Widywałam ją na fasadach kościołów tak odległych od hiszpańskiej Galicji jak Praga czy Warszawa. Tak przez wieki oznaczano kościoły, które przyjmowały pielgrzymów na nocleg i wypoczynek w drodze do grobu Świętego Jakuba w Santiago de Compostela. Pielgrzymki traktem Jakuba stały się popularne w średniowieczu. Co roku wędrował nim milion pielgrzymów i o Camino de Santiago powstał w XIV wieku pierwszy na świecie przewodnik turystyczny. Aymeric Picaud opisywał w nim drogi, karczmy, gospody, klasztory i dawał pielgrzymom mnóstwo użytecznych rad. Same muszle stały się zaś swoistymi dowodami sądowymi. Sądy bowiem czasem zastępowały kary za drobne wykroczenia odbyciem pielgrzymki do Composteli. Dowodem, że się ją odbyło, były muszle przegrzebków. Początkowo pielgrzymi, by je zdobyć, po wizycie u grobu św. Jakuba wędrowali dalej, aż do przylądka Finisterra, czyli na koniec świata. Wśród skał na plażach znajdowali gigantyczne małże. Smakowite przegrzebki piekli na ogniskach, a muszle zabierali na dowód odbytej pielgrzymki. Później kupcy zaczęli je przywozić do Santiago i sprzedawać. Tak powstała istniejąca do dziś Barrio de los Concheiros – uliczka muszlarzy.

Hiszpania, muszle św. Jakuba prowadzą pielgrzymów  do Santiago de CompostelaHiszpania, muszle św. Jakuba prowadzą pielgrzymów do Santiago de Compostela shutterstock

Droga zwykłych ludzi

W Santiago stragany z muszlami sąsiadują z tymi, na których sprzedaje się serki w kształcie... kobiecej piersi. Na pielgrzymkowym szlaku nie spodziewałam się kulinarnych atrakcji, a już szczególnie takich. Juan, którego spotkałam po drodze i który obiecał pokazać mi Santiago, niechybnie tę moją konsternację zauważył. Kiedy weszliśmy do katedry, przypomniał mi o serku. Stałam zauroczona dziełem mistrza Matteo, który w kamieniu wyczarował postaci apostołów i starotestamentowych proroków, tworząc Portyk Chwały prowadzący do kościoła, w którym spoczywają szczątki Świętego Jakuba. – Widzisz proroka Daniela – pokazywał Juan. – A naprzeciwko niego tę piękną dziewczynę. Kiedyś była jeszcze piękniejsza, bo mistrz Matteo obdarzył ją obfitym biustem. Jednak nadzorujący budowę duchowni orzekli, że taka postać w katedrze nie przystoi, i kazali grzeszne piersi spiłować.

Hiszpania, katedra w Santiago de CompostelaHiszpania, katedra w Santiago de Compostela shutterstock

– Mieszkańcom Composteli ten werdykt nie przypadł do gustu i na złość zaczęli produkować ser tetilla w kształcie kobiecej piersi – opowiadał Juan i pomyślałam, że szlak Świętego Jakuba w niczym nie przypomina naszych masowych pielgrzymek. Nie bez powodu nazwano go drogą zwykłych ludzi. Niegdyś przemierzali ją biedacy i królowie. Dziś wędrują nią ludzie z najdalszych zakątków świata. Spotykają się w schroniskach wieczorami. – Wczoraj śpiewaliśmy „Yellow Submarine”. W naszej sali byli pielgrzymi z czterech kontynentów i dziesięciu krajów. Okazało się, że to jedyna piosenka, którą potrafiliśmy wspólnie zaśpiewać. Każdy w swoim języku – opowiadała mi Carmen z Kadyksu, a jej mąż Michał Anioł wręczył mi wizytówkę, na której zamiast jego profesji było wydrukowane po prostu: homo sapiens. Peter, katolik z Hamburga, i Johann, katolik z Australii, poznali się w internecie. Obaj łazili po górach, czytali książki, które już dawno wyszły z mody, i chcieli przeżyć coś więcej niż tylko wakacje. Wymyślili Camino de Santiago. Wszyscy są zgodni. Tu z ludźmi dzieje się coś, o czym na co dzień zapominamy. Można liczyć na innych, rozmawiać z nimi o tym, co naprawdę ważne. I po prostu cieszyć się życiem, jego pięknem i prostotą zarazem. Droga zwykłych ludzi.

