Dobre polskie wina naprawdę istnieją, choć budzą kontrowersje. Głównie ze względu na cenę

Tomasz Prange-Barczyński, redaktor naczelny "Magazynu Wino"
23.11.2017 12:23
A A A
Pinot Noir 2015 Winnice Wzgórz Trzebnickich

Pinot Noir 2015 Winnice Wzgórz Trzebnickich (Fot. Anna Zembrowska)

Choć wszystko zaczęło się po amatorsku ledwie dziesięć lat temu, już mamy powody do dumy. Dziś szanujący się restaurator nie może nie mieć w karcie polskiego rieslinga czy pinota.

Gruszki gotowane w czerwonym winie. Przepis Kurta Schellera

Szczęk żelaza, mrok, ciasnota. Ściśnięci w górniczej windzie jedziemy kilkaset metrów w głąb kopalni soli. Jeszcze krótki spacer podziemnym korytarzem, drzwi i już. Jedna z komór Wieliczki pełni tego dnia rolę sali degustacyjnej. Agnieszka Wyrobek-Rousseau i Piotr Jaskóła prezentują tu, jeszcze nieoficjalnie, pierwszy rocznik swoich win zrobionych z gron rieslinga, chardonnay i merlota posadzonych raptem trzy kilometry od głównego szybu kopalni, na zboczu, gdzieś ponad labiryntem korytarzy.

Winnica nazywa się oczywiście Wieliczka i jest uprawiana, jako pierwsza w Polsce, metodami biodynamicznymi, w sposób czysto ekologiczny. Nie ma w tym nic dziwnego. Agnieszka jest doświadczoną zawodową winiarką, która studiowała enologię w langwedockim Montpellier, a wina robiła m.in. we Francji, Nowej Zelandii, Szwajcarii i Rosji. Wspomagała swym talentem producentów ze Srebrnej Góry, którzy na wapiennych stokach poniżej klasztoru Kamedułów na krakowskich Bielanach rozpoczęli kilka lat temu jeden z najbardziej udanych projektów winiarskich w kraju.

2017 - rok wielkich debiutów

Winnica Miłosz w ŁazieWinnica Miłosz w Łazie Fot. Piotr Pieńkowski

Wiosną 2017 roku wina z Wieliczki trafiły do oficjalnej sprzedaży i był to jeden z, co najmniej kilku, bardzo udanych tegorocznych debiutów polskich win i winiarni. Rafał Wesołowski pokazał światu swoje genialne Pinot Noir 2015 z Winnicy Wzgórz Trzebnickich, wino ze szczepu uchodzącego za arcytrudny w uprawie, które bez kompleksów może stawać w szranki z innymi środkowoeuropejskimi pinotami. Winnica Turnau wypuściła krótką serię złożonego, przebogatego słodkiego wina lodowego, o które coraz trudniej już ze względu na ciepłe zimy na naszym kontynencie. Na podniebieniu wciąż miałem smak genialnego, naturalnego, długo macerowanego na skórkach Johannitera Ultra 2015 z Winnicy Bliskowice spod Kazimierza Dolnego nad Wisłą, gdy do degustacji trafił dojrzewający na modłę gruzińską, w glinianych amforach, gewürztraminer Kvevri Milvus 2015 z Winnicy de Sas z dolnośląskiej Doliny Baryczy.

A pięknie opakowane, superczyste, białe wina ze Skarpy Dobrskiej? Kolejne świetne roczniki Pałacu Mierzęcin, Winnic Equus czy Miłosz; znakomity musujący riesling robiony metodą tradycyjną w Winnicy Gostchorze nad Odrą? Ciągle jesteśmy w Polsce?

Dobre, bo polskie

Winnica Płochockich w Darominie pod SandomierzemWinnica Płochockich w Darominie pod Sandomierzem Fot. Jacek Herok

Kiedy pod koniec czerwca 2006 roku wieszałem na ul. Trębackiej w Warszawie banner I Konwentu Polskich Winiarzy nie próbowałem sobie nawet wyobrażać, gdzie może znaleźć się polskie winiarstwo dekadę później. Spróbowaliśmy wtedy 32 win, których największą zaletą było to, że w ogóle są. Gwiazdą na miarę skromnych rozmiarów imprezy stali się Barbara i Marcin Płochoccy, których debiutancki rocznik rzeczywiście smakował.

