Restauracja w winiarni AsconiRestauracja w winiarni Asconi Monika Jankowska-Kapica

Mołdawianie są pogodni, życzliwi i niezwykle serdeczni. – Nasza gościnność rozwijała się dzięki przebiegającym przez ten teren starożytnym szlakom handlowym łączącym Europę i Azję. Jej symbolem są wciąż budowane wzdłuż dróg studnie, przy których podróżni mogą się odświeżyć i ugasić pragnienie – mówi Elana Balatel, moja opiekunka z Mołdawskiego Centrum Informacji Turystycznej.

W każdym kultywującym tradycję domu znajduje się Casa Mare. – To specjalny pokój, w którym goście częstowani są domowym winem i posiłkiem – wyjaśnia Elana.
Podczas wyprawy po Mołdawii nie spotykam się z kojarzoną z tymi stronami sowiecką mentalnością. Wręcz przeciwnie. Mieszkańcy najbiedniejszego kraju w Europie odżegnują się od radzieckiej historii, podkreślając własną tożsamość: historyczną, kulturalną czy kulinarną.

Tradycyjna chata w ButuceniTradycyjna chata w Butuceni Monika Jankowska-Kapica

Mołdawia - autentycznie, choć na pokaz

Wizyta w żadnej ze stołecznych restauracji w Kiszyniowie nie dostarcza mi tylu kulinarnych wzruszeń co odkrywanie prostych, tradycyjnych smaków prowincji. Ich bastionem są agroturystyczne domy gościnne, w których zatrzymał się czas.
Podróżuję z niewielką grupą ludzi z wielkim apetytem. Pierwszego dnia odwiedzamy Casa Parinteasca we wsi Palanca, 80 km na północny zachód od Kiszyniowa. Z turystycznego folderu dowiaduję się, że dom stanowi centrum rzemiosła ludowego. No i zmylił mnie oficjalny wymiar tej informacji, bo spodziewam się cepelii, a tymczasem odnajduję w Palance nie tylko sielskie ludowe klimaty, ale i autentyzm poparty niezwykłą historią tego miejsca. 

Mołdawia, mali muzykanci w Casa ParinteascaMołdawia, mali muzykanci w Casa Parinteasca Monika Jankowska-Kapica

W progu starej chaty zbudowanej ze słomy i gliny wita nas Tatiana Popa. Przed wojną domostwo należało do jej rodziców (Casa Parinteasca to po mołdawsku Dom Rodziców), ale w 1945 r. przejęła je władza radziecka, rozlokowało się w nim NKWD, a rodzinę wysiedlono. Dopiero w 2000 r. naszej gospodyni udało się odzyskać rodzinną własność i wrócić na swoje. Włożyła mnóstwo serca i pracy w to, by obiekt przypominał ten sprzed kilkudziesięciu lat. I tak powstało centrum lokalnej kultury i mołdawskiej tożsamości, z bielonymi ścianami i brązowymi okiennicami. Choć częstszym widokiem na mołdawskiej wsi są zielone. – Przed wejściem do domu dotknijcie wianka z ziół wiszącego we framudze – instruuje nas Tatiana Popa, zapraszając do środka. – Dzięki temu wyrzucicie z siebie złe duchy i złe myśli.

Z czystym już sercem podziwiam zgromadzone wewnątrz drewniane skrzynie, koronkowe firanki i obrusy, haftowane kolorowe narzuty, serwety, poszewki na poduszki i stroje ludowe. Wszystko to rękodzieło pani Tatiany i jej krewniaczek. Mój wzrok przykuwają ręcznie tkane dywany, którymi obwieszone są ściany. Przędza na nie farbowana jest naturalnymi barwnikami, a zdobią je motywy kwiatów, winorośli, kropel wody i drzewa życia. Okazuje się, że wzbudziły nie tylko mój zachwyt. Stały się także inspiracją dla renomowanych projektantów w Europie, m.in. Isabell de Hillerin czy domu mody Chanel, który wysłał do Casa Parinteasca swoich zwiadowców.

