Chcę być jak Tony Halik: jeść bycze jądra w zielonym sosie w restauracji dla torreadorów. Kiedy jako reporter NBC (dopiero później został gwiazdą TVP) w latach 1964-1976 mieszkał w mieście Meksyk, szczególnie upodobał sobie restaurację El Taquito, a w niej criadillas de toro en salsa verde (bycze jądra z zielonym sosem). Aby tam dotrzeć, trzeba iść na wschód od Plaza de los Mariachis, na ulicy Republica de Bolivia przecisnąć się między stoiskami z ogromnymi pluszakami, na wysokości calle del Carmen skręcić w lewo i zrobić kilka kroków. Jest! Numer 69. El Taquito, restaurante taurino. Bycza restauracja! Jedyny gość w części barowej siedzi przy okrągłym stoliku, zajada koktajl z krewetek i zagryza empanadą z guacamole.

Wyciągam zdjęcia Halika. - Zna go pan? - pytam. - O, tak! -  odpowiada. - Nazywaliśmy go trotamundo de Polonia, obieżyświatem z Polski. Przesiadywał tu z korespondentami zagranicznymi.

Raymundo Rivera González, lat 66, szef Hispanoamerykańskiego Koła Dziennikarzy w El Taquito stołuje się regularnie od jakichś czterdziestu lat. Dzisiaj - oprócz koktajlu z krewetek i empanady - zje jeszcze mole poblano i arroz dulce, czyli deser z ryżu. Zajada i opowiada: - Halik zachwalał polską wódkę. Byłem świadkiem, jak kłócił się, czy lepsza jest polska czy rosyjska. Miał rację. Mało jest takich specjałów jak wyborowa z sokiem pomarańczowym. Lubił mówić. Ale to, co mówił, zawsze było interesujące. No i uwielbiał kuchnię meksykańską.

Miłość może poczekać, kolacja nieMiłość może poczekać, kolacja nie fot. Mirosław Wlekły

Na zdjęciu powyżej: "Miłość może poczekać, kolacja nie"

Rivera González dojada mole i właśnie zabiera się za deser, kiedy kelner przynosi bycze jądra w zielonym sosie. - Wciąż według przepisu moich dziadków, w menu od prawie stu lat, wyjątkowo lubią je torreadorzy - zapewnia Marcos Guillen Hernandez, właściciel restauracji. - Tylko uważaj - żartuje (mam nadzieję) Rivera González - mówią, że czasem podają tu jądra torreadora, nie byka.

Są! Duże i płaskie jak steki, odpowiednio kruche, a sos z zielonych chilli porządnie szczypie w język. Jem, a Rivera González opowiada: - Estamos en Santuario de Buen Comer (Znajdujemy się w Sanktuarium Dobrego Jedzenia), gdzie stołowali się Diego Rivera, Fidel Castro, Marylin Monroe, Anthony Quinn, Gary Cooper i wszyscy meksykańscy prezydenci. A dlaczego Polak, taki jak Halik, wybrał Meksyk na drugą ojczyznę i tak bardzo smakowała mu nasza kuchnia? W czasach, gdy Meksykiem rządzili Habsburgowie, przywieźli ze sobą kuchnię europejską, węgierską i polską także. Na przykład "placek".

Mural Diego Rivery Mural Diego Rivery "La cena del capitalista" ("Kolacja kapitalisty", 1928 r.) fot. Mirosław Wlekły

Na zdjęciu powyżej: Mural Diego Rivery "La cena del capitalista" ("Kolacja kapitalisty", 1928 r.)

Ta restauracja, w której siedzimy, serwowała dania Janowi Pawłowi II, kiedy odwiedzał Meksyk. Jadł i błogosławił taco mexicano. A cóż to takiego taco? To przecież placek, tyle że kukurydziany. Jądra smakują wybornie. A następnego dnia w ulicznej garkuchni zamawiam gorditę. Jest tłusta i ze skwarkami. Smakuje jak... placek ziemniaczany.

Jajka na śniadanie

Nigdy nie chodzę do sieciówek. W Meksyku nie mam innego wyjścia. W dzielnicy San Ángel, w której się zatrzymałem, nie mam dostępu do Internetu, muszę pracować, a najbliższą knajpą z wi-fi jest restauracja VIPS przy Avenida Insurgentes, należąca do sieci działającej od 1964 roku. Z laptopem pod pachą chodzę tam na śniadania. I już pierwszego dnia odkrywam jeden z największych skarbów kuchni meksykańskiej: jajka - poezję meksykańskiego śniadania. W VIPS wypełniają kilka stron kolorowego menu. Pierwszego dnia jem huevos Veracruz, jajka na sposób z Veracruz, sadzone, ułożone na tortilli, z serem manchego, drobno posiekaną kiełbaską chorizo, zielonymi papryczkami i sosem z fasoli z dodatkiem nachos. Drugiego - huevos poche en salsa de queso, gotowane bez skorupki, polane serowym sosem. Trzeciego - huevos rancheros, ułożone na tortilli, z sosem pomidorowym z chilli i dodatkiem fasolowego purée. Czwartego -  huevos revueltos a la mexicana, czyli jajecznicę po meksykańsku z papryką i pomidorami. Zazwyczaj popijam juego verde - świeżo wyciskanym sokiem z pietruszki, kaktusa i pomarańczy.

Piątego dnia wciąż nie mam dość jajek. Zamawiam gwóźdź programu: huevos poblanos divorciados - "rozwiedzione jajka", czyli dwa sadzone: jedno polane mole poblano (sosem z czekolady), a drugie salsa poblana (sosem z zielonej papryczki poblano). Żałuję, że nie zdążę spróbować innych: sadzonych z pieczonym kaktusem, nortenos z suszonym mięsem i pieczoną fasolą, campesino - po wiejsku, czyli z boczkiem i ziemniakami...

Veracruz - tam, gdzie rośnie wanilia

Na ekranie w autobusie właśnie skończył się film, więc zaczynam rozmawiać z moim sąsiadem. Luis Rodriguez jest biologiem, mieszka w Gutiérrez Zamora. Opowiada mi, że wanilia to chwast, który potrzebuje ciepła, wilgoci i cienia. -  Wyrasta spod drzew i oplata je swoimi łodygami. Wanilię zbiera się od jesieni do stycznia i suszy. Trafiłeś na koniec zbiorów. Kwiatów wanilii już nie zobaczysz. Szkoda, są przepiękne. Aztekowie płacili nimi podatki. Mamy tu jeszcze jeden typowy dla Veracruz chwast, storczyki. Zresztą wanilia pochodzi z rodziny storczykowatych. Do 1800 roku region Veracruz był jedynym producentem wanilii na świecie. Ale potem nasiona zawieziono do Mozambiku, teraz uprawia się ją w wielu krajach - snuje opowieść. Jadę do Papantli oglądać ludzi ptaki, Totonaków, którzy proszą bogów o deszcz, zwisając na linie z gigantycznego słupa. Rodriguez radzi mi jednak, bym pierwsze kroki skierował na targ. - Dziś niedziela, na targu przyrządzają sacahuil, ciasto kukurydziane z wieprzowiną, chilli i warzywami. Popij atole z tamaryndowcem. Tak najlepiej rozpocząć dzień - dodaje.

Ulica w Meksyku

Właśnie na targach lub na ulicy najbardziej lubię jeść. W El Tajin, położonej w środku dżungli, pełnej piramid dawnej stolicy państwa Totonaków, na skraju ruin i lasu, gdzie rzadko docierają turyści, natykam się na prowizoryczny stragan. Trzy Indianki sprzedają tamales. To kukurydziane ciasto, często nadziewane mięsem, zawija się w liście kukurydzy i gotuje na parze. Meksykanie zajadają się nimi na śniadanie. Popijają gorącym atole: wodą zagęszczoną mąką kukurydzianą z dodatkiem czekolady lub jakiegoś owocu (mi najbardziej smakuje z gujawą). Odwijam liść z mojego tamale, spod liścia bucha przyjemna para, czerwieni się pomidorowy sos.

Dla spragnionych kawa lub atole - słodki napój z mąki kukurydzianej, np. o smaku kakao lub owocówDla spragnionych kawa lub atole - słodki napój z mąki kukurydzianej, np. o smaku kakao lub owoców fot. Mirosław Wlekły

Na zdjęciu powyżej: Dla spragnionych kawa lub atole - słodki napój z mąki kukurydzianej, np. o smaku kakao lub owoców

Meksykański fast food podaje się najczęściej na kolorowych chińskich talerzykach z plastiku. Ponieważ w ulicznych garkuchniach nie ma gdzie ich umyć, na talerzyki zakłada się folię. Po zjedzeniu folię się wyrzuca i zakłada następną. Na ulicy wielokrotnie jadłem w ten sposób tacos. Najmilej wspominam te z baraniną w dzielnicy Tepepan, z kwiatami cukini niedaleko parku Alameda, a na rogu Avenida Insurgentes i ulicy Cracovia, gdzie mieści się polska ambasada - z befsztykiem lub suszonym mięsem. Na życzenie dokładają tam frytki i cebulę.

A najfajniejsze jest to, że przed klientem wyłożone są: papryczka, dwa rodzaje fasoli, ogórki oraz zielona (łagodniejsza) i czerwona (ostra) salsa, więc taco można sobie rozbudowywać. I trzy drobnostki, których nie da się zapomnieć - kanapki na ciepło, na przykład z befsztykiem, awokado, ananasem i serem, przyrządzane na oczach klienta w ulicznych budkach, o których higienie przewodniki piszą, że "pozostawia wiele do życzenia". Oprócz tego pozole - meksykański bigos, czyli gulasz z suszonej kukurydzy i wieprzowiny z dodatkiem m.in. awokado i chilli. Na deser - mieszanka owoców (niekiedy ze startą marchewką), pokrojonych w kostkę, wrzuconych do plastikowego kubka, sowicie skropionych limonką i posypanych mielonym chilli.

Do niemal każdego dania w Meksyku kelner przynosi miseczkę limonekDo niemal każdego dania w Meksyku kelner przynosi miseczkę limonek fot. Mirosław Wlekły

Na zdjęciu powyżej: Do niemal każdego dania w Meksyku kelner przynosi miseczkę limonek 

Z dwóch oceanów

Na głównym placu w Papantli podczas lokalnej fiesty jem w Plaza Pardo ceviche de pescado, surową rybę marynowaną w soku z limonki, z cebulą, chilli, czosnkiem, pomidorami, awokado i salsa picante (ostrym sosem). W Meksyku do ceviche podaje się też krakersy. Zajadam się nim potem wielokrotnie, głównie w tanich jadłodajniach od Papantli po Acapulco, od Atlantyku po Pacyfik.

Ceviche z tanich jadłodajni towarzyszyło mi od Papantli do AcapulcoCeviche z tanich jadłodajni towarzyszyło mi od Papantli do Acapulco fot. Mirosław Wlekły

Na zdjęciu powyżej: Ceviche z tanich jadłodajni towarzyszyło mi od Papantli do Acapulco 

Tu rozpoczyna się osobny i ulubiony rozdział mojej podróży - dary morza. Nad oceanem, w Costa Esmeralda, niedaleko Papantli zamawiam tequila la paloma (tequilę z solą i sokiem z grejpfruta i limonki), a na obwoźnym stoisku proszę o porcję ostryg. Sprzedawczyni czyści je szczoteczką, kasuje równowartość pięciu złotych i za kilka chwil przynosi do plastikowego stolika ostrygi w towarzystwie cytrusów, z których zręcznie wyrzeźbiła przeróżne wygibasy, nawet miseczkę do soli.

Moje ulubione miejsce z owocami morza znajduje się jednak w mieście Meksyk, w pobliżu wieżowca Loteria Nacional, na ulicznym straganie. Sprzedawca uwija się jak w ukropie, nie nadąża zmywać talerzyków, liczba klientów rośnie, a ja nie kończę zamawiać: koktajl z kalmarów, quesadilla z rybą, smażona tortilla z ośmiornicą, empanada z krewetkami... Ceny: 5-15 zł za danie. Podobny raj (tylko bardziej kosztowny) znalazłem w artystycznej dzielnicy Coyoacán. W Jardin del Pulpo (Ogrodzie ośmiornicy) na świeżym powietrzu podaje się cuda wczesnym rankiem przywiezione z oceanu. Moje cudo to ośmiornica duszona w tequili.

Sos czekoladowy

Muszę coś wyznać - w Meksyku znalazłem miłość. Kulinarną. Najpierw na mole poblano do swojej jadłodajni Los Volcanes zaprosił mnie Stan Skoryna, syn Franciszka, żołnierza Armii Krajowej, powstańca warszawskiego i dziennikarza. - Przepis pochodzi z Puebli, wymyślili go Aztekowie - tłumaczy Stan. -  Robi się je z wielu składników: ziaren kakaowca, kilku gatunków chilli, migdałów, orzechów, rodzynek, goździków, cynamonu, pietruszki, pieprzu, cebuli, czosnku. I zazwyczaj podaje z indyczym mięsem. U mnie spróbujesz w wersji z enchiladas - zachęca. Drób w czekoladowym sosie jadłem w Meksyku jeszcze kilka razy. Takiego smaku się nie zapomina. Podobnie jak smaku byczych jąder. I ośmiornic w tequili... Teraz już wiem, dlaczego Tony Halik zamieszkał właśnie w Meksyku.

Informacje praktyczne

Kawiarnia w Casa de  Azulejos z XVI w. Fasadę i ściany pałacu pokryto ceramicznymi płytkami z ozdobnymi ornamentamiKawiarnia w Casa de  Azulejos z XVI w. Fasadę i ściany pałacu pokryto ceramicznymi płytkami z ozdobnymi ornamentami fot. Mirosław Wlekły

Na zdjęciu powyżej: Kawiarnia w Casa de Azulejos z XVI w. Fasadę i ściany pałacu pokryto ceramicznymi płytkami z ozdobnymi ornamentami 

Gdzie spać?

