Każdy jako tako oczytany Polak wie, kim była Lucyna Ćwierczakiewiczowa (1826-

-1901), autorka poczytnych, tak za jej życia, jak i znacznie później, książek kucharskich, tudzież licznych porad modowo-higieniczno-gospodarczych dla pań, publikowanych w postaci corocznej "Kolędy". Gdyby policzyć łączny nakład jej sprzedanych książek i pomniejszych publikacji, mogłoby się okazać, że jest najpoczytniejszym autorem w dziejach piśmiennictwa polskiego. Prowadziła jeden z najbardziej znanych warszawskich salonów drugiej połowy XIX wieku. Znana była z ciętego języka, a nawet skandali towarzyskich - na uwagę Elizy Orzeszkowej, że pisze o plackach, odpowiedziała: "A pani pod placki!". Anegdoty na jej temat powtarzały kolejne pokolenia.

W dobie pozytywizmu walczyła (na swój sposób) o równouprawnienie kobiet, oduczając je występowania

w roli ozdoby życia męża, a ucząc przejmowania władzy nad kluczowymi punktami domowego mikrokosmosu - kuchnią, jadalnią, łazienką, salonem, pomieszczeniami gospodarczymi. Pierwszego męża, obywatela ziemskiego Feliksa Staszewskiego, przepędziła z domu, gdy tylko zauważyła, że robi się leniwy. Drugie małżeństwo, z inżynierem Stanisławem Ćwierczakiewiczem, okazało się udane - w części zapewne dlatego, że mąż nie ingerował ani w karierę pisarską żony, ani w jej działania na niwie towarzyskiej.

Okazuje się jednak, że co Polak wymyśli, to już jego starszy brat w chrześcijańskiej wierze, Czech, zdążył przerobić. Tak też było z fenomenem dyktatorki mód kuchennych i gospodarczych, a zarazem nieugiętej bojowniczki o należne kobiecie miejsce w domu i życiu - Czesi swoją Ćwierczakiewiczową mieli prawie pół wieku wcześniej. Była nią Magdalena Dobromila Rettigová (1785-1845), córka Františka Artmanna, burgrabiego na zamku Všeradice, który jednak zmarł, gdy dziewczynka miała raptem siedem lat (wcześnie poumierali także jej bracia i siostry). Podobnie jak Ćwierczakiewiczowa jej czeska prekursorka znalazła sobie - i to nawet za pierwszą próbą - wyrozumiałego dla swych pisarskich ambicji oraz umiarkowanie emancypacyjnych poglądów męża, Jana Aloisa Sudiprava Rettiga, działacza patriotycznego, prawnika, a zarazem pisarza i tłumacza, który pomagał przekładać na czeski jej artykuły i książki kulinarne (Rettigová urodziła się, podobnie zresztą jak wielu Czechów z wyższych sfer, w rodzinie niemieckojęzycznej, a czeskiego zaczęła się uczyć dopiero w osiemnastej wiośnie życia).

Podobnie jak Ćwierczakiewiczowa Rettigová również miała swój domowy salon (żartobliwie mówiła o nim "kaf~ekova spoleenost", "towarzystwo spotykające się przy kawce"), tyle że nie w stolicy, a w niewielkim miasteczku st~ nad Orlic~, gdzie prowadziła również bibliotekę. W pobliskim Litomyślu zapisała się jako propagatorka wprowadzenia kanalizacji miejskiej; w obu miasteczkach organizowała wieczorki literackie, najbardziej jednak znane były jej przeznaczone dla młodych kobiet kursy prac domowo-gospodarskich i gotowania, gdzie przy okazji wykładano czeską literaturę.