Mołdawia, dywan w ośrodku rękodzieła w Cli?ova NouaMołdawia, dywan w ośrodku rękodzieła w Cli?ova Noua Monika Jankowska-Kapica

Dywany mają zimą chronić ściany domów przed chłodem, a latem izolować od upałów. Odgrywają jeszcze jedną rolę – to najcenniejszy posag panny młodej w Mołdawii, który ma przynosić jej rodzinie szczęście i dobrobyt. Przekazywane z pokolenia na pokolenie mołdawskie techniki tkackie pod koniec 2016 roku wpisano na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Ich najbardziej okazały zbiór widziałam w ośrodku rękodzieła w Cli?ova Noua. Wieś leży poza głównymi szlakami turystycznymi, ale jeśli jesteście zainteresowani tkactwem, warto się tam wybrać.

Czas na ucztę. W pięknych okolicznościach przyrody – za płotem widok na wspaniałą małą świątynię z XVIII w. zbudowaną z drewna modrzewiowego, a wokół domu ogród kwiatowo-ziołowy oraz sad słynący m.in. z czereśni i ze śliwek. Tutejsze gospodynie robią z nich świetne powidła, dżemy, nalewki i destylaty. Z ziół i kwiatów natomiast – kojące wątrobę napary, np. z szałwii i melisy.

Jest czerwiec, Mołdawianie obchodzą akurat prawosławny Post Piotrowy, który kończy się w przeddzień święta Piotra i Pawła. Nasza biesiada jest zatem bezmięsna. Na drewnianym stole pod wiatą najpierw pojawia się zupa warzywna. Smaczna, wyrazista, ale niczym niezaskakująca. Kucharki podają jednak do niej kilka talerzy przepysznych, ciepłych jeszcze drożdżowych bułeczek zatopionych w intensywnie pachnącym sosie z masła i czosnku. Wypiekane są w piecu opalanym drewnem, w okrągłych formach, w każdej po siedem sztuk, jedna przy drugiej. Zwą się cudnie – bałabuszki. Okraszają moje palce tłuszczem i kradną mi serce. Ich smak już zawsze będzie moim pierwszym mołdawskim skojarzeniem kulinarnym.

Mołdawia, placintaMołdawia, placinta Monika Jankowska-Kapica

Przysmaki narodowe Mołdawii

A są przecież potrawy bardziej reprezentatywne dla Mołdawii. Tych najpopularniejszych próbuję również w Palance, ale częstują mnie nimi gospodarze większości pensjonatów. Przede wszystkim mam na myśli placintę. To też drożdżowy wypiek, ale w strukturze warstwowy, przypominający ciasto półfrancuskie lub filo. O jego charakterze decyduje nadzienie: z białym owczym serem, z kapustą, z ziemniakami i cebulą lub na słodko z owocami, np. z wiśniami, jabłkami czy słodką dynią, czasem z czekoladą. Ciasto wraz z farszem zawija się w rulon, a ten z kolei skręca na kształt ślimaka i piecze w piecu chlebowym. Rulony można także układać wzdłuż, obok siebie, w prostokątnej formie.

Mołdawia, sarmaleMołdawia, sarmale Monika Jankowska-Kapica

Drugim mołdawskim hitem są sarmale, czyli gołąbki w liściach winogron przypominające turecką dolmę czy greckie dolmades. Farsz z ryżu, marchewki, cebuli i koperku, duszonych w bulionie, podobnie jak risotto, można też zawijać w liście kapusty. Tej sztuki uczę się w innym gospodarstwie – Casa Verde w wiosce Trebujeni. To nic trudnego. Ważne, aby liście winogron czy kapusty sparzyć wrzątkiem, a gołąbki z farszem poddusić na oleju i bulionie. Na dnie garnka należy też ułożyć trochę liści, aby sarmale się nie przypaliły.

Mołdawia, varzariMołdawia, varzari Monika Jankowska-Kapica

W Casa Karaman we wsi Tarnauca zdobywam inną kulinarną sprawność. Pod czujnym okiem tutejszej gospodyni przygotowuję varzari, czyli ciastka z wiśniami lub czereśniami. Robi się je z ciasta drożdżowego przypominającego ciasto na pizzę – zwartego i mało słodkiego. Słodyczy za to nie brakuje w owocowym farszu, no i gotowe ciastka obficie obsypuje się cukrem pudrem. Pycha!

