Niezwykła siła marzeń

Ira 4 lata temu postanowiła zmienić swoje życie i razem z rodziną przeprowadziła się na stałe do Krakowa. Rok później w samym sercu krakowskiego Podgórza Duchackiego otworzyła cukiernię Miętowy Królik, która była jej marzeniem od zawsze. Jest cukiernikiem z 15-letnim doświadczeniem, a cukiernia – całym jej życiem.

– Przebywając na emigracji, nie zastanawiasz się nad tym, co się dzieje w ojczyźnie. Natomiast kiedy wybuchła wojna, wszystko się zmieniło o 180 stopni. Jestem załamana i modlę się tylko o to, by wojna jak najszybciej się skończyła. W tej chwili cukiernia działa w normalnym trybie, pomimo że jest nam wszystkim bardzo ciężko w sferze emocjonalnej. Nasz zespół stara się nie upaść na duchu i pracuje na pełnych obrotach. Jesteśmy bardzo wdzięczni Polakom, którzy nas wspierają. Dzięki nim nasza sprzedaż wzrosła, a my możemy mocniej wspierać naszych rodaków – zdradziła Ira.

– Oczywiście pomagamy i będziemy dalej pomagać naszym rodakom finansowo i duchowo. Nasza cukiernia robi darmowe torty urodzinowe dla dzieciaków uchodźców, żeby chociaż trochę osłodzić ich życie w tych ciężkich dla nas wszystkich czasach. Jeszcze raz chciałabym wyrazić swoją wdzięczność Polakom za bezinteresowną pomoc, wsparcie i miłość. Jesteście najlepszymi ludźmi na ziemi! – dodała.

Trudne początki

Olga jest właścicielką cukierni Velour CakeStudio, która tworzy przepiękne artystyczne wypieki, w tym dużo tortów na zamówienia: urodziny, wesela i inne wspaniałe okazje. Serwuje także aromatyczną kawę. Jak sama przyznała – jej biznes od początku obarczony był pewnym ryzykiem.

– Od samego początku z Velourem były przygody. Po bardzo długim remoncie lokal udało się otworzyć jesienią 2020 roku – parę tygodni przed drugą falą COVID-u i zamknięciem gastronomii. Latem wszystko powoli wróciło do normy. Zaczęli się pojawiać goście, wprowadziliśmy weekendowe śniadania, mieliśmy zaszczyt wykonywać duże, piękne torty weselne dla naszych klientów. To było piękne lato! Ponieważ jesteśmy dość małym lokalem, dużo naszych gości zostało naszymi przyjaciółmi! I to jest przeogromne szczęście – widzieć znajome i szczęśliwe twarze ludzi, którzy wybierają nas i przychodzą na kawę, i powierzają nam słodką część swojego życia.

Jak wygląda rzeczywistość, z którą przyszło zmierzyć się Oldze obecnie?

– Teraz lokal funkcjonuje. Bo musi. Mam wspaniałych pracowników, którym muszę dać wynagrodzenie, zapłacić czynsz, prąd, ZUS, podatki. Jak by serce nie bolało w tej sytuacji i jak bardzo bym chciała wszystko rzucić, to wiem, że nie mogę! Wspieramy się nawzajem. Poza tym praca zawsze pomaga w tym, żeby co chwilę nie sprawdzać wiadomości. Pracując, dajemy sobie możliwość trochę odpocząć emocjonalnie. A to jest teraz bardzo potrzebne.

Lokal aktywnie wspiera także Ukraińców w walce o wolność – Mamy na witrynie kilka naszych klasycznych deserów, ale w kolorach błękitno-żółtych, z których cały przychód przeznaczamy na wsparcie wojska ukraińskiego. Startujemy również ze sprzedażą koszulek z ilustracją mojej koleżanki, której rodzice zostali pod Kijowem i bronią naszego kraju. Dochód z ich sprzedaży też będzie przekazany na wsparcie wojska!

Cukierniczy kunszt

W Krakowie funkcjonuje także inny popularne miejsce, które z powodzeniem prowadzą dwaj bracia z Ukrainy: Roman i Sergii. To cukiernia Wyszukane Desery Braci Szewczenko, która powstała 10 kwietnia 2016 roku. Roman i Siergii, mając doświadczenie w gotowaniu i posiadając wiele pomysłów na działania, postanowili podbić serca mieszkańców Krakowa swoimi efektownymi deserami i ciastami. Jak wyglądała ich codzienność do momentu wybuchu wojny?

