Bear Grylls - brytyjski podróżnik, alpinista, popularyzator sztuki przetrwania - survivalu. Służył 3 lata w brytyjskich siłach specjalnych jako żołnierz 21. Regimentu Rezerwy Special Air Service. Znany przede wszystkim z programu "Ultimate Survival" (Szkoła Przetrwania), prezentowanego na Discovery Channel. W wieku 23 lat zdobył Mount Everest - tym samym został najmłodszym Brytyjczykiem, któremu się to udało. Później jako pierwszy przeleciał nad Everestem motolotnią.

Należy do niego rekord Guinnessa w najdłuższym lataniu w tunelu aerodynamicznym - godzina i 37 minut. Wielbiciele kulinariów znają go z upublicznionego na serwisie YouTube filmiku "Highest open-air formal dinner party": Grylls, ubrany we frak, zjada trzydaniowy obiad przy stoliku zamocowanym w koszu balonu na wysokości niemal 8 tys. m, by następnie skoczyć w dół.

Aga Kozak: Najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek miałeś w ustach? Bo słyszałam, że brukselka.

Bear Grylls: O tak, nienawidzę brukselki! Ale jeśli pytasz o bardziej egzotyczne doświadczenia, to surowe kozie jądra. I płyny jelitowe wielbłąda. Jąder próbowałem u pustynnego plemienia Berberów, którzy specjalnie dla mnie zarżnęli kozę i - jako honorowemu gościowi - oddali mi ten delikates. Do bani z takimi delikatesami! Nie mogę powiedzieć, żeby rozpływał się w ustach... Przyznaję się, że od razu po skosztowaniu jąder zacząłem je zwracać. Wyobraź sobie tę scenę: ja sobie wymiotuję, a kamerzysta wszystko nagrywa... No, ale wtedy mnie olśniło: właśnie tak ma być!

Dorastałem, oglądając nudne programy survivalowe, w których takich scen nigdy by nie pokazano. Ja staram się to robić inaczej. W ostatnim programie "Ucieczka z piekła", pokazywanym na kanale Discovery Channel, odtwarzam, czyli dosłownie przeżywam na własnej skórze, niezwykłe sytuacje, które zdarzyły się zwykłym ludziom - od ataków bandytów, przez lawiny, mrożące krew w żyłach spotkania z niedźwiedziami, po bardzo groźne burze piaskowe. I podpowiadam, co mogli zrobić inaczej, by było im łatwiej.

Na przykład: bohater odcinka o burzy piaskowej był tak wycieńczony, że postanowił popełnić samobójstwo, trąc nadgarstkami o ostre skały. Bez rezultatu: z powodu odwodnienia krew nie chciała płynąć. Stracił przytomność i gdy obudził się po paru godzinach, zobaczył, że otaczają go wygłodniałe nietoperze. Wyobraził sobie, jak umiera, obgryzany po kawałku przez ohydne stwory. Ale przecież one mają krew w żyłach, pomyślał, krew można pić. Wystarczyło mu sił, by złapać kilka najbardziej agresywnych. Przeżył.

To znaczy, że i ty piłeś krew nietoperza?

- Mnie się, prawdę mówiąc, strasznie nie chciało łowić tych paskudztw. Zadowoliłem się wężem, który akurat podpełzł. Uciąłem mu głowę i wypiłem jego krew.

Odczuwasz czasem - tak po prostu - obrzydzenie?

- Kiedy już wiesz, że tzw. survival food, czyli jedzenie, które pomoże ci przeżyć - od żab po larwy - nie jest największym smakołykiem, ale za to da ci niezbędną energię, to po prostu je połykasz. Jak pewnie zauważyłaś na moich filmach bywa, że jem i pluję, właśnie z obrzydzenia. Choćby wtedy, kiedy jem świeży tłuszcz wielbłąda czy jaja mrówek, które co prawda zawierają 60 procent białka, ale zapewniam, że nie są super. Naturalnie, to survivalowe jedzenie nie zawsze jest ohydne, zdarzają się rzeczy zupełnie smaczne.

