Co z tą nazwą Lubuskiego? Kiedy w 1998 r. planowano reformę administracyjną kraju, województwa gorzowskie i zielonogórskie miały zostać zlikwidowane. Jednak mieszkańcy żywo zaprotestowali i uparli się, by z owych dwóch województw powstało jedno nowe. Zebrali 110 tys. podpisów pod projektem ustawy obywatelskiej (co dawało im prawo wniesienia jej pod obrady sejmu), a także zorganizowali manifestacje w stolicy: na jednej z nich pojawił się nawet Bachus (student Politechniki Zielonogórskiej Maciej Krajniak) częstujący warszawiaków winem. Protest odniósł skutek i rok później nowe województwo zaistniało. Aby zapobiec kłótniom o nazwę, odwołano się do historii: słowo "lubuskie" pochodzi od miasta Lubusz (obecnie Lebus w Niemczech, w Brandenburgii), które we wczesnym średniowieczu odgrywało w tym regionie dużą rolę.

A co z tym winem? Każdy region w Europie, który chce się winem chwalić, zaczyna, rzecz jasna, od starożytnych Rzymian. Ci przewijają się i w opowieściach z Lubuskiego. Sadzonki winnej latorośli mieli tu przywieźć w pierwszych wiekach naszej ery kupcy wędrujący Bursztynowym Szlakiem. Cóż, całkiem możliwe, ale niepotwierdzone w źródłach. Tak samo jak opowieści o flamandzkich osadnikach, którzy sadzonki mieli dostarczyć pod koniec XII w. Osadnicy rzeczywiście byli (i nawet założyli Zieloną Górę), ale o winie stare kroniki milczą. Pośrednio wzmiankują o nim w roku 1314. Wówczas Zieloną Górę nawiedziła zaraza (prawdopodobnie dżuma) i - jak napisano - ocaleli tylko nieliczni mieszkańcy, którzy uszli z miasta i schronili się w okalających je winnicach.

W ciągu następnych kilkuset lat wino przeważnie miało się świetnie niezależnie od tego, kto akurat rządził regionem - a oprócz Polaków byli to m.in. Czesi i Niemcy. W roku 1800 w samej Zielonej Górze było 2220 winnic, które zajmowały ponad 700 ha - a zatem więcej niż dzisiaj wszystkie winnice w Polsce. Kryzys przyszedł dopiero w latach 20. XX w. Rozwijający się przemysł odciągnął ludzi od winiarstwa, oferując łatwiejsze i większe zarobki. A w 1945 r. nastał PRL i Dionizos czmychnął przed widmem Lenina.

Jako że wino (chyba jednak) jest nieśmiertelne, tradycja musiała się kiedyś odrodzić. I odrodziła się - mniej więcej 15 lat temu w Lubuskiem znowu zaczęto sadzić winorośl. Pionierami byli Halina i Wojciech Kowalewscy - swoją Winnicę Kinga założyli już w 1985 r. Dziś prowadzi ją ich córka Kinga Kowalewska-Koziarska wraz z mężem Robertem.

Pani Kinga jest również wiceprezesem Stowarzyszenia Wspólnota Kulturowa Lubuskie Winnice; doskonale wie, co się dzieje w regionie, i chętnie o tym opowiada. - Stowarzyszenie - mówi - ma skupiać producentów, którzy chcą żyć z uprawy winorośli, sprzedaży wina i wszystkiego, co wokół wina się kręci (np. enoturystyki). Główny cel to pomaganie początkującym winiarzom w pokonywaniu barier prawnych, których w Polsce nie brak.

