?O tym, jak jeść, żeby nie przytyć i jak się odchudzać, żeby sobie nie zaszkodzić, rozmawiamy z dr Agnieszką Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia.

Czy Polacy są otyli? Dr Agnieszka Jarosz: - Badania NATPOL PLUS z 2002 r. [Nadciśnienie Tętnicze w Polsce Plus Zaburzenia Lipidowe i Cukrzyca - red.] wykazały, że 19 proc. Polaków, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, cierpi na otyłość, a nadwagę ma 39 proc. panów i 29 proc. pań. Z dorosłymi jeszcze nie jest najgorzej, ale zauważalnym problemem jest to, że zaczynają nam tyć dzieci. To skutek ich stylu życia - mniej się ruszają, a więcej jedzą, i to takich rzeczy, które sprzyjają otyłości - słodyczy, fast foodów. Zamiast spędzać czas na boiskach, siedzą przed komputerami - w efekcie ruszają się nie dzieci, tylko postaci na ekranie.

A dorosłym bliżej do otyłych Amerykanów czy szczupłych Azjatów? - Niestety, jesteśmy daleko od azjatyckiego ideału.

Z czego to wynika? Z niewiedzy? Czy też może wiemy, jak się odżywiać, ale z różnych przyczyn nie

stosujemy tych zasad? - Nasza wiedza nie jest taka zła, ale wcielanie jej w życie to rzeczywiście poważny problem. Wielu rzeczy nie chce nam się robić, zawsze wynajdujemy sobie mnóstwo najrozmaitszych usprawiedliwień. Żyjemy też w dzikim pędzie, żywienie jest na odległym miejscu - nieważne, co jemy, ważne, by zaspokoić głód.

Odchudzanie nie może oznaczać samoudręczania, Nie powinno być zbyt rygorystyczne. trzeba sobie wypracować dietę, która będzie nam towarzyszyć do końca życia

Jak więc trzeba się odżywiać, by nie tyć? - Jeżeli ktoś ma tendencję do nadwagi, to będzie ją miał przez całe życie. W związku z tym musi do odchudzania podejść w sposób racjonalny, a nie ulegać modom żywieniowym czy chwytać się cudownych diet. Chodzi o to, by wypracować model żywienia, który będziemy akceptować, który nie będzie poświęceniem czy udręczaniem się. Nie może to być rygorystyczna dieta kilkudniowa czy kilkutygodniowa, tylko taka, która może nam towarzyszyć już do końca życia.

Trzeba więc zmienić nawyki żywieniowe. Czego musimy się nauczyć? - Podstawowa zasada to regularność, czyli 4-5 posiłków w ciągu dnia, mniej więcej co trzy godziny. W ten sposób równomiernie rozkładamy energię. Jeżeli zbyt rzadko jadamy, to nasz organizm odczuwa taką przerwę jako głodzenie i z każdego następnego posiłku kumuluje dużo więcej energii, która odkłada się w postaci nadwagi. Natomiast jeśli stale dostarczamy organizmowi odpowiednią dawkę energii, to on wie, że tę dawkę dostanie. W związku z tym nie musi niczego odkładać na zapas i przyjmuje tylko tyle energii, ile potrzebuje. Kolejna ważna rzecz - dieta powinna być urozmaicona i zbilansowana, czyli musi dostarczać wszystkich potrzebnych składników. Jest w niej więc miejsce i na coś słodszego, i na coś bardziej tłustego, ale w rozsądnych ilościach. Podstawą powinny być produkty zbożowe z mąk grubego przemiału i warzywa - te w każdym posiłku. Owoce trzeba ograniczać, ale jedna porcja na drugie śniadanie czy podwieczorek jest dopuszczalna. Najlepiej zrezygnować lub mocno ograniczyć produkty wysoko-tłuszczowe - salami, boczek, golonkę, no i słodycze. I trzeba oduczyć się smażenia, a jeśli już musimy, to najlepiej robić to na grillowej patelni, na małej ilości mocno rozgrzanego tłuszczu. I jeszcze jedna rada - nauczmy się liczenia kalorii, bo odchudzanie powinno się opierać na racjonalnym modelu żywienia uszczuplonym o odpowiednią ilość kalorii. Bez pomocy dietetyka czy lekarza możemy sobie sami odejmować słodycze i tłuszcze. Jeżeli chcemy zredukować większą liczbę kalorii - od 600 kcal - powinniśmy skorzystać z porady specjalisty. Konsultacje przydadzą się również w momencie, gdy borykamy się z efektem jo-jo. Nie należy w to brnąć, bo po wielokrotnym odchudzaniu nasza przemiana materii może obniżyć się do tak niskiego poziomu, że naprawdę będzie nam trudno schudnąć.

Oceń, czy i jaką masz nadwagę? Pomoże ci w tym wskaźnik BMI (Body Mass Index). Aktualny ciężar ciała dzielimy przez wzrost w metrach do kwadratu. Prawidłowa masa ciała to wskaźnik BMI 20-24,9; 25-30 to nadwaga; BMI 30-40 to otyłość; powyżej 40 to otyłość olbrzymia.

