Dla 2 osób
Przygotowanie: ok. 30 minut
Rydze na maśle – składniki:
- 500 g świeżych rydzów
- 50-60 g masła
- sól
Do podania:
- świeży tymianek lub natka (opcjonalnie)
- świeżo mielony pieprz (opcjonalnie)
Rydze na maśle – przygotowanie:
1. Rydze przebieramy, przycinamy nóżki, kapelusze dokładnie czyścimy wilgotną ściereczką i przekładamy na papierowy ręcznik, żeby obeschły. Jeżeli grzyby są bardzo zapiaszczone, to je krótko płuczemy w zimnej wodzie i szybko osuszamy, żeby nie nasiąkły wodą.
Rada: staramy się nie moczyć rydzów w wodzie. Oczyszczamy je pędzelkiem, ściereczką lub papierowym ręcznikiem. Grzyby nie nasiąkną wilgocią, szybciej się usmażą i zachowają intensywny smak oraz przyjemną, sprężystą konsystencję.
2. Na dużej patelni rozgrzewamy masło. Kiedy zacznie się pienić, zdejmujemy tę pianę łyżką cedzakową.
3. Po zdjęciu piany układamy rydze na maśle – blaszkami do góry – ale tak, żeby kapelusze się nie dotykały (to zapewni równomierne przysmażenie każdej strony). Większe ilości grzybów smażymy partiami. Robimy to na silnym ogniu przez 4-5 minut (zależnie od wielkości kapeluszy).
4. Następnie kapelusze odwracamy i dosmażamy jeszcze 3-4 minuty.
Rada: smak potrawy możemy podkręcić, dodając do smażonych grzybów posiekany ząbek czosnku lub zeszkloną wcześniej na maśle cebulę.
5. Pod koniec smażenia oprószamy rydze solą, mieszamy, przekładamy na talerze i posypujemy zieleniną (opcjonalnie) oraz świeżo mielonym pieprzem (opcjonalnie). Podajemy np. z wiejskim chlebem lub na czosnkowych grzankach.
Rada: rydze solimy pod koniec smażenia, dzięki temu nie puszczą zbyt dużo wody i łatwiej uzyskamy apetyczne przyrumienienie.

Grzybów widziałem może z dziesięć, najwięcej za jednym razem - trzy.
Rydzów zero :(
W poniedziałek znalazłem kilka pierwszych i zrobiłem jak w przepisie. To klasyk.
Oj, to, to. I tak zawsze dzionek zaczynam, wrzucam kilo tego zdrowia
na ruszta. A na obiadek potężny schabowy, na podwieczorek spora szyneczka a na kolację potężna goloneczka.
Wszystko ładnie przegotowane we wrzątku i wysmażone na chrupiący węgielek.
To się nazywa higiena tak? I żadnej zieleniny, nie jestem królik.
A wiem, że alkohol dezynfekuje, no to piwo z rana jak śmietana a pod wieczór jako keczup. Skrzyneczka zejdzie.
W obiadek flaszeczka czegoś mocniejszego.
I się żyje nie?