Tłum gromadzi się przy rzeźbie Muzykantów z Bremy – symbolu miasta wywodzącego się z baśni braci Grimm. Wszyscy chcą dotknąć kopytka osła dźwigającego psa, kota i koguta. Miejscowi trochę się z tego śmieją – No przecież życzenia spełniają się tylko wtedy, gdy się dotknie obu kopytek jednocześnie!

Brema - rzeźba Muzykantów z BremyBrema - rzeźba Muzykantów z Bremy Ewa Wagner

W bajce to właśnie Brema była celem podróży odrzucanych przez ludzi dzielnych zwierzaków, za co potem wzięły odwet. Ich współczesna rzeźba znajduje się przy ratuszu, tuż obok którego jest restauracja Ratskeller. Zamawiam w niej lokalny specjał – młode śledzie. Delikatne w smaku, jędrne, najlepsze, jakich próbowałam podczas kilkudniowej wizyty w okolicach Bremy. To z pewnością sztandarowe danie północnych Niemiec.

Brema, restauracja Bremer Ratskeller, młode śledzieBrema, restauracja Bremer Ratskeller, młode śledzie Ewa Wagner

Nie wszędzie robią je dobrze, bo niektórzy zabijają ich delikatny smak słodko-kwaśnymi sosami. Te z Ratskeller są wyśmienite. Sama restauracja jest dużym pomieszczeniem, w którym oprócz mnóstwa stołów znajdują się wielkie, zdobne beczki pamiętające najlepsze czasy dalekomorskiego handlu. Majątek przeliczano wtedy na litry zgromadzonego w nich wina, od tego właśnie pochodzi określenie flüssig sein, oznaczające dziś płynność finansową.
Fani trunku Bachusa powinni też zajrzeć do ratusza. Mogą tam zwiedzić z przewodnikiem sześćsetletnią piwnicę. Zobaczą w niej największe na świecie stare i nowe zbiory niemieckich win, w tym skarbiec, w którym znajdują się najcenniejsze butelki.
Władze Bremy urzędują na wyższych piętrach budynku w okazałych zabytkowych salach z secesyjnym wystrojem. Zwiedzając je i słuchając barwnej opowieści przewodniczki, wyobrażam sobie odbywające się tu przed wiekami targi i dyskusje miejscowych możnowładców walczących o wolność z biskupami i ze Szwedami.
Ów wzniesiony w XV wieku gotycki ratusz z misternie zdobioną fasadą w stylu renesansu wezerskiego (od Wezery, rzeki płynącej przez miasto) znajduje się na Bremer Marktplatz, w sercu starówki. Wokół inni świadkowie historii: romańska katedra św. Piotra z XIII w. i posąg Rolanda [rozsławionego przez francuski epos rycerski „Pieśń o Rolandzie”], tak jak ratusz wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO – opowiadają o dawnym bogactwie tego wolnego hanzeatyckiego miasta i krwawych wojnach.
Rozglądając się wokół placu, dostrzegam Chocolatier Hachez – sklep z miejscowymi wyrobami czekoladowymi. Nie mogę sobie odmówić przyjemności i oczywiście kupuję w nim kilka pysznych pamiątek z Bremy. Tradycja firmy sięga końca XIX wieku, kiedy to Joseph E. Hachez sprowadził do miasta z południowej Afryki szlachetne gatunki kakao i rozpoczął produkcję wysokiej jakości czekolady. Firma cały czas pozostaje w rękach rodziny Hachez. 

