Miami kulinarnie

Aga i James Hilferty
Jest takie miejsce na świecie, gdzie wakacje, muzyka i drinki nigdy się nie kończą. Gdzie rano oznacza przed dwunastą, strój formalny to T-shirt założony na bikini, a hasło: ?Idzie zima?, to sygnał, by wyciągnąć z szafy skarpety
Fot. Shutterstock/fotomak Fot. Shutterstock/fotomak

Miami - słoń­ce, ki­lo­me­try pla­ż, oce­an, pal­my i tu­ry­ści

Mia­mi po­ło­żo­ne na po­łud­nio­wym czub­ku kon­ty­nen­tal­nej Flo­ry­dy w USA zna­ją wszy­scy. Słoń­ce, ki­lo­me­try pla­ż, oce­an, pal­my i tu­ry­ści. Ten ob­ra­zek roz­sła­wio­ny w la­tach 80. przez de­tek­ty­wów w bia­łych spod­niach i ci­cho­bie­gach bez skar­pe­tek z se­ria­lu "Mia­mi Vi­ce" ko­ja­rzy się z mia­stem do dziś: ko­lo­ro­wa ar­chi­tek­tu­ra art déco, pen­sjo­na­ty i ho­te­le zbu­do­wa­ne na wzór "Ti­ta­ni­ca" i ca­ły ten ocie­ka­ją­cy bro­ka­tem przy­jem­ny kicz. Ale Mia­mi nie za­wsze tak wy­glą­da­ło?

W The Dutch, której szefuje Andrew Carmellini, zawsze jest komplet gości. Noah Fecks

1
Fot. Shutterstock/Songquan Deng Fot. Shutterstock/Songquan Deng

Miasto na bagnach

 

Miasto na bagnach
Przed nieco ponad stu laty teren, który dziś zajmuje, był pokryty bagniskami, z aligatorami i chmarami komarów. Zamieszkiwali go Indianie Miccosukee i Seminole. Dopiero na początku XX wieku na osuszonych moczarach wyrosły setki hoteli, a przy nich plaża usypana z piasku przywiezionego z wysp Bahama. Miami miało być nowym wakacyjnym rajem. W latach 20. i 30. ubiegłego wieku rozkwitło. To właśnie wtedy w Paryżu narodził się nurt architektury art déco, który w mieście słońca i palm szybko się odnalazł. Powstały budynki z fasadami w charakterystycznych dla tego stylu kolorach: turkus, brzoskwinia, purpura, słonecznik, ozdobione geometrycznymi wzorami, motywami zwierząt i roślin.
Wiele przykładów znajdziemy na słynnej ulicy Ocean Drive, np. Colony Hotel czy Carlyle Hotel, gdzie kręcono film ?Klatka dla ptaków? z Robinem Williamsem, ale i tuziny innych, zyskujących na urodzie zwłaszcza nocą, gdy neonowe światła podkreślają ostre linie fasad, a muzyka sączy się leniwie z kafejek, łącząc się

Przed nieco ponad stu laty teren, który dziś zajmuje, był pokryty bagniskami, z aligatorami i chmarami komarów. Zamieszkiwali go Indianie Miccosukee i Seminole. Dopiero na początku XX wieku na osuszonych moczarach wyrosły setki hoteli, a przy nich plaża usypana z piasku przywiezionego z wysp Bahama. Miami miało być nowym wakacyjnym rajem. W latach 20. i 30. ubiegłego wieku rozkwitło. To właśnie wtedy w Paryżu narodził się nurt architektury art déco, który w mieście słońca i palm szybko się odnalazł. Powstały budynki z fasadami w charakterystycznych dla tego stylu kolorach: turkus, brzoskwinia, purpura, słonecznik, ozdobione geometrycznymi wzorami, motywami zwierząt i roślin.

 

Wiele przykładów znajdziemy na słynnej ulicy Ocean Drive, np. Colony Hotel czy Carlyle Hotel, gdzie kręcono film "Klatka dla ptaków" z Robinem Williamsem, ale i tuziny innych, zyskujących na urodzie zwłaszcza nocą, gdy neonowe światła podkreślają ostre linie fasad, a muzyka sączy się leniwie z kafejek, łącząc się z szumem oceanu po drugiej stronie ulicy.