Historia tej pary dobrze pokazuje ewolucję winiarstwa w naszym kraju. Płochoccy, warszawianie zawodowo zaangażowani w stolicy w nie związane z winem przedsięwzięcia, debiutowali na Podkarpaciu, pod skrzydłami Romana Myśliwca, człowieka, który wskrzesił uprawę winorośli we współczesnej Polsce i stał się nauczycielem wielu zaczynających swą przygodę z winogrodnictwem. Szybko zrozumieli, że winiarstwo to zajęcie zbyt kosztowne na hobby, i że bez profesjonalizacji, koniecznych inwestycji, nie da się robić lepszego wina.

To były czasy, gdy zapaleńcy sadzili krzewy winorośli na posiadanych przez siebie działkach, nie bacząc na ekspozycję (nasłonecznienie), glebę i klimat. Dobrze ulokowanych winnic było w kraju ledwie kilka. Większość win robiono metodami domowymi, „na oko”. Gdy w czasie II Konwentu w Zielonej Górze, Marek Jarosz z Polskiego Instytutu Winorośli i Wina zapytał jednego z winiarzy, ile siarki dodał do swego wina, otrzymał odpowiedź: :"no, trochę"... Winnicę uprawiano w dni wolne od pracy, a nie wtedy, gdy tego bezwzględnie potrzebowała.

Winnica Płochockich w Darominie pod SandomierzemWinnica Płochockich w Darominie pod Sandomierzem Fot. Jacek Herok

Dlatego Płochoccy, zamiast dalej inwestować na Podkarpaciu, przenieśli się w okolice bliższego Warszawie Sandomierza. Nieprzypadkowo, bo już w renesansie uprawiano w tej części doliny Wisły winogrona i inne owoce. Region czekał tylko na wskrzeszenie. Wiedzieli, że w ciągu kilku lat muszą zmienić swoje życie, osiąść na winnicy, zająć się całkowicie produkcją wina, wspomagając domowy budżet zyskami z enoturystyki. Dlatego projektując budynek winiarni, nie zapomnieli o kilku pokojach, w których przyjmują dziś gości.

Winiarnia Płochockich w podsandomierskim Darominie stała się wzorem rodzinnej firmy. Po latach prób Barbara i Marcin zawęzili portfolio uprawianych odmian. Byli jednymi z pierwszych, którzy zdecydowali się robić w Polsce wina różowe (w chłodniejszych rocznikach, gdy czerwone grona nie są w stanie dojrzeć, lepiej zrezygnować z produkcji kostycznych i kwaśnych win czerwonych na rzecz rześkiego rosé). W piwnicy mają zakopaną gruzińską amforę, w której powstaje eksperymentalne, przeciekawe wino Inspira Volcano. Wreszcie, przymierzają się do produkcji win musujących metodą tradycyjną.

Dlaczego tak drogo?

Winnica Miłosz w ŁazieWinnica Miłosz w Łazie Fot. Marek Lalko

Wszystkie winnice w Polsce liczą razem nieco ponad 1000 ha. To niewiele, tyle co nieduży europejski region winiarski – tymczasem parcele z winoroślą rozsiane są niemal od Bałtyku (pod Szczecinem doskonałe wino robi wspomniana rodzina Turnau), przez Wielkopolskę, Dolny Śląsk, Dolinę Wisły, Małopolskę, po Podkarpacie. Gospodaruje na nich kilkuset winiarzy, z których ponad setka może legalnie sprzedawać wino. Większość robi to we własnym gospodarstwie, choć najwięksi już dawno podbili czołowe restauracje w kraju.

Szanujący się restaurator czy właściciel wine baru nie może dziś nie mieć w karcie polskiego rieslinga czy pinota. O polskie wina zabiegają duże firmy dystrybucyjne. Kilku winiarzy robi specjalne edycje swych win dla sieci supermarketów, a nawet sklepów dyskontowych. W delikatesach na międzynarodowych lotniskach w Warszawie i Krakowie są już regały uginające się pod ciężarem butelek z krajowym winem.

Polskie wino stało się w ostatnich latach fenomenem, choć oczywiście budzi kontrowersje – największe ze względu na swoją cenę. Porządna butelka kosztuje średnio między 40 a 100 zł i trudno tu rzeczywiście mówić, o dobrej relacji jakości do ceny. Za te same pieniądze dostaniemy świetne wina z całego świata, często od bardzo uznanych producentów.

Wysoka cena nie bierze się jednak znikąd i z pewnością nie wynika z chciwości polskich winiarzy. Założenie profesjonalnej winnicy i wybudowanie winiarni to bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Tu nikt niczego nie odziedziczył, za wszystko zapłacić musiało pierwsze pokolenie. Skala produkcji jest przy tym niewielka, a prowadzenie winiarskiego biznesu czasochłonne.

