Po włosku "panna" oznacza śmietankę, "cotta" z kolei jest przymiotnikiem pochodzącym od czasownika cuocere, czyli gotować. Zatem nazwa deseru oznacza "gotowaną śmietankę". Wyjaśniam to, ponieważ parę lat temu gdzieś na Mazurach wpadła mi w ręce karta restauracyjna po polsku i po niemiecku. Deser ów został w niej przetłumaczony w tym drugim języku jako "Fräulein cotta". Nie muszę chyba dodawać, że z tej "gotowanej panny" miałam niezły ubaw. Ale żarty na bok.

Trzeba przyznać, że obok tiramisu panna cotta jest kolejnym włoskim deserem, który w ciągu ostatnich lat zrobił oszałamiającą międzynarodową karierą. Ciekawa sprawa, bo pomysł nie jest przecież ani nowy, ani - tak naprawdę - typowo włoski.

Wystarczy otworzyć "365 obiadów" Lucyny Ćwierczakiewiczowej lub "Kucharkę litewską" Wincenty Zawadzkiej, by znaleźć w nich na przykład takie przepisy, jak krem śmietankowy z formy albo krem surowy ze słodkiej śmietanki. Procedura może jest trochę inna:

obie panie każą ubić śmietankę i dodać syrop z wody i cukru. Za to efekt jest zbliżony.

W angielskiej kuchni podobny deser

nazywa się blancmange, a samo określenie pochodzi z francuskiego blanc manger - średniowiecznego przepisu, wtedy powszechnie znanego w całej Europie.

Był to pudding z kurczaka bądź kapłona gotowanego w mleku z ryżem, cukrem i migdałami - polecany osobom chorym. Nazwa biancomangiare pozostała we Włoszech przy podobnym sycylijskim deserze ze śmietanki i migdałów.

Panna cotta pochodzi z Piemontu - na początku XX wieku miała ją ponoć wymyślić pewna pani węgierskiego pochodzenia. W oryginalnym przepisie znajduje się karmel, odmienny jest też kształt deseru: robiono go w kwadratowej lub prostokątnej, nie okrągłej formie. Panna cotta znajduje się na liście PAT (Prodotti agroalimentari tradizionali italiani), czyli włoskich tradycyjnych produktów rolno-spożywczych, przygotowanej przez włoskie ministerstwo rolnictwa.

Tak czy owak, mnie bardzo smakuje w podstawowej wersji: z lekkim waniliowym posmakiem, lubię też dodać do niej świeże konfitury z owoców. Jedną z moich ulubionych jest morelowa, a najlepszy na nią przepis znalazłam w książce "La scienza in cucina e?l'arte di mangiare bene" (Nauka w kuchni i sztuka dobrego jedzenia) Pellegrina Artusiego. Z deserem dobrze też komponują się na przykład przecierane truskawki, maliny lub krótko gotowane jagody. Na zwieńczenie letniego posiłku w sam raz.

Po włosku "panna" oznacza śmietankę, "cotta" z kolei jest przymiotnikiem pochodzącym od czasownika cuocere, czyli gotować. Zatem nazwa deseru oznacza "gotowaną śmietankę". Wyjaśniam to, ponieważ parę lat temu gdzieś na Mazurach wpadła mi w ręce karta restauracyjna po polsku i po niemiecku. Deser ów został w niej przetłumaczony w tym drugim języku jako "Fräulein cotta". Nie muszę chyba dodawać, że z tej "gotowanej panny" miałam niezły ubaw.

Ale żarty na bok. Trzeba przyznać, że obok tiramisu panna cotta jest kolejnym włoskim deserem, który w ciągu ostatnich lat zrobił oszałamiającą międzynarodową karierą. Ciekawa sprawa, bo pomysł nie jest przecież ani nowy, ani - tak naprawdę - typowo włoski.Wystarczy otworzyć "365 obiadów" Lucyny Ćwierczakiewiczowej lub "Kucharkę litewską" Wincenty Zawadzkiej, by znaleźć w nich na przykład takie przepisy, jak krem śmietankowy z formy albo krem surowy ze słodkiej śmietanki. Procedura może jest trochę inna: obie panie każą ubić śmietankę i dodać syrop z wody i cukru. Za to efekt jest zbliżony.

