Na porządne śniadanie miałam ochotę jak nigdy. Wstałam przed świtem, a powoli zbliżało się południe. Dotkliwy głód poczułam dopiero teraz. Wcześniej byłam wdzięczna, że mam pusty żołądek.

Reunion - paleta tradycji

Wyglądał jak obraz surrealisty malującego nie tylko kolorami, lecz także zapachami, smakami i tradycjami – nasz śniadaniowy stół. Kiełbaski, owszem, przysmażone, wystawały jednak z czerwonej kąpieli sosu pomidorowego, zazwyczaj występującego w  duecie z fasolką, w dodatku chrupały, nafaszerowane zielonymi orzeszkami pistacji. Ciastko do kawy pyszniło się kolorem wściekłej fuksji i smakowało… ziemniakami. Ryba zachowała swój kształt, za to pachniała wanilią i owocami. Żółte curry kryło bogactwo fasolek, groszków, twardych i miękkich warzyw o najdziwniejszych kształtach i konsystencjach jakby ze snu Salvadora Dali. Biały i oczywisty zdawał się tylko ryż, choć jego zielone tło, czyli bananowy liść zastępujący talerz, przywodził na myśl pola gdzieś z dalekich Chin. Patrzyłam na Feliksa pochłaniającego kolejne kęsy. Sama nie bardzo wiedziałam, od czego zacząć ucztowanie, bo choć curry, potrawki czy ciasteczka nie były dla mnie nowiną, to wyglądały kompletnie inaczej.

Delfiny pływające u wybrzeży wyspy ReunionDelfiny pływające u wybrzeży wyspy Reunion shutterstock

Przed oczami przewijały mi się równie abstrakcyjne obrazy: turkusowego oceanu, który im dalej od brzegu, tym bardziej stawał się niebieski, a w końcu granatowy, domków, jak ze snu prowansalskiego architekta i miasteczek nazwanych imionami świętych przez skazanych na śmierć buntowników z Madagaskaru. Francuski gubernator postanowił zrobić eksperyment i wysłał ich na bezludną, nieprzyjazną wyspę. Poradzili sobie i przeżyli. Zostali więc ułaskawieni, stali się pierwszymi osadnikami i nazwali wyspę Île de Bourbon. To oni przywieźli dawne francuskie smaki, gâteaux, czyli ciasteczka, receptury na sosy i przede wszystkim umiejętność produkowania rumu. Zalewali nim tutejsze owoce. Tak powstał punch, którym po śniadaniu poczęstował mnie Felix. Oni także wyczarowali wśród skał zielone pola kawy i trzciny cukrowej, na których zbijali fortuny. Do pracy na plantacjach sprowadzili niewolników z Afryki, których pomysłowość w wykorzystaniu jadalnych korzeni i bulw, choćby pleniącego się wszędzie jak chwast pokrzynu skrzydlatego, o intensywnie różowej barwie czy kremowego manioku albo kassawy, była nieograniczona. Od święta nieszczęśnicy ci dodawali do nich melasy i piekli „bieda ciasteczka”. Gotowali zielone liście tutejszych roślin w charakterze zupy i uciekali przed niewolą z zielonego świata żyznych, nadmorskich równin i łagodnych górskich dolin, w świat groźnych, jałowych, rozpalonych skał.

Przekraczanie granic

Felix powitał mnie kubkiem słynnej, gorącej kawy z Reunion. Jej aromat, zapach kardamonu, cynamonu i goździków, w szarym świetle świtu sprawiły, że maleńkie samolociki stojące na pasie startowym, wyglądały jak zjawy z czasów podboju przestworzy. Sam zaś Felix w goglach, czapce pilotce i skórzanej kurtce przypominał rówieśnika urodzonego na Reunion Rolanda Garrosa, pierwszego człowieka, który w 1913 r. przeleciał samolotem nad Morzem Śródziemnym i przekroczył magiczną, w owym czasie, granicę wysokości – czterech tysięcy metrów. Miałam wrażenie, że Felix chce osiągnąć znacznie więcej, kiedy ze swej motolotni uczynił windę jadącą pionowo w górę i przeleciał nad granią. Zobaczyłam drogę, którą musieli przebyć zbiegli niewolnicy – wśród czarnych błyszczących strumieni zastygłej lawy, mieniących się fioletami i czerwienią, piaskowych pustyń i wreszcie posępnych, szarych ścian kaldery. Strażnikiem ich azylu był najmłodszy z wulkanicznych stożków Reunion – Piton de la Fournaise. Ciągle żywy, widowiskowymi erupcjami przypominającymi gigantyczne fajerwerki, przyciąga turystów z całego świata. Jest tak aktywny, że w XX wieku było tylko 6 lat bez żadnego wybuchu.

