On jest wnukiem kowala, jej panieńskie nazwisko to Kowal, oboje osiedli pod Kowalowymi Skałami. - To kompletny przypadek - śmieje się Agata Kowal-Ruschil. - Po prostu szukaliśmy kawałka ziemi za miastem. Dzięki znajomemu trafiliśmy właśnie tutaj. Weszłam na wzgórze, rozejrzałam się i już wiedziałam, że to moje miejsce - dodaje. Miejsce wyjątkowo urokliwe: płaskowyż z widokiem na Karkonosze, w Parku Krajobrazowym Doliny Bobru, obok malowniczego Jeziora Pilchowickiego.

Dziewięć lat temu Agata i Roland Ruschilowie zaczynali od wiercenia studni, podłączania prądu i wznoszenia nowego budynku na resztkach stuletniego domu. Ona, ekonomistka z wykształcenia, jest przewodniczką sudecką, on prowadzi w Niemczech firmę zajmującą się doradztwem technicznym. Owce na początku miały wyłącznie służyć za "kosiarki", a stały się ich pasją.

- Roland miał te owce w głowie od lat. Pierwszy raz zobaczył wrzosówki jako młody chłopak, w wojsku. Przeganiał je z poligonu - opowiada Agata. W gospodarstwie pod Lineburgiem zobaczyli wzorcową hodowlę i pierwszy raz spróbowali specjałów z owczego mięsa. - Wrzosówka jest wizytówką tamtego regionu. Jak oscypek na Podhalu, tak tam wędliny z mięsa tych owiec są regionalnym przysmakiem - wyjaśnia Roland. I dodaje: - Jeszcze w latach 70. hodowano wrzosówki w Polsce. Nie ze względu na mięso, bo jest zbyt chude - pod tym względem chów jest nieopłacalny. Były cenione dla futra, ciepłego i delikatnego. Z ich skóry - lekkiej, nieprzepuszczalnej dla wiatru i chłodu kilkadziesiąt lat temu szyto kombinezony dla lotników - opowiadają hodowcy. Swoje pierwsze stado przywieźli z Niemiec. Rozrosło się do 250 sztuk.

Szara rogata wrzosówka lineburska to stara rasa pochodząca od muflona, dlatego ma mocno skręcone, wielkie rogi. Wymaga niewiele: wystarczy jej trawa, w której z upodobaniem wynajduje sobie wrotycz, krwawnik, dziką miętę, dziurawiec, nawłoć, babkę, białą koniczynę. Zimą dostaje jeszcze siano, owies, surowe ziemniaki i marchew. Gospodarze dbają także, by nie zabrakło czystej wody w poidłach i soli z mikroelementami. Całe gospodarstwo ma certyfikat Agro Bio Test, co oznacza, że zwierzęta są dokarmiane wyłącznie ekowarzywami i certyfikowaną paszą, że nie podaje im się hormonów, że pasą się na łące z dala od dróg. Owce państwa Ruschilów są odporne na choroby i niezwykle wytrzymałe: cały rok przebywają na zewnątrz, bywa że i przy trzydziestostopniowym mrozie. Nawet poród odbywa się na łące, niezależnie od aury. Jagnięta rodzą się czarne z futrem skręconym w loczki jak u karakułów. Futro z czasem jaśnieje, staje się ciemnobrązowe, w końcu zmienia barwę na szarą. Dorosła owca ma czarną głowę i nogi, a futro szare, długie niemal do ziemi.

Jagnięta przez pół roku piją mleko matki i podglądają, co jada się rano, a co wieczorem. - Wszystkiego małe uczą się od matki. Dlatego ważne jest, aby zbyt szybko nie oddzielać od niej jagniąt. Niestety, w hodowlach masowych odstawia się nawet kilkudniowe maluchy - opowiada pani Agata. Od listopada do stycznia owce przewozi się do ubojni i wtedy kuchnia w Kowalowych Skałach zamienia się w miniprzetwórnię. - Żeby nauczyć się przetwarzać mięso wrzosówek, Roland najpierw rozmawiał z ojcem, który ma znajomego rzeźnika, potem obłożył się książkami, a teraz stale jeździ do Niemiec na kursy. Z każdego wraca rozentuzjazmowany, kupuje nowe gadżety do mierzenia temperatury i wilgotności - śmieje się żona.

