Marek: Tadziu, czy widziałeś coś doskonalszego niż pestka awokado?
Tadeusz: Sałatkę z awokado.
M: Mówię o twardym, a o miękkim pogadamy później. Porównywałem różne pestki i wyszło mi, że pestka awokado jest najpiękniejsza.
T: Pestki porównywałeś, rzeczesz. Ciekawe zajęcie. Na pełny etat?
M: Postanowiłem zająć się czymś niejadalnym w jadalnym. Bo my wciąż o tym, co by zjeść, a tu popatrz, ile piękna nam umyka.
T: Czyś ty nie zażył przypadkiem czegoś niejadalnego?
M: Za wariata mnie bierzesz, a ja tylko przyglądam się kształtom. Ogromnie mi się podoba ta absolutna gładkość pestki awokada.
T: Awokada czy awokado?
M: Ja odmieniam. Pestka awokada jest pięknie gładka, a w porównaniu z pestką brzoskwini wydaje się bytem w wyższym stadium ewolucji. Nie zagrozi jej też zestawienie z dość ohydną pestką mango i taką sobie pestką moreli, klasyczną, lecz nie porywającą.
T: Przyjacielu, martwię się nie tyle o ciebie, ile o siebie. Z kim będę konwersować, jak ciebie zamkną i będą karmić pestkami psychotropów?
M: Dałbyś człowiekowi poporównywać. Porównałem przed chwilą na klatce schodowej twoją wycieraczkę z innymi, sąsiedzkimi, i powiem ci, że twoja wygląda najpoważniej. Najlepsze kontury, najlepsza jakość materiału.
T: Ratunku!
M: Ten przyjdzie od pestki. Pestki awokada. Wiedziałeś, że – oto niespodzianka – jest jednak jadalna? Wystarczy ją upiec, pokroić, dodać do koktajlu czy czegoś podobnego – i ratujesz swoje podupadłe zdrowie w trymiga. Bo ilość pierwiastków, antyoksydantów i innych cudów w pestce jest parę razy wyższa niż w miąższu awokada.
T: Wiesz przecież, że mnie interesuje tylko smak. A ten jest taki sobie, szczerze mówiąc.
M: Jak to? Zaliczam rozpowszechnienie się awokada do najprzyjemniejszych skutków transformacji ustrojowej. Niegdyś rarytas, kupowany raz na pół roku, owoc zakazany dla portfela, dziś – tak jak łosoś, niegdyś różowe znamię luksusu – obecny wszędzie. W najzwyklejszych knajpach i na półkach wiejskich sklepów. W lokalach sieciowych, w których dodaje się go do kanapek, w McDonaldach. Pokrojony, zmiksowany, w dipach, w sałatkach, w dodatkach, w guacamole sprzedawanych w supersamach obok pojemników z kiszoną kapustą. Mnie w to graj, lubię miękkie.
T: No właśnie, padłeś i ty ofiarą powszechnego zdziecinnienia. Wszystkie te miękkości i gładkości podporządkowują się smakowi ułatwionego: jeść dziecinne papki, bez wysiłku, bezpiecznie i jak u mamy. Stąd sukces światowy kuchni molekularnej, wszystkich espumas, musów, galaretek, żeli, kremików serwowanych z syfonu. Podczas gdy smak powinien być zwierzęcy, wymaga, by rwać strawę siekaczami, rozgryzać górnymi trójkami, miażdżyć trzonowymi. A nie wsysać, ssać, lizać.
M: Ale jak te pianki ślicznie wyglądają!
T: Moja wycieraczka, mówiłeś, też niczego sobie. Ale, jeśli mógłbym wybrać się na wycieczkę osobistą, twoje wnikliwe obserwacje i nacisk na zmysłowe poznanie świata przesłaniają ci jedną bardzo ważną, może najważniejszą, rzecz. Żebyś to w pełni zrozumiał, potrzebna jest dygresja.
M: Przyjmuję postawę obronną i zamieniam się w słuch.
T: Otóż czytałem w dzisiejszej gazecie, że awokado nie jest całkiem... całkiem, no wiesz, takie tego.
M: Czyli jakie?
T: Ekopoprawne, by ukuć nowe wyrażenie. Z daleka do nas przybywa, dużo wody mu potrzeba, żeby wyrosło, podaż nie nadąża za popytem, więc meksykańscy chłopi karczują stare lasy, żeby awokadowe drzewka sadzić, na domiar złego tamtejsza mafia ich gnębi i wyzyskuje, po prostu awokada jeść już nie wypada.
M: Więc co jeść wypada zamiast awokada?
T: Autorka artykułu twierdzi, że równie zdrowy jest swojski jarmuż.
M: Z książki nowojorskiej blogerki kulinarnej Deb Perelman zapamiętałem jedno mądre zdanie. Cytuję: Świat byłby lepszym miejscem, gdybyśmy przestali udawać, że jarmuż jest smaczny.
T: Zgadzam się całkowicie z panią Perelman, ale autorce artykułu chodzi o zdrowotne właściwości tej niesmacznej rośliny.
M: No dobrze, ale do czego zmierzasz?
T: Do tego, że kiedy już cała populacja pożeraczy awokada zrozumie, że jeść go nie wypada, i załamie się rynek, bo latynoscy campesinos przerzucą się na jarmuż, to pestki tego owocu, słusznie zwanego smaczliwką, staną się rzadkością. Więc czas założyć kolekcję pestek, zawczasu wynająć miejsce w magazynie. Będzie można się obłowić, sprzedając je na Allegro. W ten sposób mógłbyś estetyczną estymę, jaką darzysz te pestki, zmonetyzować.
M: Tfu, nie cierpię tego słowa!
T: I na tym polega twój problem, drogi przyjacielu, oraz moja osobista wycieczka. Spoglądasz na świat, widzisz barwy i kształty, rozmyślasz o smakach i zapachach, ale jak przyjdzie co do czego, to ten szósty zmysł, zmysł przedsiębiorczości, cię zawodzi.
M: Czy na wszystkim trzeba koniecznie zarabiać? Czy nawet bezinteresownej kontemplacji piękna nie da się uchronić przed... nie przejdzie mi przez gardło to słowo na m.
T: Sam widzisz, że brzydzi cię jedyna niezaprzeczalna prawda o naszej cywilizacji. I to jest problem. Twój problem.
M: Myślę, że to jednak problem naszej cywilizacji.
T: Od której można uciec, zamieszkać gdzieś w dziczy, bez prądu i bieżącej wody, za to w otoczeniu szczerych, prostych tubylców, którzy tylko czekają na okazję, by frajera z miasta zmonetyzować, założyć sobie klimę i tak dalej. Ale wróćmy do pestek. Widzę oczyma wyobraźni, jak osiągają ceny jajek Fabergé, stają się przedmiotami kultu piękna, ich sferyczna doskonałość przypomina lśniącą rzeźbę Brâncusiego, a świadomość, że we wnętrzu tego pięknego kształtu kryje się mnogość pierwiastków, antyoksydantów i innych cudów, przydaje kontemplacji element wyrzeczenia, swoistej ascezy. Takie doznania też można zmonetyzować. Wiesz, ile kosztuje tydzień w celi mnicha, zwłaszcza buddyjskiego?
M: Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Za to wiem, że chciałbym najeść się smaczliwek, zanim stanie się to występkiem grożącym towarzyską ekskomuniką. Do dzieła!

