Czekoladę dali zachodniemu światu Majowie i Aztekowie, zatem wszelkie o niej wzmianki w językach europejskich są stosunkowo świeżej proweniencji. Jako produkt powszechnie lubiany – spożywany początkowo jako napój, a później w tabliczkach – czekolada obrodziła za to sporą liczbą peanów na jej temat, wypowiedzianych przez sławne postaci z XIX i XX stulecia.

Aztekowie musieli sprowadzać ziarna od ludów sąsiednich, stąd luksusowy status czekolady.Aztekowie musieli sprowadzać ziarna od ludów sąsiednich, stąd luksusowy status czekolady. shutterstock

Napój przyrządzany z roztartych ziaren kakaowca – z dodatkiem miodu, wanilii, chili i kukurydzy – był pity rytualnie podczas modłów, a na co dzień jedynie przez zamożniejszych Indian. Zamieszkujący płaskowyż Aztekowie nie mogli sobie pozwolić na uprawę drzewek kakaowych ze względu na zbyt ostry klimat, musieli zatem sprowadzać ziarna od ludów sąsiednich, stąd luksusowy status czekolady. Ziarna kakao służyły także za monety – indyk kosztował np. sto ziaren, owoc awokado – trzy.

W języku nahuatl xocolatl (czytane z grubasza jako siokolatl) miało znaczyć „gorzka woda”, bądź „ubita woda”. Zwolennicy tej drugiej wersji wskazują na podobieństwo nazwy do xicoli – pałeczki do ubijania piany, używanej przy przygotowywaniu kakaowego napoju. Aztekowie wierzyli, że napój ten piją bogowie, a bazując na tej wiedzy Karol Linneusz nadał drzewku kakaowca naukową (grecką) nazwę theobroma („napój boży”), niejako w nawiązaniu do ambrozji z Olimpu.

Guatemala, suszenie ziaren kakao na plantacji Takalik Maya Lodge w pobliżu Tak'alik Ab'aj prekolumbijskiego stanowiska archeologicznego przy granicy z MeksykiemGuatemala, suszenie ziaren kakao na plantacji Takalik Maya Lodge w pobliżu Tak'alik Ab'aj prekolumbijskiego stanowiska archeologicznego przy granicy z Meksykiem shutterstock

Rozkosz Olmeków i Hiszpanów

Uprawa kakao znana była już Olmekom ok. 1700 r. p.n.e. , a dziś uczeni przyjmują, że drzewko to udomowiono gdzieś dalej na południe, nad Orinoco bądź nawet Amazonką. Do Europy ziarna kakaowca wysłał w 1519 r. zdobywca Meksyku Hernán Cortés, co po kilkudziesięciu latach poskutkowało niesłychaną modą na kakao na Starym Kontynencie – napój ten w Wielkiej Brytanii skutecznie rywalizował z kawą i herbatą. O czekoladzie jednak, w dzisiejszej, tabliczkowej postaci, można mówić dopiero od opatentowania jej w XIX wieku przez Holendrów – Casparusa i Coenraada van Houtenów. Ojcem metody proszkowania ziaren i alkalizowania czekolady oraz jej konszowania, pozwalającego na rozpuszczanie się słodkiej materii w ustach – jest zaś Szwajcar Rodolphe Lindt (oba nazwiska unieśmiertelnione zostały w nazwach rodzinnych firm i wyrabianych przez nie luksusowych gatunków czekolad).

W polszczyźnie pierwsza wzmianka o czekoladzie wyszła spod ręki Franciszka Zabłockiego, komediopisarza i poety doby stanisławowskiej, który informował rodaków, że

czokolata jest to rozkosz Hiszpana, herbata – rozrywką Anglika”. „Słownik języka polskiego” Samuela Lindego (wyd. 1807-1814) nie może się jeszcze zdecydować między nazwami: ciokulata, ciokolata (z włoskiego cioccolata), czekulada, szekulata. Ostatecznie zwyciężyła czekolada i tylko w dialektach zachowała się odniemiecka wersja z „sz”: śląska szekulada i kaszubska szekòlôda (tu w postaci np. wigilijnego śledzia pływającego w wytrawnym czekoladowym syropie).

Spośród słynnych pisarzy, piewcą czekolady był m.in. Roald Dahl, autor opowiadania „Charlie i fabryka czekolady”, którego filmowa adaptacja okazała się jednym z największych hitów roku 2005 (wpływy z filmu sięgnęły 470 mln dolarów). Sam Dahl napisał m.in.: „Gdybym był dyrektorem szkoły, pozbyłbym się nauczyciela historii i zastąpiłbym go nauczycielem czekolady; moi uczniowie uczyliby się przynajmniej jednego przedmiotu, który ich wszystkich dotyczy”.

Inną wielką książką i filmem z czekoladą, poniekąd, w roli głównej były „Przepiórki w płatkach róży” meksykańskiej noblistki Laury Esquivel, których oryginalny tytuł brzmi „Como aqua para chocolate” („Jak woda na czekoladę”). Autorka „gra tu z językiem”, nawiązując zarówno do przepisu na gorącą czekoladę, jak i określenia w hiszpańskim – na podniecenie seksualne.