W angielskiej kuchni podobny deser nazywa się blancmange, a samo określenie pochodzi z francuskiego blanc manger - średniowiecznego przepisu, wtedy powszechnie znanego w całej Europie. Był to pudding z kurczaka bądź kapłona gotowanego w mleku z ryżem, cukrem i migdałami - polecany osobom chorym. Nazwa biancomangiare pozostała we Włoszech przy podobnym sycylijskim deserze ze śmietanki i migdałów.

Panna cotta pochodzi z Piemontu - na początku XX wieku miała ją ponoć wymyślić pewna pani węgierskiego pochodzenia. W oryginalnym przepisie znajduje się karmel, odmienny jest też kształt deseru: robiono go w kwadratowej lub prostokątnej, nie okrągłej formie. Panna cotta znajduje się na liście PAT (Prodotti agroalimentari tradizionali italiani), czyli włoskich tradycyjnych produktów rolno-spożywczych, przygotowanej przez włoskie ministerstwo rolnictwa.

Tak czy owak, mnie bardzo smakuje w podstawowej wersji: z lekkim waniliowym posmakiem, lubię też dodać do niej świeże konfitury z owoców. Jedną z moich ulubionych jest morelowa, a najlepszy na nią przepis znalazłam w książce "La scienza in cucina e l'arte di mangiare bene" (Nauka w kuchni i sztuka dobrego jedzenia) Pellegrina Artusiego. Z deserem dobrze też komponują się na przykład przecierane truskawki, maliny lub krótko gotowane jagody.

Na zwieńczenie letniego posiłku w sam raz.

Przepisy:

Panna cotta - t radycyjny przepis z Piemontu ( dla 4 osób)

Krem:

  • 4 łyżeczki żelatyny w proszku lub 3 płatki rybiego kleju*
  • 125 ml świeżego mleka 3,2%
  • 1/2 litra śmietanki kremówki
  • 1,5 łyżki cukru
  • 1 laska wanilii

Karmel:

  • 100 g cukru
  • 2-3 łyżki wody
  • kilka kropli soku z cytryny

Sposób przygotowania:

Jeśli używamy płatków rybiego kleju, namaczamy je w zimnej wodzie przez około 30 minut, a potem mocno odciskamy. Jeśli zaś żelatyny w proszku - namaczamy ją według instrukcji na opakowaniu.

Mleko podgrzewamy na małym ogniu, uważając, by się nie zagotowało. Dodajemy klej lub żelatynę i rozpuszczamy. W drugim garnku (też na małym ogniu) doprowadzamy do wrzenia śmietankę z cukrem i przekrojoną wzdłuż laską wanilii. Zdejmujemy z ognia, dodajemy mleko, wyjmujemy wanilię (uwaga! to jest moment, by dodać, jeśli chcemy, inne składniki, np. rum, marsalę, kawę itd.).

Przygotowujemy karmel. Wsypujemy cukier do rondelka, wlewamy wodę i sok z cytryny. Podgrzewamy na małym ogniu, aż cukier nabierze złotego koloru.

Od razu zdejmujemy z ognia (trzeba bardzo uważać, by karmel nie stał się zbyt ciemny, bo będzie gorzki) i wlewamy do keksówki, tak aby pokrył ścianki formy. Gdy karmel ostygnie, wlewamy krem, studzimy i wkładamy do lodówki na co najmniej 3 godziny.

Przed podaniem na chwilę wstawiamy formę do gorącej wody i wyjmujemy deser na półmisek.

*do kupienia w sklepach internetowych

Albicocche in composta (Konftura z moreli) - przepis według Pellegrina Artusiego

  • 600 g niezbyt dojrzałych moreli
  • 250 ml wody
  • 100 g cukru pudru

Sposób przygotowania:

W każdej moreli robimy małe nacięcie i wyjmujemy pestkę. Wkładamy owoce do garnka z wodą. Doprowadzamy do wrzenia, wsypujemy cukier puder i gotujemy dalej, aż morele zmiękną. Odcedzamy je i wkładamy do szklanego naczynia. Pozostały w garnku syrop jeszcze trochę odparowujemy, polewamy nim owoce i studzimy. Podajemy do panna cotty.