Co słychać w polskim miodosytnictwie? Na przykład to, że pojawiła się w nim zupełnie nowa postać, która może nieźle namieszać. Już zresztą miesza.
Paweł Sawicki postanowił robić miody pitne w?połowie lat 90. Stało się to nie bez udziału Szkota Henry'ego Jonesa, którego pan Paweł poznał podczas jednej z zagranicznych wypraw. Jones - ekspert od produkcji whisky, który doradzał różnym szkockim gorzelniom - zachwycił się polskim miodem i zdziwił, że Polacy nie wykorzystują go do promowania swego kraju na świecie; przekonał też Sawickiego, że miodosytnictwo to wręcz jego patriotyczny obowiązek. Tak powstała firma Henry Jones Miody Polskie.
Sawicki jest specjalistą od budowania wizerunku i kreacji marki, zajmował się tym zawodowo przez wiele lat. Widać to w jego nowej działalności. Miody Polskie to jeden z?najlepiej ?wymyślonych? produktów w tej branży, przy czym twórca marki zrywa z obowiązującym stylem wąsato-szabelkowo-szlacheckim. Butelki są przezroczyste i smukłe, etykiety minimalistyczne, nazwy wręcz ?techniczne? - tylko gatunek trunku (półtorak, dwójniak itd.) i numer beczki, z której pochodzi. Rebranding odbył się niedawno, na początku października, wcześniej napitki miały tradycyjne ?swojsko-historyczno-geograficzne? miana - Mazurski, Bartniak, Chrobry czy Copernicus.
Sposób produkcji również jest nowatorski. Sawicki fermentuje i dojrzewa miody w dębowych beczkach - starych lub nowych, lecz mocno wypalonych - dzięki temu w trunkach nie dominuje aromat drewna. Ma to sens, gdyż tylko przez kontakt z drewnem trunki mogą uzyskać ciekawe aromaty nieosiągalne
w inny naturalny sposób (np. wanilii, ciastek, tostów), do tej pory w polskich miodach nieobecne. W Henrym Jonesie nie robi się kupaży - wszystko jest sprzedawane jako single barrel. Na każdej butelce widnieje numer partii produkcyjnej (np. 037/012) i numer beczki, z której rozlano trunek. Można sobie zapisać te dane, by kupując kolejną flaszkę, wybrać tę z innej partii/beczki - porównywanie wrażeń z?degustacji to istota zabawy.
Choć Sawicki jest dopiero na początku drogi, zamierzenia ma ambitne. Wśród nich m.in. miody jednogatunkowe (np. gryczany, wrzosowy) oraz z dodatkiem owoców (dzika róża, malwa); są też plany, aby wykorzystać do leżakowania używane beczki po winie, np. merlocie. Czemu akurat po merlocie? Bo jego podstawowe aromaty (czerwone owoce, fiołki) pięknie łączą się z miodem.
Do Macieja Jarosa zadzwoniłem, aby pozyskać do recenzji miód wyjątkowy, zrobiony z okazji jubileuszu firmy. - Nastawiliśmy go w 1991 roku, gdy tylko zaczęliśmy działalność, a rozlaliśmy w 2011 na 20-lecie. Jubileuszowy ma więc 23 lata i prawdopodobnie jest najstarszym miodem, jaki można dostać. Korzystając z okazji, zapytałem mistrza, co sądzi o promowaniu przez niektórych producentów miodów niesyconych (czyli z niegotowanej brzeczki) jako najbardziej naturalnych i najzdrowszych. - To jest mieszanie ludziom w głowach - mówi Jaros. - Ostatnio przychodzi do mnie klient i pyta, czy robię miody sycone czy niesycone. Ja na to: ?A?jakie by pan chciał?? On: ?W sumie to nie wiem, ale któreś podobno są lepsze?.
- Tak naprawdę - tłumaczy Jaros - gotowanie brzeczki miało sens w czasach, kiedy dysponowaliśmy słabej jakości drożdżami - trzeba było im przygotować niemal idealne, ?oczyszczone z konkurencji ? środowisko pracy. Ale to było kilkadziesiąt lat temu. Dziś mamy wspaniałe, silne drożdże, które tego nie potrzebują, tak więc praktycznie nikt już nie syci miodów, bo to dodatkowa i zupełnie zbędna robota. Owszem, można się chwalić ?niesyceniem?, ale to nie jest żadna niezwykłość czy rzadkość. Notabene, słowo ?sycony? pochodzi od dawnego wyrazu ?syta?: był to miód ugotowany z wodą, którym niegdyś podkarmiano pszczoły w zimie (dziś daje się im cukier). Jeśli pszczoły całej syty nie zjadły, z tego, co zostało, robiło się miód pitny. Od siebie (Ł.K.) dodam, że Słownik Warszawski (1900-1927) wyróżnia dwa rodzaje syty: ?tłustą?, czyli
o proporcjach miodu i wody jak na dwójniak (1:1), i ?ubogą?, jak na trójniak (1:2). Ten sam słownik nazywa też sytą gotowy miód pitny sycony. Słowo wypadło z obiegu i może warto by do niego wrócić. Tylko jak tu wrócić, skoro większość dzisiejszych miodów sycona nie jest?
Na koniec informacja krótka i radosna. Spółdzielnia Pszczelarska Apis z Lublina (robi miody pitne od 1932 roku) pozyskała dla dwóch swoich produktów, Czwórniaka Staropolskiego Tradycyjnego i Trójniaka Staropolskiego Tradycyjnego, oznaczenie unijne Gwarantowana Tradycyjna Specjalność. Gratulacje!

