Efekt ich pracy - trunek mocny i klarowny jak górski wodospad - nazwano tequilą jakieś 200 lat później, na cześć miasta w środkowym Meksyku, którego mieszkańcy od samego początku celowali w jego produkcji. Pierwsza licencjonowana wytwórnia tequili powstała w roku 1795, a jej założycielem był José Antonio Cuervo - jeden z wielkich ojców tego trunku. Doniosłości całemu wydarzeniu dodaje to, iż manufaktura pana Cuervy była w ogóle pierwszą komercyjną destylarnią na zachodniej półkuli, a jej produkty do dziś cieszą się zasłużoną renomą na całym globie. Dziwnym trafem przez długie lata walory osobliwego destylatu doceniali wyłącznie Meksykanie. Paradoksalnie, dopiero wprowadzenie prohibicji na północ od Rio Grande przyczyniło się do jego popularyzacji - przez pustynną granicę popłynęła wówczas prawdziwa rzeka alkoholu. Krótko potem, kiedy II wojna światowa wywindowała ceny europejskich trunków za oceanem, tequila znowu stanęła na wysokości zadania. Wreszcie pod koniec lat 80. jej picie stało się modne wśród elit towarzyskich. A stamtąd był już tylko krok do podbicia całego świata.

Ptaki błękitnych krzewów

W swojej dzisiejszej postaci tequila jest mocnym trunkiem o zawartości alkoholu od 35 do 55%, powstałym w wyniku przynajmniej dwu-, a w niektórych przypadkach nawet trzykrotnej destylacji soku z miąższu agawy. Do tego zbożnego celu wykorzystuje się jedynie najszlachetniejszą odmianę krzewu - Agave Tequilana Weber, zwaną też agawą błękitną. Przy tej okazji należałoby obalić pewien mit - dodajmy, iż nie ostatni. Otóż tequila nie ma i nigdy nie miała nic wspólnego z kaktusami. Zawsze wytwarzano ją tylko i wyłącznie z agawy, rośliny spokrewnionej z liliami, którą od kaktusów dzieli niemal równie wiele co od kapusty albo selera. W całym zaś Meksyku nie powstaje dziś ani jeden gatunek alkoholu bazujący na kaktusach.

Niemniej, nasza Meksykańska Dziewczyna ma wielu uboższych krewnych. Jak koniak jest specjalnym rodzajem brandy, a szampan luksusowym winem musującym, tak tequila - arystokratyczną wersją mezcala. Ten odpowiednik naszej "czystej" może być produkowany z aż pięciu różnych odmian agawy, wśród których próżno by jednak szukać tej najszlachetniejszej. W szerokim świecie znany jest głównie za sprawą gusano - kilkucentymetrowej larwy motyla spoczywającej na dnie butelki. Jej obecność, w odróżnieniu od, na przykład, turówki wonnej - trawy zwanej potocznie żubrówką - nie ma absolutnie żadnego wpływu na smak alkoholu, jest jednak silnym magnesem przyciągającym żądnych mocnych, by nie powiedzieć wstrząsających, wrażeń klientów rekrutujących się zwłaszcza z grona tzw. prawdziwych mężczyzn. Na dobrą sprawę właśnie ów wstrząs był jedynym

powodem, dla którego robak trafił do flaszek na początku lat 40. XX wieku. Choć Mezcal to trunek znacznie bardziej pospolity, i on ma swoje perełki. Jedną z nich jest słynny produkt z okolic Oaxaca na południu Meksyku. Powstaje z agawy odmiany papalome i jest tak mocny, że - jak wieść niesie - dwa jego "strzały" potrafią rosłego mężczyznę przemienić w bezradne dziecko.

Rząd destyluje ostro

Powróćmy jednak na salony. Od 1974 roku nazwa "tequila" jest własnością meksykańskiego rządu i wszyscy zainteresowani jej produkcją muszą bezwzględnie stosować się do ściśle przezeń określanych reguł obejmujących wszystkie etapy produkcji, od uprawy roślin począwszy, na sprzedaży gotowego wyrobu skończywszy.

Krzewy agawy, których miąższ posłuży do destylacji, muszą pochodzić z plantacji zlokalizowanych w środkowej części kraju, na obszarach nazywanych Tequila Region. Z kolei trunek jako taki, zależnie od sposobu jego wytworzenia zostanie przypisany do jednej z dwóch kategorii: "Tequila" (zwana też "mixto") albo "Tequila 100% Agave". W pierwszym przypadku podczas fermentacji dopuszcza się użycie do 40% cukrów pochodzących ze źródeł innych niż czysty sok agawy, zaś produkt końcowy może być eksportowany w beczkach i butelkowany dopiero w kraju docelowym. W drugim konieczne jest użycie wyłącznie naturalnego soku, a butelkowanie musi nastąpić jeszcze w rodzimej destylarni. W obu tych kategoriach tequila występuje w czterech klasycznych odsłonach. Blanco (biała lub srebrna) - jest bezbarwna i klarowna, butelkowana od razu po zakończeniu destylacji. Ma mocny bukiet i najwyraźniej ze wszystkich wyczuwalny aromat agawy. Przez smakoszy uznawana jest za najlepszą, co stoi w jawnej sprzeczności z kolejnym mitem, jakoby ustępowała pod tym względem złotej.

Joven (złota) - jest to po prostu Tequila Blanco, do której dodano karmel oraz odrobinę esencji dębowej w celu uzyskania przyjemnego "złotego" koloru mającego stworzyć pozory leżakowania i upodobnić ją wizualnie do szlachetnej whisky. Jest najchętniej wykorzystywana do drinków.

Reposado - w pełni znaczenia tego słowa "leżakująca" tequila. Spoczywa przez okres od 2 miesięcy do 1 roku w dębowych beczkach, zyskując dojrzały, ostry, niemalże pieprzowy smak oraz lekką "opaleniznę". Tutaj cena trunku zaczyna już niebezpiecznie rosnąć, ale mimo to reposado jest najlepiej sprzedającą się tequilą w Meksyku.

Anejo - to już prawdziwy rarytas. Leżakuje minimum rok (a najlepiej cztery, choć zdarza się, że i dziesięć) w beczkach z białego, francuskiego lub amerykańskiego dębu, nabierając w tym czasie bursztynowej barwy i niepowtarzalnego gładkiego smaku. Osiąga zawrotne ceny i jest bardzo poszukiwana przez koneserów.

Za dużo filmów

Jeżeli w hollywoodzkim filmie akcji scena dzieje się w nocnym lokalu, a główny bohater nie nazywa się James Bond, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że za moment zamówi tequilę. W kolejnym ujęciu na ekranie ujrzymy ekscytujący rytuał polegający na zwilżeniu zewnętrznej części dłoni, posypaniu jej solą (a jeśli tequila jest "złota", to cynamonem), zlizaniu tejże, a następnie brawurowym wypiciu kieliszka trunku i przegryzieniu go cytryną (opcjonalnie: pomarańczą). Wszystko wygląda świetnie, problem jedynie w tym, że taka konsumpcja owego szlachetnego napoju jest równie niepoprawna jak skąpo odziane panienki tańczące w głębi lokalu. A wymyślono ją nie gdzie indziej, tylko właśnie w hollywoodzkiej Fabryce Snów na potrzeby postaci samotnych stróżów prawa, porzuconych kochanek i latynoskich mafiosów. W istocie tequilę najlepiej pić bez dodatkowych udziwnień, w temperaturze pokojowej, z cylindrycznych kieliszków zwanych caballito, których pojemność wynosi od 50 do - bagatela! - 75 ml.

Jedynym dodatkiem może być sangrita - bezalkoholowy napój będący mieszanką soku pomidorowego i pomarańczowego, grenadiny i ostrych przypraw, np. chilli. Tylko tequilę anejo, aby w pełni cieszyć się jej walorami, serwuje się czasem w koniakówkach. W Meksyku popularny jest również zwyczaj, w którym barman z wysokości kilkunastu entymetrów przelewa alkohol z butelki prosto do gardła klienta, wielu zaś producentów, zwłaszcza wiodących marek, przekonuje, że pełnię swych możliwości ich trunek osiąga dopiero w towarzystwie markowego cygara.

Co zatem zrobić z cytryną i solą? Wyrzucić? W żadnym wypadku! Bo soląc, liżąc i pijąc, zapisujemy się do wspólnoty; bo przecież to właśnie cytryna i sól uczyniły z tequili jeden z najbardziej kultowych napitków świata.