Wydaje się, że obie panie miały podobny pogląd na kwestie emancypacji kobiet. Odcinały się od radykalnie "feministycznego" (wtedy raczej nie używano jeszcze tego terminu) nurtu, stawiając na uczynienie z młodych kobiet osób, które są w stanie stać na własnych nogach, żyć i funkcjonować bez konieczności bazowania na wsparciu i majątku męża. Prowadząc "pracę u podstaw", zrobiły dla sprawy równouprawnienia kobiet zapewne znacznie więcej niż niejedna z bardziej krzykliwych ikon ruchu kobiecego, gardząca a priori tematyką kuchni jako miejsca kulturowego zniewolenia kobiety. Rettigová nie była nieprzejednana wobec mężczyzn - podkreślała jedynie ważną rolę rodziny i kobiety jako jej stabilizatorki. Feministki nie mogą jej darować do dziś stwierdzenia, że "kobieta powinna za wszelką cenę dążyć do tego, by jej mąż był szczęśliwy", choć wydaje się, że w kontekście obyczajów tamtych czasów zdanie to nie miało (dziś tak wyraźnie w nim czytelnego) wydźwięku uwłaczającego pozycji kobiety: Rettigovej chodziło po prostu o szczęście każdego z członków rodziny, w tym i męża.

Ćwierczakiewiczowa, jak wiemy, nie miała dzieci. Rettigová urodziła ich jedenaścioro, choć jedynie troje dożyło wieku dorosłego.

Była żarliwą katoliczką, z uwagą studiowała Biblię i literaturę biblijną. Ćwierczakiewiczowa - warto wspomnieć - była z domu ewangeliczką, czym wielu tłumaczyło jej pragmatyczne podejście do życia. Obie też znane są z szeregu wystąpień patriotycznych i krytyki poczynań odpowiednio

Każdy jako tako oczytany Polak wie, kim była Lucyna Ćwierczakiewiczowa (1826-1901), autorka poczytnych, tak za jej życia, jak i znacznie później, książek kucharskich, tudzież licznych porad modowo-higieniczno-gospodarczych dla pań, publikowanych w postaci corocznej "Kolędy". Gdyby policzyć łączny nakład jej sprzedanych książek i pomniejszych publikacji, mogłoby się okazać, że jest najpoczytniejszym autorem w dziejach piśmiennictwa polskiego. Prowadziła jeden z najbardziej znanych warszawskich salonów drugiej połowy XIX wieku. Znana była z ciętego języka, a nawet skandali towarzyskich - na uwagę Elizy Orzeszkowej, że pisze o plackach, odpowiedziała: "A pani pod placki!". Anegdoty na jej temat powtarzały kolejne pokolenia.

W dobie pozytywizmu walczyła (na swój sposób) o równouprawnienie kobiet, oduczając je występowania w roli ozdoby życia męża, a ucząc przejmowania władzy nad kluczowymi punktami domowego mikrokosmosu - kuchnią, jadalnią, łazienką, salonem, pomieszczeniami gospodarczymi. Pierwszego męża, obywatela ziemskiego Feliksa Staszewskiego, przepędziła z domu, gdy tylko zauważyła, że robi się leniwy. Drugie małżeństwo, z inżynierem Stanisławem Ćwierczakiewiczem, okazało się udane - w części zapewne dlatego, że mąż nie ingerował ani w karierę pisarską żony, ani w jej działania na niwie towarzyskiej. Okazuje się jednak, że co Polak wymyśli, to już jego starszy brat w chrześcijańskiej wierze, Czech, zdążył przerobić.

Tak też było z fenomenem dyktatorki mód kuchennych i gospodarczych, a zarazem nieugiętej bojowniczki o należne kobiecie miejsce w domu i życiu - Czesi swoją Ćwierczakiewiczową mieli prawie pół wieku wcześniej. Była nią Magdalena Dobromila Rettigová (1785-1845), córka Františka Artmanna, burgrabiego na zamku Všeradice, który jednak zmarł, gdy dziewczynka miała raptem siedem lat (wcześnie poumierali także jej bracia i siostry). Podobnie jak Ćwierczakiewiczowa jej czeska prekursorka znalazła sobie - i to nawet za pierwszą próbą - wyrozumiałego dla swych pisarskich ambicji oraz umiarkowanie emancypacyjnych poglądów męża, Jana Aloisa Sudiprava Rettiga, działacza patriotycznego, prawnika, a zarazem pisarza i tłumacza, który pomagał przekładać na czeski jej artykuły i książki kulinarne (Rettigová urodziła się, podobnie zresztą jak wielu Czechów z wyższych sfer, w rodzinie niemieckojęzycznej, a czeskiego zaczęła się uczyć dopiero w osiemnastej wiośnie życia).