- To pasja, z którą może wygrać tylko jego druga namiętność: parowozy. Salami dojrzewające Rolanda zwyciężyło w "Wyprodukowano pod Śnieżką" - konkursie na regionalne produkty z Kotliny Jeleniogórskiej. Gospodarz robi je z mięsa niespełna rocznych zwierząt, wymieszanego z niewielką ilością tego ze starszych wrzosówek i odrobiną słoniny. - Najpierw - wyjaśnia Ruschil - schładzam mięso do temperatury od -2 do 0°C. Chłodzenie jest potrzebne po to, by podczas mielenia kiełbasa się nie zagrzała; gdyby tak się stało, byłaby wodnista. Czasem marzną od tego ręce, dlatego mówi się, że im zimniejsze palce, tym lepsza kiełbasa. Po zmieleniu i przyprawieniu mięsa Roland wypełnia masą naturalne jelita, wiąże je w pęta i wiesza na drągu w kuchni na całą noc. Potem znosi kiełbasy do piwnicy, gdzie dojrzewają w 18°C, przy wilgotności 85%. Sprawdza je trzy razy dziennie, po dwóch dobach zmywa solanką naturalny nalot, a na trzeci dzień wędzi w bukowym dymie. To tak zwany zimny dym - jego temperatura nie może przekraczać 28°C. Kiełbasy wędzą się przez 12 godzin, następnie jest 12 godzin przerwy, znów dym - i tak przez pięć dni. Uwędzone salami dojrzewa w chłodnym miejscu dziewięć miesięcy.

Mięsa i przetworów z wrzosówek nie dostaniecie ot tak, w najbliższym sklepie, trzeba po nie pojechać do gospodarzy, którzy prowadzą także agroturystykę. - Żeby móc sprzedawać cokolwiek w zewnętrznych sklepach, musielibyśmy mieć przetwórnię - tłumaczy gospodyni. Mięso (sprawdzone przez weterynarza w ubojni) i przetwory wolno natomiast sprzedawać w gospodarstwie. Asortyment w Kowalowych Skałach stale się powiększa: oprócz salami państwo Ruschilowie mają szynki, kiełbasy (grillową i polską surową) oraz pasztety: z selerem, suszonymi śliwkami i warzywami. Specjalnością domu jest duszony udziec jagnięcy i pieczona polędwica z pierwszorzędnym sosem grzybowym. Wszystko z własnej kuchni, w której jest i domowa pigwówka, i chleb pieczony przez znajomego, i wino porzeczkowe własnej roboty.

Ale na specjałach się nie kończy. Raz do roku, wiosną, przyjeżdża do nich fachowiec, który przez trzy dni strzyże całe stado. Wełnę trzeba uprać, wysuszyć, wyczesać. Potem pasma przeplata się naprzemiennie, moczy, naciera szarym mydłem, układa na słomianej macie, zwija, naciąga, ponownie moczy, wypłukuje... Tak powstaje płat filcu, a z niego torby, kapelusze, piórniki, anioły, kurczaki, mikołajki i inne stwory. Za swoje filcaki pani Agata zdobyła m.in. nagrodę Cepelii i główną nagrodę za pamiątkę regionalną (filcowa sakwa, pojemnik na wino i etui na telefon). Filcują dzieci i dorośli na zajęciach w szkołach i na warsztatach, które gospodyni prowadzi u siebie.

Od roku Kowalowe Skały są w prowadzonym przez Ministerstwo Rolnictwa programie "Zagroda edukacyjna". Dzieciaki słuchają wykładów o ekologii, przebywają wśród owiec, danieli i królików, poznają życie na wsi. Gospodarze zapraszają całe rodziny: - Wzorem angielskiego programu BBC "Lambing Live" zachęcamy do obserwacji życia na farmie, a zwłaszcza narodzin jagniąt.

Gospodarstwo Agroturystyczne Kowalowe Skały Wrzeszczyn 25a k. Jeleniej Góry, tel. 75 752 44 82, tel. kom. 502 252 730, www.kowaloweskaly.pl