W Europie używany był już w średniowieczu. Trafił tutaj z Azji Południowo-Wschodniej najprawdopodobniej za pośrednictwem Arabów i Tatarów. Jego propagatorką była benedyktynka św. Hildegarda z Bingen (1098-1179). Dziś ceniony przez nią galgant powraca do różnych potraw wraz z zainteresowaniem kuchnią azjatycką.

W Azji, gdzie galgant rośnie dziko (np. w Malezji), lub jest hodowany (w Chinach i na Sri Lance), to stały składnik sławnych mieszanek przyprawowych: indyjskiej curry lub chińskiej pięć smaków. Jest także podstawową przyprawą w kuchni tajskiej i indonezyjskiej.

Galgant uprawia się dla podziemnych bulwiastych kłączy. Przypominają imbir, jednak... jeśli ktoś się pomyli, będzie miał niespodziankę: galgant ma intensywniejszy od imbiru aromat, a jego miąższ jest bardziej zdrewniały i włóknisty. Ale przede wszystkim nie przypomina go w smaku - jest ostry, pieprzny, a nawet gorzkawy. Zdarza się, że w przepisach zastępuje się go imbirem, tyle że wtedy potrawa nie ma zbyt wiele wspólnego ze swoim oryginałem.

Kłącza galgantu mają cienką, lśniącą czerwonawo-brązową skórkę, poprzeczne prążki i jasny miąższ. Po ich wysuszeniu i zmieleniu otrzymamy czerwonawo-brązowy proszek. Nie jest tak ostry w smaku jak świeże kłącze; w proszku można się doszukać słodszych nut, przypominających cynamon. Za to jest jeszcze bardziej od świeżego aromatyczny.

fot. Olga Popova/Shutterstock



W sklepach z azjatycką żywnością i w internecie można kupić różne rodzaje galgantu: świeży, suszony i mielony. Świeże kłącze przed przyrządzeniem trzeba cienko obrać i bardzo drobno posiekać lub zetrzeć na tarce. Dodawajcie do potraw niewielką ilość, bo - jak pamiętacie - jest gorzkawe. Dlatego lepszym rozwiązaniem jest pokrojenie kłącza na plasterki i usunięcie ich z potrawy już po przyrządzeniu.

To, co galangal ma najcenniejszego - aromat - odda potrawie w czasie gotowania. Świeży galgant przechowujcie w lodówce owinięty w papierowy ręcznik (ma w sobie sporo wody, więc mógłby łatwo spleśnieć). Można go też mrozić (najlepiej już rozdrobniony) lub samodzielnie ususzyć na słońcu. Suszony galgant (w sklepach zazwyczaj jest w plastrach) przed użyciem namoczcie w gorącej wodzie, a gdy spęcznieje, osączcie na sicie. Galgant łatwo odzyskuje swój smak i aromat.

Kawałek kłącza Tajowie dodają do wielu zup. Polecamy krewetkową (tom yam kung): półtora litra rosołu z kurczaka gotujcie 15 minut z kilkoma cienkimi plasterkami galgantu i imbiru oraz 3 źdźbłami trawy cytrynowej. Przecedźcie. Do wywaru dodajcie pół łyżeczki pasty chilli, 2 łyżki sosu rybnego, łyżkę cukru i 3 łyżki soku z limonki. Gotujcie 15 minut. Dodajcie 12 obranych krewetek, 100 g makaronu sojowego i 5 namoczonych, pokrojonych grzybów shiitake. Gotujcie, aż krewetki nabiorą różowego koloru.

Sproszowanym galgantem przyprawicie mięsa (zniweluje nieprzyjemny aromat w czasie ich gotowania), ryby, ziemniaki, potrawy z grochu i fasoli, tłuste sosy i gulasze. Dodawajcie jednak nieduże ilości: 1-2 szczypty. Aromat galgantu dobrze łączy się z dynią i pigwą. Można z nim zrobić owsiankę: pół szklanki płatków (pszennych lub orkiszowych) ugotujcie w szklance wody. Przyprawcie galgantem i wymieszajcie z marynowaną pigwą lub dynią.

Galgant sprawdza się też w napojach: można przyprawiać nim kompoty lub, jak Azjaci i Tatarzy, dodawać do herbaty. W krajach arabskich wykorzystuje się go w piwowarstwie, a u nas wyciąg z kłącza jest składnikiem wódki Żołądkowej Gorzkiej.

Obecna popularność galgantu wynika także z jego prozdrowotnego działania. Mniszka z Bingen zalecała go w okresie jesienno-zimowym dla wzmocnienia układu odpornościowego. Poza tym miał leczyć niestrawność, bóle żołądka, ułatwiać trawienie, a zwłaszcza wspomagać serce.