Co z tą nazwą Lubuskiego? Kiedy w 1998 r. planowano reformę administracyjną kraju, województwa gorzowskie i zielonogórskie miały zostać zlikwidowane. Jednak mieszkańcy żywo zaprotestowali i uparli się, by z owych dwóch województw powstało jedno nowe. Zebrali 110 tys. podpisów pod projektem ustawy obywatelskiej (co dawało im prawo wniesienia jej pod obrady sejmu), a także zorganizowali manifestacje w stolicy: na jednej z nich pojawił się nawet Bachus (student Politechniki Zielonogórskiej Maciej Krajniak) częstujący warszawiaków winem. Protest odniósł skutek i rok później nowe województwo zaistniało. Aby zapobiec kłótniom o nazwę, odwołano się do historii: słowo "lubuskie" pochodzi od miasta Lubusz (obecnie Lebus w Niemczech, w Brandenburgii), które we wczesnym średniowieczu odgrywało w tym regionie dużą rolę. A co z tym winem? Każdy region w Europie, który chce się winem chwalić, zaczyna, rzecz jasna, od starożytnych Rzymian. Ci przewijają się i w opowieściach z Lubuskiego. Sadzonki winnej latorośli mieli tu przywieźć w pierwszych wiekach naszej ery kupcy wędrujący Bursztynowym Szlakiem. Cóż, całkiem możliwe, ale niepotwierdzone w źródłach. Tak samo jak opowieści o flamandzkich osadnikach, którzy sadzonki mieli dostarczyć pod koniec XII w. Osadnicy rzeczywiście byli (i nawet założyli Zieloną Górę), ale o winie stare kroniki milczą. Pośrednio wzmiankują o nim w roku 1314. Wówczas Zieloną Górę nawiedziła zaraza (prawdopodobnie dżuma) i - jak napisano - ocaleli tylko nieliczni mieszkańcy, którzy uszli z miasta i schronili się w okalających je winnicach.

W ciągu następnych kilkuset lat wino przeważnie miało się świetnie niezależnie od tego, kto akurat rządził regionem - a oprócz Polaków byli to m.in. Czesi i Niemcy. W roku 1800 w samej Zielonej Górze było 2220 winnic, które zajmowały ponad 700 ha - a zatem więcej niż dzisiaj wszystkie winnice w Polsce. Kryzys przyszedł dopiero w latach 20. XX w. Rozwijający się przemysł odciągnął ludzi od winiarstwa, oferując łatwiejsze i większe zarobki. A w 1945 r. nastał PRL i Dionizos czmychnął przed widmem Lenina. Jako że wino (chyba jednak) jest nieśmiertelne, tradycja musiała się kiedyś odrodzić. I odrodziła się - mniej więcej 15 lat temu w Lubuskiem znowu zaczęto sadzić winorośl. Pionierami byli Halina i Wojciech Kowalewscy - swoją Winnicę Kinga założyli już w 1985 r. Dziś prowadzi ją ich córka Kinga Kowalewska-Koziarska wraz z mężem Robertem. Pani Kinga jest również wiceprezesem Stowarzyszenia Wspólnota Kulturowa Lubuskie Winnice; doskonale wie, co się dzieje w regionie, i chętnie o tym opowiada. - Stowarzyszenie - mówi - ma skupiać producentów, którzy chcą żyć z uprawy winorośli, sprzedaży wina i wszystkiego, co wokół wina się kręci (np. enoturystyki). Główny cel to pomaganie początkującym winiarzom w pokonywaniu barier prawnych, których w Polsce nie brak.

Prezesem jest Wojciech Sytar, który winnicę dopiero zakłada (w planach przede wszystkim ulubiony riesling), z zawodu finansista i bankowiec, więc na szefa stowarzyszenia nadaje się idealnie. Winomani powinni życzyć organizacji jak najlepiej, bo im prężniej będzie działać, tym więcej winiarzy będzie sprzedawać swe wina - dziś robi to zaledwie kilku.

Kolejny ciekawy projekt: Lubuska Winnica w Łazie koło Zaboru. Ta największa w Polsce (35 ha) winiarska parcela należy do Wyższej Szkoły Zawodowej w Sulechowie i została wydzierżawiona 13 winiarzom - aby zainteresowani nie toczyli bratobójczych walk o najlepsze lokalizacje, działki (od 2 do 4 ha) rozlosowano. Winogrona posadziły już winnice Miłosz i Equus, kolejne mają się pojawić lada chwila; trunków z Lubuskiej Winnicy spróbujemy za 5 lat. Miejsce to niegdyś dawało znakomite wina, więc oczekiwania są duże. Jest też planowana winiarnia i hotel - słowem kompleks winiarski z prawdziwego zdarzenia.

