Przeciętny Francuz przejada na mieście 900 euro rocznie, Czech - 350 euro. Polak w zeszłym roku wydał na to nieco ponad 100 euro, co sytuuje nas w europejskim ogonie. Gdzie jadają nacje z czołówki zestawienia, trudno powiedzieć. Natomiast Polak, zwłaszcza ostatnimi, kryzysowymi czasy stołuje się głównie w fast foodach. Restauracyjny boom, który przyniósł wzrost wydatków na jedzenie na mieście (jeszcze pięć lat temu wydawaliśmy w ten sposób ok. 50 euro rocznie) już się skończył. Agencja Euromonitor International, międzynarodowa firma badawcza, do niedawna prognozowała, że obroty polskich restauracji wzrosną w tym roku o 3,5 proc. (do poziomu ok. 29 mld zł). Teraz skorygowała prognozy i wieści aż 3 proc. spadek.

Marek jeszcze rok temu na obiad w przerwie pracy chadzał ze znajomymi do pobliskiego Sfinksa, w warszawskim centrum handlowym Reduta. Na obiad wydawał ok. dwudziestu kilku złotych. Ale od paru miesięcy zamienił to miejsce na restaurację w Ikei w podwarszawskich Jankach. - Za zestaw obiadowy z klopsikami szwedzkimi albo schabowym płacę tylko 8 zł 99 gr. Ponad 10 zł zostaje w kieszeni - mówi. Nie jest jedyny. Tylko w ciągu roku liczba klientów restauracji przy Ikeach wzrosła o ponad 10 proc. - Jest spora grupa osób, która przyjeżdża do naszych salonów specjalnie po to, by tu się stołować. Bardzo duży wzrost zainteresowania obserwujemy też w naszych bistro barach, gdzie można m.in. kupić hot-doga za złotówkę czy kawę z pączkiem w tej samej cenie - mówi Aleksandra Sikora z Ikei.

Wobec tak dużego zainteresowania klientów, sieć myśli o powiększeniu powierzchni restauracyjnych.

Zwiększony szturm na swoje lokale obserwują też właściciele kebab-barów, restauracji McDonald's, Burger King czy KFC: - Tylko w pierwszej połowie tego roku nasze zyski ze sprzedaży wzrosły o ponad 105 proc. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku - mówi Anna Robotycka z firmy AmRest, która zarządza ponad 400 restauracjami KFC, Pizza Hut czy Burger King, i ma zamiar w tym roku otworzyć kolejne 50.

Dlaczego coraz częściej jemy w fast foodach? Prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego, tłumaczy, że istota tkwi nie tylko w oszczędzaniu. - Kryzys wymusił też na nas większy pośpiech, jesteśmy dziś bardziej zaganiani w pracy. A ponieważ szybkości obsługi polskie restauracje muszą się jeszcze nauczyć, dlatego idziemy do fast foodu, które sprzedają nam "ideę" pt. "łap, jedz i leć dalej".

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl

 

Zwierzaki