Brema, uliczki w dzielnicy SchnoorBrema, uliczki w dzielnicy Schnoor Ewa Wagner

Schnoor i małe piwo

Wąskie przejście z placu prowadzi do Schnoor – najstarszej części Bremy, której początki sięgają XIII wieku. Sznurkowa nazwa tej części miasta (Schnoor – z niem. sznur, lina) odnosi się do jej początków, mieszkali tu bowiem rybacy i rzemieślnicy, m.in. powroźnicy wytwarzający okrętowe liny. Na 110-metrowej Böttcherstrasse (nazwa pochodzi od słowa Böttcher – bednarz) zobaczymy budynki z czerwonej cegły z ozdobnymi fasadami w stylu art deco oraz ceglanego ekspresjonizmu z okresu międzywojennego. Wzniesiono je dzięki Ludwigowi Roseliusowi, wywodzącemu się z zamożnej rodziny importerów kawy, według koncepcji Bernharda Hoetgera, przedstawiciela Entartete Kunst – potępianej przez faszystów sztuki wynaturzonej, co sugeruje już sama nomenklatura.

Brema, SchnoorBrema, Schnoor Ewa Wagner


Dalej znajdują się kamienice w kratkę (fachowo zwane szachulcowymi) z XV i XVI w. Mieszczą się w nich galerie, muzea, a także sklepy, kawiarnie i restauracje. Łasuchom polecam odwiedzenie sklepu Bremer Bonbon Manufaktur z ręcznie wyrabianymi cukierkami. Warto też usiąść w jednej z kawiarni, gdzie podają kawę z miejscowej palarni. Palarnia ta została otwarta w Bremie w 1673 roku jako pierwsza w tym rejonie. Miastu temu, a właściwie wspomnianemu już Ludwigowi Roseliusowi zawdzięczamy także powstanie kawy bezkofeinowej – zainicjował on pracę nad składem kawy po tym, jak lekarze połączyli kłopoty zdrowotne jego ojca z piciem małej czarnej.
Stare miasto otacza kanał połączony z Wezerą. U jej brzegów cumują statki wycieczkowe, tuż przy promenadzie Schlachte. Mnóstwo tu kawiarni z kojącym widokiem na rzekę oraz straganów ze... wszystkim. Mieszkańcy Bremy lubią spędzać tu wolny czas.

Brema, promenada SchlachteBrema, promenada Schlachte Ewa Wagner


Naprzeciwko, na drugim brzegu Wezery, warto zajrzeć do Weserburga – uznanego muzeum sztuki nowoczesnej, jednego z największych w Niemczech. A kto przedkłada przyjemności dla ciała nad te dla ducha, kilkaset metrów dalej znajdzie wielki browar Beck’s. Można go zwiedzać, słuchając przewodnika (mówiącego po niemiecku lub angielsku), który wśród browarniczych urządzeń z dawnych lat opowiada skróconą historię piwowarstwa oraz tego największego i chyba najbardziej rozpoznawalnego na świecie niemieckiego browaru. Wycieczka kończy się bardzo przyjemnym punktem programu – degustacją różnych gatunków Beck’sa oraz Haake-Becka.

Brema, centrumBrema, centrum Ewa Wagner

Brema, restauracja Beck'sBrema, restauracja Beck's Ewa Wagner

Brema, browar Beck'sBrema, browar Beck's Ewa Wagner



Grünkohl mit Pinkel

Smakosze ucieszą się z pewnością z możliwości zjedzenia ostryg. W Bremie znają się na rzeczy i wszędzie, gdzie ich próbowałam, smakowały bardzo dobrze.

Brema, restauracja Alto, ostrygiBrema, restauracja Alto, ostrygi Ewa Wagner


Grün- lub Braunkohl mit Pinkel, Labskaus, Knipp – jeśli w jakiejś knajpce bremeńskiej natraficie na potrawy o tych nazwach, spróbujcie ich. Choć raz. Są ściśle regionalne i raczej nie spotkacie ich w innych częściach Niemiec. Grünkohl mit Pinkel to po prostu jarmuż z kiełbasą zrobioną z mięsa i kaszy owsianej. Labskaus jest jeszcze bardziej treściwy – składa się z mielonej wołowiny oraz m.in. ziemniaków i buraków. Knipp to głównie mielona wieprzowina i kasza owsiana. Potrawy przypominają te z polskiej kuchni chłopskiej.
To nie jedyne dania, których warto spróbować, żeby zdobyć nowe kulinarne doświadczenia. Poza wspomnianymi śledziami najbardziej smakowały mi północnomorskie kraby. Przyrządza się je na rozmaite sposoby. Są pieczone, podsmażane, z sosem i bez niego. Mnie przypadła do gustu zwykła buła wypełniona po brzegi świeżymi krabami (nawet nie wzięłam obowiązkowego dodatku – sosu majonezowego).