A co czeka winomana, który przyjedzie w Lubuskie w tym roku?

Na przykład Paszport Winiarskiego Odkrywcy. - Często było tak - mówi Kinga Kowalewska-Koziarska - że gość przyjeżdżał, a my witaliśmy go w uwalanych błotem gumiakach i go zbywaliśmy, bo nie było czasu. Stwierdziliśmy, że tak nie może być. Z kilkoma innymi winnicami uradziliśmy, że raz w miesiącu przeznaczamy kilka dni (przeważnie weekend) dla gości.

Paszport Winiarskiego Odkrywcy* to dokument, który daje jego posiadaczowi różne korzyści. Odwiedzając uczestniczące w projekcie winnice (w tamtym roku było ich 9), można bezpłatnie uczestniczyć w szkoleniach czy dostać drobną przekąskę; można się też załapać na bezpłatny dojazd do winnicy specjalnym winobusem lub rejs galarem (nie mylić z galerami; winomani nie muszą katorżniczo wiosłować). Wraz z paszportem otrzymuje się mapę winnic i pięknie grawerowany pamiątkowy kieliszek. Akcja zaczyna się 1 maja, a kończy 31 sierpnia.

Ostatnia, ale nie najmniej ważna kwestia: co w ogóle pić w tym Lubuskiem? Tradycyjnie to kraina pinot noir, traminera i rieslinga. Ładnie udają się też chardonnay, pinot blanc, pinot gris, zweigelt. No i trunki z odmian hybrydowych. Chyba nikt nie stwierdzi już, że nie smakuje mu porządnie zrobiony, żwawy i czysty, cytrusowo-ziołowy seyval blanc; lub lekkie, czereśniowo-malinowe rondo, przypominające saint laurenta (który, notabene, jest jednym z jego rodziców); czy też pełen ciepła regent.

Zwłaszcza jeśli degustacja odbywa się w dobrym gronie - a o to w kręgu winiarzy i winomanów nietrudno.

* Więcej informacji o tegorocznej edycji Paszportu Winiarskiego Odkrywcy na Facebooku i na stronie winiarze.zgora.pl

7 winnic z atrakcjami

Winnica Kinga, Stara Wieś; winnicakinga.pl. Świetne domowe jedzenie, m.in. konfitury winogronowe, octy winne, gołąbki w liściach winogron. Winnica Miłosz, Łaz ; winnicamilosza.com.pl. Zwiedzanie XVIII-wiecznej piwnicy winiarskiej w Zaborze, specjały kulinarnez dziczyzny. Winnica Julia, Kisielin; winnicajulia.pl. Sprzedaż sadzonek winorośli, porady winiarskie, mięsa i ryby z własnej wędzarni. Pałac Mierzęcin, Mierzęcin; palacmierzecin.pl. Luksusowy hotel i ośrodek spa/wellness. Bogata oferta sportowa (m.in. golf, jazda konna), dwie restauracje, szkolenia winiarskie, możliwość udziału w winobraniu. Winnica Equus, Mierzęcin; winnicaequus.pl. Wykłady multimedialne o polskim winie, kursy sommelierskie, sprzedaż sadzonek winorośli, winoterapia. Winnica Stara Winna Góra/Winny Dworek, Górzykowo; winna-gora.pl, www.winnydworek.pl. Prelekcje nt. tradycji winiarskich regionu, potrawy z regionalnych produktów (sery, miody, dziczyzna), winne spa, wypożyczalnia rowerów. Winnica Na Leśnej Polanie, Proczki; winnicaproczki.pl. Pokazy i szkolenia winiarskie, spanie na sianie w stodole.