O ile w innych regionach usłyszymy różne określenia tego przysmaku, takie jak galantyna, galaretka czy meduza (w Warszawie), to w Wielkopolsce przyjęła się nazwa galart pochodząca z języka niemieckiego (das Gallert, die Gallerte – galareta). Słowo galart stało się częścią gwary poznańskiej i jest wymieniane w „Słowniku gwary miejskiej Poznania” pod red. Moniki Gruchmanowej i Bogdana Walczaka. Warto tu dodać, że poznańska gwara powstała w wyniku ponad stuletniego pruskiego panowania w Wielkopolsce. W czasie zaborów język niemiecki obowiązywał w szkołach, urzędach czy podczas załatwiania interesów. Wielkopolanie byli więc z reguły dwujęzyczni, a to spowodowało pojawienie się germanizmów w języku ojczystym.

Potrawa przyrządzana z ugotowanych nóg wieprzowych bywa nazywana również studzieniną, m.in. w publikacji „Kultura ludowa Wielkopolski”. W książkach kucharskich pochodzących z XIX w. i początku XX w. galart występuje pod nazwą auszpik, a w powiecie gostyńskim – nozimne.

W Wielkopolsce galart jest nadal popularną zimną przekąską serwowaną podczas spotkań i uroczystości rodzinnych, a także w czasie świąt, zwłaszcza wielkanocnych. Szczególnym sentymentem darzą ten przysmak osoby starszej daty. W odróżnieniu od galantyn przyrządzanych w innych częściach kraju, galart musi być przyrządzony nie z drobiu czy nóżek cielęcych, ale koniecznie z nóżek wieprzowych. Podaje się go z sokiem z cytryny lub z ostrym chrzanem, wiele osób lubi też skropić nóżki octem.

W każdym domu galart może być urozmaicany na różne sposoby. Wielkopolskie gospodynie dodają do zimnych nóżek groszek, zieloną pietruszkę albo jajko. Jednak jeśli planujecie przygotowanie tej przekąski w większej ilości, z kilkudniowym wyprzedzeniem, pomińcie ten ostatni składnik, bo jajko szybko straci świeży wygląd i zepsuje wizualny efekt potrawy.

Galart - zimne nóżki wieprzowe w galarecie

3-4 nogi wieprzowe
3 marchewki
2 pietruszki
pół selera
cebula 
główka czosnku 
5 ziaren ziela angielskiego 
4 ziarna jałowca 
liście laurowe
sól pieprz, majeranek

Nóżki myjemy, szorując skórę ostrą szczotką; jeśli trzeba, opalamy włosy nad ogniem. Nacinamy wzdłuż, wkładamy do garnka, zalewamy wodą, tak aby mięso było przykryte, i gotujemy. Kiedy pojawią się szumowiny, wybieramy je, dodajemy obraną, pokrojoną włoszczyznę oraz obraną, opaloną cebulę, parę ząbków czosnku, ziele angielskie, ziarna jałowca i liść laurowy.

Gotujemy na bardzo małym ogniu 5-6 godzin – pod koniec gotowania mięso musi być bardzo miękkie i odchodzić od kości. Wywar cedzimy przez sito. Mięso oddzielamy od kości, drobno kroimy i dodajemy do wywaru. Przyprawiamy solą, pieprzem i resztą przeciśniętego przez praskę czosnku roztartego z majerankiem. Przelewamy do salaterek i chłodzimy w lodówce tak długo, aż galart zastygnie. Po wystudzeniu odwracamy salaterki do góry dnem i wykładamy galaretki na talerzyki.

>>>Przeczytaj także: O sernicach, umrzykach i małdrzykach