Mojito w Hawanie

Anna Kwiatkowska
09.10.2018 11:36
A A A
Daiquiri

Daiquiri (shutterstock)

"Moje mojito jest w Bodeguicie, moje daiquiri we Floridicie" - choć ściany niedużego baru pokrywają setki napisów - ten zobaczyłam od razu.
Podobnie jak zamaszysty podpis Ernesta Hemingwaya. Witajcie w Hawanie!

Mojito – pachnące miętą, słodkie, delikatne. Daiquiri – kremowe, kwaskowe limonką, miękkie zmielonym lodem, jak z sycylijskiej garnity. Dwa światy pełne kontrastów, jak Hawana, mieniące się niezwykłą historią, eleganckie i zwyczajne zarazem.

Jak na kubańskie warunki mojito w Bodeguicie kosztowało mnie majątekJak na kubańskie warunki mojito w Bodeguicie kosztowało mnie majątek shutterstock

Bary Bodeguitę del Medio, na ścianie której noblista zostawił swój autograf, i Floriditę dzieli ledwie kilkuminutowy spacer wąskimi uliczkami starej Hawany. No i ta różnica wieku – Floridita jest starsza. Powstała na początku XIX stulecia jako… Srebrny ananas. Była jednym z dziesiątków barów portowego miasta Hawana. Marynarze, którzy zgodnie z przepisami brytyjskiej królewskiej marynarki – w ramach dziennej racji żywnościowej – „ku zdrowotności” dostawali grog, życzyli sobie, by było tak jak przywykli, czyli żeby w barze podawano im rum zmieszany z wodą, sokiem z cytryny i cukrem. Ekstrawagancją portowego życia był lód – na statkach niedostępny. W ówczesnej Hawanie nieprzyzwoicie drogi. Taką mieszaninę na Kubie nazywano daiquiri – od górniczego miasteczka położonego nieopodal pierwszej stolicy wyspy, Santiago. Ponoć amerykański inżynier Jennings Cox, który nadzorował prace w tamtejszej kopalni rudy żelaza, takiego drinka zwykł pijać.

I niechybnie zostałby on tylko lokalną karaibską atrakcją, podobnie jak pochodzący z francuskich Karaibów punch, gdyby nie kongresmen William A. Chlaner. Tak smakowało mu daiquiri, że w 1902 roku poczęstował nim gości jednego z wytwornych amerykańskich biznesowych klubów. I daiquiri trafiło na amerykańskie salony. Nie na długo wszak, bo wkrótce ogłoszono przecież w Stanach prohibicję… Przemytem rumu, a przede wszystkim bezpiecznej melasy, z której ten rum jest produkowany, zajęła się mafia. Mafijni bossowie szybko odkryli Hawanę – bezpieczną i wygodną przystań, z dala od rządowych służb, z eleganckimi hotelami i obsługą mówiącą bezbłędnie po angielsku. Szczególnie do gustu przypadł mafiosom Nacional, otwarty w 1930 roku supernowoczesny hotel. To w nim śpiewał Frank Sinatra i w nim odbyła się w 1946 roku słynna konferencja mafijnych rodzin, uwieczniona w „Ojcu chrzestnym”. Jej uczestnikom jako aperitif podano podobno mrożone daiquiri, czyli zmielony lód z rumem, cukrem i sokiem z cytryny. Miał być to ukłon w stronę sycylijskich gości, którzy taki deser świetnie znali. Tyle że granita zazwyczaj jest bez alkoholu…

Floridita - legendarna knajpaFloridita - legendarna knajpa sutterstock

W Hawanie dowiedziałam się, że tę formę serwowania drinka wymyślił na początku lat trzydziestych kataloński imigrant Constantino Ribalaigua Vert, który kupił Srebrnego ananasa. Zmienił mu nazwę na El Floridita i jako spécialité de la maison zaczął podawać mrożone daiquiri. Pierwsze drinki ze zmielonym lodem zaserwował swoim gościom w 1930 roku, czyli dokładnie wtedy, kiedy Nacional otworzył swoje podwoje. Być może właśnie dlatego to, kto pierwszy zmiksował lód, by zmieszać go z rumem, pozostanie w sferze legendy.

