Ewa Wagner: Skąd pomysł na gotowanie z innymi szefami kuchni?

Ernest Jagodziński: Trudno stwierdzić. Zainteresowanie wcześniejszym wydarzeniem Poznańscy Kucharze Razem pokazało, że poznaniacy są głodni takich imprez. Z naszego miasta zniknął festiwal Transatlantyk i chcieliśmy wypełnić pustkę po nim. Zrobić nie tylko kilkudniowy festiwal, ale celebrować wyjątkowe wydarzenia kulinarne cały rok. Jednym z inicjatorów cyklu kolacji 88 Hands był też Martin Gimenez Castro [od red.: szef kuchni warszawskiej restauracji Salto]. Kiedyś na spotkaniu w Warszawie rzucił: "nie chciałbyś pogotować razem ze mną?". Ta iskierka rozgorzała i teraz mamy apetyty na więcej takich kolacji.

Premierowa kolacja wypadła znakomicie. Długo się przygotowywaliście?

O wspólnym gotowaniu marzyliśmy niemal od zawsze. Nieśmiało zaczęliśmy planować. Pierwsze rozmowy rozpoczęły się około dwóch miesięcy przed wydarzeniem, a same przygotowania trwały cztery tygodnie. W końcu chodzi o perfekcyjne przygotowanie sali, w tym choćby odpowiedniej liczby sztućców, talerzy, kieliszków, za co odpowiada Tomasz Tarkowski, manager restauracji. Trzeba też dużo wcześniej zaplanować i skoordynować pracę całego zespołu, mam na myśli obsługę gości, managerów, logistykę, marketing. Do tego dochodzi promocja kolacji. Na szczęście poradziliśmy sobie świetnie. Przygotowanie produktów do kolacji trwało znacznie krócej, zaczęliśmy trzy dni wcześniej. Potem skupiliśmy się już w stu procentach na wstępnym przyrządzeniu potraw, dzień przed kolacją została nam tylko kosmetyka – test zespołów (kuchnia i kelnerzy) oraz synchronizacja serwisu.

Przy takiej kolacji pracuje bardzo wiele osób, nie tylko kucharzy. Jak zapanować nad jej przebiegiem?

Najważniejsze jest skoordynowanie serwisu poszczególnych dań oraz win (a jest ich ponad dziesięć) i jego tempa, ustalenie scenariusza kolacji i rozpisanie godzinowo wszystkich dań. Kolejną ważną rzeczą jest rozpisanie zadań dla kucharzy (pracowało nas dwudziestu dwóch) przy konkretnych daniach. Stworzyliśmy idealnie działająca maszynę... Każdy trybik był tak samo ważny. Również zaplecze kuchni było jednym z najważniejszych miejsc tego wieczoru (ponad 1500 talerzy do umycia, ogromne ilości sztućców i kieliszków do wina).

"Gdzie kucharek sześć..." – mawiają. Jak to jest gotować razem z innymi świetnymi kucharzami. Czy wasze temperamenty, wyobrażenia o potrawach ścierają się czy dopełniają?

Każdy z nas jest inny, jedyny w swoim rodzaju. Podczas takiej kolacji każdy chce pokazać siebie na talerzu, uchylić rąbka tajemnic swojej kuchni. Ale jednocześnie nasze autorskie potrawy mają stworzyć spójną całość. Dlatego wspieramy się, a nie rywalizujemy, wymieniamy doświadczeniami, nie ukrywamy swoich pomysłów. To też bardzo budujące dla mojego zespołu – mogą pracować ze świetnymi szefami.

Ciebie poznaniacy mają na co dzień, prowadzisz Cucinę od lat, ale zapraszani przez ciebie kucharze przyjeżdżają z całej Polski. To chyba jedno z niewielu otwartych wydarzeń kulinarnych?

Nie wiem, czy to jedyne takie wydarzenie w Polsce, ale zapewne wyjątkowe. Życzyłbym sobie, aby nasze kulinarne pokazy miały zasięg ogólnopolski. Chciałbym, aby wszyscy dowiedzieli się, iż właśnie w poznańskiej Cucinie odbywają się tak wspaniałe wydarzenia, w których warto uczestniczyć. Według mnie jest to swoista podróż kulinarna. Ja i mój zespół pragniemy organizować jeszcze więcej takich kolacji. Chcemy gościć, częstować, biesiadować, jesteśmy otwarci na ludzi – i tych gotujących, i tych jedzących.

Cykl kolacji 88 Hands odbywa się w restauracji Cucina w poznańskim kompleksie City Park. Szczegółowe informacje na temat kolejnych edycji można znaleźć na stronie: cucina88.pl.