W czasie tegorocznej wiosennej edycji Resturant Week, która potrwa do 10 kwietnia, odwiedziłam cztery warszawskie restauracje w zupełnie odmiennym stylu i serwujące zupełnie różne dania. Niektóre wyróżniały się obsługą, inne daniami, a inne okazały się przypadkowym odkryciem. Zobaczcie, co wpadało świetnie, a co trochę zgrzytało. 

 Rest.Baczewskich, al. Szucha 17/19

Na pierwszy tasting wybrałam restaurację Baczewskich specjalizującą się w kuchni ukraińskiej. To zdecydowanie jeden z najelegantszych lokali biorących udział w wiosennej edycji festiwalu. Nie dziwi więc, że i obsługa jest niezwykle uprzejma i profesjonalna. Festiwalowe drinki zostają podane od razu. Nie ma też problemu z tym, żeby jedną z opcji zmienić z wybranej wcześniej przy rezerwacji, z alkoholowej na bezalkoholową. 

Na początek w wersji wegetariańskiej zaobserwowane zostały papryczki jalapeno faszerowane kozim serkiem z kolendrą, chilli i szalotką. To danie dla amatorów bardzo ostrych smaków i z pewnością nie każdy poradzi sobie z jego pikantnością. Ja przyznaję, że odpadłam w połowie. 

Zdecydowanie delikatniejsza w smaku była mięsna przystawka, czyli trzy minigrzanki z tatarem z czarną truflą. Mięso było niezwykle delikatne w smaku, a jego głębię dodatkowo podkreślił wyrazisty zapach trufli. W ramach czekadełka restauracja serwuje też wybór chleba z masłem z solą i trzeba przyznać, że jest to strzał w dziesiątkę, bo niewiele rodzajów pieczywa można konkurować z ciemnym ukraińskim chlebem.

Mini grzanki z tatarem z czarną trufląMini grzanki z tatarem z czarną truflą Agata Piasecka

Danie główne w wersji wegetariańskiej to pikantne duszone warzywa podawane na grzance czosnkowej. Choć po ostrości przystawki ta potrwa wydaje się zupełnie łagodna. Znowu jednak dużo lepiej wypada wersja mięsna, czyli niewielkie pierożki z kaszanką podawane z sosem bogracz. Tu wszystko jest idealne. Ciasto jest tak cienkie, że przebija przez nie farsz. A kremowy sos sprawia, że całość rozpływa się w ustach. To zdecydowanie najlepsze danie główne, którego próbowałam podczas tegorocznej edycji Restaurant Weeka. 

Pierożki z kaszanką podawane z sosem bogracz.Pierożki z kaszanką podawane z sosem bogracz. Agata Piasecka

Zwieńczeniem posiłku były desery. W wersji wege palony sernik. A w wersji mięsnej dwa małe ptysie z kremem i owocami. Oba desery były bardzo przyjemne, ale po świetnym daniu głównym nie zapadły szczególnie w pamięć. Spoza restaurantweekowej karty zamówiliśmy m.in. wspaniałą lemoniadę wiśniową, która smakowała jak pierwsze dni lata. W czasie wizyty trzeba jej koniecznie spróbować. 

Żywa Kuchnia, ul. Racławicka 99/3

Kolejnym lokalem wybranym przeze mnie na tasting była Żywa Kuchnia w Forcie Mokotów, którą chciałam odwiedzić już od dawna. I teraz wiem, że należało to zrobić wcześniej. To świetne miejsce dla wegetarian i flexitarian, którzy szukają ciekawych smaków. 

W festiwalowym menu do wyboru są dwie opcje: roślinna i rybna. W pierwszej przystawka to "przegrzebki" z boczniaków podawane w towarzystwie puree ze skorzonery, soczewicy, orzechów dukkah i piklowanych grzybów shimeji. Trzeba przyznać, że boczniaki konsystencją świetnie udają małże św. Jakuba i tworzą bardzo ciekawe danie. Na tyle interesujące, że przyćmiewa ono niezłą makrelę podawaną z puree z groszku z piklowaną rzodkwią, ogórecznikiem i palonym ogórkiem. Jednak przy daniach głównych dochodzi do zmiany i to pieczony w miso dorsz z kawiorem z bakłażana, puree z topinamburu, marynowanym jarmużem i oliwą szczypiorkową bije na głowę pieczonego batata z piklowaną marchewką, rzodkwią, jarmużem i prażonymi migdałami. Na szczęście deser w obu zestawach jest taki sam - mus czekoladowy z awokado, z karobem, jagodami goji, granatem i orzechami laskowymi. Słowem - zdrowa słodkość, która nie pozostawia wyrzutów sumienia.

