Mówię o ludziach dokonujących wielkich czynów. Tak dobrych, jak i złych. Zarówno w realu, jak i na kinowym ekranie. Czy oni coś w ogóle piją? Przeważnie nie, bo zbyt są zajęci zbawianiem świata albo próbami zawładnięcia nim. Oto parę wyjątków.
Jamesowi Bondowi spożywanie trunków luksusowych pomaga nie tylko w poprawie wizerunku, ale i w walce z łajdakami. W ?Diamenty są wieczne? płatni mordercy, Wint i Kidd, podszywają się pod stewardów na pokładzie luksusowego liniowca i usiłują wykończyć 007 za pomocą ukrytej w deserze bomby. Popełniają jednak kilka błędów: Wint mocno pachnie wodą kolońską (co dyskwalifikuje go jako sommeliera) i używa gazowego otwieracza (zły gust); poza tym nie wie, że podany przezeń Mouton Rotschild to klaret - czyli, w angielskiej nomenklaturze, czerwone bordeaux. Bond orientuje się, że kelnerzy są fałszywi, wywiązuje się walka i obaj dranie kończą za burtą: Wint rozerwany w locie własną bombą, a Kidd - sflambirowany koniakiem Courvoisier.
W ?Świat to za mało? Bond przychodzi do gabinetu M, a ta częstuje go taliskerem. 007 robi coś niezgodnego z koneserską etykietą - wrzuca do szklanki lód. Na jego palcach ukazuje się dziwna pianka i Bond uświadamia sobie, że pieniądze sir Roberta Kinga, które odzyskał i przywiózł do siedziby MI6, a których wcześniej dotykał, pokryte są materiałem wybuchowym, który zareagował z wodą. Sir Kinga, który idzie do skarbca po swoją własność, nie udaje się już uratować, ale Bond rusza w pościg za tajemniczą snajperką, która pojawia się na miejscu eksplozji, co jest początkiem (jak zwykle wygranej) bitwy 007 z łotrami.
Wyczyny Bonda bledną podczas lektury autobiografii Mirosława Hermaszewskiego ?Ciężar nieważkości? (Universitas). Hermaszewski opisuje w niej swoją drogę na orbitę - zapewniam was, że znane powszechnie męki na wirówce przeciążeniowej to zaledwie ułamek tego, co działo się w trakcie cyklu szkoleniowego. Tym większy szacunek dla generała Hermaszewskiego, że po tym wszystkim zachował poczucie humoru i porwał się na eksperyment, jakiego w kosmonautyce nie było. Przemycił otóż na orbitę polski winiak, który udawał eleuterakok - lek stabilizujący błędnik. Podczas powitalnej biesiady na stacji kosmicznej Salut-6 odbyła się degustacja. Hermaszewski: ?Nikt nie mógł przewidzieć reakcji organizmu. Ktoś musiał być pierwszy. Sasza [Iwanczenkow] najpierw spróbował językiem, oczy mu się zaśmiały, po czym ścisnął plastikową buteleczkę i przyjął około 20 gramów. Odetchnął głęboko i zawisł nad stołem, a my, skupieni wokół niego jak szczury obserwujące reakcje swojego pobratymca, który został wytypowany do zjedzenia wyłożonej trutki, zamarliśmy w oczekiwaniu. Po 20 minutach Sasza wyciągnął rękę po jeszcze, wtedy eksperyment uznaliśmy za zakończony, można było wznieść toasty. Wszystkie były wzniosłe, a przypieczętowane niespełna 20 gramami na głowę?.
Co do ekranowych niegodziwców, to chyba trudno o większych niż hitlerowskie świnie z SS w serialu ?Stawka większa niż życie?. Co one tam piją? Głównie trzygwiazdkowego martella. Do czego służy koniak nazistom? Na przykład do upijania się w obliczu nieuchronnej klęski (?Na szczęście alkoholu jest dosyć, żeby zapomnieć? - mówi major Broch w odcinku ?Edyta?). Ale także do popijania w obecności więźniów, aby zamanifestować swą władzę, oraz do zmiękczania ich na przesłuchaniach - w odcinku ?Podwójny Nelson? martella dostaje np. szpiegująca na rzecz aliantów sekretarka w siedzibie Abwehry, Ewa Fromm: widzimy, jak bierze kieliszek dłońmi z zabandażowanymi opuszkami palców - co z nimi wcześniej robiono, strach myśleć.
A nasz kochany Kloss używa martella (w połączeniu z urokiem osobistym) do uwodzenia dziewcząt przydatnych mu do zdobywania Ściśle Tajnych Informacji - np. w odcinku ?Ostatnia szansa? stosuje ten środek wobec Benity, córki profesora von Henninga, projektującego Wunderwaffe. Benita jednakowoż demaskuje go i wypowiada słynną kwestię: ?Nie należy oszukiwać brzydkich dziewcząt?.
Zanim oddam się degustacji trunków dla herosów i niegodziwców, jeszcze słówko o końcowej scenie filmu ?Drogówka? Wojciecha Smarzowskiego. Mamy tam pokaz polskiej wersji bunga bunga w wykonaniu naszej sitwy mafijno-politycznej. Na stole stoją chyba wszystkie bogato wyglądające flaszki polskich alkoholi, jakie udało się znaleźć, w tym m.in. Wyborowa Exquisite oraz coś od Kozuby, w charakterystycznej kryształowej karafce z wielkim kwadratowym korkiem. Niniejszym ostrzegam potencjalnych scenografów, że tych karafek firma już nie stosuje i że do filmu o mafii należy wsadzić coś innego. Najlepiej w kształcie kałacha lub buta.

