Jest takie miejsce, gdzie marzenie łakomczucha może się spełnić. To gdańska manufaktura cukierków Ciuciu Artist. Tutaj bajecznie kolorowe słodkości powstają na oczach zafascynowanych łasuchów. Karmelki o przeróżnych smakach wytwarzane są ręcznie - zgodnie z recepturami, które powstały w XVII i XVIII wieku! W całej Europie podobnych miejsc jest zaledwie kilka. Wszystko zaczęło się od pewnej wycieczki. - Kilkanaście lat temu, zwiedzając Barcelonę, wszedłem do niewielkiego sklepiku, zwabiony rozchodzącym się wokół owocowym zapachem - opowiada Florian Belgard, pomysłodawca i właściciel Ciuciu Artist. - Za przeszkloną ladą uwijali się cukiernicy, tworząc kolorowe słodkości. Kupiłem, spróbowałem i bardzo szybko doszedłem do wniosku, że to jest to, co chciałbym robić w życiu - wspomina. I tak w 2005 roku powstała gdańska manufaktura. Dlaczego w Gdańsku, a nie w Kolonii, w Niemczech, skąd pochodzi właściciel? - Po prostu zakochałem się w Gdańsku, a przede wszystkim w pewnej gdańszczance - śmieje się Florian. Sklepik Ciuciu z daleka przyciąga zapachami. Dzieci (i nie tylko) lubią przypatrywać się szybkim ruchom rąk cukierników, śledzić nóż śmigający i odcinający pojedyncze karmelki. Trudno zliczyć, ile jest tu smaków. Są pachnące cukierki owocowe, są cuksy o smaku grzańca, lukrecji czy anyżku. I jeszcze czekoladowe, rumowe, kokosowe. Doprawdy, czasem trudno się zdecydować. W jednym tylko przypadku decyzja jest łatwa - jeśli wejdziemy do manufaktury w chwili, gdy powstaje konkretna partia cukierków, zapach tak nas oszołomi, że na pewno wybierzemy te świeżutkie. Pracownicy chętnie opowiadają o swoim rzemiośle. Nie ma tu żadnych tajemnic ani wielkiej filozofii - tam, gdzie to tylko możliwe, stosuje się naturalne składniki i barwniki. - Pomysły na nowe smaki czerpiemy ze starych książek, wspomnień dzieciństwa i słodkich marzeń naszych przyjaciół - mówi Florian, wyciągając jednocześnie na specjalnym haku masę cukrową. Pod jego dłońmi masa nabiera gładkości. Po chwili ląduje na marmurowym blacie, gdzie jeden z cukierników zaczyna się nad nią "znęcać". Florian przysiada na chwilę zmęczony, bo wyciąganie słodkiej masy wymaga niezłej krzepy. Do koloru białego dołącza teraz kropla cytrynowej żółci i kropelka zieleni. Za chwilę obserwujemy, jak w środku długiej, słodkiej rurki formuje się zgrabna cytrynka z listkiem. Czary! I już szybkimi ruchami noża odcinane są pojedyncze cukierki, które jeszcze ciepłe trafiają do buź niecierpliwych dzieciaków. Dziś Ciuciu Artist jest nie tylko przy ul. Długiej w Gdańsku. Powstał sklepik w Krakowie, w lutym rusza manufaktura w Warszawie (na Starówce). W planach są też Poznań, Zakopane, Szczecin, może Kaliningrad. Poza tym słodkich ciuciu można spróbować podczas imprez i jarmarków. - Jakiś czas temu byliśmy w Słupsku, gdzie w ciągu 6 godzin zrobiliśmy 500 lizaków dla pięciuset dzieci - mówiąc to, Florian wyciąga z szuflady wielgachnego lizaka we wszystkich kolorach tęczy. Oczy mu się śmieją - podobnie jak maluchowi, który przez szybę obserwuje całe to słodkie zamieszanie.