Co słychać w polskim miodosytnictwie? Na przykład to, że pojawiła się w nim zupełnie nowa postać, która może nieźle namieszać. Już zresztą miesza. Paweł Sawicki postanowił robić miody pitne w połowie lat 90. Stało się to nie bez udziału Szkota Henry'ego Jonesa, którego pan Paweł poznał podczas jednej z zagranicznych wypraw. Jones - ekspert od produkcji whisky, który doradzał różnym szkockim gorzelniom - zachwycił się polskim miodem i zdziwił, że Polacy nie wykorzystują go do promowania swego kraju na świecie; przekonał też Sawickiego, że miodosytnictwo to wręcz jego patriotyczny obowiązek. Tak powstała firma Henry Jones Miody Polskie.

 

Sawicki jest specjalistą od budowania wizerunku i kreacji marki, zajmował się tym zawodowo przez wiele lat. Widać to w jego nowej działalności. Miody Polskie to jeden z najlepiej ?wymyślonych? produktów w tej branży, przy czym twórca marki zrywa z obowiązującym stylem wąsato-szabelkowo-szlacheckim. Butelki są przezroczyste i smukłe, etykiety minimalistyczne, nazwy wręcz ?techniczne? - tylko gatunek trunku (półtorak, dwójniak itd.) i numer beczki, z której pochodzi. Rebranding odbył się niedawno, na początku października, wcześniej napitki miały tradycyjne ?swojsko-historyczno-geograficzne? miana - Mazurski, Bartniak, Chrobry czy Copernicus.

 

Sposób produkcji również jest nowatorski. Sawicki fermentuje i dojrzewa miody w dębowych beczkach - starych lub nowych, lecz mocno wypalonych - dzięki temu w trunkach nie dominuje aromat drewna. Ma to sens, gdyż tylko przez kontakt z drewnem trunki mogą uzyskać ciekawe aromaty nieosiągalne w inny naturalny sposób (np. wanilii, ciastek, tostów), do tej pory w polskich miodach nieobecne. W Henrym Jonesie nie robi się kupaży - wszystko jest sprzedawane jako single barrel. Na każdej butelce widnieje numer partii produkcyjnej (np. 037/012) i numer beczki, z której rozlano trunek. Można sobie zapisać te dane, by kupując kolejną flaszkę, wybrać tę z innej partii/beczki - porównywanie wrażeń z?degustacji to istota zabawy.Choć Sawicki jest dopiero na początku drogi, zamierzenia ma ambitne. Wśród nich m.in. miody jednogatunkowe (np. gryczany, wrzosowy) oraz z dodatkiem owoców (dzika róża, malwa); są też plany, aby wykorzystać do leżakowania używane beczki po winie, np. merlocie. Czemu akurat po merlocie? Bo jego podstawowe aromaty (czerwone owoce, fiołki) pięknie łączą się z miodem.

 

Do Macieja Jarosa zadzwoniłem, aby pozyskać do recenzji miód wyjątkowy, zrobiony z okazji jubileuszu firmy. - Nastawiliśmy go w 1991 roku, gdy tylko zaczęliśmy działalność, a rozlaliśmy w 2011 na 20-lecie. Jubileuszowy ma więc 23 lata i prawdopodobnie jest najstarszym miodem, jaki można dostać. Korzystając z okazji, zapytałem mistrza, co sądzi o promowaniu przez niektórych producentów miodów niesyconych (czyli z niegotowanej brzeczki) jako najbardziej naturalnych i najzdrowszych. - To jest mieszanie ludziom w głowach - mówi Jaros. - Ostatnio przychodzi do mnie klient i pyta, czy robię miody sycone czy niesycone. Ja na to: "A jakie by pan chciał?" On: "W sumie to nie wiem, ale któreś podobno są lepsze".