'Kucharka domowa', dzieło życia Magdaleny Dobromili Rettigovej, 
wydane po raz pierwszy w 1826 roku, doczekało się w sumie 34 wydań, nie licząc dzisiejszych reprintów.'Kucharka domowa', dzieło życia Magdaleny Dobromili Rettigovej, wydane po raz pierwszy w 1826 roku, doczekało się w sumie 34 wydań, nie licząc dzisiejszych reprintów. Rys. Materiały prasowe Rys. Materiały prasowe

"Kucharka domowa", dzieło życia Magdaleny Dobromili Rettigovej, wydane po raz pierwszy w 1826 roku, doczekało się w sumie 34 wydań, nie licząc dzisiejszych reprintów.

Podobnie jak Ćwierczakiewiczowa Rettigová również miała swój domowy salon (żartobliwie mówiła o nim "kafickova spolecnost", "towarzystwo spotykające się przy kawce"), tyle że nie w stolicy, a w niewielkim miasteczku  Usti nad Orlici, gdzie prowadziła również bibliotekę. W pobliskim Litomyślu zapisała się jako propagatorka wprowadzenia kanalizacji miejskiej; w obu miasteczkach organizowała wieczorki literackie, najbardziej jednak znane były jej przeznaczone dla młodych kobiet kursy prac domowo-gospodarskich i gotowania, gdzie przy okazji wykładano czeską literaturę.

Wydaje się, że obie panie miały podobny pogląd na kwestie emancypacji kobiet . Odcinały się od radykalnie "feministycznego" (wtedy raczej nie używano jeszcze tego terminu) nurtu, stawiając na uczynienie z młodych kobiet osób, które są w stanie stać na własnych nogach, żyć i funkcjonować bez konieczności bazowania na wsparciu i majątku męża . Prowadząc "pracę u podstaw", zrobiły dla sprawy równouprawnienia kobiet zapewne znacznie więcej niż niejedna z bardziej krzykliwych ikon ruchu kobiecego, gardząca a priori tematyką kuchni jako miejsca kulturowego zniewolenia kobiety. Rettigová nie była nieprzejednana wobec mężczyzn - podkreślała jedynie ważną rolę rodziny i kobiety jako jej stabilizatorki . Feministki nie mogą jej darować do dziś stwierdzenia, że "kobieta powinna za wszelką cenę dążyć do tego, by jej mąż był szczęśliwy"{, choć wydaje się, że w kontekście obyczajów tamtych czasów zdanie to nie miało (dziś tak wyraźnie w nim czytelnego) wydźwięku uwłaczającego pozycji kobiety: Rettigovej chodziło po prostu o szczęście każdego z członków rodziny, w tym i męża.

Ćwierczakiewiczowa, jak wiemy, nie miała dzieci. Rettigová urodziła ich jedenaścioro , choć jedynie troje dożyło wieku dorosłego. Była żarliwą katoliczką, z uwagą studiowała Biblię i literaturę biblijną.

Ćwierczakiewiczowa - warto wspomnieć - była z domu ewangeliczką, czym wielu tłumaczyło jej pragmatyczne podejście do życia. Obie też znane są z szeregu wystąpień patriotycznych i krytyki poczynań odpowiednio Habsburgów w Czechach i Romanowów w Warszawie. I tak jak Ćwierczakiewiczowa swego zaprzysiężonego "fana" znalazła w osobie Bolesława Prusa, tak wielkim protektorem Rettigovej okazał się Jan Hostivit František Pospišil, drukarz i wydawca z Hradca Králové.

Pod koniec życia Rettigová uległa wypadkowi, w którym złamała sobie prawą rękę i nieodwracalnie utraciła w niej czucie. Dla przyzwyczajonej do niezależności kobiety, a zarazem energicznej kucharki, była to tortura niezwykle dotkliwa. Mąż próbował wspierać ją także i w tej sytuacji, niestety, umarł na rok przed nią.

Pełny tytuł opublikowanego w 1826 roku dzieła, które zapewniło Rettigovej nieśmiertelność, brzmiał: "Domowa kucharka, czyli łatwe do zrozumienia i zastosowania zasady dla czeskich i morawskich panien, jak wszelkiego rodzaju mięsne i postne dania w apetyczny sposób gotować, piec i zagniatać, rozmaite mączne i owocowe przysmaki oraz dżemy przygotowywać; jak w najnowocześniejszy sposób zastawiać stół; oprócz wielu innych użytecznych, a w gospodarstwie domowym niezbędnych rzeczy".

Frazę "dla czeskich i morawskich panien" wycofano z kolejnych wydań - być może była to pierwsza w Czechach jaskółka nadciągającej ery emancypacji kobiet, a może chodziło o zabieg marketingowy, obliczony na poszerzenie grona czytelników?

Warto wspomnieć, że "Domowa kucharka" była pierwszą - i przez bardzo długi czas jedyną - książką kucharską wydaną po czesku. Jak przystało na kuchnię czeską, przepisy Rettigovej nie stronią od ciężkich potraw mięsnych i mącznych, pływających w zawiesistych sosach. Ale wśród 1172 (sic!) prezentowanych w jej książce dań coś dla siebie znajdzie naprawdę każdy - w tym około 50 potraw wegetariańskich, nie licząc sałatek. Jednak nawet przy daniach ciężkostrawnych autorka dba o równoważące bombę kaloryczną proporcje "zieleniny", podkreśla też we wstępie wagę ćwiczeń fizycznych dla zdrowego trawienia.

Rettigová była w pełni świadoma kulturowych czy wręcz patriotycznych implikacji swego dzieła.

Pisała we wstępie: "Po latach fascynacji kuchnią międzynarodową nasza gastronomia coraz częściej powraca do tradycyjnych czeskich dań i jest oczywiste, że dobrze ugotowane czeskie jadło z produktów wysokiej jakości może być interesujące dla odwiedzających nasz kraj cudzoziemców i stać się jedną z jego atrakcji".

Magdalena Dobromila Rettigová wraz z mężem 
(rys. Jan Novopacký).Magdalena Dobromila Rettigová wraz z mężem (rys. Jan Novopacký). Rys. Jan Novopacký Rys. Jan Novopacký

Magdalena Dobromila Rettigová wraz z mężem (rys. Jan Novopacký).Magdalena Dobromila Rettigová wraz z mężem (rys. Jan Novopacký).

A oto kilka oryginalnych, a zarazem w miarę łatwych do przyrządzenia przepisów jej autorstwa:

