Wiemy, że ogólnosłowiański mak ma krewniaków w starogreckim – mekon/makon i starogórnoniemieckim – m?ho (stąd w dzisiejszym niemieckim Mohn), ale dalej trop się gubi. Część lingwistów uważa, że słowiańsko-germańsko-grecki odłam Indoeuropejczyków podebrał nazwę któremuś ze starożytnych ludów Azji Mniejszej, ale któremu, nie sposób powiedzieć. Jeszcze mniej wiemy na temat pochodzenia np. litewskiego aguona czy łacińskiego papaver (od którego pochodzą nazwy maku w językach romańskich, ale też i angielskie poppy).

Relief z pałacu króla Sargona II w Dur Szarukin w Asyrii (obecnie Irak) 716-713 p.n.e., LuwrRelief z pałacu króla Sargona II w Dur Szarukin w Asyrii (obecnie Irak) 716-713 p.n.e., Luwr wiki

Od papu czy może od pawia?

Papaver próbowano wiązać z pa(p)pa, czyli papu – tak dzieci w starożytnym Rzymie wołały na jedzenie, ale żeby od razu miały żądać maku? Być może rzymskie piastunki kładły je w polu makowym, podobnie jak wieki później czyniły to chłopki na Słowiańszczyźnie – przyprawiając dzieci o piękne wizje senne, ale zarazem pewnie osłabiając im mózgi. Tak czy inaczej, jeszcze 40-30 lat temu, grzeczne oraz niegrzeczne dzieci komunistycznego obozu, kładła do snu czechosłowacka Makowa Panienka.

Inna, równie mało przekonująca, etymologia próbuje wiązać papaver z pawiem (pavo), niby od jaskrawości kwiatów. Jeszcze inni łączą rzymski mak z sanskryckimi określeniami znaczącymi „zgubny sok” lub „coś puchnącego”.

Rzymianie często mówili o maku papaver Gallicanus, niby że pochodził z Galii Przedalpejskiej. Botanicy twierdzą jednak, że mak (pastewny) wylągł się na Bliskim Wschodzie i tam gdzieś został pewnie udomowiony (siewny). Jeśli tak, to już nawet w pobliżu miejsca swoich narodzin, mak miał pecha – ani razu nie wymienia się go w „niemal-wszystko-nazywającej” Biblii. Jest to historia na tyle zadziwiająca, że współcześni bibliści doszli do wniosku, iż makiem właśnie, ewentualnie rumianem, musi być wymieniony u Izajasza (Iz 40, 6-8) „kwiat polny” (cic ha-sade):

Wszelkie ciało to jakby trawa, a cały wdzięk jego niby kwiat polny. (...) Trawa usycha, więdnie kwiat, lecz słowo Boga naszego trwa na wieki. (tł. Biblii Tysiąclecia).

Dwóch chińskich bogaczy palących  opium. Gwasz na papierze ryżowym, XIX wiek.Dwóch chińskich bogaczy palących opium. Gwasz na papierze ryżowym, XIX wiek. wiki

Narkotyczne tabu?

Czyżby hebrajski mak, pereg, był z jakiegoś powodu – najpewniej przez swe zabójcze, narkotyczne właściwości – niewymawialnym słowem-tabu? Podobna sytuacja mogła zaistnieć w niektórych językach europejskich, w których stare nazwy maku zaginęły, a w czasach późniejszych sięgnięto, dla nazwania tej rośliny, po określenia omowne, odnoszące się do jej usypiających właściwości (hiszpańska adromidera, fiński unikko) czy też barwy (flamandzki kankerblomme, „kwiat czerwony jak rak”). Czerwone – „krwiste” – maki, co najmniej od Waterloo, kojarzono z porosłymi nimi polami bitew. Polacy mają tu oczywiście „swoje” Monte Casino.

Skądinąd czerwone kwiaty ma tylko jeden z podgatunków tej rośliny, inne kwitną na siwo, czarno, purpurowo czy biało. Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” pisze: Dalej maków białawe górują badyle, na nich myślisz, iż rojem usiadły motyle (...) tylą farb żywych, różnych mak źrenicę mami.

Z sezamem i miodem

W Rzymie mak uchodził za przysmak i zestawiano go często z sezamem, jako symbol dobrego smaku i wykwintności, również w znaczeniu przenośnym (dicta papavere et sesamosparsa, „słowa posypane makiem i sezamem” – o pięknej mowie). U Greków przysmakiem był mak z miodem. Luksusowy status maku podkreśla i nasze ludowe powiedzenie, określające bogatego jako kogoś, komu tylko ptasiego mleka i krupek makowych nie dostaje.

O narkotycznym działaniu maku wiedzieli już Sumerowie i Egipcjanie. Wergiliusz pisał o wywoływanym przez mak „śnie letejskim” (somnus Lethaeus), czyli takim, który powoduje zapomnienie (określenie to pochodzi od rzeki Lete w Hadesie, której woda pozbawiała, pijących ją zmarłych, pamięci minionego życia – jej brzegi porastały maki). Nic dziwnego, że Linneusz nazwał naukowo tę roślinę Papaver somniferum – „mak przynoszący sen”. Z polskich gwarowych określeń maku wymieńmy: patrocha, patrzaka, żer, żyr i opicha – ten ostatni o wyraźnie „opilczym”, otępiającym sensie.