Czy stosowanie racjonalnej diety gwarantuje nam utrzymanie efektów odchudzania na dłużej? - Tak, pod warunkiem że będziemy trzymać się zasad i określonej liczby kalorii. A jeśli sobie pofolgujemy, to znów zapracujemy na efekt jo-jo. Poza tym dieta powinna być poparta dawką ruchu. Najlepiej zapisać się na fitness lub pływalnię, wykupienie karnetu mobilizuje do korzystania z tych udogodnień. Ale trzeba też wykorzystywać codzienne możliwości - wchodzić po schodach, chodzić pieszo, wysiadać z autobusu przystanek wcześniej. Należy też pamiętać o tym, że po pierwszym etapie chudnięcia w tempie 2-4 kg na miesiąc, waga staje. I u różnych osób różnie ponownie rusza w dół - u jednej po dwóch, u innej po sześciu tygodniach. To jest okres niebezpieczny, bo myślimy, że dieta przestała działać, a to tylko skutek spowolnienia przemiany materii. Ważne, by to przeczekać i zaakceptować fakt, że gdy waga znów ruszy w dół, nie będziemy chudnąć tak szybko, jak wcześniej.

Które z popularnych diet są w świetle zasad racjonalnego żywienia szkodliwe? - Na pewno diety jednostronne czy wysokotłuszczowa dieta Kwaśniewskiego. Diety pierwszego typu nie dostarczają nam wszystkich potrzebnych składników i po jakimś czasie ich stosowania organizm może zacząć szwankować. Z kolei jadłospis bogaty w tłuszcze, nawet jeśli odchudza, to w sposób niezdrowy, bo podnosi ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia.

A głodówki? Czy faktycznie oczyszczają organizm? - Takie twierdzenie nie ma racjonalnego uzasadnienia. Produkty przemiany materii są wydalane z organizmu niezależnie od tego, czy jemy, czy nie. Można ten proces wspomóc, spożywając warzywa, owoce lub wyroby zbożowe z dużą zawartością błonnika oraz pijąc dużo wody, która oczyszcza nerki. Umartwianie się głodówkami daje tylko taki efekt, że po ich zakończeniu jemy dużo więcej. Oczyszczająca moc głodówki jest mitem.

A czy bez szkody dla zdrowia można jednorazowo zastosować taką cudowną, kilkudniową dietę, np. przed jakimś ważnym dla nas wydarzeniem? - Tak, ale tego typu akcje nie powinny się powtarzać. Nie może być tak, że po zastosowaniu wybranej diety natychmiast wracamy do starych nawyków, a potem przy kolejnej ważnej okazji znów sięgamy po dietę-cud.

Warto stosować tak zwane wspomagacze odchudzania? Czy są skuteczne i bezpieczne? - Dla osób zdrowych są to preparaty bezpieczne, ale zawsze przed ich kupnem i użyciem należy dokładnie przeczytać informacje na opakowaniu. Niektóre specyfiki wspomagające spalanie tłuszczu, np. te zawierające L-karnitynę, mogą przyspieszać czynność serca, dawać uczucie niepokoju, podwyższać ciśnienie krwi. Dlatego są niewskazane dla cierpiących na choroby układu krążenia. Z kolei osoby mające problemy żołądkowo-jelitowe bardzo ostrożnie powinny podchodzić do tzw. wymiataczy tłuszczu, czyli specyfików wyłapujących tłuszcz z układu pokarmowego - mogą one powodować biegunki tłuszczowe. Najbardziej neutralne są preparaty z błonnikiem, mające wypełniać żołądek, a co za tym idzie - zmniejszać łaknienie.

Jakie korzyści, poza szczupłą sylwetką, daje odchudzanie? - Mniejsze ryzyko rozwoju miażdżycy, chorób układu krążenia, cukrzycy typu II i nowotworów, bo u otyłych kobiet częściej występuje rak sutka i macicy, a u mężczyzn - prostaty. Dobra dieta świetnie wpływa na urodę, a samo odchudzanie odmładza i powoduje wzrost samooceny. Dotyczy to zwłaszcza kobiet między 30. a 50. rokiem życia, które mają olbrzymią satysfakcję, gdy udowodnią, że mogą coś zrobić ze swym ciałem, że nie są więźniami swojego tłuszczyku.

Fot. Shutterstock.com

Fot. Shutterstock.com

Rekordy z nadwagą Najwięcej grubasów jest nie w USA, lecz na Nauru , niepodległej wyspie na Pacyfiku - wynika z danych WHO. Na nadwagę cierpi 94 proc. z 13 tys. jej mieszkańców. Z krajów bogatych w pierwszej, niechlubnej dziesiątce znalazły się Kuwejt i USA (74 proc.). W Europie prym wiodą Niemcy (75 proc.) . Polacy zajęli dwunaste miejsce. W 2007 r. choroby spowodowane otyłością zabiły na świecie ok. 40 mln ludzi.

Najgrubszym człowiekiem na Ziemi jest Manuel Uribe Garcia, 41-letni mechanik z Meksyku. Jeszcze niedawno ważył 561 kg i przez lata nie opuszczał swego stalowego, specjalnie wzmocnionego łóżka. Dziś jest na diecie i oczekuje na operację zmniejszenia wagi ciała.

Najbardziej kaloryczna potrawa to z pewnością hamburger z poczwórnymi "bypassami" (czyli czterema kawałkami wołowiny) serwowany w restauracji Heart Attack Grill (Grillowy Atak Serca) w stanie Arizona. W powstałym przed trzema laty fast foodzie można zjeść wielkie hamburgery: podwójne, potrójne i poczwórne. Ten największy składa się z ważących prawie kilogram 4 plastrów wołowiny, 3 warstw sera, 4 plastrów bekonu, sałaty i pomidorów. W sumie ma 8 tysięcy kalorii ! Rekordzista pochłonął tę bombę kaloryczną w minutę i 47 sekund.