Rośliny te, czasem każda z osobna, a czasem wymieszane, są bazą gruzińskiej potrawy zwanej pchali – warzywnej papki z orzechami, okraszonej ziołami i octem. Wprawdzie nam żywokost kojarzy się z roślinami leczniczymi, kiedyś był jednak również powszechnie jadany, także w Polsce.

Żywokost lekarski (Symphytum officinale) występuje bardzo często w mokrych rowach, na wilgotnych łąkach, przydrożach i skrajach lasów. Ma fioletowe, różowe i białe kwiaty, zależnie od odmiany. Oprócz niego w górach znajdziemy jeszcze dwa leśne gatunki o kremowych kwiatach: żywokost bulwiasty (Symphytum tuberosum) i żywokost sercowaty (Symphytum cordatum).

Mają bardzo podobne właściwości kulinarne. Do jedzenia nadają się liście i kwiaty żywokostu. Należy jednak unikać spożywania korzeni, gdyż zawierają pewne ilości toksycznych alkaloidów pirolizydynowych, szkodliwych dla wątroby. W liściach i kwiatach stężenie tych alkaloidów jest na tyle znikome, że ich okazjonalne spożywanie jest bezpieczne, ale wiele krajów usunęło żywokost z listy oficjalnych ziół leczniczych z obawy przed skutkami zdrowotnymi.

To zjawisko charakterystyczne dla współczesnej medycyny - jeśli komuś gdzieś jakieś zioło zaszkodziło, usuwa się je od razu z listy roślin leczniczych. Tymczasem liczne przypadki przedawkowania tzw. bezpiecznych lekarstw nie pociągają za sobą podobnych konsekwencji. A przecież praktycznie nikt nie jada tej samej rośliny codziennie! Natomiast z używania żywokostu wycofano się jedynie po kilku odnotowanych w całej Europie przypadkach uszkodzenia wątroby po wielomiesięcznym codziennym stosowaniu tej rośliny i to u osób o różnych innych poważnych schorzeniach. Przy czym w samej Wielkiej Brytanii z powodu używania paracetamolu rocznie umiera kilkaset osób! Bardzo dokładny opis paradoksu, polegającego na przesadzaniu ze szkodliwością ziół przy jednoczesnym lekceważeniu szkodliwości tabletek, przedstawiła na swoim blogu znana szkocka zielarka Monica Wilde.

Korzeni żywokostu lekarskiego w ziołolecznictwie używano od stuleci, głównie zewnętrznie, jako środka przyspieszającego leczenie złamań, stłuczeń i ran. Robi się z nich maść (dawniej robiono ją na bazie smalcu). Mają też korzystne działanie na skórę i dlatego używa się ich czasem w kosmetykach.

W Polsce do początków XX w. liście żywokostu często jadano wiosną w dawnej Galicji - od Podhala i Krakowa po Przeworsk. Najczęściej przyrządzano go jak kapustę – siekano i gotowano z dodatkami. W Pantalowicach w Rzeszowskiem taka potrawa nazywała się szabaga. W Krakowskiem dodawano go też do racuchów – placków z ciasta naleśnikowego.

Liście żywokostu można dodawać do zup i potraw warzywnych. Mają tę zaletę, że nie twardnieją - można je zbierać od początku maja aż do września. Niewiele jest takich dzikich warzyw - mniej więcej połowa z nich nadaje się do zbierania tylko wiosną. Z kolei kwiaty żywokostu zawierają dużo słodkiego nektaru, który wysysały dzieci, na przykład w drodze ze szkoły czy przy doglądaniu bydła na pastwisku.

Przy okazji żywokostu warto wspomnieć, że w Polsce jadano też kilka innych gatunków z rodziny szorstkolistnych (Boraginaceae). Jadalne liście i kwiaty ma na przykład miodunka (Pulmonaria - jak pisze Kolberg, jadano ją w Chełmskiem). Wiadomo też, że spożywano farbownik polny (Anchusa arvensis), nazywany na Mazowszu tłustym kiepkiem, oraz farbownik lekarski (Anchusa officinalis), o którym w Lubelskiem mówiono "języczki".

Wszystkich tych roślin używano podobnie: liście siekano i gotowano, na Mazowszu często z kaszą jęczmienną. Dokładniejsze informacje o miejscach użytkowania tych roślin w Polsce można znaleźć w mojej pracy habilitacyjnej "Dziko rosnące rośliny jadalne użytkowane w Polsce od połowy XIX w. do czasów współczesnych", dostępnej on-line. Te informacje mogą się przydać miłośnikom odtwarzania potraw regionalnych.

PLACUSZKI Z LIŚCI ŻYWOKOSTU LEKARSKIEGO

Dla 2 osób. Przygotowanie: 15 minut

2 l umytych liści żywokostu
3 jaja
1,5 szklanki białej mąki pszennej
szklanka wody
szklanka rodzynek
łyżeczka soli
olej do smażenia

Świeże liście żywokostu kroimy na kilkucentymetrowe kawałki. Dodajemy resztę składników i mieszamy. Ciasto powinno być kleiste (możemy poprawić jego konsystencję, dodając mąki lub wody). Rozgrzewamy olej i smażymy placuszki z jednej kopiatej łyżki ciasta tak jak racuchy lub placki ziemniaczane.