Europejskie dziwactwa

Jeśli wybierasz się na wycieczkę do jednego z krajów europejskich, uważaj – czasem prosząc o lokalny przysmak, możesz się mocno zdziwić. Na naszym kontynencie nie brakuje paskudnych potraw. Jedną z nich jest haggis, czyli szkocka potrawa narodowa. To mieszanka zmielonych owczych podrobów (serca, wątroby i płuc) z cebulką, mąką owsianą i przyprawami, którymi nadziewa się owczy żołądek, a następnie gotuje przez trzy godziny. Oczywiście danie możecie też kupić w szkockim supermarkecie, lecz najbardziej ceniony jest haggis przyrządzony w domach najstarszych szkockich klanów według dawnych receptur.

Haggis 

Szkocka potrawa narodowa
Haggis Szkocka potrawa narodowa  Zdjęcia: Shutterstock (montaż)

Na Islandii z kolei spróbować możecie słynnego hákarl, czyli sfermentowanego mięsa rekina. Mięso świeżo złapanego zwierzęcia jest bowiem trujące, dlatego zakopuje się je pod ziemią i czeka, aż wytrącą się z niego szkodliwe związki. Zgniłe mięso o mocnej woni amoniaku jest gotowe do spożycia – nabija się je na specjalne patyczki i podaje w restauracjach, supermarketach, recepcjach hotelowych itp. Jego odpowiednikiem może być także szwedzki surströmming, czyli kiszony śledź, ale w porównaniu z innymi pozycjami tego zestawienia wydaje się on zbyt pospolity. Innym islandzkim "przysmakiem" jest svið, czyli głowa owcy pieczona w całości. Podaje się ją z ziemniakami i gotowaną rzepą, a co ciekawe – pozbawia się ją mózgu, jednak oczu, zębów i języka już nie.  

Hákarl, czyli sfermentowane mięso rekinaHákarl, czyli sfermentowane mięso rekina Fot. Wikimedia Commons/CC

Teraz przenieśmy się w nieco cieplejsze rejony – na Sardynię. Mieszkańcy tej pięknej włoskiej wyspy zajadają się casu marzu, czyli owczym serem. Brzmi niewinnie i pewnie taki też byłby ten przysmak, gdyby nie specyficzne przygotowanie potrawy. Ser jest bowiem zgniły i nafaszerowany larwami muchy serowej. Jak się go przygotowuje? Ser pozostawiany jest na świeżym powietrzu, by muchy mogły znieść do niego jaja, a następnie larwy, które się wykluwają, powodują fermentację. Kiedy jej stopień jest zadowalający, ser podaje się, rozsmarowując go na chlebie. Degustatorzy o słabszych nerwach wyciągają z niego robaki, ale Sardyńczycy uważają, że to właśnie one są źródłem wspaniałego smaku.

Casu marzu - ser z larwamiCasu marzu - ser z larwami fot. Gengis90 / shutterstock.com

Azjatyckie dania ekstremalne 

Nasze europejskie "smakołyki" wciąż nie umywają się do tych, które goszczą na stołach Azjatów. Smażone robaki, larwy, skropiony czy tarantule, które możemy znaleźć na targach w Tajlandii, Laosie czy Kambodży, naprawdę wydają się jedynie zabawą. Prym wśród największych obrzydliwościach wiodą zdecydowanie Chiny i Japonia. Przykład: wino z młodych myszy. Żywe bardzo malutkie (zaledwie trzydniowe) myszki topi się w ryżowym spirytusie, gdzie następnie fermentują sobie przez rok. Mówi się, że powstały w ten sposób alkohol ma zapach padliny. Jest jednak uważany w Korei i w Chinach za lekarstwo na wszelkie dolegliwości. 

Balut nazywany jest żartobliwie "jajkiem niespodzianką". To danie kuchni chińskiej, ale podawane także w innych krajach Azji, m.in. na Filipinach, w Wietnamie, Laosie czy Kambodży. To gotowane jajo kacze, rzadziej kurze, w którym znajduje się w pełni uformowany zarodek ptaka – zjada się go w całości wraz z kośćmi czy dziobem. Różnie podchodzi się także do spożycia tego z pozoru zwykłego jajka. Najbardziej rozwinięte zarodki preferuje się w Wietnamie, gdzie balut przygotowywany jest dopiero po 21 dniach inkubacji jajka.