Babcia właścicielki ponad 100-letniego domostwa w Tarnauce była mistrzynią cukiernictwa. – A ja kontynuuję tradycję, organizując warsztaty z wypieku chleba i słodkości – mówi gospodyni.

Mołdawia, barszcz zwany u nas ukraińskimMołdawia, barszcz zwany u nas ukraińskim Monika Jankowska-Kapica

Podczas gdy varzari rumienią się w piecu, roznosząc dookoła obłędny zapach, właścicielka zaprasza do posiłku na świeżym powietrzu. Wprost z gara nalewa do talerzy barszcz z warzywami, czyli po naszemu ukraiński. – Ale to najchętniej jedzona w Mołdawii zupa, zwłaszcza latem, gdy są młode warzywa. Często gotuję ją na zewnątrz, w mojej letniej kuchni – wyjaśnia gospodyni. – Inne nasze ulubione zupy to rosół z papryką oraz zeama z kurczakiem i makaronem zaprawiana kwasem chlebowym.

– Jeśli po obiedzie zostaje trochę zupy, to dojadana jest następnego dnia na śniadanie. Na wsi to częsty obyczaj, nie czekają z tym do kolejnego obiadu – dodaje Elana Balatel.
Na drugie danie zjadam mititei, formowane na kształt kiełbasek grillowane kotleciki przygotowywane z mięsa wołowego, wieprzowego lub wołowo-wieprzowego. Przywędrowały z Rumunii, a w smaku przypominają mi nieco bałkańskie cevapcići. Do tego ziemniaki z koperkiem i dovlecei, czyli talarki cukinii z serem i pomidorem smażone w panierce z jajka i mąki. – My w ogóle jemy dużo cukinii. Oprócz dovlecei, także duszoną z cebulą, na surowo w sałatkach, robi się z niej też pikle – opowiada Elana.

Mołdawia, obróbka papryki na przetworyMołdawia, obróbka papryki na przetwory Monika Jankowska-Kapica

Moim faworytem wśród przetworów są kiszone zielone pomidory doprawiane ostrą papryką. – Świetnie leczą kaca – śmieje się Elana.
Nasycona posiłkiem zwiedzam domostwo. Tu i ówdzie wisi suszona kukurydza. – To dla ptaków. Taki mamy zwyczaj, jesienią pojawiają się suszone winogrona i grzyby – mówi gospodyni.

Nad Dniestrem

Jej dom od października 2017 r. pełni rolę Muzeum Tradycji Mołdawskiej Mniejszości Naddniestrza. Tarnauca leży bowiem na terenie Republiki Naddniestrzańskiej. Kiedy rozpadał się Kraj Rad, Mołdawianie zamieszkujący tereny na lewym brzegu Dniestru opowiedzieli się za pozostaniem w ZSRR, a po jego rozpadzie ogłosili niepodległość. Przez świat Republika Naddniestrzańska nie jest uznawana za państwo, traktowana jest jako autonomiczna republika Mołdawii.
Wyprawa do jej stolicy Tyraspolu dostarcza niecodziennych wrażeń. Zakaz fotografowania z bliska budynków administracji, pomniki Lenina, powiewające naddniestrzańskie flagi z sierpem i młotem oraz putinowskie czołgi w pogotowiu, bo stacjonująca tu od 1990 r. armia rosyjska jest gwarantem istnienia republiki – to wszystko sprawia, że czuję się jak w sowieckim skansenie. To podróż do przeszłości dla tych, którzy tak jak ja pamiętają czasy demoludów.