Czy oni coś w ogóle piją? Przeważnie nie, bo zbyt są zajęci zbawianiem świata albo próbami zawładnięcia nim. Oto parę wyjątków.

Jamesowi Bondowi spożywanie trunków luksusowych pomaga nie tylko w poprawie wizerunku, ale i w walce z łajdakami. W ?Diamenty są wieczne? płatni mordercy, Wint i Kidd, podszywają się pod stewardów na pokładzie luksusowego liniowca i usiłują wykończyć 007 za pomocą ukrytej w deserze bomby. Popełniają jednak kilka błędów: Wint mocno pachnie wodą kolońską (co dyskwalifikuje go jako sommeliera) i używa gazowego otwieracza (zły gust); poza tym nie wie, że podany przezeń Mouton Rotschild to klaret - czyli, w angielskiej nomenklaturze, czerwone bordeaux. Bond orientuje się, że kelnerzy są fałszywi, wywiązuje się walka i obaj dranie kończą za burtą: Wint rozerwany w locie własną bombą, a Kidd - sflambirowany koniakiem Courvoisier.

 

W ?Świat to za mało? Bond przychodzi do gabinetu M, a ta częstuje go taliskerem. 007 robi coś niezgodnego z koneserską etykietą - wrzuca do szklanki lód. Na jego palcach ukazuje się dziwna pianka i Bond uświadamia sobie, że pieniądze sir Roberta Kinga, które odzyskał i przywiózł do siedziby MI6, a których wcześniej dotykał, pokryte są materiałem wybuchowym, który zareagował z wodą. Sir Kinga, który idzie do skarbca po swoją własność, nie udaje się już uratować, ale Bond rusza w pościg za tajemniczą snajperką, która pojawia się na miejscu eksplozji, co jest początkiem (jak zwykle wygranej) bitwy 007 z łotrami.Wyczyny Bonda bledną podczas lektury autobiografii Mirosława Hermaszewskiego ?Ciężar nieważkości? (Universitas). Hermaszewski opisuje w niej swoją drogę na orbitę - zapewniam was, że znane powszechnie męki na wirówce przeciążeniowej to zaledwie ułamek tego, co działo się w trakcie cyklu szkoleniowego. Tym większy szacunek dla generała Hermaszewskiego, że po tym wszystkim zachował poczucie humoru i porwał się na eksperyment, jakiego w kosmonautyce nie było. Przemycił otóż na orbitę polski winiak, który udawał eleuterakok - lek stabilizujący błędnik. Podczas powitalnej biesiady na stacji kosmicznej Salut-6 odbyła się degustacja. Hermaszewski: ?Nikt nie mógł przewidzieć reakcji organizmu. Ktoś musiał być pierwszy. Sasza [Iwanczenkow] najpierw spróbował językiem, oczy mu się zaśmiały, po czym ścisnął plastikową buteleczkę i przyjął około 20 gramów. Odetchnął głęboko i zawisł nad stołem, a my, skupieni wokół niego jak szczury obserwujące reakcje swojego pobratymca, który został wytypowany do zjedzenia wyłożonej trutki, zamarliśmy w oczekiwaniu. Po 20 minutach Sasza wyciągnął rękę po jeszcze, wtedy eksperyment uznaliśmy za zakończony, można było wznieść toasty. Wszystkie były wzniosłe, a przypieczętowane niespełna 20 gramami na głowę?.Co do ekranowych niegodziwców, to chyba trudno o większych niż hitlerowskie świnie z SS w serialu ?Stawka większa niż życie?. Co one tam piją? Głównie trzygwiazdkowego martella. Do czego służy koniak nazistom? Na przykład do upijania się w obliczu nieuchronnej klęski (?Na szczęście alkoholu jest dosyć, żeby zapomnieć? - mówi major Broch w odcinku ?Edyta?). Ale także do popijania w obecności więźniów, aby zamanifestować swą władzę, oraz do zmiękczania ich na przesłuchaniach - w odcinku ?Podwójny Nelson? martella dostaje np. szpiegująca na rzecz aliantów sekretarka w siedzibie Abwehry, Ewa Fromm: widzimy, jak bierze kieliszek dłońmi z zabandażowanymi opuszkami palców - co z nimi wcześniej robiono, strach myśleć.A nasz kochany Kloss używa martella (w połączeniu z urokiem osobistym) do uwodzenia dziewcząt przydatnych mu do zdobywania Ściśle Tajnych Informacji - np. w odcinku ?Ostatnia szansa? stosuje ten środek wobec Benity, córki profesora von Henninga, projektującego Wunderwaffe. Benita jednakowoż demaskuje go i wypowiada słynną kwestię: ?Nie należy oszukiwać brzydkich dziewcząt?.

 

Zanim oddam się degustacji trunków dla herosów i niegodziwców, jeszcze słówko o końcowej scenie filmu ?Drogówka? Wojciecha Smarzowskiego. Mamy tam pokaz polskiej wersji bunga bunga w wykonaniu naszej sitwy mafijno-politycznej. Na stole stoją chyba wszystkie bogato wyglądające flaszki polskich alkoholi, jakie udało się znaleźć, w tym m.in. Wyborowa Exquisite oraz coś od Kozuby, w charakterystycznej kryształowej karafce z wielkim kwadratowym korkiem. Niniejszym ostrzegam potencjalnych scenografów, że tych karafek firma już nie stosuje i że do filmu o mafii należy wsadzić coś innego. Najlepiej w kształcie kałacha lub buta.

 

Ocena:

Talisker Storm (Dom Whisky, 223 zł/0,7 l) www.domwhisky.pl

Whisky bez oznaczenia wieku - przeważają w niej destylaty 7- i 8-letnie. W nosie dominują aromaty morskie (wodorosty, sól). Torf i dąb są na drugim planie, brak typowych dla klasycznej 10 YO aromatów żywicznych. Usta pikantne, dość kanciaste, z wyraźnym (i trochę wystającym) alkoholem.

* * * *

 

Winiak Klubowy *** (Koneser, 26 zł/0,5 l) koneservodka.pl

Nos ubogi, ale czysty i dość naturalny: wanilia oraz świeże i wędzone śliwki. Usta lekkie, z drewnianą nutą, która jest nieco zbyt nachalna, przeszkadza również pudrowa końcówka. Wybrzydzanie na ten produkt jest jednak nie na miejscu z powodu jego ceny, która jest bardzo atrakcyjna i adekwatna do jakości. Dobry winiak do koktajli i do kuchni - np. do flambirowania, nie tylko niegodziwców.

* * * *

 

Winiak Klubowy ***** (Koneser, 47 zł/0,7 l) koneservodka.pl

Nos ma tu nieco większą masę niż w wersji trzygwiazdkowej, ale jest praktycznie pozbawiony aromatów. Usta natomiast są słodsze, bardziej alkoholowe i drewniane. Klubowy Pięć Gwiazdek sprzedawany jest tylko w butelkach 0,7 l; flaszka o poj. 0,5 l, gdyby istniała, kosztowałaby 33,50 zł. Szkoda kasy!

* * 3/4

 

Martell V.S. (Pernod Ricard Polska, 145 zł/0,7 l) pernod-ricard-polska.com

Suszone owoce (morele, wiśnie, śliwki), nuta mięty. Usta gładkie, nieco zbyt słodkie i nieco zbyt pikantne (alkohol). Rzecz porządna i klasyczna, ale raczej do wypasionych koktajli niż do poobiedniej kontemplacji. Lepiej dołożyć 80 zł i mieć radochę z V.S.O.P.

* * * *

 

Pure Grain Vodka (Z. Kozuba i Synowie, 115 zł/0,7 l) www.kozuba.pl

Czysta zbożowa wódka, której kompozycja oparta jest - nietypowo dla polskiego stylu - na pszenicy. Ciepły, czysty i łagodny aromat spirytusu aptecznego, nuta ziół i świeżej słomy.

Usta słodko-pikantne, z waniliowym finiszem, dobrze zrównoważone; długi pikantny finisz o słomianym posmaku. Dla mnie odrobinkę za krągła, ale ogólnie bez zarzutu. Brawo!

* * * * *

 

Skala ocen:

* trucizna! antidotum jest nieznane nauce

* * oczko wyżej niż  ?Łza Komsomołki?

* * * można się napić, gdy napić się trzeba

* * * * zrobili to zdolni i dobrzy ludzie

* * * * * zdobycz cywilizacji na miarę koła

* * * * * * spożycie prowadzi do osiągnięcia satori