Z patelni włoskiej lub słoweńskiej 

Frico to nadzwyczajnie prosta potrawa, w Friuli-Wenecji Julijskiej powstaje z Montasio, który należy do wielkiej rodziny serów alpejskich, a produkowany jest wyłącznie z mleka krowiego. Montasio, kiedy jest świeży, ma gładką, elastyczną i zwartą skórkę w kolorze jasnobrązowym, a wnętrze jest białe lub słomkowożółte. 

Pierwsze wzmianki o frico pochodzą z XV wieku, kiedy to włoski ekspert kulinarny Martino da Como, kucharz ówczesnego patriarchy Akwilei, napisał o tym przepisie w książce „Libro de Arte Coquinaria". Klasyczne frico powstaje zwykle z elementów, które zostały niewykorzystane w trakcie przygotowywania innych dań, a mowa tu o: krowim serze i ziemniakach. Wśród składników mogą znaleźć się także: cebula, chili, zioła, a jeśli lubimy dodatki mięsne, to nawet boczek lub chorizo.  

W słoweńskiej frice mamy również krowi (górski) ser ze startymi ziemniakami, oliwą i jajkami. Wszystkie produkty znajdziemy w polskich marketach. Należy podkreślić, że to danie niezwykle proste, które składa się… z resztek produktów. W każdym razie warto pamiętać tutaj o proekologicznej zasadzie „zero waste", według której pozostałe składniki kulinarne zawsze należy odpowiednio spożytkować. Warto również dodać, że za takim postępowaniem przemawiają nie tylko kwestie środowiskowe, ale zwykła oszczędność w niezwykle trudnych czasach galopującej inflacji.

FrikaFrika Shutterstock

Prosty w przygotowaniu i sycący  

Na rozżarzoną patelnię ze starannie rozprowadzoną oliwą lub smalcem (ewentualna wersja niewegetariańska) wrzucamy starte ziemniaki. Kilka minut dusimy z solą, pieprzem i ewentualnie chili. Nie dodajemy mąki. Do startego sera rozbijamy jajka (dwa lub cztery, zależy od wielkości patelni). Ziemniaki powinny się zarumienić z dwóch stron. Ser dokładnie mieszamy z jajkami. Rozprowadzamy dokładnie na patelni, aby uformował się placek, który następnie będziemy sprawnie obracać. Maksymalnie po kwadransie placek jest już pięknie zarumieniony i całkiem chrupiący. Do tego dania można również podać sałatki, ale najwłaściwsze będzie czerwone wino, prosto ze Słowenii.

W Słowenii uprawia się sport i winorośl 

Historia uprawy winorośli w Słowenii jest bogata i sięga czasów starożytnych. Obecnie można naliczyć 28 tysięcy winiarni, które produkują ponad 80 milionów litrów trunku rocznie, z przeszło 22 tysięcy hektarów winnic. Blisko 75 proc. tej produkcji stanowią wina białe. Spora część win jest spożywana w kraju ojczystym, ale wiele etykiet trafia także na eksport, w tym do Polski. Dlatego też możemy cieszyć się niezwykłą jakością win słoweńskich, które są coraz częściej nagradzane, a także zyskują zainteresowanie wśród profesjonalistów – sommelierów, krytyków winiarskich i koneserów. Mają również szansę na większą rozpoznawalność wśród szerszego grona konsumentów i miłośników, ponieważ jakościowo z jednej strony dorównują winom z sąsiednich Włoch, ale – jak się okazuje – stanowią także dla nich konkurencję cenową. To oznacza wprost, że Słowenia powinna być w Polsce kojarzona nie tylko ze znakomitymi skoczkami narciarskimi (albo raczej należy powiedzieć lotnikami) jak bracia Prevcowie. Warto tylko dodać, że ponoć aż 64 proc. Słoweńców deklaruje, że uprawia sport. Z winem po prostu trudno się w kraju filozofa Slavoja Žižka nie zetknąć.     

Słoweńskie winiarstwo składa się z trzech regionów: na północnym-wschodzie, przy granicy z Węgrami – Podravska (po słoweńsku Podravje), na wschodzie przy granicy z Chorwacją – Posavska (po słoweńsku Posavje), a na zachodzie wzdłuż granicy z Włochami – Primorska (po słoweńsku Primorje). Ten ostatni dzieli się na podregiony: słoweńską Istrię, Kras, Vipavską Dolinę i Gorišką Brdę. Primorska jest również mniejsza pod względem powierzchni (8081 ha) od regionu Podravska, ale produkuje 30 proc. więcej wina. Roczna produkcja wynosi tam ponad 25 mln litrów. Wyraźnie można zaobserwować bardzo silne wpływy włoskie, szczególnie w gastronomii, architekturze i uprawie winorośli.

Gašper CarmanGašper Carman Fot. Gašper Carman

Goriška Brda, czyli słoweńska Toskania 

Region Goriška Brda jest uznawany powszechnie za „słoweńską Toskanię", najprawdopodobniej z powodu silnego wpływu kultury z sąsiednich Włoch. Chociaż nie ma bezpośredniego kontaktu z wybrzeżem, klimat jest tu śródziemnomorski, z większymi opadami i umiarkowanie gorącym latem. Przez region przepływa również malownicza rzeka Socza, znana z powodu swojego szmaragdowego koloru i obfita w ryby łososiowate, w tym różne gatunki pstrągów. Z perspektywy turystycznej (w tym turystyki rowerowej) jest to region bogaty w urokliwe, w tym przede wszystkim winiarskie zakątki. Polski miłośnik win z Europy Środkowej powinien – spośród wielu – poznać produkty od producenta Gasper, którego etykiety są dostępne w Polsce, w przynajmniej jednej z sieci. Właścicielem i twórcą marki jest Gašper Carman – m.in. laureat nagrody dla najlepszego sommeliera tego kraju. Po latach pracy w gastronomii stworzył – w 2013 roku – Gasper Wines. Bezpośrednim twórcą trunków jest Darinko Ribolica, enolog z Goriškiej Brdy. Winogrona do produkcji są skupowane od lokalnych rolników, którzy w sumie uprawiają winorośl na obszarze 80 hektarów. Warto podkreślić, że zbiory są przeprowadzane ręcznie, co może oczywiście sugerować pewien chwyt marketingowy, ukazujący szacunek dla tradycji i zarazem lokalnego środowiska.    

Panowie Carman i Ribolica tworzą wina z odmian białych: chardonnay, malvazja, ribolla gialla, pinot grigo (dwa ostatnie to bardzo charakterystyczne szczepy dla sąsiedniego regionu Friuli), a także z czerwonych: cabernet sauvignon, merlot i cabernet franc. I właśnie z tych trzech szczepów (najbardziej znanych z regionu Bordeaux) powstała Palamida z rocznika 2019. W nosie nieco stodoły, ciemnych owoców i delikatnych nut korzennych. W ustach koncentracja owocu wiśni, czereśni i śliwki posypane odrobiną pieprzu i do tego długi finisz. Prawdziwe odkrycie za niewiele ponad 60 złotych. Komponuje się ze słoweńską friką, ale także może służyć do wielu potraw z polskiej tradycyjnej kuchni.