Monika Piasecka - dietetyczka prowadząca bloga „Paleo Strefa”: jestem za

 

Dlaczego zdecydowała się pani stosować dietę paleo?

Wybrałam ją, ponieważ przekonała mnie swoją prostotą oraz naturalnością. W diecie paleo kierujemy się przede wszystkim wysoką jakością produktów i sezonowością, a piramida dozwolonych pokarmów jest naprawdę prosta. Dieta paleo jest bardzo bliska ludzkiej naturze, ponieważ promuje produkty, które mają wysoką gęstość odżywczą [gęstość odżywcza to stosunek wartość odżywczych produktu do jego kaloryczności. Im więcej produkt zawiera niezbędnych składników w jednostce energii, tym większa jest jego gęstość odżywcza], zawierają wiele witamin i minerałów i są to produkty stosunkowo łatwo strawne dla człowieka.

Od jak dawna żyje pani według zasad tej diety?

Zaczęłam stosować ją 5 lat temu, kiedy jeszcze w Polsce nie była zbyt popularna. Moja dieta jednak ewoluowała. Doszłam do wniosku, że każdy sposób odżywiania należy dobrać pod siebie. Na początku stosowałam czyste paleo, tzn. jadłospis opierał się głównie na warzywach, owocach, mięsie, podrobach, rosole, jajach, orzechach i grzybach. Szybko i naturalnie schudłam. Potem jednak dodałam do niego bezglutenowe kasze: jaglaną, gryczaną, komosę ryżową i amarantus, bo czułam, że potrzebuję więcej węglowodanów przy mojej aktywności fizycznej. Ta odmiana paleo nazywa się samuraj. Odmian paleo jest co najmniej kilka, ale łączy je jedno – dobra jakość produktów. Najlepsza, na jaką możemy sobie pozwolić w dzisiejszych czasach, bo nie żyjemy już w jaskini, a dieta paleo ma być swojego rodzaju inspiracją, a nie kopią diety człowieka sprzed tysięcy lat.

Specjaliści uważają, że dieta paleo nie jest zdrowa. Czy jest pani pod opieką lekarza, czy np. robi pani badania?

Raz na kilka miesięcy wykonuję morfologię, sprawdzam kondycję tarczycy (FT3, FT4, TSH), poziom witaminy D3, cholesterolu, który jest naturalnie wysoki – i to jest dobry objaw przy diecie bogatej w tłuszcz. Gdyby było inaczej, to byłby powód do zmartwień, ale moje wyniki są zawsze wzorowe. Podczas stosowania diety nie miałam żadnej anemii, niedoborów składników mineralnych czy witamin. O to często martwią się osoby, które chcą przejść na paleo. A wynika z tego, że nie mają one wystarczającej wiedzy na temat paleo i dietetyki w ogóle.

Co by im zatem pani radziła, jakie czyhają na nie pułapki?

Przede wszystkim nie można się rzucić na dietę paleo tak z marszu, bo mogą wystąpić problemy trawienne. Jeśli ktoś przez wiele lat jadł głównie makarony i bułki, które nie wymagają zaangażowania wielu enzymów trawiennych, to naraża się np. na zaparcia czy zgagi. A to dlatego, że trawienie zostało upośledzone przez przetworzoną żywność. Do strawienia mięsa czy warzyw człowiek potrzebuje innych enzymów niż do trawienia przetworzonego chleba tostowego. Dodatkowo trzeba poznać swoje nietolerancje pokarmowe, bo nawet w diecie paleo mogą wystąpić produkty, na które mamy uczulenie, np. orzechy.

Wiele osób stosujących paleo bardzo rygorystycznie podchodzi do składników diety? Z pani bloga wynika jednak, że raz na jakiś czas je pani i nabiał, i zboża. Dlaczego?