Smak polskiego wina

Winnice Wzgórz TrzebnickichWinnice Wzgórz Trzebnickich Fot. Anna Zembrowska

Gdy po raz pierwszy w czeluściach kopalni soli degustowałem wina z Wieliczki, urzekła mnie ich subtelność i aromat. Zostały zrobione z gron pochodzących z bardzo młodych krzewów, które nie mogą dać jeszcze winu struktury. Miały za to świeżość – tak jak większość dobrych polskich win. To zwykle trunki dobrze łączące się z jedzeniem – także tym typowo polskim: wieprzowiną, kapustą, pierogami.

Im starsze będą krzewy winorośli – te w Wieliczce, ale i w Darominie, na Wzgórzach Trzebnickich, w Dolinie Wisły pod Kazimierzem czy w wielkopolskim Mierzęcinie, tym poważniejsze, bardziej złożone, ciekawsze będą wina. Potrzebny jest czas. O polskich winiarzy się nie martwię – zaledwie w ciągu dekady odrobili lekcję kilku pokoleń. A że ambicji im nie brakuje, mogą być tylko lepsi.

Co wiesz o polskich alkoholach? Maksimum punktów zdobędzie wyłącznie prawdziwy znawca

1.Klasyczna siwucha to:

  • Wódka czysta bez dodatków
  • Wódka na bazie owoców
  • Wódka z dodatkiem popiołu
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Zobacz także
  • Miód pitny - szlachetny, słodki, starszy niż wino Miód pitny - szlachetny, słodki, starszy niż wino
  • Farbowana woda - czy wypada mieszać wino z wodą? Farbowana woda - czy wypada mieszać wino z wodą?
  • Co pić w Wigilię, czyli jak dobrać kulturalne procenty do świątecznych potraw? Co pić w Wigilię, czyli jak dobrać kulturalne procenty do świątecznych potraw?
Komentarze (12)
Zaloguj się
  • Oceniono 24 razy 4

    Dzisiaj do dorsza piłem białego Solarisa 2015 z winiarni Turnau. Rewelacja. Dobrze zbudowane, długie, kwasowość zrównoważona z odczuciem słodyczy, orzeźwiające, minimalnie musujące, owocowe z przewagą smaków cytrusowych. Fakt dosyć drogie (70 zł), ale polskie i znakomite.

  • berton2

    Oceniono 25 razy 3

    "Wysoka cena nie bierze się jednak znikąd i z pewnością nie wynika z chciwości polskich winiarzy. Założenie profesjonalnej winnicy i wybudowanie winiarni to bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Tu nikt niczego nie odziedziczył, za wszystko zapłacić musiało pierwsze pokolenie. Skala produkcji jest przy tym niewielka, a prowadzenie winiarskiego biznesu czasochłonne."
    Słabe usprawiedliwienie. W krajach z tradycjami winiarskimi nie wszyscy dziedziczą i często są pierwszym pokoleniem w tym biznesie. W polskich supermarketach ich zacne wina kosztują 20-40 pln. W ich kraju jeszcze mniej.
    40-100 pln za wino to jest właśnie chciwość. Zresztą w Polsce nie tylko w tym biznesie widoczna.

  • behemot.02

    0

    Próbowalem 2 razy, co prawda kupione w supermarkecie, ale białe wina za ok 40-50 zł, bardzo przeciętne to gruba przesada. Może istnieją takie wspaniałe o których w artykule, choć bardzo wątpię - może za 20 lat. Więcej nie będę próbował. Może jestem nieobiektywny, bo jestemmiłośnikiem czerwonych, a takich pijalnych w Polsce się nie produkuje.

  • Anna Jabłko

    0

    Przez długi czas uważałam, że polskie wina nie są warte uwagi. Wystarczy jednak wybrać się na degustację wina lub zwiedzić winnicę, by przekonać się, że nie mamy się czego wstydzić. Robimy naprawdę dobre wina. Przykładowo bon na degustację można nabyć m.in na Prezentokracja.pl

  • lech 3011

    Oceniono 14 razy 0

    Dziś szanujący się restaurator nie może nie mieć w karcie polskiego rieslinga czy pinota.

    w skrócie: może mieć

  • Luka A

    Oceniono 1 raz -1

    Czyli to jest taki biznes po polsku: drożej i gorzej, bo inaczej się nie da ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE