Wychowywałaś się w wielokulturowej rodzinie. Jakie smaki przypominają ci dzieciństwo?
Ponieważ moja mama jest Austriaczką, zawsze piekła dużo ciast - to wynika z tradycji kulinarnych panujących w jej domu. A ja zawsze piekłam razem z nią. Z austriacką babcią, kiedy ją odwiedzaliśmy, robiłam nawet prawdziwy Apfelstrudel! Bardzo lubiłam nasze wspólne kucharzenie i to chyba od niego zaczęła się moja pasja -gotowanie. Mój ojciec pochodzi z Malezji. Tam, kiedy odwiedzasz rodzinę, nie pytają cię: "Co słychać?", za to zagadują: ?Jadłeś już?". Mają niezwykle bogatą kulturę kulinarną: jedzenie służy temu, by zebrać razem rodzinę i wyrazić miłość. W naszym domu czasem jedliśmy coś malezyjskiego, czasem austriackiego, ale w niedzielę zawsze mieliśmy angielską pieczeń, tzw. sunday roast.

Brytyjska tradycja. A Londyn to dziesiątki knajp z jedzeniem z całego świata.
No tak, wpadaliśmy czasami na chińszczyznę czy curry, to dzięki tacie, który lubi bardziej "swojskie", wschodnie smaki. Ale w takim wypadku  na zakończenie - oczywiście jeśli byliśmy z?bratem wyjątkowo grzeczni - dostawaliśmy creme caramel.

Czyli: jak deser, to Francja. Smakował ci?
O tak! Choć muszę ci się przyznać - ten krem prawie na pewno był z torebki... Jako dziecko uważałam, że jest wspaniały! Teraz tak samo kocham prawdziwy creme caramel, który zresztą jest superłatwy do zrobienia - przyrządzam go, kiedy odwiedzam rodziców: ojciec go uwielbia.

Kiedy zaczęłaś gotować po francusku?
Ta kuchnia przyszła do mnie wraz z podrożą do Francji, późniejszą przeprowadzką do Paryża, uczeniem się gotowania i zgłębianiem francuskich przepisów. Właściwie zawsze, kiedy podróżowałam, chciałam nauczyć się czegoś więcej o miejscu, o ludziach i ich zwyczajach - również poprzez kuchnię. Ludzie nigdy się tak nie otwierają, jak przy stole. Kiedy zamieszkałam w Paryżu i pracowałam jako au pair we francuskiej rodzinie, musiałam dla nich gotować. Zamiast wpaść w panikę, korzystałam z francuskich książek, szukałam pomysłów na to, co dałoby się ugotować w mojej kuchni; nie wszystko się dawało, bo ona była miniaturowa! Całe to gotowanie i moje przygody we Francji wydały mi się niezłą historią - więc opisałam wszystko w książce...

Czy za twoim jedzeniem zawsze kryją się jakieś opowieści?
Jedzenie jest bardzo mocno powiązane z uczuciami. Dziś mam katar i chodzi mi po głowie, że powinnam, wręcz muszę, zjeść coś naprawdę ostrego. To dlatego, że jak byłam mała, ojciec zawsze powtarzał: ?Jak jesteś chora, musisz jeść pikantne jedzenie?. Więc tym, co mnie kieruje w stronę takiego jedzenia, jest nostalgia. Ale jedzenie to przecież celebracja, odpowiadanie na  zachcianki, sprawianie sobie przyjemności. Kiedy czujemy się lekko, kiedy jesteśmy szczęśliwi - zjemy wszystko, ale gdy nam smutno - mamy tendencję do sięgania po comfort food, jedzenie, które poprawia humor, kojarzy się z dzieciństwem, najlepiej takie, które kiedyś przygotowywała nam mama czy babcia.

 

Spotykasz kogoś, kto mówi: ?Nie gotuję, bo nie umiem?... I co?
Przede wszystkim staram się pokazać, że gotowanie naprawdę nie jest trudne i że każdy może gotować. W przyszłym roku w Polsce będziecie mogli obejrzeć mój nowy program; dał mi poczucie, że nadal wymyślam przepisy, z których ludzie chcą pichcić i które do gotowania ich ośmielają. Cały czas się staram, żeby to, co gotuję, było zabawne, łatwe, żeby wyglądało pysznie i zachęcało do działania.

Twoje jedzenie zawsze ładnie wygląda. Czy styl liczy się także w kuchni?
Skończyłam szkołę artystyczną - więc gdy gotuję, myślę oczywiście o tym, jak dana rzecz będzie smakować, ale i o tym, jak ją zakomponować na talerzu - i zwracam też uwagę na sam talerz! To naprawdę jest dla mnie wyzwanie: w końcu jemy oczami. Bycie twórczym - również w gotowaniu - jest niezwykle proste! A czy to, jak się ubieram i jak urządzam dom, wpływa na to, co i jak gotuję? Naturalnie, że tak! Tak samo jak mój charakter czy egzotyczne pochodzenie. To pewnie właśnie dzięki swoim korzeniom nie boję się kombinować ze smakami. Jeśli w dzieciństwie jesz coś innego niż twoi sąsiedzi, a rodzice zachęcają cię do próbowania jeszcze innych kombinacji smaków, będziesz ciekawa nowych rzeczy - czy to w modzie, czy w kuchni! Właściwie wszystko, co robisz, czy robiłaś w życiu, wpływa na to, jak gotujesz. A ja nie jestem wykreowaną celebrytką. Staram się, żeby widz, oglądając mój program, miał wrażenie, że siedzi po prostu w mojej kuchni na miłej pogawędce.

Nie czujesz się dobrze w białym kitlu szefa?
Był czas, że i ja wbijałam się w nieskazitelny uniform i ludzie wykrzykiwali do mnie Oui, chef! - na szczęście to przeszłość! Według mnie jedzenie powinno przede wszystkim sprawiać przyjemność: również wtedy, kiedy je przygotowujesz! Powinno cię relaksować, wypełniać serce ciepłymi uczuciami. A system, w którym żyjemy, sprawia, że ludzie boją się pójść na warsztaty cukiernicze, bo mają do tego zbyt nabożny stosunek i są przekonani, że na pewno sobie nie poradzą! U mnie chodzi tylko o to, by miło spędzić czas, a przy okazji nauczyć się paru nowych rzeczy.

Jest wiele gotujących osób, które chciałyby odnieść sukces podobny do twojego. Co byś im poradziła?
Naucz się najpierw czegoś konkretnego. Ja przeszłam przez szereg różnych szkół, zanim ośmieliłam się cokolwiek zrobić. Zanim zaczniesz, musisz mieć po prostu solidną wiedzę. Możesz ślicznie wyglądać, robić piękne zdjęcia czy być wspaniałą osobowością telewizyjną, ale jeśli brak ci podstawowej wiedzy o jedzeniu albo jeśli nie umiesz czegoś ugotować - zdemaskujesz się prędzej czy później! Zdobywaj doświadczenie w różnych kuchniach, podglądaj gotujących i zatrudniaj się w restauracjach! A dla tych, którzy chcą wszystko rzucić i zostać kucharzami, mam jedną radę: zanim to zrobicie, idźcie popracować przez tydzień za darmo w najlepszej restauracji, do której was przyjmą. Bo to nie wygląda tak romantycznie, jak na filmach... Ja sama jeszcze w zeszłym roku szorowałam podłogi w pewnej restauracji, bo tak bardzo chciałam podejrzeć, jak wygląda u nich praca. I to było już - zaznaczam - po tym, jak wyszła moja książka i po dużym sukcesie programu telewizyjnego! Zrobiłam to w swoim wolnym czasie, więc bez przerwy pytałam samą siebie: "Rachel, czy ty aby nie zwariowałaś?".

Jak paryżanie - specyficzni, snobistycznie nastawieni, powściągliwi wobec obcych - traktują ciebie, samozwańczą ekspertkę od ich kuchni?
Młodsze pokolenie jest super. Media są na mnie bardzo otwarte - uważają, że jestem dla paryżan jak powiew świeżego powietrza. A reszta? Kiedy zobaczą, że naprawdę umiem gotować, to nie krytykują.
Zresztą - w Anglii mamy takie powiedzenie, które to idealnie oddaje: The proof is in the pudding (dosłownie: "Dowód jest w deserze").