Po pierwsze, dlatego, że mi nie szkodzą w niewielkich ilościach. Po drugie, lubię. Uważam, że od czasu do czasu (o ile oczywiście nie ma przeciwwskazań zdrowotnych, np. celiakia) warto wprowadzić do diety glutenowe zboża czy nabiał. W życiu zdarzają się sytuacje, że np. na jakimś rodzinnym obiedzie zostaną nam podane produkty niedozwolone w diecie paleo. Jeśli przez kilka lat nie będziemy jeść tych pokarmów, to nasz organizm będzie miał potem problemy z ich trawieniem. Jeżeli ktoś bardzo lubi nabiał, może go nawet spożywać na diecie paleo (odmiana paleo primal), ale w niewielkich ilościach, niepasteryzowany, z dobrego źródła – najlepiej wiejski. To samo zboża. Należy wybierać stare odmiany wolne od GMO, tj.: samopsza czy płaskurka. Podstawa – trzeba słuchać swojego ciała. Jeśli mamy wzdęcia, gazy czy wysypkę, to znaczy, że te produkty nie są dla nas.

Jakie są efekty diety?

Według mnie przede wszystkim łatwa utrata zbędnych kilogramów, pozbycie się problemów trawiennych, problemów ze skórą, stanami zapalnymi. Organizm przechodzi też naturalny detoks od słodyczy. Wzrasta odporność na grypę i anginę. Osoby cierpiące na częste grzybice i hemoroidy żegnają się z tymi problemami na zawsze. A to dopiero krótka lista plusów.

dr n. med. LUCYNA PACHOCKA m.in. kierownik Ogólnopolskiego Centrum Dietetyki Instytutu Żywności i Żywienia; jestem przeciw

Czy naukowcy wyrobili sobie zdanie o diecie paleo?

Tak, uważają, że to jedna z kolejnych modnych diet, która nie ma podstaw naukowych. Badania nad nią zostały przeprowadzone na bardzo małych grupach – maksymalnie do 29 osób. Były to osoby zdrowe, więc to kolejny zarzut co do prawidłowego sposobu przeprowadzenia doświadczenia, bo podczas badania powinna się pojawić też grupa kontrolna – osoby, które mają problem z nadwagą i otyłością. Pomijany był również długofalowy aspekt stosowania diety, bo badanie prowadzone było krótki czas.

Jaka jest według pani główna wada tej diety?

Zasady zdrowego żywienia mówią, że dieta musi być urozmaicona. Niestety, paleo wyklucza wszystkie zboża, rośliny strączkowe i wyroby mleczne, a eliminacja tych grup produktów wiąże się z ryzykiem niedoboru wielu cennych składników odżywczych.

Zwolennicy paleo twierdzą, że zboża szkodzą, bo zawierają gluten oraz niesłużące zdrowiu węglowodany, np. skrobię?

Zawarta w zbożach skrobia to tzw. bezpieczny węglowodan. Nie korzystamy z niej bezpośrednio – wcześniej musi być ona rozłożona do cząsteczek glukozy i dopiero w tej postaci jest wykorzystywana przez nasz organizm. Dlatego np. osobom mającym problem z nadwagą i otyłością, których dieta musi mieć ograniczoną liczbę dostarczonych kilokalorii, zaleca się właśnie produkty zbożowe – bo nasz organizm przetwarzając je, musi zużyć energię po to, żeby tę skrobię rozłożyć. Co równie ważne, zboża są bogatym źródłem magnezu (Polacy często mają jego niedobory), cynku, selenu i wit. B1.

Paleofani unikają też produktów mlecznych.

Wykluczając je, możemy się narazić na niedobory wapnia, witaminy D oraz cennych naturalnych probiotyków. Poza tym ostatnie badania dotyczące wykorzystania wapnia z produktów mlecznych w leczeniu osób z nadwagą, problemami zaburzenia gospodarki lipidowej i z cukrzycą jednoznacznie wykazują, że im więcej w jadłospisie produktów mlecznych w ciągu doby, tym lepsze uzyskujemy wyniki terapii – normalizujemy stężenie glukozy w surowicy krwi, zmniejszamy stężenie frakcji LDL (złego) cholesterolu. Okazuje się również że, ilość spożytego wapnia decyduje o masie tkanki tłuszczowej w organizmie – im większa, tym mniejsza zawartość masy tkanki tłuszczowej. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że suplementacja tego pierwiastka nie daje takich efektów jak jedzenie naturalnych produktów mlecznych.

