Barszcz ukraiński jest pyszny, rozgrzewa i dodaje jedzącym mnóstwo energii. W Polsce traktujemy go raczej jako zupę, ale dla naszych wschodnich sąsiadów jest daniem jednogarnkowym. Jednak teraz wraz z wpisem na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO staje się też szacowną „instytucją" i powodem do dumy dla wszystkich Ukraińców. 

– Zwycięstwo w wojnie o barszcz jest nasze! Bardzo chętnie podzielimy się barszczem i jego recepturą ze wszystkimi cywilizowanymi krajami. A także z niecywilizowanymi, aby miały przynajmniej coś jasnego, smacznego i ukraińskiego – napisał na Facebooku minister kultury i polityki informacyjnej Ołeksandr Tkaczenko. 

Kiedy w marcu 2021 roku ukraińskie ministerstwo kultury składało wniosek do UNESCO w sprawie przyznania ochrony „kulturze gotowania barszczu ukraińskiego", nikt nie sądził, że wkrótce będzie miała ona podtekst polityczny, a decyzja o wpisie będzie podejmowana w tak dramatycznych okolicznościach. Pierwotnie UNESCO dawało sobie sporo czasu na podjęcie decyzji. Sprawa barszczu ukraińskiego miała być rozpatrywana w 2023 roku. 

Jednak nabrała tempa wraz z inwazją wojsk rosyjskich w Ukrainie. Uznano wtedy, że dziedzictwo kulturowe Ukrainy jest zagrożone i nadano sprawie nadzwyczajny tok, czego wynikiem było specjalne posiedzenie Międzyrządowego Komitetu ds. Ochrony Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego i wpisanie barszczu ukraińskiego na listę dziedzictwa. 

Nikt też chyba nie spodziewał się, że próba wpisania barszczu jako ukraińskiego dziedzictwa wywoła taką wściekłość Kremla. Rzeczniczka rządu rosyjskiego Maria Zacharowa domagała się wręcz uczynienia z jego receptury wiedzy tajemnej, zakazu publikowania przepisów i gotowania. Określała go też „przejawem ekstremizmu i nazizmu". Wszystko po to, żeby nie dopuścić przypisania tego dania jako dziedzictwa Ukraińcom.