W bardziej zmysłowym wymiarze obcuję z Dniestrem podczas wizyty w Meser Faur we wsi Cioburciu, domu gościnnym z winnicą położoną nad samą rzeką. Gospodarze częstują mnie świeżutką rybą. Przyrządzona jest w prosty sposób: obtoczonego w mące dzwonka usmażono na oleju, ale białe, soczyste i jędrne mięso ryby nie potrzebuje niczego więcej. Na zagryzkę wystarczą ogórki i pomidory prosto z ogrodu. I mamałyga, czyli ugotowana na gęsto kaszka z mąki kukurydzianej, którą gospodarz dzieli na porcje za pomocą natłuszczonej nitki (niektórzy używają też dratwy). Mdła nieco mamałyga, kojarzona z ubóstwem, podawana jest zwykle z doprawionym na ostro mięsem, owczą bryndzą, grzybami, skwarkami albo pastą tocana z pomidorów, papryki i czosnku. W innym wariancie również z dodatkiem bakłażanów i marchewki. W niektórych domach mamałygę jada się na słodko, z konfiturami, syropem, bitą śmietaną, masą orzechową albo czekoladą.

Mołdawia, piwnice winiarni AsconiMołdawia, piwnice winiarni Asconi Monika Jankowska-Kapica

Kraina winem płynąca

Jednym z fundamentów mołdawskiej tożsamości narodowej jest miłość do wina. Kiść winogron, beczka i bukłak to symbole tutejszego ludu. Archeolodzy dokopali się do znalezisk, które świadczą o tym, że winne trunki pije się tu już od 2300 lat. Mołdawianie, podobnie jak Francuzi, spożywają ich sporo, głównie do posiłków. Wino to nie tylko styl życia, ale i podstawa mołdawskiej gospodarki. Rocznie produkuje się go tu 1,3 miliona hektolitrów, a eksportuje 67 milionów butelek do 50 krajów. Nic dziwnego, że w przemyśle winiarskim pracuje 15 procent mieszkańców Mołdawii.
Zbliża się okazja, by mołdawskich trunków spróbować. 6 i 7 października obchodzone jest w Kiszyniowie coroczne Narodowe Święto Wina. Podczas festynu na największym placu stolicy swoje stoiska rozstawi około pięćdziesięciu winnych producentów. Bilet upoważnia do degustacji ponad 20 trunków w rytm muzyki na żywo. Jeśli nie uda wam się zaplanować wyjazdu w tym terminie, nic straconego. Mołdawskimi winami można się raczyć przez cały rok. Mniejsze i większe winnice z uprawami różnych winorośli rozsiane są po całym kraju.

Mołdawia, piwnice PurcariMołdawia, piwnice Purcari Monika Jankowska-Kapica

Ja swą winną przygodę zaczynam od legendarnej winiarni Cricova położonej 15 km od Kiszyniowa. To w zasadzie miasteczko zlokalizowane 100 m pod ziemią liczące 84 ha piwnic i 120 km korytarzy. Państwowe przedsiębiorstwo wybudowali Sowieci w 1952 r. w wyrobisku po wapiennym kamieniołomie. Po odzyskaniu niepodległości przez Mołdawię zakład pozostał w rękach państwa i stał się atrakcją turystyczną chętnie odwiedzaną przez zagranicznych notabli.

Dumą winiarni jest imponująca Narodowa Kolekcja Win Oenotheque licząca ponad milion eksponatów, w tym trunki nazisty Hermanna Göringa z blisko stuletnimi mozelskimi rieslingami na czele. Prywatne zbiory win z Cricovej podarowane przez mołdawskich oficjeli przechowują tu m.in. Angela Merkel, Władimir Putin, a także Donald Tusk. One również są udostępnione zwiedzającym.
No, ale Cricova jest nie tylko gigantyczną przechowalnią wina. To przede wszystkim fabryka znana głównie z wina musującego produkowanego tą samą metodą co szampan. Dziennie powstaje tu 4-6 tysięcy butelek z bąbelkami. Oprócz tego wytwarzane są wina z endemicznych szczepów feteasca alba, feteasca neagra, rara neagra i viorica. Sale do ich degustacji urządzone są w iście bizantyjskim stylu (swe 50. urodziny obchodził w nich Putin).

