Warszawski hotel Bristol w zeszłym roku obchodził 120. urodziny i już na stałe wpisany jest w historyczny krajobraz miasta. Zlokalizowany przy Trakcie Królewskim był świadkiem niezliczonych rautów i przyjęć. To tu świętowano otrzymanie Nobla przez Marię Skłodowską-Curie, swoje obrazy malował Wojciech Kossak, a stałym gościem hotelowej kawiarni Café Bristol był mieszkający nieopodal pisarz Janusz Głowacki. Kawiarnia niedawno przeszła zresztą renowację, a śniadanie tutaj to wciąż najlepszy z możliwych sposobów, by poczuć odrobinę starego ducha miasta i luksusu. Przy okazji nie rujnując doszczętnie budżetu, bo za śniadanie w eleganckiej hotelowej kawiarni zapłacimy mniej niż 40 zł. 

Art déco w środku Warszawy

Nowością w hotelowych wnętrzach od kilku miesięcy jest za to koktajlbar Lane’s Bar, który idealnie pasuje do naszego cyklu "Między Kuchnią a Sztuką", bo łączy w sobie nie tylko wyjątkowe doznania kulinarne, ale i estetyczne. Nowe miejsce wpisuje się w historię hotelu, w którym się znajduje, ale też oferuje nieco więcej luzu, puszczając oczko do osób przechadzających się po Krakowskim Przedmieściu, które mają ochotę, by wypicie drinka miało w sobie coś z rytuału. 

To, co na początku zwraca uwagę w Lane’s Bar, to wystrój w stylu art déco, za który odpowiada londyńska pracownia architektoniczna Sagrada, podjęła się ona także renowacji Café Bristol, a wcześniej urządzała między innymi wnętrza luksusowego pięciogwiazdkowego hotelu The Norman w Tel Awiwie. W wystroju dominuje więc połączenie pastelowych pluszów i aksamitów ze złotem, mosiądzem, szkłem i kamieniem, od razu przywodząc na myśl eleganckie przyjęcia sprzed lat. Moim pierwszym skojarzeniem był ostatni sezon serialu "Peaky Blinders", którego bohaterowie wykorzystują ostatnie momenty przepychu i wolności przez wybuchem II wojny światowej. Kto chce więc poczuć odrobinę dekadencji, koniecznie musi odwiedzić to miejsce. 

Wnętrze Lane's Baru w hotelu BristolWnętrze Lane's Baru w hotelu Bristol mat.pas.

Kilkaset ginów dookoła świata

Miejsce inspirowane jest londyńskimi koktajlbarami i wciąż niezbyt popularnym w Polsce ginów. Co zatem zamiast ginu z tonikiem? Układający kartę Karol Rybicki, miksolog gwiazd, który przygotowywał drinki m.in. dla Rihanny, Madonny i Leonardo DiCaprio, ma na niego kilka pomysłów. Najciekawiej zdecydowanie prezentuje się część karty inspirowana europejskimi smakami, które mogą się okazać bardzo zaskakujące, ale też niezwykle trafne. I tak cocktail Docksman (52 zł) z Wielkiej Brytanii na bazie ginu Opihr, z cydrem, syropem Garam Masala i purée z mango od razu przenosi nas w sam środek wielokulturowego londyńskiego marketu Camden Town. A włoskie Aguri (42 zł) z ginem Marcati, campari, tynkturą pomidorową, syropem z bazylii i limonki oraz zaskakującą w smaku pianką pomidorową idealnie oddaje smak parnych włoskich wakacji. Drinki to jednak nie wszystko, bo siadając przy barze, można poprosić barmanów o wycieczkę dookoła świata szlakiem ginów. Przewodnikiem po naszym tastingu był Max Czyżewski, który dokładnie przeprowadził nas przez wszystkie nuty serwowanych ginów (spróbowaliśmy oczywiście tylko kilku z kilkuset dostępnych w barze butelek). Okazuje się bowiem, że alkohol na bazie jałowca może mieć bardzo wiele odsłon smakowych, i nie chodzi tu wcale tylko o popularne od paru sezonów giny infuzowane truskawką czy różą. 

Mimo że pierwsze skrzypce na barze gra gin, to w karcie nie zapomniano też o abstynentach i z myślą o nich zaproponowano kilka naprawdę ciekawych mocktaili, które nie są zwykłymi lemoniadami. Na szczególne uznanie z pewnością zagłosują tajska mrożona herbata czy Yuzu Fizz (oba 25 zł), które spokojnie sprawią, że nie będziemy czuli się pokrzywdzeni, pijąc bezalkoholowe wersje koktajli.

Koktajl w Lane's BarKoktajl w Lane's Bar mat.pras.

Kuchnia nikkei w Warszawie

Lane’s Bar to także jedno z niewielu miejsc w Polsce, obok np. warszawskiej restauracji Nobu, gdzie można spróbować autentycznej kuchni nikkei. To kuchnia powstała w Peru w XIX w., gdy w kraju zaczęła powstawać spora diaspora japońska (a w Ameryce Południowej więcej Japończyków niż w Peru mieszka tylko w Brazylii). Kilka lat temu zawojowała Europę i USA. Czym się charakteryzuje? Tym, co najlepsze w daniach obu krajów, bo łączy w sobie elegancję i delikatność kuchni japońskiej z umiłowaniem świeżych składników i ostrości rodem z Peru.

Japońskie pierożki gyoza w wersji Nikkei serwowane w Lane's BarJapońskie pierożki gyoza w wersji Nikkei serwowane w Lane's Bar mat.pras.

W Lane’s Bar menu ułożono tak, by komponowało się z serwowanymi koktajlami i nadawało do dzielenia. Dania opracowane przez szefa kuchni hotelu Bristol Michała Tkaczyka są więc niewielkie, ale przepełnione smakiem. My spróbowaliśmy m.in. minitacos z marynowanym tuńczykiem (22 zł) czy wołowiną waygu (35 zł), które są tak aksamitnie, że dosłownie rozpływają się w ustach. Największym zaskoczeniem była jednak tempura nikkei maki, czyli połączenie rolki sushi i owoców morza w tempurze, które razem stanowiły nieoczekiwanie zgrany duet.

Yakitori serwowane w Lane's Bar w hotelu BristolYakitori serwowane w Lane's Bar w hotelu Bristol mat.pras.

Zupełnie nowym smakiem były też yakitori, czyli japońskie szaszłyki mięsne lub rybne w wersji nikkei serwowane na opalanym ananasie i z sosem chimichurri. Natomiast dla miłośników tatara obowiązkowym punktem powinien być niezwykle lekki tatar z wołowiny waygu z czerwonym kawiorem keta i chrupiącym ziemniakiem. 

Do Lane’s Bar z pewnością jeszcze wrócimy, zwłaszcza że hotel Bristol na sezon wiosenno-letni planuje rozstawienie ogródka wzdłuż Traktu Królewskiego.