Ludwik miał w Mödling dobry czas. Po wielu latach kłopotów finansowych, zdrowotnych i rodzinnych, pod koniec drugiej dekady XIX w. wróciło natchnienie. W podwiedeńskiej miejscowości, na skraju wzgórz Anninger, u stóp Lasku Wiedeńskiego Beethoven spędził wakacje 1818, 1819 i 1820 roku. Pierwsze dwa w domu przy ulicy Głównej 79, należącym do garncarza, niejakiego Jakoba Tuschka, u którego wynajął trzy pokoje. Kompozytor przywiózł ze stolicy własne meble, w tym angielski fortepian otrzymany od miłośnika z Londynu, Thomasa Broadwooda.
Pracował w Mödling nad Wariacjami Diabellego, przede wszystkim zaś nad fortepianową sonatą B-dur Hammerklavier i Missa Solemnis. Na ile w stworzeniu tych wybitnych dzieł (wariacje i sonata uznawane są za wyjątkowo złożone utwory pianistyczne Beethovena, zaś Msza Uroczysta za jedno z trzech najważniejszych dzieł sakralnych w historii muzyki w ogóle) pomogło niemieckiemu kompozytorowi wino?

Wanderweg 40

Mödling stanowi północną granicę regionu winiarskiego – Thermenregion. Winorośl sadzili tu jeszcze Rzymianie i Celtowie, uznając leżący na przedgórzu alpejskim, na skraju gorącej Panonii rejon, za szczególnie predestynowany do produkcji wina. Jego sercem było położone 6 km na południe od Mödling – Gumpoldskirchen. W XVIII i XIX wieku tutejsze słodkie wina stawiano na równi z tokajami i sławnymi wówczas ausbruchami z Rust. Mawiano, że pospólstwo gasi w Austrii pragnienie grüner veltlinerem, zaś gumpoldskirchnery zarezerwowane są dla arystokracji. Jeszcze w 1947 roku wino podawane było na przyjęciu weselnym przyszłej królowej Anglii, Elżbiety Windsor, a w 1961 pili je w czasie szczytu w stolicy Austrii prezydent Stanów Zjednoczonych John F. Kennedy i sowiecki przywódca Nikita Chruszczow, co, niestety, nie zapobiegło kryzysowi kubańskiemu kilkanaście miesięcy później.
Pił gumpoldskirchnera i Beethoven, który został w Mödling bywalcem „Zu den zwei Raben”, jednej z wielu winnych karczm w regionie. „Pod dwoma krukami” miało nawet własny, przygrywający biesiadnikom zespół. Gumpoldskirchner musiał być wyjątkowo dobry, bo znany z gburowatości kompozytor podarował muzykantom jedenaście kompozycji znanych dziś jako „Tańce z Mödling”. Ludwik lubił to miejsce, chciał się w nim nawet osiedlić na stałe. Jednym z licznych śladów po kompozytorze jest nazwana jego imieniem Wanderweg 40 – długa ścieżka spacerowa, wiodąca przez winnice, przez Gumpoldskirchen, aż do uzdrowiska Baden.

Alchemia gumpoldskirchnera

Oficjalnie Thermenregion powstał dopiero w 1986 r. z połączenia dwóch sąsiadujących ze sobą stref: wzgórz obfitujących w wody termalne między Mödling i Baden oraz leżących na płaskim terenie winnic wokół Bad Vöslau i Tattendorfu na południu. Na cieplejszym południu uprawia się odmiany czerwone, głównie pinot noir i sankt laurenta. Winogrady wokół Gumpoldskirchen na północy to ostoja bardzo już rzadkich, występujących niemal wyłącznie w Thermenregion odmian rotgipfler (raptem 123 ha) i zierfandler znanej też jako spätrot (tylko 82 ha). Kiedyś obie rosły obok siebie, a winiarze zbierali je i tłoczyli razem. I razem właśnie tworzyły wino o nazwie gumpoldskirchner. Pierwszy szczep dawał kupażowi krągłą owocowość, drugi wyrazistą kwasowość, przy tym łatwo poddawał się działaniu szlachetnej pleśni, co przekładało się na skoncentrowaną słodycz miąższu. Od lat 90. zeszłego wieku nowe pokolenie winiarzy skupia się w Thermenregion na produkcji win wytrawnych – bogatych, harmonijnych, o wyrazistej osobowości, wiernych charakterowi siedliska, jednak zupełnie innych niż stare gumpoldskirchnery. Coraz częściej też powstają jednoodmianowe wina z rotgipflera i zierfandlera, nie zaś kupaże obu.