Przewodnicy częstują nie tylko winem, ale i anegdotami. Do najsłynniejszych należy ta o kosmonaucie Juriju Gagarinie, który odwiedził winiarnię w 1966 r. i zgubił się w podziemiach. Nie mógł odnaleźć wyjścia, więc noc spędził w jednej z sal degustacyjnych. Wydostał się dopiero następnego dnia. Podobno stwierdził, że łatwiej wrócić z kosmosu niż z Cricovej. Na jednej ze ścian eksponowany jest jego list, w którym dziękuje za wizytę i odnalezienie go o poranku.

Interesujące wina produkuje rodzinna winiarnia Asconi, 30 km od Kiszyniowa. Jej specjalnością są szczepy międzynarodowe: sauvignon blanc z nutami grejpfruta i czarnej porzeczki, cabernet sauvignon (truskawki, nuty dębowe), merlot (śliwki, wiśnie), riesling (jabłka). Mnie najbardziej do gustu przypada wino lodowe z wyrazistym aromatem mango, banana i ananasa.

Serce zostawiam jednak w Purcari, najstarszej mołdawskiej winnicy założonej w 1827 r., malowniczo usytuowanej na prawie 300 ha pagórków. 300 słonecznych dni w roku i wyjątkowy mikroklimat robią swoje – w 2016 r. Purcari było najczęściej nagradzaną winiarnią w Europie. Chlubi się winami Negru de Purcari i Rosu de Purcari. Negru było ponoć podawane na dworze królowej Wiktorii. Tutejsze trunki gościły także na stołach króla Jerzego V i królowej Elżbiety II. 

I ja je piłam, na zapas kupiłam. Zapas już się skończył, więc mam pretekst, by wrócić w gościnne mołdawskie progi.

Mołdawia, stary Orgiejów nad wąwozem rzeki ReutMołdawia, stary Orgiejów nad wąwozem rzeki Reut Monika Jankowska-Kapica

Warto zobaczyć

Kiszyniów – interesujący jest budynek parlamentu przypominający kształtem otwartą księgę oraz dworzec kolejowy zbudowany przez jeńców niemieckich.
Piata Centrala, czyli największy bazar w Kiszyniowie – w halach i alejkach spożywczych znajdziecie m.in. sery, ryby, warzywa i owoce, zioła, liście winogron do zwijania sarmali, wypieki, przetwory, miody i alkohole. Gorąco polecam kiszonki, chałwę ze słonecznika i łupane orzechy włoskie – Mołdawianie serwują je z miodem. Targ przy Strada Ismail czynny jest od 7 do 17.

Mołdawia,twierdza TighinaMołdawia,twierdza Tighina Monika Jankowska-Kapica


Twierdza Tighina (Bendery) – ma 10 bastionów artyleryjskich, 11 wież i 6 bram.
Tyraspol – duch ZSRR wiecznie żywy: czołgi, pomniki Lenina, budynek parlamentu.
Orheiul Vechi, czyli Stary Orgiejów – kompleks jaskiń wykutych w skale nad przepaścią. Warto stanąć na jej krawędzi, by spojrzeć na wąwóz rzeki Reut. A przy okazji poobserwować żywot jedynego mnicha, który tu mieszka.
Monastery w Curchi – pięć świątyń, w tym neobarokowa cerkiew, w której za Sowietów urządzono szpital psychiatryczny.

Mołdawia, chałwa ze słonecznikaMołdawia, chałwa ze słonecznika Monika Jankowska-Kapica

Informacje praktyczne

Jak dotrzeć – bezpośrednie połączenie lotnicze Warszawa – Kiszyniów oferuje jedynie PLL LOT (600-800 zł w obie strony). Autokar z Warszawy do Kiszyniowa kosztuje 300 zł (Kresy Tur) lub 210 zł (Nadiya Bus/EWHD). Przystanki: w Łodzi, Piotrkowi, Radomiu i Lublinie.

Gdzie mieszkać – hotel w Kiszyniowie: od 33 euro w pokoju dwuosobowym (np. Wine Hotel Chisinau). Agroturystyka: od 22 euro.

Gdzie jeść - agroturystyka: 2-7 euro za obiad (np. Eco Resort Butuceni). Kiszyniów: 15-20 (np. La Placinte) i 25 euro (Propaganda Café).