Hostele Mexico City mieszczą się w dwóch kolonialnych budynkach w pobliżu głównego placu Zócalo. Do wyboru: od sal sypialnych po wygodne pokoje (jedno- i dwuosobowe) z łazienką. Ceny od 40 do 120 zł.

Hostel, Republica de Brasil 8, Colonia Centro, Mexico City, tel: (01-55) 5512-3666 / 5512-7731, reservaciones@mexicocityhostel.com;

Hostel Suites, Republica de Brasil 11, Colonia Centro, Mexico City, tel: (01-55) 5510-9562 / 5510-9566, reservaciones-suites@mexicocityhostel.com; http://www.mexicocityhostel.com.

W Papantli nie brakuje tanich noclegów. W skromnym hotelu Pulido jedynki już od 40 zł. Juan Enriquez 203, Barrio del Naranjo, hotelpulido@gmail.com.
W Acapulco, głównie z powodu nasilenia przestępczości, hotele cierpią na brak klientów. I nawet w dość luksusowym apartamencie z dostępem do hotelowej plaży można przenocować już za 50 zł.

Gdzie jeść?

Miasto Meksyk: Jardin del Pulpo (serwuje owoce morza), Coyoacán, Malintzin 89.
El Taquito (bycze jądra, mole poblano i inne meksykańskie specjały), Colonia Centro, Calle del Carmen 69.

Papantla: Plaza Pardo (restauracja z kuchnią meksykańską), Calle Juan Enriquez.

Acapulco: wokół głównego placu Zócalo jest mnóstwo tanich restauracyjek, które oprócz dań z karty serwują codziennie po kilka dań dnia.
Poza tym: dania z ulicznych stoisk, tacos, kanapki, owoce morza.

Ile co kosztuje?

Za bycze jądra czy mole poblano w El Taquito zapłacić trzeba ok. 25 zł. Ośmiornica w tequili w Jardin del Pulpo - 38 zł.

Sprzedawane na ulicy tacos kosztują niecałe 2 zł. W tanich barach gordita kosztuje ok. 3 zł, zupy - ok. 6 zł, befsztyk - ok. 10 zł. Piwo z reguły kosztuje ok. 5 zł, podobnie kawa (dolewki zazwyczaj gratis).

Co przywieźć?

Wyroby rękodzielnicze ze wszystkich regionów kraju kupić można w mieście Meksyk na targu Artesanias de la Ciudadela. Meksyk słynie z pięknej ceramiki, wyrobów z drewna, wełnianej odzieży, biżuterii, szczególnie ze srebra. Warto też zabrać do domu butelkę tequili albo mezcalu (najlepiej z jadalną gąsienicą guasano w środku).

W dzielnicy San Ángel co sobotę otwiera się El Bazar Sábado; można na nim kupić wspaniałe rękodzieło, mnóstwo artykułów gastronomicznych i dobrze zjeśćW dzielnicy San Ángel co sobotę otwiera się El Bazar Sábado; można na nim kupić wspaniałe rękodzieło, mnóstwo artykułów gastronomicznych i dobrze zjeść fot. Mirosław Wlekły

Na zdjęciu powyżej: W dzielnicy San Ángel co sobotę otwiera się El Bazar Sábado; można na nim kupić wspaniałe rękodzieło, mnóstwo artykułów gastronomicznych i dobrze zjeść 

Co warto zobaczyć?

Azteckie ruiny Tenochtitlan w mieście Meksyk (centrum azteckiego uniwersum, gdzie ujrzano orła siedzącego na kaktusie, którego później umieszczono na fladze Meksyku), a także starówkę z Zocaló i Plaza de los Mariachis (Plaza de Garibaldi), artystyczną dzielnicę Coyoacán ze spokojnymi knajpkami, pływające ogrody Xochimilco.
W pobliżu miasta: ruiny wielkiego miasta Teotihuacán z trzecią największą piramidą świata.

Poza tym: dawną stolicę Totonaków El Tajin w stanie Veracruz i pobliskie miasto Papantla, a w nim ludzi ptaki, odprawiających rytuał przywoływania deszczu. I Acapulco z bajeczną zatoką i skoczkami do wody z tamtejszej La Quebrady.

Acapulco - pokazy skoków z La Quebrada, 35-metrowej skały śmierci, zawsze przyciągały tłumy turystów; jednak dziś jest ich niewielu, bo miastem rządzi mafiaAcapulco - pokazy skoków z La Quebrada, 35-metrowej skały śmierci, zawsze przyciągały tłumy turystów; jednak dziś jest ich niewielu, bo miastem rządzi mafia fot. Mirosław Wlekły

Na zdjęciu powyżej: Acapulco - pokazy skoków z La Quebrada, 35-metrowej skały śmierci, zawsze przyciągały tłumy turystów; jednak dziś jest ich niewielu, bo miastem rządzi mafia