Nasiona bobu, jak i reszty roślin z rodziny bobowatych, mają wiele wartości odżywczych i zdrowotnych. Zawarty w nich potas reguluje ciśnienie krwi i korzystnie wpływa na pracę mięśni. Spora zaś ilość błonnika poprawia trawienie oraz sprawia, że po ich zjedzeniu czujemy się syci. W dodatku bób jest niskokaloryczny i ma mało tłuszczu, dlatego też jest polecany tym, którzy dbają o linię lub się odchudzają.
Z jadłospisu powinny wykluczyć ją osoby chorujące na refluks czy cierpiące z powodu zgagi. A także te, które chorują na dnę moczanową lub mają problemy z nerkami – w bobie znajdują się bowiem składniki purynowe, przyczyniające się do powstawania kamieni w nerkach. Warto też wiedzieć, że indeks glikemiczny ugotowanego bobu jest wysoki i wynosi aż 80 (IG surowego bobu natomiast 40), w związku z tym warzywo to stanowi zbyt duże obciążenie dla osób chorujących na trzustkę. Z tego samego powodu z jedzenia bobu powinni zrezygnować diabetycy.

Kupujemy bób

W sprzedaży najczęściej jest bób pakowany w foliowe torebki. To niezbyt dobry i zdrowy sposób przechowywania – ziarna zmieniają smak, zaparzają się, a nawet zaczynają fermentować. Dlatego, jeśli nie mamy wyboru – np. dostępu do nasion na wagę – róbmy zakupy rano, kiedy produkt „leży” w torebce stosunkowo krótko i przełóżmy go do papierowej torebki. Wybierajmy zielone, niezbyt duże nasiona. Taki wygląd dowodzi, że bób jest młody i świeży. Wyrośnięte, duże ziarna w kolorze szarym, burym, pożółkłym czy brązowym świadczą z kolei o tym, że bób jest przerośnięty, starty i zleżały. Omijajmy go z daleka!

Gotujemy bób

Bób płuczemy i wrzucamy do osolonego wrzątku. Możemy dodać do niego łyżkę cukru albo, jeśli lubimy ostrzejsze smaki, czosnek. Młode nasiona gotujemy ok. 15 minut, ale możemy je także gotować tylko 5 minut – wtedy będą przyjemnie chrupiące. Starsze nasiona przygotowujemy dłużej – nawet 40 minut. Ugotowany bób osączamy i obieramy ze skórki póki jest jeszcze ciepły – wtedy łupinki łatwej odchodzą. Gotowy młody bób świetnie smakuje sam lub wymieszany np. z oliwą z dodatkiem czosnku. Warto go też dodawać do sałatek, zup, risotto czy makaronów. Starszy, którego nasiona stają się już kruche i mączyste, możemy wykorzystać do przyrządzania past, pasztetów, farszów do pierogów czy krokietów.

Mrozimy bób

Sezon na tę roślinę strączkową trwa krótko – od końca czerwca do końca sierpnia. Najsmaczniejsze są oczywiście młode nasiona, dlatego właśnie na początku lipca, kiedy ich ceny nieco spadają, warto zrobić zapasy na zimę. Bób możemy mrozić na dwa sposoby.
• W dużym garnku gotujemy wodę, solimy. Do wrzątku wrzucamy bób i krótko go blanszujemy – ok. 2 minut. Następnie przelewamy go na sito i natychmiast hartujemy, wrzucając do lodowatej wody, odcedzamy. Rozkładamy na ręczniku kuchennym i zostawiamy do przeschnięcia. Dokładnie suszymy, bo wilgotne nasiona pokryją się warstwą niepotrzebnego lodu, a poza tym suche produkty szybciej i równomierniej się zamrażają oraz nie sklejają się. Bób najlepiej najpierw rozłożyć na tackach, zamrozić i dopiero później podzielić na porcje, przesypać do woreczków strunowych lub pojemników i włożyć do zamrażarki. Woreczki lub pudełka warto oznaczyć datą. W ten sam sposób mrozimy również zielony groszek oraz fasolkę szparagową.
• Drugą metodą jest mrożenie bobu bez obgotowywania czy blanszowania. Jest to jednak sposób, który sprawdza się tylko w stosunku do młodych ziaren. Takie nasiona nie ciemnieją podczas mrożenia i nie stają się mączyste. Surowy, dokładnie osuszony bób wkładamy np. do torebek strunowych i do zamrażarki. Przed użyciem, nasion nie rozmrażamy, tylko wsypujemy je do garnka i gotujemy lub wysypujemy na blachę i pieczemy.
Ten szybszy sposób nie może być jednak wykorzystywany do mrożenia groszku czy fasolki – te warzywa (podobnie zresztą jak kalafior, brokuły, szpinak) zawsze trzeba blanszować!