Senne działanie maku powodowało, że uważano go zarazem za afrodyzjak – u Owidiusza wywar ze słomy makowej pije Wenera na ślubie z Wulkanem – jak i... antyafrodyzjak, bo zwalał z nóg, nim człowiek zdążył uskutecznić jakiekolwiek miłosne igraszki (stąd też mak był również symbolem czystości oraz atrybutem bogini-dziewicy Artemidy). Statystycznie jednak przeważa w maku symbolika miłości, szaleństwa, hulaszczości i występku. Afrodyta z posągu w Sykionie w jednej dłoni trzyma makówkę, a w drugiej – równie naładowane erotyczną symboliką jabłko. Z pomocą liści maku Grecy dokonywali wróżb miłosnych (telephilon); kruszenie takich liści oznaczało zdradę tajemnic alkowy.

'Papine' - jak zapewniał producent: skuteczny, przeciwbólowy lek bez efektów ubocznych (1890 rok)'Papine' - jak zapewniał producent: skuteczny, przeciwbólowy lek bez efektów ubocznych (1890 rok) wiki

Zabójczy mlecz

Grecy mieli osobne słowo na zabójczy mlecz makowy – opion, będący zdrobnieniem od opos, jak nazywano każdy sok roślinny o mlecznej konsystencji. Stąd oczywiście łacińskie i współczesne opium, w tym i „opium dla ludu” (Opium des Volkes), jak Karol Marks raczył był nazwać religię. Nawiasem mówiąc, opium dość długo – po wprowadzeniu go do lecznictwa przez Paracelsusa (XVI w.) jako składnik słynnego „laudanum” (panaceum na wszelkie bolączki) – miało konotacje ze wszech miar pozytywne. Pierwsi na alarm zaczęli bić Chińczycy, na co nieczuła Europa odpowiedziała wojnami opiumowymi.

Opium dodawano w Atenach skazańcom do kielicha cykuty – miało ono łagodzić cierpienia, a zarazem wzmacniać trujące działanie napoju. Na pewno skosztował go także Sokrates. Toksykolodzy, co prawda, są dziś bliżsi przekonania, że „cykutą” był raczej wywar szczwołu, ale to już inna historia.

Hinduscy robotnicy mieszający opium na jednym z podwórek Kalkuty (fotografia z ok. 1900 roku)Hinduscy robotnicy mieszający opium na jednym z podwórek Kalkuty (fotografia z ok. 1900 roku) wiki

W drobny mak

Ze staropolskich makowych przysłów wymieńmy zapomniane już: nie trzeba maku siekać, co Samuel Linde tłumaczył jako actum ne agas (nie rób tego, co już zrobione), bowiem trudno posiekać ziarenka maku na coś jeszcze mniejszego. Do dziś mówimy, że coś zostało roztrzaskane na drobny mak.

Szczególne miejsce we frazeologii zajęła makówka jako określenie głowy, najczęściej tępej (Hej, Gerwazy, daj gwintówkę, niechaj strącę tę makówkę! z „Zemsty” Fredry). Z kolei makówki rzeźbione często na kościelnych ławach mogą oznaczać – jak twierdzi Władysław Kopaliński – zmartwychwstanie. Mamy też figę z makiem, wraz z charakterystycznym gestem kciuka wciśniętego między dwa palce zwiniętej pięści – dającym do zrozumienia rozmówcy, że czegokolwiek się spodziewa, raczej od nas nie dostanie. Ten szyderczy gest znany był już Rzymianom. Pasternak – figę z makiem, z pasternakiem – dodano takiej fidze chyba tylko do rymu.

O dwojgu pasujących do siebie ludzi mówimy, że znaleźli się jak w korcu maku. No, bo w korcu (worze) maku ziarenek chyba z milion, zatem odnaleźć się wśród nich, to naprawdę nie lada sztuka. O drobnym, gęstym, odręcznym piśmie mówimy, że jest pisane maczkiem.

Mikroskopijne ziarenka maku były w XVII-wiecznej Anglii oficjalną, najmniejszą miarą długości („mniej niż jedna dwunasta cala”). Dom na ziarnku maku umieścił Czesław Miłosz, wraz z makowym księżycem i psami, którym że jest świat większy, nie przyszło do głowy.

I wreszcie: Cicho jak makiem zasiał. Prawdopodobnie dlatego, że sianie leciuchnych ziarenek wymaga bezwietrznej (zatem cichej) pogody. I to była właśnie ta wiedza, której zabrakło babie i której dziad jej nie ujawnił. Będzie za to w piekle siedział.

'Dziewczyna z makami' obraz malarza kobiet - Émila Vernon'a 
(1916 rok)'Dziewczyna z makami' obraz malarza kobiet - Émila Vernon'a (1916 rok) wiki