Chodzi o cienkie plasterki bekonu , które piecze się (20 minut w 200 stopniach) lub smaży na chrupko na patelni. Po odsączeniu z tłuszczu smaruje się je stopioną czekoladą - w tym momencie można toto jeszcze obtoczyć w pistacjach, grubej soli morskiej czy migdałach - i czeka, aż polewa zastygnie, potem można jeść. O jaką czekoladę chodzi? Naszym zdaniem (pomysł i tak wydaje się karkołomny, ale co tam!) można wyłącznie użyć gorzkiej, ale podobno istnieją wersje z mleczną, a nawet (ojejej...) z białą. Włoscy właściciele firmy Marini's Candies (Santa Cruz w Kalifornii) , którzy produkują taki smakołyk: - Kochamy i bekon, i czekoladę, czemu ich nie połączyć?! Podczas odbywających się w 2009 roku targów Florida State Fair podano zwiedzającym plasterki bekonu z sosem czekoladowym do maczania - jeden ze smakoszy, który skosztował tego połączenia, zachwycał się: "To najciekawszy wynalazek kulinarny od czasu deep-fried pepsi!" (smażonych w głębokim tłuszczu kulek z ciasta naleśnikowego, w którym wodę zastąpiono pepsi). Próbujemy?