– Przed wojną, jak pamiętamy, była pandemia. Ciężko nam było wtedy pracować, bo musieliśmy płacić czynsz za lokal, za media, płacić wynagrodzenie naszym pracownikom. I w tym trudnym czasie pandemii nasi klienci potrzebowali radości i pomogliśmy im w tym naszymi słodyczami. Cukiernia nie przestała działać od momentu otwarcia! Jednak wraz z wybuchem wojny w naszej ojczyźnie sprzedaż słodyczy spadła, biorąc pod uwagę, że 50 proc. klientów naszej cukierni stanowili nasi rodacy, wielu Ukraińców przeżywa silny stres, martwiąc się o swoich bliskich na Ukrainie, pomagając Ukraińcom przybywającym do Krakowa, z których wielu straciło mieszkania. Wraz z naszymi pracownikami pomagamy Ukrainie w zbieraniu darów i wysyłaniu pomocy humanitarnej, leków i sprzętu ochronnego dla ukraińskiej armii. – zdradzili bracia Szewczenko.

Community spot w sercu Krakowa

Inny krakowski koncept – Bits & Beans powstał jak nietypowy eksperyment połączenia nowych technologii z pasją do przygotowania i konsumpcji topowych kaw i herbat specialty. „Bits" – to Dmytro, Senior Software Engineer, który lubi zbierać i analizować dane. „Beans" – to Rodion, profesjonalny barista i srebrny finalista Tea Masters Cup Ukraine. Ich miejsce nie jest kawiarnią w szerokim rozumieniu tego słowa. Bits & Beans to przede wszystkim tzw. community spot. Rodion poza kawowo-herbacianą pasją jest też muzykiem i fanem gry w kosza. Dmytro poza kodowaniem i tworzeniem oprogramowania śmiga na ostrym kole oraz buduje customowe motocykle. Ten power duet z powodzeniem połączył hobby i umiejętności, aby stworzyć ciekawe miejsce na krakowskiej mapie kultury ulicznej. W ich lokalu nie usłyszycie popularnej playlisty ze Spotify, SoundCloud czy YouTube Music. Zamiast tego posłuchacie ich kolekcji winyli, która ciągle rośnie i sięga coraz głębiej w underground.

– Dążymy do tego, żeby wam się podobało i cieszy nas to, że w Bits & Beans Shazam często wypluwa „not found". Kolejnym naszym celem jest promocja innych undergroundowych projektów Krakowa oraz kolaboracja z nimi – tzw. „support your local brand". Czekamy u nas na każdego, kto chce posmakować najlepszej kawy i herbaty i nie boi się zaryzykować, by złapać bakcyla i dołączyć do ww. community – powiedział Dmytro.

Warto dodać, że lokal jest świeżynką na gastromapie Krakowa. – 30 stycznia dostaliśmy zgodę od sanepidu i zaczęliśmy tzw. „friends & family stage" . Nigdzie się nie reklamowaliśmy, mieliśmy jakieś 300+ subów na Instagramie i po prostu zbieraliśmy powoli feedback od bliskich i znajomych, doposażaliśmy lokal, pracowaliśmy nad menu... Ale pewnego dnia wpadł do nas gość, który, czy raczej która (!), po otrzymaniu naszej zwykłej standardowej obsługi zrobiła nam psikusa w postaci wybuchu naszego Insta do ok. 8 tys. followersów. Okazało się, że była to Anna Starmach. I się zaczęło. Nie byliśmy jeszcze gotowi na taką falę i teraz ciągle tłumaczymy się, dlaczego nie ma jeszcze szyldu na wejściu, dlaczego brakuje stolika czy krzesełka etc.

– Wojna zmieniła wszystko. Zatrzymała wszystko. Bits & Beans jako projekt oczywiście spadł niżej w liście naszych priorytetów. Nasze głowy i serca w tej chwili skoncentrowane są na naszej ojczyźnie – Ukrainie. „Planujemy" zamieniło się na „planowaliśmy". „Dążymy" zmieniło się w „dążyliśmy". Tak bardzo oczekiwany i planowany „grand opening" z końcem lutego zmienił się na „grand opening kiedyś tam". Ale to otwarcie będzie! W wolnym świecie! Gdzie wygra Ukraina, gdzie zwyciężą wartości demokratycznego, cywilizowanego świata. Wierzymy w to i walczymy o to!