Hiszpania, ośmiornice tnie się na kawałki nożycamiHiszpania, ośmiornice tnie się na kawałki nożycami shutterstock

Święty Graal

Kunszt i prostota – to o nich myślałam, pałaszując biało-fioletowe krążki upstrzone ognistym szlakiem kajeńskiego pieprzu, ozdobione złocistym obłokiem oliwy. Kruche, rozpływające się w ustach. Pulpo de gallega, czyli ośmiornica po galicyjsku. W wielkim namiocie jadłam ją wprost z deski. Do O’Cebreiro trafiłam w dniu patronki miasteczka. Stragany kipiały różnobarwnymi owocami i białymi jak śnieg serkami – tym razem w kształcie grzybka, bo z nich słynie miasteczko. W skwierczącej oliwie smażyły się małe zielone papryczki – pimientos de Padron. W porcji trafia się jedna albo kilka piekielnie ostrych. Podaje się je posypane grubą morską solą. Podobnie jak ośmiornice, które gotuje się w gigantycznych miedzianych kotłach. To właśnie miedź i morska sól nadają ośmiornicy niezwykłą kruchość. Długie macki kucharka wyciągała z kotła i nożyczkami przypominającymi te krawieckie cięła w cienkie plasterki. Na deskach układała biało-fioletowe stosiki. Szczypta ostrej papryki, kilka kropel oliwy i gotowe. Po sąsiedzku kusił grill z kawałkami mięsa i kiełbaskami. Magiczny Graal obfitości. Z oddali dobiegał dźwięk kościelnych dzwonów. W swoim przewodniku opisywał je Picaud – wskazywały pielgrzymom drogę w gęstej mgle, która często spowija położone ponad 1000 metrów nad poziomem morza O’Cebreiro. Będący celem pielgrzymów kościół stał się słynny dwa wieki po śmierci Picauda. Historia galicyjskiego Świętego Graala zainspirowała Ryszarda Wagnera do napisania misterium „Parsifal”.

Według legendy pewnego dnia biedny wieśniak przyszedł na mszę do O’Cebreiro. Odprawiający mszę mnich w duchu drwił z biedaka. Kiedy nadeszła chwila podniesienia, hostia przemieniła się w ciało Chrystusa, a wino w jego krew. Relikwie do dziś przechowywane są w małej kapliczce w relikwiarzu ufundowanym przez Izabelę i Ferdynanda, katolickich królów Hiszpanii, którzy w 1486 roku odbyli pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Dekadę później pokonali Maurów i odzyskali władzę nad całą Hiszpanią.

Pole gwiazd

O’Cebreiro od Santiago dzieli 151 kilometrów. Żeby otrzymać certyfikat pielgrzyma, trzeba przewędrować przynajmniej 100 kilometrów. Biuro pielgrzymkowe w Santiago wydaje ponad 100 certyfikatów dziennie. Nic więc dziwnego, że restauratorzy zrezygnowali ze zwyczaju obowiązującego w czasach katolickich monarchów, kiedy to pielgrzym mógł jeść i pić do woli, nie płacąc ani grosza. Tradycję podtrzymuje tylko Parador przy Plaza del Obradoiro mieszczący się w dawnym szpitalu dla pielgrzymów ufundowanym przez Izabelę i Ferdynanda. Każdego poranka pierwszych dziesięciu pielgrzymów, którzy zapukają do drzwi i pokażą certyfikat odbytej pielgrzymki, otrzymuje całodzienny wikt – gratis oczywiście.

Hiszpania, O'Ceberio - przystanek na trasie pielgrzymek  Hiszpania, O'Ceberio - przystanek na trasie pielgrzymek   shutterstock



Santiago nie ma w sobie nic z ascezy. Uliczki miasta kipią kolorami i zapachami. W witrynach sklepów pysznią się w wielkich akwariach langusty, małże i krewetki. Tylko w niektórych znaleźć można pąkle, czyli percebes – skorupiaki przypominające kurze łapki, drogie i wykwintne. A wszędzie przegrzebki. Receptur ich przygotowania są dziesiątki. Z serem albo bez, z grzybami albo z ziemniakami, czasem posypane tartą bułką. Zawsze zapiekane w muszelkach. Miękkie i kruche zarazem, pachnące oceanem.

Hiszpania,  okolice SantiagoHiszpania, okolice Santiago shutterstock

Pobliskie wybrzeże Rías Baixas jest światową mekką smakoszy owoców morza. Ostrygi, krewetki i małże z tamtejszych plantacji trafiają na najwykwintniejsze stoły. Według legendy do ujścia jednej z tutejszych rzek właśnie zawinęła łódź ze szczątkami Świętego Jakuba apostoła. Jego uczniowie ponieśli je na wzgórze, nad którym gwiazdy świeciły najjaśniej, i tam pogrzebali. Campus stellae, czyli Gwiezdne Pole – Compostela. W miejscu, gdzie ponoć przybiła łódź, powstały klasztor i miasteczko Padrón. W tym klasztorze zasadzono prawdopodobnie pierwsze w Europie sadzonki papryki. Przywiózł je Krzysztof Kolumb, którego wyprawę na podbój nowych lądów i smaków sfinansowali Izabela i Ferdynand po zwycięstwie nad Maurami.