George Bernard Shaw zapytywał: 'Na cóż mi w bitwie naboje?', samemu sobie odpowiadając: 'Zamiast nich wolę się posłużyć tabliczką czekolady'.George Bernard Shaw zapytywał: 'Na cóż mi w bitwie naboje?', samemu sobie odpowiadając: 'Zamiast nich wolę się posłużyć tabliczką czekolady'. shutterstock

Z odrobiną goryczy...

Dla Joanne Harris, autorki powieści „Czekolada” (tu również udana ekranizacja z rolą Juliette Binoche), czekolada jest kulinarną alegorią życia.

Nie poczulibyśmy w pełni jej słodkiego smaku, gdyby nie odrobina goryczy, której czasem musimy doświadczyć

– mówi.

Do słodko-gorzkiej natury tego przysmaku pięknie nawiązał zresztą już Johann Wolfgang von Goethe, pisząc w „Cierpieniach młodego Wertera”: „Nie wiem, jak wy, ale ja uwielbiam jesień. Za grzane wino, gorącą czekoladę, pachnący cynamonem dom. Za ciepłe koce i zaparowane okna. Za mgłę, która wita mnie rano. Za świeczki, rozpalane nocą. Ale jesień to też smutek i rozpacz”.

Do konsystencji napoju nawiązuje natomiast hiszpańskie przysłowie:

Idee powinny być klarowne i gęste jak czekolada.

George Bernard Shaw zapytywał: „Na cóż mi w bitwie naboje?”, samemu sobie odpowiadając: „Zamiast nich wolę się posłużyć tabliczką czekolady”. Podobne zdanie ma Nigella Lawson, widząca w czekoladzie antidotum na szereg pozornie nierozwiązywalnych problemów. Brytyjska gwiazda programów kulinarnych stwierdziła: „W życiu pada wiele pytań, na które czekolada przynosi odpowiedź” i podpisałaby się zapewne pod krążącą od jakiegoś czasu w internecie anonimową opinią: „Czekolada jest tańsza niż psychoterapia i nie musisz umawiać się na wizytę.”

Chemicznie doskonała, lepsza od miłości

W hierarchii wartości amerykańskiej dziennikarki Mirandy Ingram aztecki „napój bogów” przewyższa nawet miłość. Pisze bowiem: „Nie wierzcie, że czekolada jest substytutem miłości. Miłość to substytut czekolady”. W sferę wzniosłego i pięknego erotyzmu czekolada prowadzi natomiast czytelników powieści fantasy „Wszystko zostaje w rodzinie” Anety Jadowskiej, gdzie znajdziemy m.in. takie wyznanie: „Twoje pocałunki są niebezpieczne jak czekolada, nigdy nie potrafię poprzestać na jednej kostce, a cała tabliczka stanowi prawdziwe zagrożenie dla moich bioder”.

Michael Levine, dietetyk, twierdzi, że „z chemicznego punktu widzenia czekolada to najbardziej perfekcyjny pokarm na świecie”. Natomiast dla Judith Viorst, amerykańskiej pisarki, siła czekolady wydaje się na tyle zniewalająca, iż, jak pisze:

Naprawdę silny jest ten, kto potrafi połamać całą tabliczkę czekolady i zjeść tylko jeden kawałek

Do ścisłej czołówki dostępnych człowiekowi rozkoszy wprowadził czekoladę psychoterapeuta Paul R. Martin, autor książki pod znamiennym tytułem „Seks, narkotyki i czekolada”. Który skądinąd odkrył, że „aztecką ambrozją” delektują się nie tylko ludzie. „Szympansy, jak każde inteligentne stworzenie, uwielbiają czekoladę” – napisał.

Nie podziela natomiast zachwytów nad czekoladą Sandra Boynton, amerykańska humorystka i tekściarka, stwierdzając, że „największe tragedie napisali Grek Sofokles i Anglik Szekspir. Żaden z nich nie znał czekolady”. Na tle wielu pochwał jest to jednak głos odosobniony.

Polski wtręt

Polskim wkładem do czekoladowych bon motów jest jedna z „Myśli nieuczesanych” Stanisława Jerzego Leca:

„Chociaż krowie dasz kakao, nie wydoisz czekolady”.

Gdyby powstała na Broadwayu, stałaby się na pewno światowym szlagierem piosenka autorstwa Oli Obarskiej „Czeko czeko czekolada”, znana różnym pokoleniom bądź to z pierwotnego wykonania Nataszy Zylskiej, bądź to coveru Maryli Rodowicz. Ponieważ „Czeko czeko” Brodwayu nie podbiła, cieszmy się, że żyjemy nad Wisłą, gdzie „od czekolady usta są tak smaczne”.

Teksty ukazał się w wydaniu specjalnym magazynu „Kuchnia” - „Czekolada” (2017).