I jak mówił Taras Szewczenko – „Na odnowionej ziemi nie będzie wroga, rywala, ale będzie syn i matka, i ludzie na ziemi"

Panowie również aktywnie wspierają swoich rodaków w walce o niepodległość.

– Przyjmujemy mniej popularną pozycję niż inni Ukraińcy za granicą. Chodzi o to, że naszym priorytetem jest pomoc żołnierzom i ochotnikom, którzy w tej chwili bronią nie tylko Ukrainy, ale całego świata, znajdując się w piekle wojny z rosyjskim agresorem. Współczujemy uchodźcom, rozumiemy, jak katastroficznie zmieniło się ich życie. Ale kluczowym jest słowo „życie" – nadal żyją! Więc zróbmy wszystko, co od nas zależy, żeby każdy ukraiński bohater również żył! Jesteśmy dalecy od populizmu, więc do tej pory pomagaliśmy po cichu, bez angażowania naszych klientów (wiemy, że u większości z nich tego zaangażowania i tak nie brakuje). Ale nasze własne zasoby dobiegły końca i postanowiliśmy uruchomić w naszym lokalu tzw. godziny wsparcia ukraińskich sił zbrojnych. Każdego dnia do godziny 12 za napoje można będzie „się rozliczać", wpłacając bezpośrednio na specjalne konto Narodowego Banku Ukrainy kwotę na potrzeby ukraińskiej armii. W taki sposób każdy nasz klient może dołączyć do listy wspierających. Jego imię i nazwisko pojawi się na przelewie, a Ukraina będzie wdzięczna każdej konkretnej osobie. Brak akumulacji kosztów po naszej stronie nie tylko doda transparentności tej akcji, ale też zwolni tę pomoc od niepotrzebnego opodatkowania. Czyli wpłacasz na konto armii – napój dostajesz za darmo. Zwyciężymy zło! – dodał na koniec Dmytro.

Na styku kultur

Ostatnią rozmówczynią była Nadiia. Kawiarnio-księgarnia NIĆ powstała jako przedsiębiorstwo społeczne fundacji Aktywna Integracja w październiku 2020 roku. Stworzyli ją Nadiia Moroz-Olshanska – prezeska Fundacji Widowisk Masowych, Jakub Matuszewski oraz Ołekandr i Mykoła Haniushkin – bracia bliźniacy związani z branżą gastronomiczną. Lokal funkcjonował od pierwszego dnia jesiennego lockdownu gastronomii, dlatego działał z pewnymi ograniczeniami, odbywały się tam jednak liczne wydarzenia kulturalne, działała kuchnia na wynos oraz trwała sprzedaż książek. Powstał też sklep online. Do momentu wybuchu wojny było to miejsce spotkań z różnymi kulturami, w szczególności z kulturą ukraińską, odbywały się tam wieczory piosenek ukraińskich oraz spotkania ze znanymi pisarzami. Jak zmieniła się codzienność kawiarnio-księgarni po wybuchu wojny?

– 24 lutego rano spotkaliśmy się w kawiarni wraz z przedstawicielami różnych organizacji działających na rzecz Ukraińców w Krakowie i zdecydowaliśmy się na pewne działania w celu wsparcia zarówno Ukrainy, jak i ukraińskich uchodźców, którzy przyjeżdżają do Krakowa. Ogromnym zainteresowaniem cieszy się oferta naszej księgarni, sporo osób przychodzi też do kawiarni, bo jesteśmy miejscem zbiórki medykamentów i ekwipunku dla wojskowych, które przesyłamy do Ukrainy wraz z partnerską Fundacją Widowisk Masowych. Mamy też w kawiarni zawieszoną kawę i przekąski dla wolontariuszy i osób potrzebujących z Ukrainy.

Wspomniane powyżej miejsca, z których właścicielkami i właścicielami miałam przyjemność porozmawiać, to jednak nie wszystkie krakowskie lokale prowadzone przez osoby pochodzące z Ukrainy. Na szczególną uwagę zasługuje także cukiernia Pan Zefir, przestrzeń Paon, Bluefin Sushi, restauracje z kuchnią ukraińsko-polską: Jak we Lwowie oraz Kalejdoskop, bistra: Pelmeni od Żurawia oraz Głębokie talerze, a także kawiarnie: Knitted Coffee, Coffe Kiosk, Cofee Garden, Somnium Cafe Bar oraz Dobro&Dobro. Pamiętajmy, by w tym ciężkim dla nich czasie wspierać właśnie te miejsca!