 

Na przykład?

- Choćby jagody. Leśne owoce są pyszne. Choć przyznaję, że i termity mają bardzo odświeżający, ciekawy smak. Niektóre mrówki smakują z kolei jak cytrusy - to zresztą charakterystyczne dla jedzenia, które zawiera kwas mrówkowy. Kiedy lekko nadgryziesz mrówkę, eksploduje w ustach właśnie smakiem zbliżonym do cytryny. Z tego też powodu nie da się ich zjeść zbyt dużo.

Mam wrażenie, że dla Anglika ekstremalną sytuacją może być brak popołudniowej herbatki...

- Moja droga - herbatę jestem w stanie zorganizować sobie w każdych okolicznościach. Można zaparzyć ją z igieł świerku. Albo sosnowych, polecam.

Takie herbatki pewnie pomagają przy zatruciach pokarmowych?

- Byłoby fajnie... Bo ja często cierpię na zatrucia. Mój brzuch przeżył niezłe rewolucje: bóle, skurcze, wymioty, biegunkę... Ale mimo wszystko większość tego, co zjadam podczas wypraw - służy mi. Więc z czystym sumieniem informuję widzów: "Może nie jest to obiad waszego życia, ale czasami może wam życie ocalić".

Wspominałeś, że termity są OK. Coś jeszcze?

- Może nie uwierzysz, ale dobrze przyrządzone skorpiony smakują jak krewetki. Tylko nie radzę jeść ich na surowo, są ohydne.

Skorpiony, termity, mrówki. A co jadasz poza planem?

- Staram się jeść zdrowo, ale mam takie dni, kiedy po prostu wrzucam w siebie wszystko, na co mam ochotę.

 

Zdrowo, czyli jak?

- Właściwie nie jem mięsa ani nabiału. Mam dietę zbliżoną do wegańskiej.

Wegańskiej? Człowieku, przecież ty piłeś krew z szyi konającego renifera, którego w dodatku własnoręcznie zarżnąłeś.

- To są prawa dżungli! W domu przecież tak nie robię. Dobra, dobra, wiem. Jak ludzie słyszą: Grylls, to myślą: to ten gość od jedzenia żab i surowych serc, ten facet od picia moczu. A ja tak naprawdę marzę o tym, żeby kiedyś zatrudnić szefa kuchni, który będzie przyrządzał mi fajne wegańskie jedzenie. Albo raw food.

Lista najohydniejszych posiłków Beara Gryllsa (wraz z jego recenzjami) opracowane na podstawie AskMen.com

Surowe jądra kozła . "Okropne. Miałem wrażenie, że mam usta pełne koziej spermy..."

Wielka żółta larwa żuka rohatyńca . "Jakby koledzy zrobili kiełbaskę ze swoich glutów".

Mrożone gałki oczne jaka . "Wyobraź sobie, że wybucha ci w ustach mieszanka zimnej krwi z chrząstką".

Płyny jelitowe wielbłąda . "Da się wypić, ale są naprawdę ohydne".

Sok z łajna słonia . "To nie był najlepszy drink w moim życiu".

Odchody niedźwiedzia . "Mocny smak. Jakby ktoś utytłał ogryzek z jabłka w psiej kupie".

Śniadanie z mieszanki świerszczy, żuków, modliszek i ciem, które Grylls ugniótł razem. "Zimna, ziarnista breja o musztardowym posmaku".

Surowe mięso zebry. "Nie było nadzwyczajne, ale dało mi niezbędne białko".

Mocz. Własny. "Ciepły i słony - to raczej nie jest mój ulubiony smak." - twierdzi Grylls, choć jego ekipa przy każdej okazji podkreśla, że czerpie on z picia własnej uryny perwersyjną przyjemność.