Zjedzenie nawet jednego kęsa surowego tojadu powoduje szybką śmierć po około godzinie. Tojadów używano do zabijania wrogów lub znienawidzonych krewnych czy małżonków. Zatruwano nim strzały do łuku i truto nim niedźwiedzie oraz wilki. Według mitologii greckiej roślina ta bierze się ze śliny trójgłowego psa Cerbera, stróża Hadesu. Przeczytajcie, jak o tojadzie pisze słynny zielnik Syreniusza (str. 1383-84):

„Toiad, Wilczy albo pśi Omieg, Wilcze jagody: którego iest także kilka rodzaiów. Pierwszy którego Myśliwcy do trućia źwierza używaią. [...] Innych dwu do lekarskich potrzeb używaią. [...] Ziołopisowie przedniejszy twierdzą iż między wszystkimi zioły iadowitemi żadne prędzej nie szkodzi nad Omiegi y zioła piekielne: tak że samym dotknieniem członków skrytych a ile bydlęcych w samicach zabiia zaraz tego dnia. Y człowiekowi także nie przepuśći bądź trunkiem bądź potrawą zadany. Okrom od Niedźwiadka osczyknionych w ten czas iest lekarstwem a nie iadem piiąc co quintę zaważy z winem białym ciepło. Także gdzieby iaka inna trucizna była zadana. Też nie Omieg iednako wszystkim źwierzętom szkodzi, ieden Rysie i Lewarty albo Lamparty prędzey truie. Inny rychley Wilki y Psy.”

Niesamowite, że gatunek ten nie pojawia się w opowieściach o detektywie Herculesie Poirot, których bohaterowie ciągle giną od strychniny. Tojad zawiera akonitynę. Jak podaje na swoim blogu Henryk Różański już ok. 4 mg akonityny zabija. Taka ilość jest już w małym kęsie tojadu! Tojad był stosowany w europejskim ziołolecznictwie, co nie było łatwe z powodu dużej letalności i zmienności zawartości alkaloidów.

Tojad w medycynie chińskiej - zastosowania

Tojad syczuański Aconitum carmichaelii (fuzi) jest jedną z najważniejszych roślin leczniczych w tradycyjnej medycynie chińskiej. Jest on bardzo mocnym lekarstwem, używanym w niewielkich dawkach, po uprzednim gotowaniu, w celu osłabienia toksyczności.

W medycynie chińskiej to lek rozgrzewający ciało i wzmacniający nerki, które są według tej tradycji głównym organem odżywiającym inne. Osłabienie energii nerek, stopniowo narastający naturalny proces u starzejących się ludzi, to proces powolnej śmierci.

W Chinach go jedzą, ale wiedzą, jak gotować

Ale do rzeczy! Dlaczego piszę o nim w czasopiśmie o kuchni? Otóż podczas swoich badań w Chinach napotkałem wioski, w których jego bulw używa się jako pokarmu. I ludzie umierają? Nie…, no raczej nie…, jak po rybie fugu, tylko raz na jakiś czas.

Gotuje się go po prostu wiele godzin (przynajmniej 8). Następuje wtedy rozpad alkaloidów diterpenowych do monoterpenowych, które są już tylko kilka tysięcy razy mniej trujące. Dalej jednak smakuje absolutnie ohydnie. Jest jednak rośliną, która daje stały plon, gdyż nie niszczą go szkodniki ani zwierzęta.

W badanych przeze mnie dolinach w górach Qinling uprawia się ją w dużej ilości. Każda rodzina zbiera po kilkadziesiąt kilo bulw tej rośliny - przyrządza się często większą ilość i zaprasza sąsiadów. Potem sąsiedzi za kilka tygodni zapraszają nas. Bulwy te gotuje się w olbrzymim woku zalane wodą, bez przerwy cały dzień, a w niektórych wioskach nawet dwa dni.

Najpierw zjadłem jedną bulwę, a później pół kilo

Jedzenie tojadu było dla mnie wielkim przeżyciem. Wpierw zjadłem jedną bulwę i zrobiłem się cały czerwony jakbym wypił pięćdziesiątkę wódki. Do wieczora jednak zjadłem pół kilo. Przed wyjazdem do Chin zrobiłem testament. Przeżyłem.

Poniżej link do minirelacji filmowej - gotowanie tojadu: https://www.youtube.com/watch?v=3Xj0yu_k4C8 i degustacja pierwszej bulwy: https://www.youtube.com/watch?v=pE1PqWY7vGA.

Tutaj zaś daję link do artykułu z badań naszej ekipy badawczej: http://luczaj.com/publikacje/2012%20Kang,%20Luczaj%20&%20Ye%20GRES.pdf

Uwaga! Nie wiadomo czy nasze gatunki tojadu nie są bardziej toksyczne! Wasze
eksperymenty mogą zakończyć się tragicznie, więc tym razem nie będzie przepisu…

***

Łukasz Łuczaj - etnobotanik i poszukiwacz zapomnianych jadalnych roślin (www.luczaj.com). Mieszka na skraju Pietruszej Woli koło Krosna i tam (pośród lasów i łąk) organizuje warsztaty dla poszukiwaczy kulinarnych przygód. Autor kilku książek poświęconych "dzikiemu gotowaniu".

Zastanawiasz się, jak przedłużyć żywotność ziół ze sklepu? Sposób jest prostszy, niż myślisz!