Po okresie rozkwitu Miami stało się celem podróży emerytów, budynki poszarzały, a młodzi turyści o nim zapomnieli. Dopiero w latach 80. odżyło. Nie tylko dzięki promocji serialu, ale też inwestycjom, bo boom kokainowy w Ameryce Łacińskiej sprowadził tu "biznesmenów", którzy lokowali pieniądze w luksusowych willach, apartamentach i drapaczach chmur. Dziś wiele, zwłaszcza w Downtown, stoi pustych.

2
Fot. Library of Congress Fot. Library of Congress

Miami festiwalowo

 

Życie tętni na South Beach (SoBe), gdzie można poleżeć na plaży albo pospacerować, spotykając po drodze gwiazdy filmowe czy supermodelki ? te zjeżdżają tu raz w roku na Mercedes Benz Miami Fashion Week Swim, by prezentować stroje bikini. Miami to także miasto festiwali: co roku w grudniu odbywa się tu Art Basel, podczas którego można oglądać sztukę z całego świata i interaktywne wystawy z muzyką graną przez didżejów i z jazzem w tle, a w marcu ULTRA ? festiwal muzyki elektronicznej.
Kiedy większość stanów pokryta jest śniegiem, w lutym słoneczne Miami gości szefów kuchni, sommelierów, gwiazdy telewizyjne i tysiące smakoszy na największej w kraju kilkudniowej imprezie dla amatorów kulinariów: South Beach Wine and Food Festival. Jednym z wydarzeń jest Burger Bash z Rachael Ray jako hostessą ? na plaży wyrastają namioty, gdzie dziesiątki szefów przygotowują swoją wersję hamburgera. W konkurencji biorą udział też ci najbardziej znani ? od Emerila Lagasse?a przez Bobby?ego Flaya do Guya Fieri. Goście mogą spróbować wszystkich wersji ? co roku zużywa się tu prawie
100 000 funtów mięsa!

Życie tętni na South Beach (SoBe), gdzie można poleżeć na plaży albo pospacerować, spotykając po drodze gwiazdy filmowe czy supermodelki - te zjeżdżają tu raz w roku na Mercedes Benz Miami Fashion Week Swim, by prezentować stroje bikini. Miami to także miasto festiwali: co roku w grudniu odbywa się tu Art Basel, podczas którego można oglądać sztukę z całego świata i interaktywne wystawy z muzyką graną przez didżejów i z jazzem w tle, a w marcu ULTRA - festiwal muzyki elektronicznej.

Kiedy większość stanów pokryta jest śniegiem, w lutym słoneczne Miami gości szefów kuchni, sommelierów, gwiazdy telewizyjne i tysiące smakoszy na największej w kraju kilkudniowej imprezie dla amatorów kulinariów: South Beach Wine and Food Festival. Jednym z wydarzeń jest Burger Bash z Rachael Ray jako hostessą - na plaży wyrastają namioty, gdzie dziesiątki szefów przygotowują swoją wersję hamburgera. W konkurencji biorą udział też ci najbardziej znani -  od Emerila Lagassea przez Bobbyego Flaya do Guya Fieri. Goście mogą spróbować wszystkich wersji - co roku zużywa się tu prawie 100 000 funtów mięsa!

3
Fot. visitfloridamediablog.com Fot. visitfloridamediablog.com

Mie­szan­ka sma­ków

 

W kuchni otoczona wodami Floryda obficie korzysta z ryb i owoców morza. Świeże krewetki, homary, ośmiornice itd. są podstawą tutejszych dań. A ponieważ Miami to miasto wielonarodowe, wyraźnie widać to w lokalnych potrawach.
Ogromny jest wpływ latynoski, szczególnie Kubańczyków, którzy sprowadzili tu tradycję jedzenia wołowiny i wieprzowiny, często gotowanych długo na wolnym ogniu w smakowitych sosach i przyprawach, jak kumin, cynamon, szafran, kolendra albo soki z cytrusów ? w okolicach Miami jest mnóstwo farm uprawiających pomarańcze i grejpfruty, cytryny i limonki, ale też mango, ananasy, kokosy.
Kubańczycy, którzy uciekali do Miami w dwóch falach ? pierwszej, we wczesnych latach 60., i drugiej, w latach 80. (kiedy Castro zezwolił na opuszczenie Kuby wielu kryminalistom), są dziś integralną częścią miasta. Dzielnica Little Havana jest pełna restauracji serwujących tradycyjne potrawy, np. ryż z czarną fasolą, pieczone prosię czy sandwicze Medianoche (czyli ?północ?). Najlepsze zjecie w Cafe Versailles, przyglądając się Kubańczykom popalającym cygara przy partyjce domina w lokalnym parku.
Nie tylko emigranci z Kuby wybrali na swój dom Miami ? ogromna populacja argentyńska przywiozła ze sobą churrasco z sosem chimichurri i empanadas (rodzaj pierogów wypełnionych farszem ? ulubiony lunch w Miami). Peruwiańczycy podarowali miejscowej kuchni ceviche i tiradito (dania z surowych owoców morza, zalane marynatą z cytrusów). Dominikańczycy, Portorykańczycy, Chilijczycy, Gwatemalczycy ? każdy naród coś przywiózł. Kolumbijskie frykasy zjecie np. w restauracji La Ventana, a w Bolivar mieszankę różnych potraw latynoskich.
Ogromny wpływ haitański wzbogacił stoły Miami w potrawy z dyni, mięsa koziego i kreolskie przyprawy. Autentyczne dania tego typu serwuje np. restauracja Tap Tap. Jamajczycy do zestawu egzotycznych dań dodali przyprawy jerk i curry.
W Miami można też zjeść po europejsku: restauracje włoskie, francuskie, hiszpańskie serwują swoje popisowe dania, od neapolitańskiej pizzy przez hiszpańskie gazpacho do foie gras; są nawet niemieckie kiełbaski (wstąpcie choćby do Tapas
y Tintos przy pięknej Espanola Way, Hoffbräu na Lincoln Road czy do La Gloutonnerie na Washington Avenue). Sunny Isles ? dzielnicę na północ od North Miami Beach ? praktycznie przejęli Rosjanie. Żydzi, którzy w latach 60. stanowili ponad połowę mieszkańców South Beach, zapewnili Miami wspaniałe delikatesy, gdzie można kupić kanapki, kiszonki i bajgle. Najciekawsza pod tym względem jest dzielnica Surfside z legendarnymi Josh?s Deli.

W kuchni otoczona wodami Floryda obficie korzysta z ryb i owoców morza. Świeże krewetki, homary, ośmiornice itd. są podstawą tutejszych dań. A ponieważ Miami to miasto wielonarodowe, wyraźnie widać to w lokalnych potrawach. Ogromny jest wpływ latynoski, szczególnie Kubańczyków, którzy sprowadzili tu tradycję jedzenia wołowiny i wieprzowiny, często gotowanych długo na wolnym ogniu w smakowitych sosach i przyprawach, jak kumin, cynamon, szafran, kolendra albo soki z cytrusów - w okolicach Miami jest mnóstwo farm uprawiających pomarańcze i grejpfruty, cytryny i limonki, ale też mango, ananasy, kokosy. Kubańczycy, którzy uciekali do Miami w dwóch falach - pierwszej, we wczesnych latach 60., i drugiej, w latach 80. (kiedy Castro zezwolił na opuszczenie Kuby wielu kryminalistom), są dziś integralną częścią miasta.

 

Dzielnica Little Havana jest pełna restauracji serwujących tradycyjne potrawy, np. ryż z czarną fasolą, pieczone prosię czy sandwicze Medianoche (czyli "północ"). Najlepsze zjecie w Cafe Versailles, przyglądając się Kubańczykom popalającym cygara przy partyjce domina w lokalnym parku. Nie tylko emigranci z Kuby wybrali na swój dom Miami - ogromna populacja argentyńska przywiozła ze sobą churrasco z sosem chimichurri i empanadas (rodzaj pierogów wypełnionych farszem ? ulubiony lunch w Miami). Peruwiańczycy podarowali miejscowej kuchni ceviche i tiradito (dania z surowych owoców morza, zalane marynatą z cytrusów). Dominikańczycy, Portorykańczycy, Chilijczycy, Gwatemalczycy - każdy naród coś przywiózł. Kolumbijskie frykasy zjecie np. w restauracji La Ventana, a w Bolivar mieszankę różnych potraw latynoskich.