 

- Tak naprawdę - tłumaczy Jaros - gotowanie brzeczki miało sens w czasach, kiedy dysponowaliśmy słabej jakości drożdżami - trzeba było im przygotować niemal idealne, "oczyszczone z konkurencji" środowisko pracy. Ale to było kilkadziesiąt lat temu. Dziś mamy wspaniałe, silne drożdże, które tego nie potrzebują, tak więc praktycznie nikt już nie syci miodów, bo to dodatkowa i zupełnie zbędna robota. Owszem, można się chwalić "niesyceniem", ale to nie jest żadna niezwykłość czy rzadkość.

 

Notabene, słowo ?"sycony" pochodzi od dawnego wyrazu "syta": był to miód ugotowany z wodą, którym niegdyś podkarmiano pszczoły w zimie (dziś daje się im cukier). Jeśli pszczoły całej syty nie zjadły, z tego, co zostało, robiło się miód pitny. Od siebie (Ł.K.) dodam, że Słownik Warszawski (1900-1927) wyróżnia dwa rodzaje syty: ?tłustą?, czyli o proporcjach miodu i wody jak na dwójniak (1:1), i ?ubogą?, jak na trójniak (1:2). Ten sam słownik nazywa też sytą gotowy miód pitny sycony. Słowo wypadło z obiegu i może warto by do niego wrócić. Tylko jak tu wrócić, skoro większość dzisiejszych miodów sycona nie jest?

 

Na koniec informacja krótka i radosna. Spółdzielnia Pszczelarska Apis z Lublina (robi miody pitne od 1932 roku) pozyskała dla dwóch swoich produktów, Czwórniaka Staropolskiego Tradycyjnego i Trójniaka Staropolskiego Tradycyjnego, oznaczenie unijne Gwarantowana Tradycyjna Specjalność. Gratulacje!

 

Ocena:

Czwórniak Staropolski Tradycyjny Apis (17 zł/0,75 l) www.apis.pl

Nos gdzieś ucieka, jest nikły: oprócz miodu masło, maliny, moszcz winogronowy, jeszcze jakiś metaliczny zapach. Usta lekkie, z tendencją do wodnistości, brak porządnej struktury; odrobina masła i kwaskowaty posmak, który długo zostaje w ustach. Poprawny miód w swojej cenie, dobry do koktajli.

*  *  *  1/2

Dwójniak Kurpiowski Apis (24 zł/0,75 l) www.apis.pl

Sok wi-no-gro-no-wy i z czarnej porzeczki, które dość mocno tłamszą miód; także nuty dymne. Usta gładkie, słodkie, potoczyste, ale mało konturowe, jakby przytłumione, bez finezji i werwy. Ten miód był kiedyś bardziej miodowy i wyrafinowany. Jest wciąż dobry, ale raczej wypadł ze ścisłej czołówki.

*  *  *  *

Trójniak Herbowy Pasieka Jaros (38 zł/0,75 l) www.pasiekajaros.pl

Miód, propolis, orzechy, drożdżowe ciasto z rodzynkami, chleb, maliny, zioła. Usta lekkie, z maślaną gładkością, zaburzaną jednak przez ściągający, gorzkawo-kwaskowaty finisz. Jest on kontrowersyjny: odświeża całość (plus), ale zarazem osłabia spójność kompozycji i zbytnio odchudza usta (minus).

*  *  *  *

Dwójniak Jubileuszowy Pasieka Jaros (80 zł/1,5 l) www.pasiekajaros.pl

Miód, orzechy, masło, białe kwiaty, winogrona, wiejskie podwórko. Mocne, ?chrupkie? usta o krzepkiej strukturze. W pustym kieliszku głęboki aromat kwiatowo-podwórkowy z wyraźną nutą końską. Jak zwykle u Jarosa za dużo słodyczy - tu jednak tylko ciut-ciut. Świetny stary miód za świetną cenę.

*  *  *  *  *

Miód Pitny Dwójniak 037/012, b. 6 Henry Jones Miody Polskie (55 zł/0,5 l) www.miodypitne.com

Marcepan, wanilia, kokos, maślane ciastka z marmoladą porzeczkową i makiem; miód, migdały, orzechy laskowe, zioła (macierzanka?). Usta przymilne, gładkie, ze słodyczą w postaci waty cukrowej; trunek łatwy w piciu. Styl jeszcze niesprecyzowany i zbyt eteryczny, ale autorski i nowy. Duże nadzieje!

* * * * 1/2

 

Skala ocen:

* trucizna! antidotum jest nieznane nauce

* * oczko wyżej niż  ?Łza Komsomołki?

* * * można się napić, gdy napić się trzeba

* * * * zrobili to zdolni i dobrzy ludzie

* * * * * zdobycz cywilizacji na miarę koła

* * * * * * spożycie prowadzi do osiągnięcia satori