Mus czekoladowy z awokadoMus czekoladowy z awokado Agata Piasecka


Dodatkowe zalety Żywej Kuchni? Drinki, których nie ma w karcie, ale o których przygotowanie można poprosić barmana/kelnera, który dokładnie wsłucha się w nasze preferencje. 

Wolna Europa, ul. Malczewskiego 56

Restauracja na warszawskim Mokotowie, którą wybrałam ze względu na rozbudowane, bo aż "pięciodaniowe", menu. Poza przystawką na początek kolacji serwowane jest mini arancini z suszonymi pomidorami i pesto z rukoli, a pomiędzy przystawką a daniem głównym kubki smakowe można sobie odświeżyć mini koktajlem z jarmużu, jabłek, ogórka i limonki. Bardzo miłe to akcenty. 

arancini z suszonymi pomidorami i pesto z rukoliarancini z suszonymi pomidorami i pesto z rukoli Agata Piasecka

Jeśli chodzi o przystawki, to opalany kalmar sous vide z avocado, żelem z pomidora i majonezem wasabi zarówno pod względem smaku, jak i wyglądu wypada dużo lepiej niż suszony rostbef z konfiturą żurawinową z chili. Podobnie jest z daniem głównym, to troć wędrowna również przyrządzana metodą sous vide podana na puree z popcornu z posypką z sorgo, grillowaną polentą, cukinią i czipsem z jarmużu wypada dużo ciekawiej niż karkówka z mangalicy również sous vide podana z  chutneyem z kwaśnego jabłka i chili, puree z pietruszki, brukselką smażoną, sosem jabłkowo koperkowym i czipsem z jabłka. Po pieczołowicie przygotowanych przystawce i daniu głównym mini crème brulee z muscovado robi nieco skromne wrażenie. Choć rozumiem, że wielkość deseru to cena za to, że w menu znalazło się pięć dań, a nie zwyczajowe trzy.

mini zielony koktajlmini zielony koktajl Agata Piasecka

Kolacja w Wolnej Europie była przyjemnym doświadczeniem, które sprawiło, że rozważyłabym odwiedzenie restauracji, by spróbować dań z karty. Niestety całość popsuła nieco obsługa, która godzinę przed zamknięciem lokalu podsunęła rachunek za zamówione poza festiwalowym menu napoje, które wciąż piłyśmy, i zaczęła sprzątać. To sprawiło, że poczuliśmy, że chyba jednak powinnyśmy już wyjść. 

Zwierzyniec Beer&Rest, ul. Bracka 18

Muszę przyznać, że warszawska restauracja browaru Zwierzyniec to moje największe pozytywne zaskoczenie wiosennej edycji festiwalu. Zwłaszcza że jako osoba pijąca mało piwa, a ostatnio w ogóle niepijąca alkoholu, nie miałam wobec tego miejsca szczególnych oczekiwań. Wybrałam je ze względu na obecność w menu szparagów i to był strzał w dziesiątkę. 

W menu wegetariańskim szparagi podawane są w towarzystwie przepiórczego jajka i dzikich ziół. I jest to zdecydowanie najlepsza festiwalowa przystawka. Lekka i wiosenna.

Szparagi z przepiórczym jajkiemSzparagi z przepiórczym jajkiem Agata Piasecka

Niczego nie brakuje też kaszance podawanej na kompresowanym jabłku, ale szparagi wyróżniają się na tle wszystkich innych dań. W kategorii dania główne też lepiej wypada opcja wege z pyzą z wędzonym twarogiem i konfiturą z czerwonej cebuli. Choć delikatny comber z królika podawany z białymi szparagami z cydrem też jest daniem zaskakująco wiosennym i lekkim. Deser w obu zestawach ten sam - parfait orzechowe z ciastkiem podawane na espresso - nie został potraktowany po macoszemu. Danie prezentuje się się bardzo ładnie i świetne komponuje się kawą z palarni Coffee & Sons. Całość menu bardzo fajnie prezentuje kuchnię Zwierzyńca, co zachęciło mnie do powrotu i sprawdzenia ich krótkiej (to zawsze dobrze wróży!) karty. 

Pyza z twarogiemPyza z twarogiem Agata Piasecka