Termin "przednówek" brzmi obco dla współczesnego mieszkańca Polski. Kiedyś jednak był ważnym i długim okresem w roku wsi. Oznaczał czas, w którym zaczynało brakować głównych pokarmów, takich jak zboże czy ziemniaki. Jadano wtedy różne produkty zastępcze, głównie młode pędy i liście roślin. Robiono z nich polewki i bryje. Oprócz "zielska" w skład takich potraw wchodziło to, co akurat było pod ręką, nawet w małej ilości: mleko, śmietana, kasza, ziemniaki czy wywar z kości. Przednówek miał swój stały przebieg, składał się z kilku odsłon związanych z rytmem przyrody.

Kiedy pod koniec zimy brakowało pożywienia, sięgano po  pojawiające się rośliny, pierwsze były męskie kwiatostany leszczyny, tzw. rzęsy. Wygrzebywano też z pól uprawnych kłącza perzu i czyśćca błotnego.

W kwietniu wyrastała świeża zielenina - młode pędy i liście pokrzyw. Na przełomie kwietnia i maja można już było znaleźć wiele innych roślin zielnych. Najpóźniej z dzikich warzyw liściowych pojawiała się komosa, którą zbierano dopiero od drugiej połowy maja, w miarę możliwości aż do żniw. Wreszcie ostatnią odsłoną przednówka, tuż przed żniwami, był czas pierwszych owoców: poziomek, malin, jeżyn, wcześniejszych odmian jabłek i śliwek.

Komosa bardzo ściśle kojarzy się z naszym przednówkiem. W Polsce występuje kilkanaście gatunków tego rodzaju. Rosną zwykle na polach uprawnych i przychaciach, w miejscach skopanych, z naruszoną glebą. Najważniejszym gatunkiem jest komosa biała (Chenopodium album), jeden z najpospolitszych chwastów roślin okopowych. W różnych regionach kraju roślina ta znana jest pod różnymi nazwami, najczęściej występuje jako lebioda lub komosa, ale także łoboda, natyna, wołok, szabaga, mącznica, lebida, łapucha, łopucha, kumosa,

warmuz, jarmucha, jarmuż, jarmużka, faćka i bańdocha. Niektóre z tych nazw mogą być mylące: podobnie brzmiąca lebiodka, czyli oregano, z lebiodą nie ma nic wspólnego.

Także ludowa nazwa łoboda może być niejednoznaczna, gdyż powszechnie występują pod nią zarówno gatunki z botanicznych rodzajów komosa, jak i łoboda (Atriplex) - na szczęście te akurat są ze sobą spokrewnione, dzięki czemu można je podobnie przyrządzać i dodawać

do tych samych potraw (np. zamiast szpinaku, który też jest ich bliskim krewniakiem). Obie rośliny, i komosa, i łoboda, są bardzo pożywne, bogate w witaminy A, B1, B2 i C oraz w mikroelementy. Zawierają też dużo węglowodanów i białek.

Ciekawostką jest, że komosa biała nie była dawniej jedynie dzikim warzywem liściowym, lecz także regularną rośliną uprawną (od czasów neolitu aż do XIX wieku). Uprawiano ją tak dla liści, jak i dla pożywnych nasion, z których robiono mąkę (ja radzę, abyście spróbowali nasiona komosy uprażyć - pod wpływem gorąca puchną i pękają jak popcorn). Komosa najlepiej nadaje się do zbioru na przełomie wiosny i lata. Później łodygi robią się łykowate i można zbierać tylko pojedyncze liście, co jest bardziej pracochłonne. Regułą było, że wpierw rośliny zagotowywano lub parzono wrzątkiem, a potem smażono w maśle lub smalcu. W ten sposób przyrządzone mają delikatniejszy smak.

W dawnej Polsce komosa była jednym z najczęściej zbieranych dzikich warzyw liściowych. Od wieku XIX następował stopniowy regres, choć jeszcze przed II wojną światową jadano ją na znacznych obszarach naszego kraju. Po wyzwoleniu komosa popadła w niełaskę - być może dlatego, że wywoływała nieprzyjemne skojarzenia z biedą, niedostatkiem i wojennymi trudnościami, o których pamięć była wciąż świeża. Dziś komosę jada się - okazjonalnie - tylko w nielicznych regionach Polski, np. w Lubelskiem, na Mazowszu i Podhalu.

Za to poza Polską, a konkretnie w Indiach, Chinach i Japonii, komosa biała jest zaskakująco popularna, podaje się ją nawet w restauracjach. W Chinach uprawiany jest też ciekawy podgatunek komosy białej - komosa olbrzymia. W sezonie suszy się ją, dzięki czemu jest dostępna całą zimę.

Do rodzaju komosa należy też komosa quinoa (Chenopodium quinoa), gatunek amerykański, którego nasiona są sprzedawane w sklepach ze zdrową żywnością, oraz aromatyczna komosa piżmowa (Chenopodium ambrosioides), znana w Meksyku pod nazwą epazote - dodaje się ją przeważnie do dań z fasoli, gdyż świetnie reguluje trawienie.

Termin "przednówek" brzmi obco dla współczesnego mieszkańca Polski. Kiedyś jednak był ważnym i długim okresem w roku wsi. Oznaczał czas, w którym zaczynało brakować głównych pokarmów, takich jak zboże czy ziemniaki. Jadano wtedy różne produkty zastępcze, głównie młode pędy i liście roślin. Robiono z nich polewki i bryje. Oprócz "zielska" w skład takich potraw wchodziło to, co akurat było pod ręką, nawet w małej ilości: mleko, śmietana, kasza, ziemniaki czy wywar z kości. Przednówek miał swój stały przebieg, składał się z kilku odsłon związanych z rytmem przyrody.

