Winebar & Shop, Grzybowska 43A/lok U6 Warszawa

Frank to nowy lokal słynnego warszawskiego szefa kuchni Aleksandra Barona, tym razem poświęcony kuchni i winom frankofońskim. W Restaurant Week lokal brał udział drugi raz, po tym jak w wiosennej edycji był jednym z najbardziej obiecujących debiutów. Tym razem w przypadku obu menu przystawkę stanowiła jesienna terrina z dyni, buraka i boczniaka królewskiego, która była bardzo przyjemnym startem kolacji. Absolutnym odkryciem był jednak gołąbek z kaczki w czerwonej kapuście w wersji mięsnej z szarpaną kaczką, jabłkami, kaszą gryczaną i sosem z buraków, który sprawił, że zupełnie inaczej spojrzałam na to tradycyjne danie. W wersji wege kaczkę zastąpiono bakłażanem, a sos z buraka oryginalnym w smaku sosem z sera serwatkowego. 

Gołąbek z bakłażanemGołąbek z bakłażanem Maria Niezgoda

Deser w obu przypadkach składał się z ciastka francuskiego z korzennymi  jabłkami i bitą śmietaną, a jego wielkość dorównywała pozostałym daniom i była trudna do przejedzenia. Całe menu okazało się być nowoczesnym twistem na domowym comfort foodzie i idealnie pasowało do serwowanych w lokalu win. 

Ciastko francuskie z korzennymi jabłkami i bitą śmietanąCiastko francuskie z korzennymi jabłkami i bitą śmietaną Martyna Dumińska

Dodatkowym plusem z pewnością była obecność w lokalu Aleksandra Barona, który osobiście pomagał wybierać odpowiednie, także bezalkoholowe, wino z obszernej karty.  (Agata Piasecka)