Wesermarsch, buła z krabamiWesermarsch, buła z krabami Ewa Wagner

Wspaniały smak morza! Zjadłam to cudo na wale przeciwpowodziowym nad brzegiem Morza Północnego, jakieś 40 km na północ od Bremy. Bułki z krabami sprzedawane są wprost z budki na kółkach oferującej również śledzie w najróżniejszych marynatach.

Owce przeciwpowodziowe

Owce pasące się na wałach w ujściu Wezery to powszechny widok. Trzynaście tysięcy matek z ponad dwudziestoma tysiącami jagniąt wypełnia tu szczególną misję – skubią trawę i udeptują wały, przy tym je wzmacniając. Wesermarsch – powiat leżący na północ od Bremy – jest terenem zalewowym. Wezera od zawsze pustoszyła ten rejon, dlatego brzegi rzeki wymagają stałej ochrony. Wielu mieszkańców powiatu Wesermarsch zajmuje się hodowlą owiec i dokłada się finansowo od wzmacniania wałów.

Wesermarsch, owcaWesermarsch, owca Ewa Wagner

Tak jak rodzina Plumer opiekująca się od 1980 roku w okolicy Deichschäferei Feldhausen 300 metrami wału, na których obecnie wypasa 500 owieczek z potomstwem. Wiele osób wpada do Plumerów podczas wycieczek rowerowych, by posłuchać, na czym polega ich praca. Turyści mogą też na chwilę zatrzymać się przy ich chatce Melkhus na szklankę świeżego mleka. Rowerzyści, zwykle rodziny z dziećmi, po prostu sami biorą ser lub mleko, zostawiając kilka euro, i jadą dalej.

Wesermarsch, MelkhusWesermarsch, Melkhus Ewa Wagner

Wesermarsch, Melkhus przy ścieżce rowerowejWesermarsch, Melkhus przy ścieżce rowerowej E


Owce pasą się także przy porcie Absersiel w Rodenkirchen, gdzie wsiadam na „Hanni” – replikę dziewiętnastowiecznej drewnianej łodzi żaglowej, zwanej Dielenschiff lub Butterschiff. Krótki rejs po Wezerze, miejscowa trakcja turystyczna, skutecznie pobudza apetyt. Jadę więc do Bremerhaven, miasta nad Morzem Północnym. W restauracji Natusch w Bremerhaven już trzecie pokolenie rodziny Natusch zaprasza na świeże ryby i owoce morza. Podają świetnego śledzia (oczywiście!) i wiele innych morskich ryb oraz owoce morza. Decyduję się na bouillabaisse, francuską zupę rybną, oraz deser Rote Grütze w stylu bremeńskim.

Bremerhaven, restauracja NatuschBremerhaven, restauracja Natusch Ewa Wagner

Tradycyjnie, jak w całych Niemczech, są to owoce leśne, ale podane z kleksem śmietany o smaku waniliowym. I to dobry wybór. Restauracja jest wymieniana i chwalona w wielu uznanych przewodnikach kulinarnych. Warto tu zajrzeć także ze względu na wystrój. Maszt, żagle, liny, koło sterowe, a nawet część kadłuba to pozostałości jachtu gwiazdora z lat 30. i 40. XX wieku Errola Flynna.

