Trzy owoce widywane na azjatyckich targach na pewno przykują naszą uwagę, choćby ze względu na duże rozmiary. Jednym z nich jest dżakfrutbądź jackfruit - owoc drzewa bochenkowego, inaczej chlebowca różnolistnego (Artocarpus heterophyllus) z rodziny morwowatych. Drzewo to pochodzi z południowych Indii, gdzie uprawia się je prawie od 3 tysięcy lat, ale jest powszechnie hodowane w całej Azji Południowej i Południowo-Wschodniej, od Indii przez Birmę i Tajlandię aż po północną Australię i Oceanię.

 

Dżakfruty to największe owoce mięsiste świata, osiągają do 90 cm długości i 30 kg wagi. Są jadalne zarówno na surowo, jak i po ugotowaniu. Owoc, którego wnętrze ma żółte zabarwienie, dzieli się na segmenty wielkości cząstek pomarańczy. W smaku - przyjemny, łagodny, kwaśny, trochę podobny do ananasa. Nazwa owocu, pochodząca od słowa ciakka używanego w południowoindyjskim języku malajalam, przeszła do języka portugalskiego jako jaca (po angielsku jackfruit). Ciekawe są niedojrzałe owoce drzewa bochenkowego, które po ugotowaniu mają łagodny, ?mięsny? smak. Do złudzenia przypominają kurczaka, toteż często używa się ich jako substytutu mięsa. Jadalne są też gotowane nasiona dżakfruta, serwowane np. na Jawie jako delikates.

 

Pokrewnym gatunkiem jest chlebowiec właściwy (Artocarpus altilis). Ma podobne owoce, ale znacznie mniejsze, o masie do 5 kg. Pochodzi prawdopodobnie z Moluków, Nowej Gwinei, Mikronezji, Wysp Salomona i Vanuatu. Jest szeroko rozpowszechniony w uprawie w strefie tropikalnej, szczególnie w Oceanii, ale także w całej Azji Południowo-Wschodniej. Drzewo można rozpoznać z daleka, nawet jadąc samochodem, gdyż ma głęboko powcinane liście, podobne do dębu (no i wiszą na nim wielke zielone lub żółte kule). Jest mniej słodki od dżakfruta, ale za to ma dużo skrobi. Można go jeść i na surowo, i po ugotowaniu lub usmażeniu. Zarówno owoce chlebowca właściwego, jak i dżakfruta można smażyć w głębokim oleju - jak frytki. Chlebowiec ma jadalne nasiona o smaku kasztanów, z których tłoczy się olej. Owoc ten miał olbrzymie znaczenie dla ludności wysp Polinezji. Był dla nich jednym z głównych źródeł energii. W niektórych miejscach, np. na Samoa, Wyspach Marshalla i Markizach, gromadzono zapasy owoców chlebowca i bananów w dołach wyłożonych liśćmi. Przykryte warstwą ziemi ulegały fermentacji - kiszone można było potem odkopać nawet po kilkudziesięciu latach. Takie zapasy często przydawały się na wyspach po spustoszeniach spowodowanych występującymi tam tajfunami - pozwalały uniknąć śmierci głodowej.

 

Trzecim z wielkich owoców azjatyckich jest durian - Durio zibethinus. Drzewo, na którym rośnie, zaliczane czasem do rodziny malwowatych, a czasem do rodziny Bombacaceae, pochodzi z Indonezji i Malezji, jest też uprawiane powszechnie na Filipinach i w Tajlandii; kilka pokrewnych gatunków jadalnych występuje również na wyspie Borneo. Nazwa durianu w języku malajskim oznacza ciernisty przedmiot (duri to cierń). Owoce ma prawie tak duże jak dżakfrut, ale ich powierzchnia jest nierówna, ?kolczasta?. W środku też jest podobny do dżakfruta, choć miąższ ma barwę kremową, pastelową. Duriany jada się zarówno na surowo, jak i po ugotowaniu lub upieczeniu, w różnego rodzaju potrawach jednogarnkowych; używa się ich też do aromatyzowania deserów.

 

No właśnie - durian ma bardzo silny aromat. Spotkałem się z określeniem, że chodzi o smak i zapach umami, ale to eufemizm. Jednym kojarzy się ze skarpetkami, innym z gnijącym mięsem, wymiocinami, ściekami czy starym serem pleśniowym. Jego zapach może się roznosić na wiele metrów. Anthony Burgess określił to tak: like eating raspberry blancmange in the lavatory (jakby jadło się deser malinowy w kiblu). Słuszny wydaje się zatem wprowadzony w paru krajach Azji zakaz wnoszenia durianów do samolotów, hoteli i autobusów.W Indonezji durian uważany jest za afrodyzjak. Miejscowe przysłowie mówi: "durian jatuh sarung naik", co znaczy mniej więcej: ?durian opada, sarong się podnosi?. Medycyna chińska przypisuje durianom właściwości silnie rozgrzewające. Dlatego uważa się, że psują oddech i nie powinno się ich popijać alkoholem.

 

Osobiście nie jestem fanem smaku tych owoców. Zjadłem tylko raz, i to mniej niż ćwierć durianu, resztę oddałem sprzątaczce w hotelu w Tajlandii, w którym mieszkałem. Potraktowała to jako niezwykły prezent i zjadła ze smakiem.

 

Frytki z chlebowca:

  • Frytki z chlebowca
  • 1 owoc chlebowca
  • 250-500 ml oleju
  • sól

 

Sposób przygotowania:

Owoc obieramy, kroimy, smażymy w głębokim tłuszczu, solimy i podajemy. Niezbyt dojrzałe okazy kroimy na kawałki o kształcie i wielkości frytek. Po usmażeniu będą do złudzenia przypominały w smaku frytki ziemniaczane. Jeśli owoc jest mocno dojrzały (ja akurat takie wolę), lepiej pokroić go na większe kawałki (w stylu frytek, które podaje się z rybą w fish and chips). Usmażony dojrzały chlebowiec smakuje jak camembert. Kawałki owocu chlebowca można też panierować i smażyć jak schabowe.