Kiedy pod koniec zimy brakowało pożywienia, sięgano po  pojawiające się rośliny, pierwsze były męskie kwiatostany leszczyny, tzw. rzęsy. Wygrzebywano też z pól uprawnych kłącza perzu i czyśćca błotnego. W kwietniu wyrastała świeża zielenina - młode pędy i liście pokrzyw. Na przełomie kwietnia i maja można już było znaleźć wiele innych roślin zielnych.

Najpóźniej z dzikich warzyw liściowych pojawiała się komosa, którą zbierano dopiero od drugiej połowy maja, w miarę możliwości aż do żniw. Wreszcie ostatnią odsłoną przednówka, tuż przed żniwami, był czas pierwszych owoców: poziomek, malin, jeżyn, wcześniejszych odmian jabłek i śliwek. Komosa bardzo ściśle kojarzy się z naszym przednówkiem.

W Polsce występuje kilkanaście gatunków tego rodzaju. Rosną zwykle na polach uprawnych i przychaciach, w miejscach skopanych, z naruszoną glebą. Najważniejszym gatunkiem jest komosa biała (Chenopodium album), jeden z najpospolitszych chwastów roślin okopowych. W różnych regionach kraju roślina ta znana jest pod różnymi nazwami, najczęściej występuje jako lebioda lub komosa, ale także łoboda, natyna, wołok, szabaga, mącznica, lebida, łapucha, łopucha, kumosa, warmuz, jarmucha, jarmuż, jarmużka, faćka i bańdocha. Niektóre z tych nazw mogą być mylące: podobnie brzmiąca lebiodka, czyli oregano, z lebiodą nie ma nic wspólnego. Także ludowa nazwa łoboda może być niejednoznaczna, gdyż powszechnie występują pod nią zarówno gatunki z botanicznych rodzajów komosa, jak i łoboda (Atriplex) - na szczęście te akurat są ze sobą spokrewnione, dzięki czemu można je podobnie przyrządzać i dodawać do tych samych potraw (np. zamiast szpinaku, który też jest ich bliskim krewniakiem). Obie rośliny, i komosa, i łoboda, są bardzo pożywne, bogate w witaminy A, B1, B2 i C oraz w mikroelementy. Zawierają też dużo węglowodanów i białek. Ciekawostką jest, że komosa biała nie była dawniej jedynie dzikim warzywem liściowym, lecz także regularną rośliną uprawną (od czasów neolitu aż do XIX wieku). Uprawiano ją tak dla liści, jak i dla pożywnych nasion, z których robiono mąkę (ja radzę, abyście spróbowali nasiona komosy uprażyć - pod wpływem gorąca puchną i pękają jak popcorn).

Komosa najlepiej nadaje się do zbioru na przełomie wiosny i lata. Później łodygi robią się łykowate i można zbierać tylko pojedyncze liście, co jest bardziej pracochłonne. Regułą było, że wpierw rośliny zagotowywano lub parzono wrzątkiem, a potem smażono w maśle lub smalcu. W ten sposób przyrządzone mają delikatniejszy smak.

W dawnej Polsce komosa była jednym z najczęściej zbieranych dzikich warzyw liściowych. Od wieku XIX następował stopniowy regres, choć jeszcze przed II wojną światową jadano ją na znacznych obszarach naszego kraju. Po wyzwoleniu komosa popadła w niełaskę - być może dlatego, że wywoływała nieprzyjemne skojarzenia z biedą, niedostatkiem i wojennymi trudnościami, o których pamięć była wciąż świeża. Dziś komosę jada się - okazjonalnie - tylko w nielicznych regionach Polski, np. w Lubelskiem, na Mazowszu i Podhalu.Za to poza Polską, a konkretnie w Indiach, Chinach i Japonii, komosa biała jest zaskakująco popularna, podaje się ją nawet w restauracjach. W Chinach uprawiany jest też ciekawy podgatunek komosy białej - komosa olbrzymia. W sezonie suszy się ją, dzięki czemu jest dostępna całą zimę.

Do rodzaju komosa należy też komosa quinoa (Chenopodium quinoa), gatunek amerykański, którego nasiona są sprzedawane w sklepach ze zdrową żywnością, oraz aromatyczna komosa piżmowa (Chenopodium ambrosioides), znana w Meksyku pod nazwą epazote - dodaje się ją przeważnie do dań z fasoli, gdyż świetnie reguluje trawienie.

Lebioda po polsku

Składniki:

  • 200 g młodej lebiody (zbieramy całe rośliny, jeśli nie są wyższe niż 15 cm; gdy przyrządzamy lebiodę w lecie, używamy tylko młodych liści)
  • 3 łyżki smalcu
  • 3 ząbki czosnku
  • sól
  • śmietana (niekoniecznie)

Sposób przygotowania:

Lebiodę siekamy, zalewamy krótko wrzątkiem, odcedzamy. Rozgrzewamy na patelni smalec, wrzucamy posiekany czosnek, po chwili lebiodę, smażymy kilka minut (jeśli trzeba, podlewamy wodą), solimy do smaku i ewentualnie zabielamy łyżką śmietany. Tak przyrządzoną lebiodę można podać do sztuki mięsa razem z tłuczonymi ziemniakami.