Guacamole „Mała Hawana”

Dla 2 osób • Przygotowanie: 10 minut
Oczekiwanie: 3-4 godziny

2 średniej wielkości awokado, pół niedużej cebuli, sól, sok z cytryny

Wyłuskane z łupin awokada zagniatamy widelcem na gładką miazgę i skraplamy sokiem z cytryny. Mieszamy z drobniutko posiekaną cebulą, solimy i podajemy do czipsów kukurydzianych.
Osobno podajemy pikantną salsę z pomidorów, cebuli, ostrych papryczek i natki kolendry doprawioną solą i szczyptą kminu rzymskiego: cztery średnie pomidory, jedną cebulę, jedną lub dwie ostre papryczki bez pestek i mały pęczek natki kolendry miksujemy w robocie kuchennym, doprawiamy do smaku, i odstawiamy na kilka godzin do lodówki przed podaniem.

Lekkie, świeże białe, na przykład proste bordeaux, które nazywa się Bordeaux (taka jest nazwa apelacji albo Bordeaux, które nazywa się Entre-deux-mers).

Kanapki z awokado

Dla 2 osób • Przygotowanie: 2 minuty

bagietka, 2 owoce awokado, pół czerwonej cebuli, ser ementalski, salami
węgierskie, gładka musztarda Dijon,
dojrzałe pomidory

Awokada zagniatamy jak wyżej, tym razem z czerwoną cebulą, ale bez dodatku soli i cytryny. Bagietkę przepoławiamy wzdłuż i kroimy na odcinki 15-20-centymetrowe. Jedną połówkę smarujemy awokadową miazgą, drugą – musztardą. Na awokado kładziemy salami i plastry pomidorów, na musztardę – plastry ementalera. Składamy połówki i podajemy.

Też świeże i lekkie, ale różowe. Ja bym poszedł we włoskie chiaretto.