BalutBalut Fot. Charles Haynes/Flickr

Innym ciekawym daniem w Chinach jest zupa z ptasich gniazd. Przyrządza się ją z gniazd rybitw (salangane). Ptaki te robią gniazda z jadalnych wodorostów sklejonych ze sobą ikrą rybią i własną śliną – zupa ta smakuje więc jak zupa rybna z lekko korzennym posmakiem. Inna zupa z ptasich gniazd powstaje dzięki ptakom podobnym do jaskółek zamieszkującym jaskinie Malajów i Indochin. Należy ona do  jednych z najdroższych dań świata – trzeba zapłacić za nią od 500 do 1000 dolarów. To podobno mocny afrodyzjak!

Zupa z ptasich gniazdZupa z ptasich gniazd Fot. iStock

Według naszego zestawienia najodważniejsi są jednak mieszkańcy Japonii oraz Korei. To prawdziwy ryzykanci. Weźmy np. zwierzę o nazwie fugu. To japońska trująca ryba, która mimo swej toksyczności uchodzi za kulinarny rarytas. Ponoć charakteryzuje się bardzo delikatnym smakiem, jedynym mankamentem jest to, że jeśli zostanie źle przyrządzona, powoduje… śmierć. Tylko szef kuchni o specjalnych predyspozycjach potrafi przyrządzić rybę tak, że pozostaje w niej jedynie minimalna ilość trucizny, która wywołuje zaledwie uczucie drętwienia języka i warg. Szacuje się, że danie to pochłania ok. 300 istnień rocznie. Z kolei w Korei serwuje się sannakji – sashimi z surowej ośmiornicy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że te małe ośmiornice są krojone jeszcze żywe, na talerzu macki nadal się wiją, a podczas jedzenia przyklejają do podniebienia. Jeśli ich przyssawki przyczepią się do przełyku, mogą powodować uduszenie. Danie podawane wyłącznie na życzenie klienta, ale jak głosi powiedzenie: nasz klient, nasz pan! 

Delikatne mięso ryby Fugu na talerzuDelikatne mięso ryby Fugu na talerzu Fot. Wikimedia Commons/CC

Osobliwości pozostałych kontynentów 

Choć Azja jest mocnym graczem w tej grze, inne kontynenty też mają swoje dziwactwa. Amerykanie i Kanadyjczycy zajadają się na przykład byczymi jądrami. Potrawa ta nosi finezyjną nazwę – ostrygi z Rocky Mountain. Jądra są obierane, krojone, gotowane, panierowane, a potem smażone i podawane z różnymi sosami. Ta przekąska wygląda niewinnie (jak nuggetsy), lepiej jednak nie przyglądać się jej przed obróbką. W USA, Meksyku i Salwadorze kocha się także różne… mózgi. Mózgi cieląt pokrojone w plasterki są serwowane w Dolinie Rzeki Ohio w hamburgerowych bułkach. Jest to fast food w dość osobliwej wersji. W Meksyku i Salwadorze je się mózgi wołowe, które są często składnikiem tacos i burritos. Podobno smakują i wyglądają całkiem nieźle do momentu, aż dowiecie się, co jest w środku. 

bycze jądrabycze jądra flickr.com/wallyg

Ameryka Południowa – Ekwador, Boliwia, Paragwaj i Peru – słynie z dania o nazwie cuy al horno, czyli świnki morskiej pieczonej w całości w piecu. W niektórych andyjskich wioskach nie może jej też zabraknąć na wigilijnym stole. W Peru jest to bowiem danie narodowe – zjada się tam 65 mln sztuk świnek w ciągu roku. W smaku podobno przypominają królika lub kurczaka, a podawane są najczęściej w wersji smażonej, grillowanej albo duszonej. O długich tradycjach serwowania tego dania świadczy chociażby obraz "Ostatnia Wieczerza" z katedry w Cuzco, gdzie na stole przed Jezusem i apostołami leży właśnie… świnka morska.

Z kolei Beduini z Afryki Północnej zajadają się faszerowanym wielbłądem. Tak, dobrze zrozumieliście, faszerują go w całości! Według Księgi rekordów Guinnessa jest to największa na świecie pozycja w menu. Nadziewa się go owcą i 20 kurczakami, ale w odpowiedni sposób, mianowicie: wielbłąda najpierw wypełnia się owcą, owcę kurczakami, a kurczaki jajkami i ryżem. Jak w rosyjskiej matrioszce.

Które danie szczególnie przypadło wam do gustu?