A co z tłuszczami nasyconymi, które najczęściej zawarte są w artykułach pochodzenia zwierzęcego?

Stanowisko ekspertów co do nasyconych kwasów tłuszczowych jest zróżnicowane, ale zalecenia są wciąż takie, by zmniejszyć spożycie produktów stanowiących źródło nasyconych kwasów tłuszczowych. Jasno o tym mówi i Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne, i Europejskie Towarzystwo Miażdżycowe, i Europejskie Stowarzyszenie do spraw Bezpieczeństwa Żywności. Powinniśmy postawić na nienasycone tłuszcze pochodzenia roślinnego.

Osoby na diecie paleo bronią tezy, że cholesterol nie jest przyczyną miażdżycy.

Zwolennicy diety paleo bazują na tym, że sama zawartość cholesterolu w żywności nie stanowi głównego źródła problemu. Cholesterol jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Częściowo powstaje w naszym organizmie, w wątrobie (60-80 proc.), a częściowo pochodzi z pokarmu spożywanego przez nas na co dzień (20-30 proc.) – wtedy jest to dieta zbilansowana pod kątem cholesterolu. Jednak gdy spożywamy nadmiar cholesterolu z pożywieniem, a jeszcze mamy np. zaburzony metabolizm, wtedy powinniśmy go unikać w żywności, by  nie dochodziło do jego odkładania w postaci blaszek miażdżycowych i wzrostu stężenia cholesterolu frakcji LDL w surowicy krwi. Bowiem sprzyjać to będzie nadwadze i chorobom układu naczyniowo-sercowego.

Nie polecają rafinowanych tłuszczów roślinnych. Wybierają do smażenia smalec czy olej kokosowy.

Ja nie polecam smażenia w ogóle. Prowadzi ono do zmian właściwości chemicznych zarówno produktu, jak i samego tłuszczu. Podczas smażenia powstają np. toksyczne dla organizmu izomery trans. Ale jeśli ktoś koniecznie chce smażyć, może użyć oleju rzepakowego rafinowanego (zawiera tylko 0,3 proc. tłuszczów trans.). Niestety, w diecie paleo jest wykorzystywany olej kokosowy – tłuszcz, którego szczególnie nie polecamy ze względu na dużą zawartość kwasów nasyconych, drugi na czarnej liście jest olej palmowy, który zawiera trochę kwasów nienasyconych. My głównie stawiamy na tłuszcze roślinne, źródło przeciwzapalnych kwasów omega-3, które też korzystnie wpływają na stężenie triglicerydów (trójglicerydów). Natomiast jedną z niewielu zalet paleo jest to, że obfituje w nienasycone kwasy tłuszczowe w postaci nasion i orzechów, które korzystnie wpływają na pracę mózgu oraz są składnikiem błon komórkowych – choć z drugiej strony tak duża ilość (15 proc. dziennie) wysokokalorycznych orzechów nie służy odchudzaniu.

Osoby na diecie paleo twierdzą, że schudły.

Wyniki chyba nie są bardzo spektakularne, zważywszy na duży w niej udział kalorycznego mięsa, wspomnianych orzechów oraz owoców, które według zasad paleo powinny stanowić 15 proc. dziennego jadłospisu. Powiedzmy, że przy diecie 2000 kcal jest to dzienne spożycie 450-550 g owoców stanowiących źródło cukru prostego – fruktozy. Wykazano w wielu badaniach, że nadmierne jej spożycie w długotrwałym procesie wywołuje u osoby zdrowej chorobę niedokrwienną serca, przyczynia się też do wzrostu stężenia glukozy we krwi i sprzyja nadwadze i otyłości. Dlatego w zbilansowanej diecie 2000 kcal to powinny być dwie porcje owoców (ok. 300 g), a w przypadku osób z otyłością jeszcze mniej.

Czy są jednak osoby, dla których ta dieta może być dobra?

Owszem, mogłaby być stosowana u osób z epilepsją – z padaczką – w której jedną z metod leczenia jest dieta wysokobiałkowa.