Ernest HemingwayErnest Hemingway Arobal

Niewątpliwie ten smak uwiódł Ernesta Hemingwaya, który często zawijał do hawańskiego portu podczas wypraw na merliny z Key West. Do Floridity miał zaledwie kilka kroków z hotelu Ambos Mundos, w którym zwykł się zatrzymywać. I właśnie w nim przyjmował Brora Blixena – męża Karen, autorki „Pożegnania z Afryką” – którego poznał podczas safari w Kenii. W Hawanie też polowali, tyle że na gołębie. Co nikogo specjalnie nie dziwiło. Bror w aromacie daiquiri bezbłędnie rozpoznawał znane mu świetnie lekarstwo ze wschodniej Afryki. Tam nazywano je dawa – w obowiązującym na wybrzeżu języku suahili. Wódka z trzciny cukrowej, miód i limonka niewątpliwie działają antybakteryjnie, mają wszakże działanie uboczne: niespotykaną miękkość nóg.
Na Kubie lekarstwo pachnie nie miodem, a miętą. Historia tego „medykamentu” zaczęła się ponoć w 1586 roku, kiedy sir Francis Drake wraz ze swoją flotyllą zaatakował Hawanę. Dla urzędujących na wyspie Hiszpanów el Draque był piratem, dla Anglików – korsarzem. Działał w królewskiej służbie i jego wyprawy traktowano jako wojenne, nie łupieżcze. Znany ze skuteczności i okrucieństwa, tym razem musiał stawić czoła nie tylko fortyfikacjom i bohaterskim obrońcom, lecz także tropikalnym chorobom, które dziesiątkowały załogę. Miasta nie udało mu się zdobyć, lecz okręty przybiły do brzegów wyspy.
W ramach pomocy medycznej emisariusze wrócili z destylatem trzciny cukrowej, syropem z cukru trzcinowego, liśćmi świeżej mięty i zielonymi cytrynkami (dziś znanymi jako limonki). Lekarstwo z tych ingrediencji przyrządzone nazwano El Draque. Nazwa mojito (co w wolnym tłumaczeniu znaczy czas na pogadanie) – pojawiła się z górą trzy wieki później. W tym czasie mieszankę mięty, trzcinowej wódki i soku z trzciny popijali niewolnicy pracujący na kubańskich plantacjach. Drink stał się tak popularny na wyspie, że kiedy w 1942 roku Angel Martínez otworzył swój bar-sklep w Hawanie, nie mogło go zabraknąć jako dodatku do obiadów: fasoli z ryżem i ropa vieja, czyli starych ciuchów
– gulaszu z kawałków wieprzowiny, tak rozgotowanych, że „siepały się” jak stare szmaty. Kiedyś w drodze do Floridity zajrzał do nowego baru – Bodeguita del Medio – Ernest Hemingway. Prosty drink bez żadnego kruszonego mikserem lodu zauroczył pisarza – myśliwego i rewolucjonistę. Zakochałby się w nim każdy z bohaterów powieści Hemingwaya.

I może dlatego w 2014 roku mojito zdobyło laur najpopularniejszego drinka w Wielkiej Brytanii. Kubańskiego do bólu. A przecież Kuba i Wielka Brytania rozstały się mniej więcej w czasach sir Francisa Drake’a…

Mojito nie jest tak liberalne jak daiquiri, które przyjmie i truskawki, i mango. Mojito to zmiażdżone liście mięty, rum, syrop z trzciny cukrowej, lód i woda. Czasem dodaje się też sok z limonki – na pamiątkę chorych korsarzy Drake’a, którym ordynowano tę postać moijto, wyłącznie jako lekarstwo.

Dziś w Bodeguicie setki napisów na ścianach i trochę kurzu, pasującego do różowej karoserii starego buicka parkującego przed wejściem. Dystyngowany dziki bunt. Jakże inny od dostojnej kryształowymi kieliszkami i srebrnymi refleksami Floridity. Z lodowo miękkim, łagodzącym upał słodko orzeźwiającym tchnieniem. Nierozłączne sprzeczności jak twarda rewolucja i  dyskretny urok luksusu. Miałam jeszcze w planach podziwianie najeżonych armatami fortyfikacji, które kosztowały krocie. Ich fundator sądził, iż są tak wielkie, że ujrzy je z Madrytu. Na rachitycznej ławce przy potężnej kamiennej ścianie usiadł młody człowiek z gitarą. Nuty płynęły między lufami armat. Gdzieś na placu obok dostojnego kapitanatu kolonialnego portu, obecnie pomnika rewolucji, stara kobieta tańczyła rumbę. Hawana to miasto wielkich liter zapisanych niechlujnym pismem piratów i awanturników.

Daiquiri podaje się w kieliszkach do martiniDaiquiri podaje się w kieliszkach do martini shutterstock



Mojito

2 porcje białego rumu,
porcja syropu cukrowego lub biały cukier albo brązowy cukier trzcinowy,
2 ćwiartki limonki (dowolnie),
liście mięty,
2 porcje wody gazowanej,
lód

Liście mięty miażdżymy w moździerzu, dodajemy syrop cukrowy i starannie mieszamy. Następnie delikatnie potrząsając, dodajemy rum. Łączymy z syropem i z miętą. Wrzucamy lód i ewentualnie limonkę.

Daiquiri

2 części białego rumu,
1 część soku
z cytryny lub limonki,
0,5 części syropu
z trzciny cukrowej

Składniki wlewamy do blendera (jeśli nie mamy syropu cukrowego, zastępujemy go drobno mielonym cukrem). Dodajemy lód i dokładnie miksujemy, aż masa osiągnie kremową konsystencję. Podajemy drink w kieliszkach do martini, udekorowany wiórkami ze skórki cytrynowej.
Ernest Hemingway pijał daiquiri z odrobiną soku z grejpfruta lub pomarańczy i kilkoma kroplami likieru maraschino. Daiquiri ma dziesiątki odmian. Sok z cytryny można zastąpić np. sokiem z truskawek, pomarańczy, a nawet porzeczek czy mango. Od tego, jak słodki jest owoc, zależy ilość dodanego cukru. Ważna zasada: rum, sok i lód miksujemy razem.

Dawa

1 część wódki z trzciny cukrowej (tym różni się od rumu, że rum jest destylatem z melasy, a wódka jest destylatem ze zmiażdżonej trzciny),
0,5 części płynnego miodu,
limonka pokrojona na ósemki,
lód w kostkach do dopełnienia szklanki ,
dość gruba drewniana pałeczka do mieszania drinka

Do szklanki wlewamy miód i alkohol, wrzucamy kawałki limonki, dopełniamy lodem i podajemy z drewnianą pałeczką. Niestety, picie dawy jest zdradliwe
ze względu na pokusę dolewania lekarstwa do szklanki, w której lód rozpuszcza się wolno...

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE