Jacek Janicki, twórca firmy Ronzo Crickeat, która wytwarza pierwsze polskie produkty ze świerszczy. Ma 25 lat, jest absolwentem ekonomii na Uniwersytecie Łódzkim.

Aneta Augustyn: Jak smakuje świerszcz?

Jacek Janicki: Jest dość neutralny, trudno go porównać do jakiegokolwiek mięsa. Przyznam, że na początku miałem trochę oporów – w końcu dla Europejczyka to nie jest oczywista potrawa. Kiedy zamówiłem pierwszą dostawę, nie odważyłem się spróbować, ale za drugim razem zjadłem świerszcza w całości, chrupiącego. Stąd nazwa naszej firmy: Ronzo, od hiszpańskiego ronzar – chrupać. Był naprawdę delikatny.

Chrupiący prosto z piekarnika?

Tak, na początku sprowadzałem całe świerszcze i piekłem je w piekarniku, a potem mełłem. Jednak ponieważ mamy coraz więcej odbiorców, zdecydowałem się zamawiać już upieczone i zmielone owady. Mączkę ze świerszczy miksuję z dodatkami, na przykład suszonymi śliwkami, morelami, rodzynkami, żurawiną, otrębami i płatkami owsianymi, daktylami, migdałami oraz miodem, który spaja wszystkie składniki. A te są wyłącznie naturalne, bez syropu glukozowo-fruktozowego, aspartamu i innych dodatków, których sam bym nie zjadł. W tej sprawie jestem pedantem, zawsze czytam etykiety produktów spożywczych.

Świerszcze stanowią 10 procent naszego batonu, ale nikt by się nie domyślił, że zawiera owady. Testowałem go najpierw na znajomych i rodzinie, nie uprzedzając ich. Nikt się nie zorientował, że chrupie świerszcze, a kiedy się do tego przyznałem, reakcje były pozytywne.

zdjęcia: Marcin Wojciechowski/AG, Maciej Wyszkowski

Na jeden baton potrzeba 20-30 świerszczy, więc to naprawdę wysokobiałkowy produkt. W 100 g świerszczy jest prawie 13 g dobrze przyswajalnego białka. Do tego sporo minerałów: świerszcze zawierają trzy razy więcej żelaza niż wołowina i dwa raz więcej niż szpinak, sporo magnezu i kilkakrotnie więcej wapnia niż mleko, a oprócz tego magnez, cynk, witaminy A i B. A przy tym mają niewiele tłuszczu i ani grama glutenu. Wybrałem świerszcze nie tylko z powodu ich walorów odżywczych, lecz również dlatego, że w naszej kulturze są bardziej "oswojone", Polakowi łatwiej przełknąć świerszcza niż na przykład larwę.

Jesteśmy narodem schabożerców oraz wegetarian. Żadna z tych grup świerszcza raczej nie przekąsi.

To wymaga przełamania stereotypów. W końcu owady w wielu krajach uchodzą za przysmak, choćby w Meksyku, gdzie m.in. koniki polne smaży się i doprawia sokiem z limonki, solą i chilli.

Nie mam zamiaru zastępować schabowego owadami, natomiast wegetarianie próbowali i mówią, że to ciekawa propozycja. Produkujemy dla określonej grupy: ludzi aktywnych, świadomych, ciekawych nowości. Takich, którzy zwracają uwagę na to, co jedzą. Sam uprawiam sporty i długo szukałem produktów ze starannie dobranych składników, o wysokich wartościach odżywczych, bez konserwantów i zbędnych dodatków. Jako jedyni w Polsce oferujemy batony (naturalny, śliwkowy, kawowy i kakaowy), płatki śniadaniowe i miks do jogurtu na bazie świerszczy.

Skąd je bierzesz?

To nie są stawonogi prosto z łąki, jak sądzą niektórzy. Te z "wolnego wybiegu" mogą zawierać pestycydy, a nam zależy na bezpieczeństwie i jakości. Zamawiam jadalne świerszcze z zagranicy – w Europie są już hodowle, które sprzedają owady z certyfikatem potwierdzającym, że są jadalne i żyły w odpowiednich warunkach.

Zaczynałeś od handlu ciuchami. Skąd pomysł na owady?

Już w szkole wiedziałem, że będę prowadził własny biznes. Na studiach napisałem pracę magisterską o pozyskiwaniu środków na działalność firmy innowacyjnej. Od lat prowadzę zeszyt, w którym zapisuję rzeczy, które mnie zaciekawiły, zainspirowały. Na studiach zrobiłem w nim notkę, że owady są odżywcze, na świecie jada się 1900 różnych gatunków, ich hodowla jest opłacalna, spożywa je aż jedna czwarta ludności.

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa najczęściej jedzonym owadem są właśnie świerszcze. Postanowiłem więc na nie postawić. Zacząłem wiosną 2015 roku sam, a teraz zatrudniam już sześć osób, które zajmują się marketingiem, stroną informatyczną, kontaktami.

Planów nam nie brakuje, także odważnych, jak owady w czekoladzie. Będziemy oferować jasnoszarą mączkę ze zmielonych świerszczy, która wygląda jak otręby i można dodać ją do wypieków. Być może sięgniemy po inne owady, np. koniki polne, które mają jeszcze więcej białka. Myślimy o rozszerzeniu sprzedażny na Europe Zachodnią, bo wszędzie to jest wciąż nowość.

Twój pomysł został zauważony kilka miesięcy temu na Climate Launchpad, konkursie młodych firm zajmujących się czystymi technologiami.

Nasz pomysł się spodobał, zdobyliśmy pierwsze miejsce w polskim finale i razem z kilkoma innymi firmami awansowaliśmy do głównego finału w Amsterdamie. Zebraliśmy tam bardzo pozytywne recenzje, jury wróżyło nam sukcesy. Uświadomiliśmy sobie, że możemy spróbować podbić również rynek zagraniczny.

W konkursie brały udział firmy z 28 europejskich państw, chętnych do spróbowania batonów nie brakowało. To największy w Europie konkurs dla firm, którym zależy na poszanowaniu środowiska naturalnego. Takich, które stawiają na zrównoważony rozwój, mogą pozytywnie wpłynąć na klimat. W ostatniej edycji zgłosiło się do niego 700 przedsiębiorstw. Mieścimy się w formule, ponieważ hodowla świerszczy jest korzystniejsza dla klimatu niż hodowla innych zwierząt - do produkcji kilograma wieprzowiny potrzeba 3500 litrów wody, kilogram drobiu wymaga 2200 litrów. Do hodowli kilograma świerszczy wystarczy litr. W tym procesie nie wytwarza się aż tylu gazów cieplarniach, co przy produkcji wołowiny czy wieprzowiny, owady nie przenoszą chorób, a ich hodowla wymaga znacznie mniej powierzchni. Są alternatywą dla bardzo energochłonnej produkcji mięsa i znakomitym źródłem białka, także dla ubogich rejonów. Ludności przybywa, a terenów pod hodowle nie. Warto więc zmienić myślenie na bardziej ekologiczne i zadbać o Ziemię. A przy okazji o siebie.