Długo zżymałem się na słowo "pasta" wpychające się na karty restauracji (niekoniecznie włoskich), używane w przepisach drukowanych w prasie i szalejące na stronach internetu. Szczególnie denerwowało mnie, że "pasta" to nie prawdziwy makaronizm, bo wyraz ten, choć oznacza makaron, jest anglicyzmem i do polszczyzny trafił nie z włoskiego, lecz z angielskiego. (Prawda, makaron to nie włoszczyzna.).

Paradoksalnie z "pastą" pogodził mnie spór o różnicę między kluskami a makaronem. Różnica jest niewątpliwa, ale trudno stwierdzić, jaka. Rosołowy na pewno jest makaronem, świderki i gwiazdki chyba też. Ale lane? A kładzione? Za nic w świecie. To są kluski i tylko kluski. Ponadto "pasta" to również pierogi, uszka i lasagne, których w polskiej kulturze kulinarnej nie zaliczamy ani do klusek, ani do makaronów.

Wróćmy do mistrzostw. Zorganizował je artysta sztuki życia, mieszkający w Paryżu pisarz Camillo di Monte. Odbyły się w paryskiej restauracji da Fabio - to knajpka proponująca proste, ale wspaniałe potrawy włoskie oraz sklep, w którym nabyć można specjalności z Włoch. Fabio - tak ma na imię właściciel - jest fanatykiem gastronomii rzemieślniczej, tej tradycyjnej i bardzo starannej. Swoje "pasty" sprowadza od producenta, który uprawia pszenicę na własnym polu, natychmiast po zbiorze miele ziarna i zamienia je od razu w spaghetti, fusilli, penne czy maltagliati (tu się zatrzymam, bo jest tego we Włoszech na każdy dzień roku, a nawet więcej). Gotowe makarony suszą się powoli, o wiele dłużej niż przemysłowe. Dzięki temu są bardziej chropawe, przez co lepiej wsiąka w nie sos, a przede wszystkim można je gotować albo trochę krócej, albo dłużej i wciąż będą "al dente", czyli twardawe w środku.

Zapewne trzeba być Włochem, by pojąć magię doskonałego ugotowania farfalli i pappardelli. W paryskim konkursie uczestnicy najpierw bardzo dużo czasu poświęcali sprawdzeniu, czy woda jest wystarczająco słona, trochę dolewali, trochę odlewali, a następnie próbowali kilka razy. Operacja jest delikatna. My, nawet robiąc "włoskie" spaghetti, sosem zalewamy makaron. Włoch, patrząc na to, zemdleje, gdyż jedyny dlań sposób zmieszania dwóch składników potrawy to wrzucenie makaronu do grzejącego się na patelni sosu. Makaron gotuje się najpierw w wodzie, a potem w pykającym sosie. Stąd konieczność - dla znawców - absolutnej niemal precyzji.

Precyzja, prostota, finezja. W ten sposób scharakteryzować można pracę konkurentów, a chyba i całą sztukę przygotowywania farfalli, tortiglioni i innych penne rigate. Sos pomiodorowy, świeże pomidory, kilka oliwek, mini- plasterki szynki albo cienki talarek cukinii, odrobina sera, do tego różnorodne zieleniny, i powstają niespodziewane, harmonijne połączenia smaków, stwarzające przyjemność wprost niezrównaną.

Do finału doszła urocza dziennikarka Sara Rania z Campanii i młodziutki kelner Massimo Chiesa, reprezentujący Lombardię. On okazał się zwycięzcą, ale oboje, łącząc włoską szczodrość i wykwintność, sporządzili kompozycje pozwalające zrozumieć, dlaczego dla Włochów "pasta" to więcej niż jedzenie, to narodowy symbol.

Długo zżymałem się na słowo "pasta" wpychające się na karty restauracji (niekoniecznie włoskich), używane w przepisach drukowanych w prasie i szalejące na stronach internetu. Szczególnie denerwowało mnie, że "pasta" to nie prawdziwy makaronizm, bo wyraz ten, choć oznacza makaron, jest anglicyzmem i do polszczyzny trafił nie z włoskiego, lecz z angielskiego. (Prawda, makaron to nie włoszczyzna.). Paradoksalnie z "pastą" pogodził mnie spór o różnicę między kluskami a makaronem. Różnica jest niewątpliwa, ale trudno stwierdzić, jaka. Rosołowy na pewno jest makaronem, świderki i gwiazdki chyba też. Ale lane? A kładzione? Za nic w świecie. To są kluski i tylko kluski. Ponadto "pasta" to również pierogi, uszka i lasagne, których w polskiej kulturze kulinarnej nie zaliczamy ani do klusek, ani do makaronów. Wróćmy do mistrzostw. Zorganizował je artysta sztuki życia, mieszkający w Paryżu pisarz Camillo di Monte. Odbyły się w paryskiej restauracji da Fabio - to knajpka proponująca proste, ale wspaniałe potrawy włoskie oraz sklep, w którym nabyć można specjalności z Włoch. Fabio - tak ma na imię właściciel - jest fanatykiem gastronomii rzemieślniczej, tej tradycyjnej i bardzo starannej. Swoje "pasty" sprowadza od producenta, który uprawia pszenicę na własnym polu, natychmiast po zbiorze miele ziarna i zamienia je od razu w spaghetti, fusilli, penne czy maltagliati (tu się zatrzymam, bo jest tego we Włoszech na każdy dzień roku, a nawet więcej). Gotowe makarony suszą się powoli, o wiele dłużej niż przemysłowe. Dzięki temu są bardziej chropawe, przez co lepiej wsiąka w nie sos, a przede wszystkim można je gotować albo trochę krócej, albo dłużej i wciąż będą "al dente", czyli twardawe w środku. Zapewne trzeba być Włochem, by pojąć magię doskonałego ugotowania farfalli i pappardelli. W paryskim konkursie uczestnicy najpierw bardzo dużo czasu poświęcali sprawdzeniu, czy woda jest wystarczająco słona, trochę dolewali, trochę odlewali, a następnie próbowali kilka razy. Operacja jest delikatna. My, nawet robiąc "włoskie" spaghetti, sosem zalewamy makaron. Włoch, patrząc na to, zemdleje, gdyż jedyny dlań sposób zmieszania dwóch składników potrawy to wrzucenie makaronu do grzejącego się na patelni sosu. Makaron gotuje się najpierw w wodzie, a potem w pykającym sosie. Stąd konieczność - dla znawców - absolutnej niemal precyzji. Precyzja, prostota, finezja. W ten sposób scharakteryzować można pracę konkurentów, a chyba i całą sztukę przygotowywania farfalli, tortiglioni i innych penne rigate. Sos pomiodorowy, świeże pomidory, kilka oliwek, mini- plasterki szynki albo cienki talarek cukinii, odrobina sera, do tego różnorodne zieleniny, i powstają niespodziewane, harmonijne połączenia smaków, stwarzające przyjemność wprost niezrównaną. Do finału doszła urocza dziennikarka Sara Rania z Campanii i młodziutki kelner Massimo Chiesa, reprezentujący Lombardię. On okazał się zwycięzcą, ale oboje, łącząc włoską szczodrość i wykwintność, sporządzili kompozycje pozwalające zrozumieć, dlaczego dla Włochów "pasta" to więcej niż jedzenie, to narodowy symbol.