11 milionów paluszków rybnych dziennie

Restauracja rodziny Natusch znajduje się blisko portu rybackiego, który jest wielką morską fabryką. Swoją siedzibę mają tu znane także w Polsce firmy, takie jak Nordsee, Captain Iglo czy Frosta, przetwarzające gigantyczne ilości ryb i owoców morza. Dość wspomnieć, że w samej Froście co dzień produkuje się miliony wysyłanych na cały świat mrożonych paluszków rybnych w panierkach dobranych do gustów ich odbiorców. Bremerhaven to czwarty co do wielkości port w Europie. Znajduje się tu również Morski Instytut Naukowy Alfred-Wegener-Institut, a wykorzystywana przez niego imponująca morska jednostka badawcza cumuje w porcie akurat, gdy tu jestem. Przy porcie kilka lat temu wybudowano centrum turystyczne – zajrzyjcie koniecznie i tu. Świetne sklepy kuszą doskonałymi rybami i owocami morza najwyższej jakości, a ceny są niższe niż np. w niedalekim Hamburgu.

Bremerhaven, świeże ryby w centrum handlowym przy porcie rybackimBremerhaven, świeże ryby w centrum handlowym przy porcie rybackim Ewa Wagner


A w centrum Bremerhaven także jest kilka miejsc, które warto zobaczyć, na przykład Deutsches Auswandererhaus – centrum poświęcone migracji siedmiu milionów Europejczyków, którzy w latach 1830-1974 z portu Bremerhaven ruszali za ocean.
Jeśli zwiedzacie to miasto z dziećmi, koniecznie poświęćcie dzień na wizytę w Klimahaus Bremerhaven 8° Ost – to świetna wyprawa przez pięć kontynentów, podczas której poczujecie różnice klimatyczne (dosłownie), zwiedzicie upalne pustynie, tropikalne lasy i mrożące oddech bieguny. Spotkacie ludzi, którzy tam mieszkają, i zobaczycie, czym się na co dzień zajmują.
Bremerhaven prezentuje się bardzo nowocześnie – wielkie porty, przestronna i nowoczesna promenada, stalowoszare biurowce w centrum. Dookoła miasta sielskie klimaty sprzyjające rodzinnemu wypoczynkowi. Kiedy byłam w Bremie i Bremerhaven, które tworzą razem najmniejsze państwo związkowe Niemiec, zorientowałam się, że istnieje rywalizacja między nimi a Hamburgiem (tak jak u nas kiedyś między Toruniem a Bydgoszczą) objawiająca się wieczną dyskusją: gdzie jest większy port, gdzie warzy się lepsze piwo czy lepiej gra w futbol. To prawda – Hamburg robi wrażenie (o czym przy innej okazji), ale dwa siostrzane miasta połączone Wezerą mają swój własny niezaprzeczalny urok. 

Bremerhaven, Klimahaus po prawejBremerhaven, Klimahaus po prawej Ewa Wagner

Informacje praktyczne

Jak dotrzeć: nie ma bezpośredniego lotu z Warszawy, można polecieć do Hamburga (od 700 zł), potem S-Bahnem na dworzec główny i pociągiem do Bremy (w sumie godzina na dojazd); bezpośrednie połączenie autokarowe (ok. 200 zł); samochodem to trasa ok. 1000 km – jedziemy na Berlin autostradą A2, potem na Hanower i Bremę.

Gdzie mieszkać:  wybór bardzo duży, hotele w centrum kosztują od 200 zł na noc; hostele od 100 zł; agroturystyka w Wesermarsch: domy od 200 zł.

Gdzie jeść: w Bremie dużo tanich knajpek jest na Birkenstrasse i na starówce – w Ratskeller młode śledzie ok. 10 euro, w knajpce Beck’s w Schnoor – 13 euro, w restauracji Alto – 14 euro; w Bremerhaven, np. restauracja Natusch, dania od 12 euro; w nadmorskiej budce ryby i owoce morza po kilka euro.

Co przywieźć z podróży: kawę z miejscowej palarni, czekoladki Hachez, wyroby z owczej wełny; piwa rzemieślnicze.