Spadkobierca spółdzielni

To było gorące, czerwcowe popołudnie. Budynek starej spółdzielni na przedmieściach Gumpoldskirchen rzucał przyjazny cień, pod osłoną którego można było ze spokojem obserwować rozpostarte na wapiennym zboczu winnice. Kooperatywa istniała od 1907 roku, aż 91 lat później, przejął ją Johannes Gebeshuber, by pod własnym nazwiskiem tłoczyć zierfandlery i rotgipflery. Oprócz murowanego, otynkowanego na biało domu, nowy właściciel wszedł w posiadanie piwnic spółdzielni i wypełniających je starych butelek zierfandlera. Wraz z grupą krytyków winiarskich przyjechałem do Gumpoldskirchen sprawdzić ich kondycję. Zaczęliśmy od rocznika 1948, pierwszego „normalnego” po II wojnie światowej. Prezydent Truman podpisywał wtedy plan Marschalla dla zrujnowanej Europy, powstała Światowa Organizacja Zdrowia, w Polsce władzę przejmował Bolesław Bierut. Tymczasem, po 70 latach Ziefandler Auslese Trocken urzekał koncentracją, nutą śliwek, żywicy i toffie. Po nim przyszły 1952, 1954, 1958, 1968, 1976, 1978, 1984 i 1988 – wszystkie nie tylko żywe, ale pełne wigoru, oparte na znakomitym kwasowym kręgosłupie, obudowane nutami owocowymi o różnym odcieniu dojrzałości. Historia skrawka powojennej Europy zamknięta w kieliszku.
Gebeshuber pokazał nam też kilka własnych już roczników zierfandlera. To wina szczodre, krągłe, świetnie zrównoważone, hedonistyczne – doskonale pasują, o czym mogłem się przekonać – do austriackiej kuchni: od wienerschnitzla i cielęcych pulpetów
Fleischlaberl, przez pieczonego w tartej bułce kurczaka Backhendl, aż po duszony wołowy karczek. Johannes dołącza dzięki nim do ekskluzywnego grona kilku ledwie producentów pracujących z ziefandlerem i odbudowujących pozycję tej rzadkiej odmiany: Karla Alpharta, rodziny Reinischów, Leopolda Aumanna, Heinricha Hartla III, wreszcie spółki winiarzy, którzy wskrzesili pod nazwą Freigut Thallern produkcję wina w klasztorze Heilgenkreutz, do którego jeszcze w 1141 r. cystersi z Clos de Vougeot przywieźli pierwsze burgundzkie odmiany winorośli.

Świetlana przyszłość

Latem 1820 roku garncarz Tuschek odmówił Beethovenowi gościny, skarżąc się na „dziwne zachowanie” kompozytora. Czy znów winne było wino? Dopiero rok później, po tym jak przeszedł gorączkę reumatyczną i żółtaczkę, lekarze zabronili mu pić więcej niż jedną (sic!) butelkę wina do obiadu. Ludwik zamieszkał w pobliskim Christhof przy Fishergasse. Komponował, spacerował po winnicach, pijał gumpoldskirchnera „Pod dwoma krukami”. Zmarł 26 marca 1827 roku. Prawdopodobnie na marskość wątroby.
W czasie ostatniej konferencji Living Wine zorganizowanej przez Instytut Masters of Wine w Logroño, w Hiszpanii, wybitny ampelograf José Vouillamoz wymienił zierfandlera wśród kilku odmian, które mają predyspozycje i szanse stać się nowymi gwiazdami Europy. Nawet jeśli nie zainspirują nikogo do napisania kolejnej „IX symfonii”, sprawią nam wiele przyjemności.