Kiedy Linneusz stworzył w XVIII w. swoją klasyfikację roślin, umieścił większość kolczastych północnoeuropejskich ziół w botanicznym rodzaju "oset" (Carduus), co odpowiadało odczuciu prostych ludzi: jeśli jakaś roślina kłuje, jest ostem!

Wydaje się, że wszystkie gatunki z tego rodzaju są jadalne, różnią się tylko ilością (zwykle niewielką) wyczuwalnej goryczki i kolczastością. Botanicy skomplikowali nam jednak potem życie, dzieląc rodzaj "oset" na "oset" i "ostrożeń". Tak się składa, że w naszym kraju wszystkie gatunki z tych, które były jadane, należą obecnie do rodzaju ostrożeń (Cirsium).

Najczęściej sięgano po rośliny o sporych rozmiarach i dużych liśściach, które prawie nie są kłujące - jak ostrożeń łąkowy (Cirsium rivulare) i ostrożeń warzywny (Cirsium oleraceum). Oba rosną na wilgotnych łąkach i mają obszerne  mięsiste liście z małymi igiełkami na brzegach. Pierwszy, kwitnący

na fioletowo, masowo występuje w Karpatach, na Pogórzu Karpackim i we wschodniej Polsce, np. w Lubelskiem i Podlaskiem. Drugi, o kremowych kwiatach, rośnie w całej Polsce - niestety, jest nieco mniej smaczny, gorzkawy. Oba gatunki ze względu na postrzępione ("wyszczerbione") liście nazywano często szczerbaczem lub szczerbakiem.

Ostrożeń łąkowy był do początku XX w. powszechnie jadany na przednówku w prawie całych Karpatach, m.in. na Podhalu, w Tarnowskiem, Jasielskiem i Rzeszowskiem. Gotowano go z tym, co było w domu, np. z ziemniakami; omaszczano mlekiem, śmietaną lub masłem. Ostrożnia warzywnego także jadano w Karpatach (np. w okolicach Jasła) oraz miejscami na niżu, np. na południowym Mazowszu. W niektórych częściach Polski nazywa się go czarcim żebrem. Najsmaczniejszym ostrożniem jest dość rzadki ostrożeń psi (Cirsium canum), który u nas obficiej występuje np. w Kieleckiem, a jadano go także na Węgrzech.

Dużo rzadziej jadanym gatunkiem był wieloletni pospolity chwast, ostrożeń polny (Cirsium arvense). W Polsce mamy o nim tylko jedną pewną wzmiankę pochodzącą z miejscowości Płaskocin koło Łowicza. Wiemy za to, że jest to roślina, której młode pędy - gotowane lub smażone - do tej pory jada się w?północnych Chinach.

Ostrożeń łąkowy (Cirsium rivulare) to jedno z cenniejszych warzyw liściowych w Polsce. Dzięki temu, że licznie występuje, można szybko zebrać znaczne ilości tej rośliny bez zagrażania jej stanowiskom. Posiekane warzywa nadają się do zup, sosów, zapiekanek, na pizzę i do tart.

Uwaga - liście wszystkich ostrożni wymagają dłuższego przyrządzania niż większość warzyw liściowych, zwykle zupełnie miękną dopiero po 15 minutach gotowania i dopiero wtedy stają się naprawdę smaczne! Liście zbieramy w maju albo później - po skoszeniu łąki. Jeśli lato jest wilgotne, można to robić aż do października, zawsze wyszukując młode, nowe listki.

Korzenie niektórych gatunków są zgrubiałe - takie ma np. bardzo kłujący ostrożeń lancetowaty (Cirsium  vulgare) - i również nadają się do jedzenia.

Kiedy Linneusz stworzył w XVIII w. swoją klasyfikację roślin, umieścił większość kolczastych północnoeuropejskich ziół w botanicznym rodzaju "oset" (Carduus), co odpowiadało odczuciu prostych ludzi: jeśli jakaś roślina kłuje, jest ostem! Wydaje się, że wszystkie gatunki z tego rodzaju są jadalne, różnią się tylko ilością (zwykle niewielką) wyczuwalnej goryczki i kolczastością. Botanicy skomplikowali nam jednak potem życie, dzieląc rodzaj "oset" na "oset" i "ostrożeń". Tak się składa, że w naszym kraju wszystkie gatunki z tych, które były jadane, należą obecnie do rodzaju ostrożeń (Cirsium).

