There's rosemary, that's for remembrance; pray you, love, remember (Tu jest rozmaryn; dla pamięci. Proszę cię miły, pamiętaj) - mówi Ofelia w ?Hamlecie? Szekspira. W dzieciństwie miałam małą poduszeczkę, na której wyhaftowano tę sentencję, poduszeczkę całą wypełnioną rozmarynem. Trzymałam ją w szafie z bielizną pościelową. Historia pełna jest legend związanych z tym aromatycznym ziołem, a folklor - rozmaitych rozmarynowych zwyczajów. Używano go do zaplatania wieńców dla panny młodej: był to symbol wiernej miłości i przyjaźni, a także wspomnienie przedmałżeńskiego, dziewiczego życia.


W Hiszpanii powszechnie wierzono, że rozmaryn chroni przed czarownicami i nieszczęściem w podróży. Medycyna od czasów Galena poleca go na wzmocnienie pamięci i koncentracji.
Słowo ?rozmaryn? pochodzi albo od łacińskich ros (rosa) i maris (morze), albo, co bardziej prawdopodobne, od greckich słów rops (krzak) i myrinos (aromatyczny, balsamiczny). Starożytni wierzyli, że rozmaryn ma nadzwyczajne właściwości terapeutyczne, i to wierzyli tak mocno, że w Egipcie przypisywali mu moc magiczną, konieczną do uzyskania nieśmiertelności.
We Francji na dworze Ludwika XIV modna stała się tak zwana ?woda królowej węgierskiej?, czyli nalewka spirytusowa na rozmarynie i lawendzie, która była stosowana wewnętrznie jako lekarstwo (król podobno leczył tym podagrę) i zewnętrznie, jako odświeżacz i perfumy (madame de Sevigny zawsze nosiła ją przy sobie).
Galen, słynny starożytny lekarz, był jednym z pierwszych, którzy zalecali stosowanie rozmarynu w kuchni w charakterze przyprawy wspomagającej trawienie.
To samo dotyczyło szałwii, również bardzo cenionej w owych czasach za właściwości terapeutyczne. Szałwia (z łaciny salus, czyli zdrowie) musiała być zbierana na bosaka, przez osoby ubrane na biało i bez użycia jakichkolwiek metalowych narzędzi. Była stosowana jako środek przeciwbakteryjny leczący nadmierną potliwość, w dolegliwościach nerwicowych, a także do wybielania zębów. Uważano ją również za silny afrodyzjak.
Niezależnie od tego, czy to wszystko prawda, rozmaryn i szałwia dają te smaki i aromaty, bez których kuchnia włoska nie może się obejść. W moim toskańskim ogrodzie rosną ogromne krzaki jednego i drugiego zioła. Kiedy jestem tam w lecie, zanim słońce wzejdzie za wysoko i zrobi się zbyt gorąco, z kubkiem kawy w ręku idę do ogrodu zbierać zioła. Wracając do Polski, zabieram ze sobą całe ich pęki, które potem suszę i używam przez całą zimę. Najczęściej rozcieram je z solą, aby wydobyć z nich więcej aromatu. Rozmarynem doprawiam wiele dań, od makaronu po desery. Wspaniale komponuje się z sosami rybnymi, tartą jabłkową, z pieczonym schabem, wreszcie z toskańskim plackiem z winogronami. Masło szałwiowe jest za to najlepszą okrasą do gnocchi lub tortellini ze szpinakiem i ricottą. Masło roztapia się powoli na patelni z liśćmi szałwii, dopóki lekko nie zbrązowieją i nie staną się chrupkie. Lubię też dodawać szałwię do farszu do kurczaka, indyka lub do chleba z razowej i orkiszowej mąki. Czasami po prostu zalewam liście gorącą wodą i piję jako antidotum na złe samopoczucie.