Rosół duszony Pokrój na kawałki pół kilo wołowiny, pół kilo baraniny, ćwierć kilo wątroby wołowej i wszelkie resztki drobiowe: łapki, wątróbki, żołądki itd. Wrzuć to wszystko do rondla, dodaj kawałek masła, trzy pokrojone cebule, dwie pietruszki wraz z nacią, dwie marchewki, jeden seler, dwa jarmuże (wszystko to pokrojone), a do tego jeszcze kawałek imbiru i jeden listek laurowy, posól to jedną łyżką stołową soli, przykryj pokrywką i duś, często przy tym mieszając, by się nie przypaliło, aż do momentu gdy mięso nabierze brązowej barwy, a masło pod nim zacznie się pienić. Posyp wówczas je łyżką mąki, dodaj jeszcze jeden kawałek masła i mieszaj nadal ustawicznie. Kiedy na dnie zacznie pojawiać się skorupka, zalej mięso dwoma litrami wody i mieszaj stale, aby to, co przylgnęło do dna, odlepiło się. Potem zakryj rondel pokrywką i gotuj zalane mięso wodą przez około dwie godziny, a w końcu przecedź rosół przez drobne sito. Taki rosół można podawać wieczorem w filiżankach do kawy albo w południe z rozmaitymi dodatkami. Steki cielęce z anchois Pokrój cielęcą szynkę na zimno w cieniutkie steki; na sześć osób utrzyj 10 deko anchois z 10 deko masła, dodaj do tego trochę majeranku i dwa ząbki utartego z solą czosnku. Wmieszaj do tego pół tartej bułki, następnie posmaruj takim farszem dość tłusto cielęce steki, wysmaruj miskę masłem utartym z anchois i ułóż na niej te steki. Jeśli zostało ci trochę farszu, zalej go małą ilością rosołu i polej tym steki, po czym wstaw je na krótko do pieca i podawaj na stół. Siekanka Jeśli został ci kawałek pieczeni cielęcej czy wieprzowej, posiekaj ją na drobniutko. Następnie usmaż na maśle na złoty kolor drobno posiekaną cebulę, domieszaj ją do pieczeni, posól i popieprz i dodaj jeszcze, jeśli masz, wywar z pieczeni (ale nie jest to konieczne). Zalej to małą ilością gęstego rosołu i duś przez chwilę, rozlewając na koniec na siekance jedno lub więcej jajek (zależnie od ilości mięsa), cały czas mieszając, by jaja nie wyszły surowe. Cynaderki na szybko Pokrój wieprzowe nerki w cienkie plastry. Rozpuść na omletowej patelni masło z drobno posiekaną cebulą, a gdy ta się na złoto zrumieni, wrzuć na patelnię pokrojone nerki, dodaj trochę kminku oraz pieprzu i smaż, nieustannie mieszając. Następnie posyp mąką, zalej małą ilością gęstego rosołu wołowego i gotuj, aż wywar zgęstnieje, i podawaj. Tak zwana pieczeń z polędwicy Weź ok. 2 kilo tak zwanej pieczeni z polędwicy, to jest chudego mięsa spod nerek, oczyść ją ze wszystkich skórek i łoju, posól. Weź ok. 7 decylitrów octu winnego, wkrój do niego całą cebulę, wrzuć 12 kulek pieprzu, cztery kawałki imbiru, trochę tymianku i zagotuj. Następnie rozrzuć na posolone mięso kawałeczki słoniny, włóż je do glinianego naczynia, zalej ugotowanym octem i postaw tę zalewę na trzy albo cztery dni w chłodnym miejscu, codziennie mięso obracając. Wówczas zacznij mięso stopniowo piec, tak jak się piecze zająca, polewając kwaśną śmietaną, aż osiągnie miło brązową barwę. Polędwicę w ten sposób przygotowaną można podawać po zupie lub zamiast wołowiny czy pieczeni. Można je serwować na ciepło albo na zimno, z octem i oliwą. Dzieło Magdaleny Dobromili Rettigovej było chyba jeszcze bardziej rozchwytywane w Czechach niż u nas książki Lucyny Ćwierczakiewiczowej - doczekało się 34 wydań (nie licząc dzisiejszych reprintów). Obie panie próbowały też - niestety bez większego powodzenia - swych sił na polu literatury pięknej. Tu chyba Rettigová miała dużo większe ambicje i nadzieje niż Polka, napisała bowiem kilkadziesiąt dramatów i tyleż opowiadań oraz liczne wiersze (po czesku i niemiecku). Lucyna poprzestała na kilku próbach dramatycznych; dodajmy do tego niepozbawione literackich pretensji relacje z podróży, które nadsyłała do "Wędrowca" czy innych warszawskich pism. Cóż jednak z tego, że żadnej z pań nie udało się trafić na literacki parnas? Za to wiele pokoleń Czechów i Polaków wspominało je (i nadal wspomina) z wdzięcznością.