Najczęściej sięgano po rośliny o sporych rozmiarach i dużych liściach, które prawie nie są kłujące - jak ostrożeń łąkowy (Cirsium rivulare) i ostrożeń warzywny (Cirsium oleraceum). Oba rosną na wilgotnych łąkach i mają obszerne  mięsiste liście z małymi igiełkami na brzegach. Pierwszy, kwitnący na fioletowo, masowo występuje w Karpatach, na Pogórzu Karpackim i we wschodniej Polsce, np. w Lubelskiem i Podlaskiem. Drugi, o kremowych kwiatach, rośnie w całej Polsce - niestety, jest nieco mniej smaczny, gorzkawy. Oba gatunki ze względu na postrzępione ("wyszczerbione") liście nazywano często szczerbaczem lub szczerbakiem.

Ostrożeń łąkowy był do początku XX w. powszechnie jadany na przednówku w prawie całych Karpatach, m.in. na Podhalu, w Tarnowskiem, Jasielskiem i Rzeszowskiem. Gotowano go z tym, co było w domu, np. z ziemniakami; omaszczano mlekiem, śmietaną lub masłem. Ostrożnia warzywnego także jadano w Karpatach (np. w okolicach Jasła) oraz miejscami na niżu, np. na południowym Mazowszu. W niektórych częściach Polski nazywa się go czarcim żebrem. Najsmaczniejszym ostrożniem jest dość rzadki ostrożeń psi (Cirsium canum), który u nas obficiej występuje np. w Kieleckiem, a jadano go także na Węgrzech.

Dużo rzadziej jadanym gatunkiem był wieloletni pospolity chwast, ostrożeń polny (Cirsium arvense). W Polsce mamy o nim tylko jedną pewną wzmiankę pochodzącą z miejscowości Płaskocin koło Łowicza. Wiemy za to, że jest to roślina, której młode pędy - gotowane lub smażone - do tej pory jada się wpółnocnych Chinach.Ostrożeń łąkowy (Cirsium rivulare) to jedno z cenniejszych warzyw liściowych w Polsce. Dzięki temu, że licznie występuje, można szybko zebrać znaczne ilości tej rośliny bez zagrażania jej stanowiskom. Posiekane warzywa nadają się do zup, sosów, zapiekanek, na pizzę i do tart. Uwaga - liście wszystkich ostrożni wymagają dłuższego przyrządzania niż większość warzyw liściowych, zwykle zupełnie miękną dopiero po 15 minutach gotowania i dopiero wtedy stają się naprawdę smaczne! Liście zbieramy w maju albo później - po skoszeniu łąki. Jeśli lato jest wilgotne, można to robić aż do października, zawsze wyszukując młode, nowe listki. Korzenie niektórych gatunków są zgrubiałe - takie ma np. bardzo kłujący ostrożeń lancetowaty (Cirsium  vulgare) - i również nadają się do jedzenia.

Zupa z ostrożniem łąkowym

Na tajską modłę

  • garść suszonych grzybów (lub 200 g świeżych)
  • 250 g liści ostrożnia łąkowego (najsmaczniejszy!)
  • warzywa: 1 cebula, 3 ziemniaki, 1 marchewka
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • kilka łyżek tajskiej ostrej pasty krewetkowej
  • 4 łyżki niesłodzonej pasty z tamaryndowca
  • (lub 300 ml przetartych pomidorów albo świeże obrane i pokrojone w kostkę)
  • mały kawałek imbiru (starty)
  • mały kawałek galangalu (starty)
  • 1 kawałek łodygi trawy cytrynowej (kilka cm)
  • 3 liście limonki kaffir
  • chilli do smaku
  • 1-2 łyżki cukru
  • 1 łyżka octu
  • sok z 1 limonki
  • 150 ml mleka kokosowego

Grzyby (jeśli używamy suszonych) zalewamy wodą i namaczamy przez 30 minut. Liście ostrożnia myjemy i kroimy na kawałki, zalewamy w garnku 3 l wody. Dodajemy obrane i pokrojone warzywa razem z namoczonymi grzybami, a następnie sos sojowy i pastę krewetkową. Gotujemy 15 minut, dodajemy pastę z tamaryndowca lub pomidory, imbir, galangal, trawę cytrynową, kaffir, chilli, cukier, ocet i sok z limonki. Gotujemy 4-5 minut, łączymy z mlekiem kokosowym i podajemy. To ulubiona potrawa moich gości!