Ham-bur-ger z Mi-cha-el`s Ge-nu-i-ne Fo-od & Drink.Fot. Materiały prasowe

 

Ogromny wpływ haitański wzbogacił stoły Miami w potrawy z dyni, mięsa koziego i kreolskie przyprawy. Autentyczne dania tego typu serwuje np. restauracja Tap Tap. Jamajczycy do zestawu egzotycznych dań dodali przyprawy jerk i curry. W Miami można też zjeść po europejsku: restauracje włoskie, francuskie, hiszpańskie serwują swoje popisowe dania, od neapolitańskiej pizzy przez hiszpańskie gazpacho do foie gras; są nawet niemieckie kiełbaski (wstąpcie choćby do Tapas y Tintos przy pięknej Espanola Way, Hoffbräu na Lincoln Road czy do La Gloutonnerie na Washington Avenue). Sunny Isles - dzielnicę na północ od North Miami Beach - praktycznie przejęli Rosjanie. Żydzi, którzy w latach 60. stanowili ponad połowę mieszkańców South Beach, zapewnili Miami wspaniałe delikatesy, gdzie można kupić kanapki, kiszonki i bajgle. Najciekawsza pod tym względem jest dzielnica Surfside z legendarnymi Joshs Deli.

4
Fot. visitfloridamediablog.com Fot. visitfloridamediablog.com

Café Cu­ba­no

Nie byłoby Miami bez café Cubano - gęstszej, słodszej i gorętszej wersji espresso. Café Cubano to styl życia, esencja czerpania przyjemności z chwili. Można ją kupić na każdym rogu w małych ventanillas - okienkach. Do napoju używa się najciemniejszych odmian kawy z Włoch lub Ameryki Łacińskiej, odkąd prawdziwa kawa z Kuby jest niedostępna z powodu embarga. Przygotowuje się ją w maszynie do espresso, z dodatkiem demerary - brązowego, mniej przetworzonego, gruboziarnistego cukru z trzciny o smaku melasy. Napój jest gęsty i słodki.

Colony - hotel przy Ocean Drive.Fot. Shutterstock/AR Pictures

 

Rodzajów café Cubano jest kilka. Café Con Leche to kawa z mlekiem plus espresso i dużo gorącego mleka (25:75). Gdy w Miami zapytają cię: - Ile chcesz cukru, odpowiedz: - Dos Azucar. Cortadito - podobnie jak cortadoi w innych krajach, to shot kawy zaparzonej z cukrem i gorącym mlekiem (50:50). Colada to bardzo skoncentrowany, zwykle podwójny shot espresso podany w styropianowym kubeczku. Taka dawka kofeiny dla niewprawionych jest bliska śmiertelnej, więc do kawy podaje się miniaturowe naparstki - do podziału z przyjaciółmi.

Hotel Fontainebleau, restauracja Hakkasan.Fot. Materiały prasowe

5
Fot. Shutterstock/Alena Haurylik Fot. Shutterstock/Alena Haurylik

Przepis na medianoche

 

Medianoche (Północ)
1 bagietka w stylu kubańskim
(mniej chrupiąca i słodkawa;
można zastąpić ją bułką maślaną)
masło
żółta musztarda
10 plasterków pieczonej wołowiny
10 plasterków szynki
10 plasterków szwajcarskiego sera
10-20 plasterków ogórków z zalewy
octowej z cukrem i kurkumą
Przekrawamy bagietkę wzdłuż na pół. Smarujemy obie połówki masłem i sporą ilością musztardy. Układamy resztę składników i składamy kanapkę. Jeśli nie mamy specjalnej praski do kanapek, smarujemy patelnię masłem, rozgrzewamy i kładziemy na niej kanapkę. Przykrywamy folią aluminiową posmarowaną masłem
i przyciskamy ciężką patelnią lub cegłą zawiniętą w natłuszczoną masłem folię. Medianoche jest gotowe, kiedy roztopi się ser. Kroimy je na cztery części.

Medianoche (Północ)

Składniki:

 

  • 1 bagietka w stylu kubańskim (mniej chrupiąca i słodkawa; można zastąpić ją bułką maślaną)
  • masło
  • żółta musztarda
  • 10 plasterków pieczonej wołowiny
  • 10 plasterków szynki
  • 10 plasterków szwajcarskiego sera
  • 10-20 plasterków ogórków z zalewy
  • octowej z cukrem i kurkumą

 

Sposób przygotowania:

Przekrawamy bagietkę wzdłuż na pół. Smarujemy obie połówki masłem i sporą ilością musztardy. Układamy resztę składników i składamy kanapkę. Jeśli nie mamy specjalnej praski do kanapek, smarujemy patelnię masłem, rozgrzewamy i kładziemy na niej kanapkę. Przykrywamy folią aluminiową posmarowaną masłem i przyciskamy ciężką patelnią lub cegłą zawiniętą w natłuszczoną masłem folię. Medianoche jest gotowe, kiedy roztopi się ser. Kroimy je na cztery części.

6
Więcej na ten temat: kuchnia usa, miami, podróż