Widowiskowa erupcja bardzo aktywnego wulkanu Piton de la FournaiseWidowiskowa erupcja bardzo aktywnego wulkanu Piton de la Fournaise shutterstock

Niezwykłe spotkanie

Reunion, czyli „połączeniem”, nazwano wyspę po rewolucji francuskiej. Żyzna, wulkaniczna ziemia i tropikalne słońce sprawiły, że Reunion stała się rajem nie tylko dla kawy i trzciny cukrowej. To tu Francuzi zaczęli uprawiać wykradzione Holendrom goździki. Zalali nimi rynek tak, że sprzedawane niegdyś na wagę złota, stały się jedną z najpopularniejszych przypraw.

To na Reunion po raz pierwszy wyhodowano wanilię poza Ameryką Środkową.To na Reunion po raz pierwszy wyhodowano wanilię poza Ameryką Środkową. shutterstock

Podobnie wanilia. To na Reunion opracowano metodę „zmuszenia” jej do owocowania bez udziału specjalnego gatunku muszek, które zapylają kwiaty w jej rodzimej Ameryce Środkowej i nie chcą mieszkać nigdzie indziej na świecie. Przyprawowe bogactwo – od gałki muszkatołowej po pieprz, imbir, kurkumę i cynamon – przyciągnęło kupców z Chin i Indii. Z nimi przyjechało kimczi, chouchou, masale i curry, słodko-ostre pasty i sosy. Spotkały się z tymi przywiezionymi przez pierwszych kolonizatorów. Tak powstało rougail – sos z pomidorów,orzeszków pistacjowych i cytryny, którym przyprawia się kiełbaski albo wieprzowinę. Cabri masalé to z kolei wariacja na temat indyjskich masali. Obowiązkowo jest w niej kminek, czosnek, pasta z tamaryndowca, imbir kurkuma, liście curry, czosnek i kolendra, reszta to tajemnica każdej pani domu. Na Reunion, zamiast mleka kokosowego, dodaje się do niej masło. Cabri masalé najczęściej przyprawia się jagnięcinę.
Przyłączyłam się do Feliksa w niespiesznym demontażu misternej kompozycji naszego śniadaniowego stołu. Milczeliśmy. Każdy kęs był odkryciem, wędrówką szlakiem niezwykłych spotkań kultur i tradycji, które stworzyły zupełnie nową, odrębną, niepodobną do niczego, tożsamość. Smakowitą. Syciliśmy się chwilą, którą – nim zostaną wypowiedziane słowa – wypełnia radość spotkania z nieznanym.

Rougail saucisse

Dla 4-6 osób
Przygotowanie: 45 minut

6 surowych lub wędzonych kiełbasek, 3 łyżki oliwy, 2 posiekane cebule, 3 posiekane ząbki czosnku, kawałek imbiru (ok. 2 cm), 6 sparzonych, obranych ze skórki i pokrojonych w kostkę pomidorów, po łyżeczce tymianku, kurkumy, wędzonej papryki, pieprzu cayenne, sól, 250 ml bulionu

Obgotowujemy kiełbaski ok. 3 minut we wrzątku, następnie kroimy je na 3-cm kawałki. W rondlu rozgrzewamy oliwę, szklimy cebulę. Dodajemy kiełbasę i podsmażamy na rumiano, dodajemy czosnek, imbir, pomidory, przyprawy. Całość podlewamy bulionem. Przykrywamy. Dusimy na niedużym ogniu 30-40 minut, aż sos zgęstnieje. Świetnie smakuje z ryżem.

Gâteau cambarre mauve

Dla 6-8 osób
Przygotowanie: 60 minut

W oryginalnym przepisie występuje pokrzyn skrzydlaty, nadający potrawie piękny kolor fuksji, ale możemy użyć też manioku, kassawy albo słodkich ziemniaków.

1 i 1/2 kg pokrzynu, 250 g masła, 5 jajek, 300 g cukru, garść wiórków kokosowych lub startego kokosa, miąższ ze strąka wanilii, 100 g mąki, kieliszek rumu

Korzeń obieramy, kroimy w kostkę i gotujemy na parze lub w małej ilości wody. Rozcieramy na purée. Do ciepłego purée dodajemy masło (zostawiamy trochę do formy). W misce ucieramy żółtka z cukrem na puch, dodajemy wiórki kokosowe, wanilię, rum i przesianą mąkę. Mieszamy z ostudzonym purée. Białka ubijamy na sztywną pianę ze szczyptą soli i delikatnie łączymy z ciastem. Formę natłuszczamy i posypujemy mąką. Wlewamy ciasto. Pieczemy w rozgrzanym do 170 st. piekarniku 30-40 minut, aż ciasto się zarumieni. Podajemy ostudzone, posypane cukrem pudrem i/lub wiórkami kokosowymi.