Miałem w kieliszku kolejną próbkę pinot bianco, gdy dotarli przed wiatę, w której zaimprowizowano degustację. Z pokrowców wyciągnęli elementy swych alpejskich rogów, złożyli je do kupy i zaczęli melancholijnie dąć w ustniki. Żadnych um-pa-pa, frymuśnego jodłowania, żadnego Antona z Tyrolu. Długie harmonijne frazy łączyły się z aromatami lagreinów, schiavy, górskiego sauvignon, wreszcie - kernera. Po chwili właściciel schroniska dyskretnie postawił wprost na trawie, u ich stóp, trzy kieliszki z winem, którym raczyli się między kolejnymi utworami.

Doliny i szczyty

Degustacja na Alpe di Siusi (zimą to doskonale znany ośrodek narciarski) była zwieńczeniem "Winiarskiego Szczytu", cyklu konferencji, sympozjów (w oryginalnym znaczeniu tego słowa) i wizyt w winiarniach Tyrolu Południowego, mająca zaprezentować dziennikarzom z całego świata nowy rocznik win z Alto Adige. Albo z Südtirolu, bo choć oficjalnie jesteśmy w Italii, wszystko ma tu swoje dwie, nierzadko nawet trzy nazwy - włoską, niemiecką i ladyńską - w dolinach takich jak Gardena czy Alta Badia wciąż mówi się w tym retoromańskim dialekcie.

To, że wino w dolinie Adygi i Isarki robiono już 500 lat przed Chrystusem, nie powinno nikogo dziwić. Region zajmuje dolinę spływającą ku Śródziemnomorzu z najniższej alpejskiej przełęczy Brenner, stanowiącej od czasów starożytnych dogodny szlak handlowy, łączący Północ z Południem. Jej dno, w okolicach głównych południowotyrolskich miast, Bolzano i Merano, leży na tyle nisko, by rosły tu palmy, a co dopiero winorośl. Fale ciepłego powietrza znad Morza Tyrreńskiego i Adriatyku łączą się z chłodnymi wiatrami spływającymi z Dolomitów, a słońce świeci przez 300 dni w roku.

Winnica w TrentoWinnica w Trento Fot. Shutterstock

Ów szczególny klimat i topografia tworzą w Alto Adige setki mikrosiedlisk, w których uprawiać można zarówno lubiącego chłód rieslinga, jak i potrzebujące dużo ciepła odmiany cabernet i merlot. Winnice spotkać można zarówno na 200, jak i 1000 m n.p.m. Południowotyrolscy winiarze robią zatem i poważne, długo dojrzewające wina musujące metodą tradycyjną, i rześkie, mineralne, "górskie" wina białe z pinot bianco, veltlinera czy silvanera (choć zdarzyło mi się tu także degustować niezwykle złożone, ujmujące sauvignon blanc z lat 60. ubiegłego stulecia), eteryczne pinot nero, krzepkie lagreiny i kupaże bordoskie, wreszcie uwodzicielskie wina słodkie z emblematycznej dla regionu odmiany gewürztraminer (jaka szkoda, że testy DNA udowodniły ponad wszelką wątpliwość, że szczep ten, wbrew temu, na co wskazuje nazwa, nie pochodzi z tutejszego Traminu) czy oryginalnej moscato rosa.

Za zdrowie doktora

Opactwo Novacella w VarnieOpactwo Novacella w Varnie Fot. Shutterstock

Dziwnie rozmawiać o modzie w klasztorze. Nawet, jeśli chodzi o modę na wino. Gdy jednak w opactwie Novacella w Varnie w moim kieliszku zawitały trzy kamienne, pieprzne, przeszywające podniebienie kernery, nie sposób było nie pogadać o tej odmianie. Elias Holzer zajmujący się klasztornym PR-em przyznał, że w barach pobliskich Bolzano, Merano czy Bressanone młodzież pyta dziś tylko o kernera.

Co więcej, moda ta dotarła już do Werony, a nawet, podobno, do Mediolanu. Rzutkie, mineralne wina stały się wytrawną odpowiedzią na zbyt słodko aromatycznego gewürztraminera. W dodatku świetnie łączy się nie tylko z lokalnym speckiem czy grillowanymi potokowymi rybami, ale i sushi czy w ogóle kuchnią azjatycką.

Kerner nie jest autochtonem znad Adygi czy Isarki, choć to krzyżówka rieslinga
i szczepu schiava grossa, czerwonej odmiany, doskonale znanej narciarzom odwiedzającym Tyrol Południowy. Dokonał jej w 1929 roku niejaki August Herold w słynnej szkole winiarskiej w Weinsbergu, w Wirtembergii, w południowo-zachodnich
Niemczech.

Dojrzałe winogrona odmiany KernerDojrzałe winogrona odmiany Kerner Fot. Shutterstock

Z początku szczep nosił techniczną nazwę weinsberg S 25-30. Z czasem
zaczęto nazywać go kernerem, na pamiątkę miejscowego lekarza, Justiniusa Kernera, który w pamięci lokalnej społeczności zapisał się jako autor
tekstów pijackich piosenek i ten, który twierdził, że na wszelkie schorzenia najlepszym lekarstwem jest… kieliszek wina.

Do Południowego Tyrolu odmiana zawędrowała dopiero w latach 70. XX wieku i zajęła niszową pozycję w chłodniejszych częściach regionu - dolinie Venosty, czyli górnym biegu Adygi, przede wszystkim zaś nad Isarką, na północy, bliżej Brenneru. Jeszcze kilka lat temu było jej w Alto Adige ledwie 25 ha, dziś - cztery razy więcej. Manfred Nössing z Bressanone był pierwszym, który za swojego kernera zgarnął "trzy kieliszki", prestiżową nagrodę przewodnika Gambero Rosso.

Dziś świetne wina z tej odmiany robią inni producenci znad Isarki, by wymienić tylko winiarnie Pacherhof, Köfererhof, Strasserhof, Taschlerhof, Thomasa Unterhofera, wspomnianą Abbazia di Novacella czy lokalną spółdzielnię z Chiusy. Z tej ostatniej pochodzi Sabiona Kerner 2014, który w degustacji w ciemno zdobył srebrny medal Grand Prix "Magazynu Wino" 2017, pokonując wiele sławnych białych win z całego świata. Pisaliśmy o nim w notesie degustacyjnym: Nos ziołowy, żwirowy i cytrusowy. Subtelna nuta balsamiczna. W ustach bardzo mocna, zbita struktura. Brzoskwinia i morela w towarzystwie owoców jałowca. Odrobina sosnowej żywicy, cytrynowa kwasowość nadająca lekkość i sporo słodyczy zaokrąglającej całość.

Wiele wskazuje na to, że kerner nie będzie li tylko przelotną modą. Areał upraw nie pozwoli mu z pewnością zagrozić we Włoszech dominującej pozycji słynnego pinot grigio. Pozostanie raczej winem winiarskich insiderów, tych, którzy „wiedzą o co chodzi”. Warto poszukać go tej zimy na stokach Dolomitów. 

Without

Masyw Sciliar w DolomitachMasyw Sciliar w Dolomitach Fot. Shutterstock

Słońce zaszło za Sciliar, powiało chłodem. Muzycy dopili wino, zapakowali alphorny do pokrowców i ruszyli w stronę gór, do wyciągu.

Miałem w ustach skoncentrowane, potokowo czyste, ekstraktywne wino o fenomenalnej strukturze. Byłem głodny, a każdy łyk tego genialnego, pachnącego kwiatami kernera prowokował do myśli o czekających na mnie w pobliskim schronisku specku i piklach.

Wino nosiło nazwę "Without". To typowe orange wine, spontanicznie fermentowane, długo macerowane na skórkach zrobił właśnie - BEZ żadnych dodatków, całkowicie naturalnie - w winiarni 15-latek.

Michael Sölva, idąc do winiarskiego liceum, otrzymał od ojca trzy rzędy rodzinnej winnicy powyżej jeziora Caldaro. Postanowił wykorzystać je, eksperymentując jak tylko się da i odchodząc możliwe najdalej od ścieżki przetartej przez ojca. Ten był z początku przerażony. Gdy jednak wraz z innymi krytykami winiarskimi kiwaliśmy z uznaniem głowami nad "Without", Dieter Sölva nie krył dumy z syna. Skromny gołowąs przekroczył kolejną granicę w winiarskiej Górnej Adydze otwierając kernerowi drzwi na szlak wiodący z dala od przelotnych trendów.