Praca ludzi, których łóżko od biurka dzieli zaledwie kilka metrów, wymaga samodyscypliny. To oczywiście banał, chcę jednak powiedzieć coś innego: dyscyplina ta nigdy nie byłaby możliwa, gdybyśmy nie wierzyli w to, że po drugiej stronie okna, w jakim wypatrujemy bon motów i puent, znajdują się czytelnicy, dla których nasze pisanie cokolwiek znaczy. To oni są lustrem, w którym chcemy się odbijać inteligentni, dowcipni i wiarygodni. To oni czynią nas lepszymi, nie pozwalając spocząć na laurach. Po trosze sobie ich stwarzamy na własny obraz i podobieństwo, lecz w pewnej mierze istnieją naprawdę, a czasem potrafią nas zaskoczyć – chociażby w sklepie z pończochami, gdzie dostajemy zniżkę, bo właścicielce spodobał się nasz artykuł o sauvignon blanc.

Pani też będzie degustować?

Jestem ogromnie wdzięczna "Kuchni", że dała mi możliwość, bym przez siedem lat, podczas których rynek wina w Polsce intensywnie się rozwijał, mogła pisać dla ludzi, co nie robią wokół wina jakichś specjalnych ceregieli, nie aspirują do miana koneserów, tylko po prostu lubią się dobrze napić. Choć to ostatnie zdanie w polskim kręgu kulturowym brzmi pewnie niezręcznie. Alkohol wciąż jest u nas stygmatyzowany, i to do tego stopnia, że większość lajfstajlowych magazynów boi się publikacji edukacyjnych tekstów o winie w obawie, iż zostanie posądzona przez PARPA o niedozwoloną reklamę napojów wyskokowych.

Redakcja "Kuchni" zawsze rozumiała, iż alkohol, podobnie jak jedzenie, jest istotną częścią cywilizacji. Działania zmierzające do jego wyrugowania, o czym dobrze wiemy z historii, kończą się fatalnie. Już starożytni Grecy mieli świadomość, że znacznie lepiej trzymać picie w ryzach i ujarzmiać je narracją, nadając mu kulturotwórczą siłę. Tylko jedno wybaczyć im trudno: na grecki sympozjon, który nie był niczym innym, jak zrytualizowanym piciem, poza heterami nie miały wstępu kobiety - im przyjemność delektowania się winem odebrano. Podejście to w pewnym sensie pokutuje do dziś.

Branża winiarska to wciąż domena mężczyzn. Niewiele jest kobiet piszących o winie, prawie nie ma sommelierek. W Portugalii, do której byłam zaproszona jako dziennikarka winiarska (jedyna kobieta wśród mężczyzn), raz po raz zadawano mi pytanie: - Pani też będzie degustować? W Polsce ciekawscy taksówkarze, którzy zdołają wypytać mnie o zawód, niemal zawsze muszą wyparować: - A co na to mąż?

Tymczasem w wielu krajach to przede wszystkim kobiety podejmują zakupowe decyzje dotyczące wina. Zwłaszcza w takich jak nasz, gdzie wino jest nabywane głównie w supermarketach. I to one, wbrew pozorom, są bardziej spragnione winiarskiej wiedzy niż mężczyźni. Kolejny powód, by być wdzięczną „Kuchni”, której publika jest w dużej mierze żeńska, bo dzięki jej łamom mogłam mówić również do kobiet.

Bez fermentu nie ma kultury

Siedem lat to ładna starotestamentowa liczba, która znaczy całą epokę. Po siedmiu latach pora na płodozmian. Dlatego dziękując Wam z całego serca, drodzy czytelnicy i czytelniczki, redaktorki i redaktorzy, pragnę pożegnać się z Wami na tych szpaltach i zaprosić Was na strony mojego nowego projektu. Wspólnie z Wojciechem Bońkowskim i Ewą Rybak założyliśmy "Ferment" - nowe pismo o winie.

Nowe nie tylko z tego powodu, że wcześniej go na rynku nie było, ale również dlatego, że chcemy przybliżać wino konsumentom w sposób, w jaki dotychczas żaden magazyn tego u nas nie robił. W centrum naszego zainteresowania nie znajdują się gleby, mikroklimaty czy technika winifikacji, lecz człowiek. Opowiadamy o winiarzach, importerach i restauratorach, którzy swoją pasją i wolą innowacji zmieniają oblicze gastrokultury. Tropimy interesujące historie, śledzimy obyczaje, prezentujemy gorące dyskusje, przedstawiamy winiarskie i kulinarne trendy. Publikujemy wywiady, wyraziste opinie oraz ciekawe debaty.

Chcemy, by "Ferment" - jak sama jego nazwa wskazuje - łączył wino nie tyle z obytym salonem, ile z twórczym wrzeniem. Z tym, co w nas spontaniczne, żywiołowe i prowadzące do istotnej kulturowej zmiany. My chcielibyśmy przyłożyć się do tej, która spowoduje, że wino w Polsce stanie się naturalnym elementem codzienności. W końcu nie ma innego rolniczego produktu, który byłby równie mocnym spoiwem wspólnoty. Dziękuję Wam bardzo i do usłyszenia!

Branża winiarska to wciąż domena mężczyzn. Niewiele jest kobiet piszących o winie, prawie nie ma sommelierek. A przecież w wielu krajach to kobiety decydują, które wino zostanie kupione.