Zastanawiające, że w kraju, gdzie, jak pisał Norwid, kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba, rodzimych przysłów i zwrotów językowych odnoszących się do chleba jest niezbyt wiele. Julian Krzyżanowski w swoim monumentalnym dziele „Mądrej głowie dość dwie słowie”, podaje, a i to mimochodem, raptem trzy powiedzenia: o mężu:

Jaki taki, aby był, aby chleba rozdobył (tj. zdobył, przyniósł do domu chleb);

o domowym chlebie:

Lepszy dóma chlyb, kapusta, niż kaj ińdzi kura tłusta

(ze Śląska Cieszyńskiego);

o potrawach postnych:

Chleb-trawa, ryba-woda, mięso-strawa

(tak wg Grzegorza Knapskiego w XVI wieku luteranie i Tatarzy mieli kpić z katolików, wstrzymujących się od jedzenia mięsa, ale już ryb i chleba nie).

Istnieje poza tym ukuty przez Polaków termin prawniczy, symbolicznie nawiązujący do chleba, tyle że wyrażony po łacinie: Panis bene merentium, 'chleb dobrze zasłużonych', czyli należące do króla dobra ziemskie, przyznawane osobom szczególnie zasłużonym dla państwa.

Piekarz, rycina z XVI  (Industrial encyclopedia E.-O. Lami - 1875)Piekarz, rycina z XVI (Industrial encyclopedia E.-O. Lami - 1875) shutterstock

Oczywiście chleb jest w języku polskim obecny, i to nawet obficie, tyle że prawie wszystkie odnoszące się doń zwroty mają swe źródło w Biblii. Nie tylko zresztą w Nowym Testamencie, gdzie chleb stał się ciałem Zbawiciela, a także najbardziej pożądanym darem Niebios, o który wierni proszą słowami najważniejszej dla chrześcijan modlitwy: Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. Równie wielkie znaczenie miał chleb już w tradycji żydowskiej, zwłaszcza chleb niekwaszony (maca), bo taki lud Izraela zabrał ze sobą, uciekając w pośpiechu (ciasto nie zdążyło zatem wyrosnąć) z niewoli egipskiej. Błąkając się po pustyni przez czterdzieści długich lat, lud Izraela żywił się z kolei chlebem, który Bóg podawał mu prosto z nieba. Naukowcy przekonują dziś, że biblijna manna była tak naprawdę wydzieliną tamaryszka bądź jagodą ochradenusa, nam jednak fraza manna z nieba nieodmiennie kojarzy się ze spadającym z nieba „pieczywem” (inne zwyczajowe jej nazwy to chleb niebieskichleb aniołów). Do tego daru pięknie zresztą nawiązał sam Jezus, mówiąc u św. Jana:

Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

Chleb niebiański, czyli manna spadająca z nieba, była tak naprawdę wydzieliną tamaryszka bądź jagodą, obraz z XVI w. autor Mistrza Spadającej Manny (od nazwy obrazu)Chleb niebiański, czyli manna spadająca z nieba, była tak naprawdę wydzieliną tamaryszka bądź jagodą, obraz z XVI w. autor Mistrza Spadającej Manny (od nazwy obrazu) Wikimedia Commons

Chrześcijaństwo wskazywało na mistycyzm symbolu chleba jako ciała Chrystusowego. Na wspomnienie ostatniej wieczerzy podczas uczt (agap) pierwszych chrześcijan łamano się chlebem. (Podobny zwyczaj u „pogan” próbował upowszechnić Seneka, widział w nim jednak raczej symbol dzielenia się własnym dobrem przez bogatych z osobami w potrzebie.) Natomiast kojarzące nam się również z ostatnią wieczerzą spożywanie chleba i wina (ciała i krwi Chrystusa) ma swe korzenie już w Starym Zakonie: chlebem i winem błogosławił Abrahamowi Melchizedech, król Salemu. Były to zresztą (poniekąd są do dziś) dwa najbardziej niezbędne składniki każdej wieczerzy w basenie Morza Śródziemnego. Im dalej na północ, tym wino stawało się mniej ważnym z elementów: w Niemczech zastąpiło je z powodzeniem piwo, potocznie zwane płynnym chlebem ('flüssiges Brot'); w Polsce chyba nieprzypadkowo nowożeńców wita się chlebem i solą, a zaraz potem podaje im się w ślepym teście wodę i wódkę (przy czym wódka oczywiście zwycięża). Skądinąd warto pamiętać, że do wyrobu chleba i wódki (żytniej) używano na Słowiańszczyźnie niemalże tych samych produktów; nie inaczej zresztą w przypadku niemieckich piekarzy i piwowarów (pszenica, jęczmień).

Chleb, zdobywany w pocie czoła (Psalm 126. mówi o chlebie boleści), spożywany w sposób nadmierny, rozrzutny, staje się przejawem pychy i grzechu. Ustami Ezechiela Bóg wyrzuca mieszkańcom Sodomy m.in. sytość chleba (tak w „Słowniku symboli” Władysława Kopalińskiego; Biblia Tysiąclecia oddała to jako obfitość dóbr). Jako symbol obfitości – choć niekoniecznie przesadnej i grzesznej — występuje chleb także w Księdze Powtórzonego Prawa:

Nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi z ust Pana.

Przeciwieństwem obfitości jest natomiast sytuacja, w której żyjemy jedynie o chlebie i wodzie, przebywając na przykład w więzieniu. Księga Przysłów z kolei widzi w chlebie symbol stabilnego i spokojnego, nawet jeśli nie obfitującego w bogactwo życia:

Lepszy jest suchy kęs chleba w spokoju niż dom pełen biesiad kłótliwych.

Zbitką i przeróbką kilku cytatów z Ewangelii jest natomiast przypisywane niekiedy Jezusowi powiedzenie: Gdy kto rzuci w ciebie kamieniem, ty rzuć w niego chlebem. Sam Chrystus niczego takiego nie powiedział, natomiast jako przysłowie wyrażenie to zawędrowało podobno do jidysz i co najmniej sześciu głównych języków Filipin.

Z czasów średniowiecznych, prawdopodobnie z Francji, pochodzi używane czasem i dzisiaj przysłowie: Czyj się chleb je, temu się piosenkę śpiewa.

Paryski piekarczyk z koszem chleba, rycina Anne Claude de Caylus (XVIII w.)Paryski piekarczyk z koszem chleba, rycina Anne Claude de Caylus (XVIII w.) Wikimedia Commons

Rodzimego pochodzenia, nawet jeśli nie zauważył tego Krzyżanowski, jest natomiast prawdopodobnie przekonanie, że z tej mąki chleba nie będzie, a także określenie doświadczonego życiowo człowieka jako tego, który z niejednego pieca chleb jadł. Nawiasem mówiąc, polskich regionalnych powiedzeń chlebnych, które nie załapały się do „Mądrej głowie...”, jest nieco więcej; jak np.:

Daj Boże chleb, a ja zęby znajdę.
Jak rok owocny, to nie chlebny.
Jaki chleb, taka skórka – jaka matka, taka córka.
W jednej ręce chleb, a w drugiej kamień trzyma.

(Jeszcze więcej przykładów znajdziemy na portalu Muzeum Chleba w Radzionkowie: muzeum-chleba.pl/pl/strony/przyslowia-zwiazane-z-chlebem.html)

Zaskakująca jest także skąpość chlebnej frazeologii w (przedchrześcijańskiej) łacinie i grece. Właściwie jedynym znanym powiedzeniem z tych czasów odnoszącym się do chleba jest Panem et circenses! („Chleba i igrzysk!”), ilustrujące według poety Juwenalisa łatwość, z jaką da się rozdawnictwem zboża i krwawymi widowiskami zadowolić tłum. Inna łacińska, a zarazem niechrześcijańska fraza Fiat panis! („Niech stanie się chleb!”) pochodzi z... 1945 roku i powstała jako motto Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO).

Brak przysłów o chlebie w klasycznej grece; piękne skądinąd greckie powiedzenie Głodnemu śnią się bochenki powstało już w czasach nowożytnych i może nawiązywać do sceny tłumaczenia nadwornemu piekarzowi snów przez uwięzionego biblijnego Józefa. Natomiast sporo u greckich pisarzy wzmianek o... rzucaniu chleba psom. Chodzi o tzw. apomagdalia, czyli okruchy chleba, którymi wycierano sobie ręce po posiłku (nie znano jeszcze serwetek); pachnące tłuszczem kulki smakowały oczywiście domowym czworonogom. Skądinąd czasownik paraballo oznaczający m.in. właśnie takie rzucanie chleba psom, przeszedł niesłychaną ewolucję i za pośrednictwem łaciny i francuskiego dał współczesnemu światu słowo „parlament”. Trochę z przekorą da się zatem powiedzieć, że etymologicznie parlament to miejsce, gdzie rzuca się chleb głodnym psom. Z doświadczenia wiemy jednak, że tak nie jest.

Tekst ukazał się pierwotnie w wydaniu specjalnym "Chleb" magazynu Kuchnia (2015 r.), jego autorem jest Stanisław Tekieli (1965-2020) nasz wybitny kolega, pisarz i podróżnik